W piątek 25 września tysiące niemieckich uczniów wyszły ze szkół na ulice. Demonstracje przeciwko planom przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej odbyły się w około stu miastach. Organizatorzy podali, że uczestniczyło w nich ponad 45 tys. osób. Policja, która publikowała dane tylko dla części demonstracji, podawała znacznie niższe liczby. W samym Berlinie miało protestować 2400 osób.
Strajk szkolny przeciwko poborowi do wojska / Zdjęcie: W.Hajek via Wikimedia Commons (CC0)
Powodem do protestów są nowe niemieckie przepisy, które wprowadziły obowiązkowe badania kwalifikacyjne dla młodych mężczyzn. Ponadto jeśli ilość ochotników okaże się niewystarczająca dla potrzeb armii, Bundestag będzie mógł zdecydować o przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej. Młodzi Niemcy protestują więc przeciwko temu, żeby państwo mogło skierować ich do Bundeswehry. To autentyczny konflikt społeczny i nie ma żadnego dowodu, że obecne demonstracje zostały zorganizowane przez Rosję, ale można mieć pewne podejrzenia.
Część haseł pojawiających się na niemieckich ulicach brzmi niemal tak, jak przekaz od lat obecny w rosyjskiej propagandzie. Na protestach pojawiły się hasła: Wasze wojny bez nas, Rosja nie jest naszym wrogiem, czy Ani grosza na Bundeswehrę. I właśnie tutaj historykom powinny zapalić się żarówki, bo warto przypomnieć sobie zimną wojnę.
Operacja RYAN
W 1981 Jurij Andropow, wówczas szef KGB, uruchomił operację RYAN. Nazwa była skrótem od rosyjskiego określenia rakietowo-jądrowe uderzenie (ros. rakietno-jadiernoje napadenije). KGB miało zbierać informacje pozwalające wykryć przygotowania Zachodu do potencjalnego pierwszego uderzenia nuklearnego. Problem polegał na tym, że sowieckie kierownictwo przyjęło założenie o możliwym ataku Zachodu, mimo braku dowodów na istnienie takiego planu. Zadaniem wywiadu było więc między innymi szukanie oznak potwierdzających wcześniejsze założenie, a także wspieranie ruchu antywojennego.
RYAN była przede wszystkim operacją wywiadowczą. Jednak jej historia jest częścią znacznie większego sowieckiego programu tak zwanych aktywnych działań. Moskwa próbowała wpływać na zachodnią opinię publiczną, wykorzystywać istniejące podziały polityczne i wzmacniać ruchy sprzeciwiające się rozmieszczeniu amerykańskich rakiet w Europie.
W przypadku zachodniego ruchu pokojowego sytuacja była szczególnie interesująca. Amerykańskie dokumenty z początku lat 80. wskazywały, że Sowieci próbowali wykorzystywać organizacje komunistyczne i kontrolowane przez nie struktury pokojowe do wspierania protestów przeciwko rozmieszczeniu Pershingów II i pocisków manewrujących. Jednocześnie amerykańscy analitycy podkreślali coś bardzo ważnego. Rosjanie wykorzystali zastane niezadowolenie i je podbijali, ponieważ zachodni ruch pokojowy miał autentyczne, społeczne źródła i nie został wymyślony przez KGB. Sowieci próbowali go raczej wykorzystać i skierować jego energię przeciwko polityce NATO.
Strajk szkolny przeciwko obowiązkowi służby wojskowej w Hanowerze (2026) / Zdjęcie: Axel Hindemith via Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Powtórka z historii
I tak dzieje się i dzisiaj. Rosjanie nie muszą wymyślać całego protestu. Nie muszą też przekonywać wszystkich jego uczestników do swoich poglądów. Wystarczy, że istniejący konflikt społeczny zostanie odpowiednio wykorzystany. Jeżeli część społeczeństwa sprzeciwia się zwiększaniu wydatków na obronność, Moskwa może wzmacniać przekaz, że NATO prowokuje Rosję. I jest to robione.
Jeżeli młodzi ludzie nie chcą iść do wojska, rosyjska propaganda może przedstawiać to jako dowód, że Europejczycy nie chcą walczyć za Ukrainę, za Tallin, czy za Kowno. Jeżeli ktoś uważa, że wojna jest daleko od jego kraju, wystarczy dodać do tego komunikat, że to nie jest wasza wojna, choćby na głowy spadały rosyjskie drony.
To działa również dlatego, że podstawowy komunikat nie musi być całkowicie fałszywy. Młody Niemiec rzeczywiście może nie chcieć zostać żołnierzem. Patrząc na badania niemieckiej opinii publicznej jest to wręcz pewne. Niemiecki podatnik rzeczywiście może uważać, że pieniądze powinny trafić do szkół zamiast do Bundeswehry. Rodzic rzeczywiście może bać się, że jego syn zostanie wysłany na wojnę. Żadna z tych obaw nie potrzebuje rosyjskiego wywiadu, żeby istnieć.
Rosyjski problem zaczyna się później, kiedy Kreml podpina się pod autentyczne oburzenie i podrzucając hasła o przyjaźni niemiecko-rosyjskiej, buduje sobie poparcie do eskalowania działań. A każdy podział jest Kremlowi na rękę. Im bardziej przeciwnik jest podzielony, tym łatwiej go pokonać.
W dokumentach dotyczących amerykańskiego ruchu antynuklearnego z początku lat 80. znalazło się zresztą bardzo ciekawe zastrzeżenie. Amerykańskie służby nie uważały, że Sowieci kontrolowali cały ruch pokojowy. Przeciwnie, przyznawały, że był on w dużej mierze autentyczny. Jednocześnie wskazywały na próby jego wykorzystywania przez sowieckie struktury i organizacje komunistyczne. I teraz może być podobnie. Tego typu hasła nie pojawiają się przez przypadek.
Czytaj także:
- Brak narzędzi. Brak pomysłu. Polska przegrywa wojnę
- Masowe wysiedlenia Polaków. Kolejne kłamstwa rosyjskiej propagandy
- Fakty nie przeszkadzają, gdy można winić Ukrainę. Polska przegrywa wojnę informacyjną
- Wojna w Donbasie. Rosyjski fake news, który wciąż żyje własnym życiem
- Ruskie trolle wygrywają w Internecie. Polska ma problem
- Pseudopatriotyzm w służbie Putina
- „Siła w prawdzie”: Rosyjski pociąg do zwycięstwa w wojnie na kłamstwa historyczne
- Czy Tarcza Wschód zatrzyma rosyjski najazd informacyjny?
- Trolle Putina groźniejsze od rosyjskich czołgów
