(Nowy) Początek
Jakiś czas temu zabrałem żonę i córkę na strzelnicę Łuska w Machowej. Do torby spakowałem swoją Berettę APX i „tetetkę z Szuflandii” (Zastavę M70 7,65 mmx 17), ale poprosiłem Czarka o użyczenie czegoś na pierwszy kontakt, w kalibrze .22LR. Tak poznaliśmy GSG Firefly.
Dziewiątka trochę onieśmielała, „Pčelica” obraziła Emilkę drapiąc jej dłoń zamkiem, a Firefly wypluwał pocisk za pociskiem – ku niezmiernej radości dziewczyn. Wyrób GSG trafił na szczyt krótkiej listy.
Na rynku jest znany od dawna, ale wcześniej używał nazwy SIG Sauer Mosquito. Szwajcarsko-niemiecko-amerykańska firma podrzuciła pomysł i franszyzę specjalistom od dwudziestek dwójek z German Sport Guns GmbH (skrót podobny do nazwy oddziału GSG-9 – przypadek…?), jednak po pewnym czasie zrezygnowała z takiego niepoważnego malucha w portfolio. Niemcy zostali z pistoletem wyglądającym jak P226, który w dzieciństwie nie pił mleka (nawiązując do popularnej reklamy z Bogusławem Lindą), dali mu nazwisko i nowe imię. Miejsce komara zajął sympatyczny świetlik.
Bo też w ofercie – obok modeli czarnych, zielonych i brązowych – znajdą się „żarówiaste” kolory: wściekle różowy, pastelowo różowy i miętowy. W nasze ręce trafił model „wściekły”. Trafił na krótko – ot, tyle żeby udało się zorganizować wizytę na strzelnicy; stąd na zdjęciach szczegółowych pojawia się dubler.
GSG FireFly w podstawowym, czarnym kolorze / Zdjęcia: Krzysztof Kluza, MILMAG
Pierwsze wrażenia
Niby-SIG, jaki jest, każdy widzi. Na pierwszy rzut oka widać wystającą z zamka lufę zakończoną nakrętką oraz bezpiecznik nastawny, którego seria P22x pierwotnie nie miała. Kanciasty kabłąk, niewielka broda (beavertail) pod kurkiem, manipulatory umieszczone jak w starszym bracie. Duże SIG Sauery nie leżały mi w dłoni, ale Firefly to co innego, od razu złapaliśmy dobry kontakt.
Manipulatory są oczywiście powieleniem układu P22x, zatem użytkownicy innych platform powinni spędzić chwilę na zapoznanie się tą przedziwną logiką: tam, gdzie reszta świata instaluje zrzut zamka, ulokowano decocker, po naszemu zwalniacz napiętego kurka. Właściwy zrzut zamka znajduje się pod skrzydełkiem bezpiecznika i stanowi niebezpiecznie kuszącą namiastkę półki na kciuk. Dobrze, że zwalniacz magazynka jest na swoim miejscu. Wspomniany bezpiecznik nastawny jest odstępstwem od ortodoksji, ale pełni dwie ważne role. Po pierwsze, praca na bezpieczniku jest ważnym elementem strzeleckiej edukacji, po drugie – w położeniu zabezpieczonym możemy ćwiczyć strzelanie na sucho, bez ryzyka zmasakrowania iglicy lub zamka.
Drogie dzieci, tak wygląda zabezpieczony pistolet
Klawiszologia: 1-dźwignia do rozkładania broni; 2-zrzut kurka (decocker); 3-zwalniacz zamka z tylnego położenia; 4-bezpiecznik nastawny; 5-zwalniacz magazynka. Warto zwrócić uwagę, że po prawej stronie broni znajdziemy wyłącznie bezpiecznik.
Nie wspomniałem jeszcze, że szkielet i zamek są wykonane z materiału powszechnie występującego w świecie ASG, czyli znalu – stopu cynku (Zn) i glinu (Al). Nie słynie on z nadmiernej wytrzymałości i być może dlatego powszechnie jest stosowany w nowoczesnych dwudziestkach dwójkach i „broni gazowej” – próba przerobienia naszego bohatera pod mocniejszą amunicję i wykorzystania do niecnych celów musi być skazana na klęskę.*
*Lżejsze stopy metali są koniecznością przy zastosowaniu „pełnowymiarowego” zamka w pistolecie zasilanym amunicją .22LR, która miałaby problem z przeładowaniem stalowego zamka tej samej wielkości (przyp. red.)
There is another...
…czyli bezpiecznik magazynkowy. Obecnie coś w rodzaju ryby Latimeria, o której sądzono, że wymarła razem z dinozaurami, aż w latach 1930. wypłynęła na światło dzienne. Dawno temu, gdy pistolet samopowtarzalny był egzotyczną nowinką, a ludzie przyzwyczajeni do rewolwerów, dochodziło do licznych wypadków podczas czyszczenia. Po wyjęciu magazynka wydawało się, że broń jest rozładowana jak rewolwer z odchylonym bębenkiem lub pochyloną lufą i niespodziewanie użytkownik oddawał strzał… By temu zapobiec, montowano bezpiecznik magazynkowy, który blokuje szynę spustową po wyjęciu magazynka. Czy to potrzebne? Moim skromnym zdaniem nie, ale z dwudziestek dwójek strzał kontrolny to ogólnie trudny temat (patrz dekocker i bezpiecznik). Bezpiecznik jest i chyba po prostu trzeba to zaakceptować.
Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o jednym bezpieczniku: w dolnej części chwytu, przy wlocie magazynka znajduje się bezpiecznik aktywowany kluczykiem. Przy przechowywaniu broni w szafie lub w magazynie chyba nie będzie często używany.
Za gniazdem magazynka znajdziemy amerykański bezpiecznik aktywowany kluczykiem (tu odbezpieczony). Jasny element wewnątrz gniazda to mosiężna tuleja śruby mocującej okładki chwytu. Znal nie lubi stalowych śrub, więc szacunek dla producenta! Na wysokości suwaka na korpusie magazynka widać występ uniemożliwiający stosowanie z przyciskiem zwalniacza przełożonym na prawą stronę.
Kurek utrzymuje się w pozycji „w półnapiętej”, uderzając iglicę przy strzale i wracając do owego dziwnego położenia, znanego posiadaczom tetetki. Główka kurka posiada nacięcia ułatwiające napięcie oraz wgłębienia. Kurek jest w kolorze srebrnym, co pozwala z daleka ocenić, czy jest napięty.
Magazynek to klasyka gatunku: na dziesięć nabojów, z uchwytami do odciągania dosyłacza w dół, wykonany ze ZnAlu – tym razem jasnego. Kapitalnie ułatwia to szukanie magazynków podczas ćwiczeń w strzelaniu dynamicznym – raczej na trawie, bo ZnAl nie lubi kontaktu z twardym podłożem. Magazynki są łatwo rozbieralne do czyszczenia. Po lewej stronie korpusu znajdziemy dziwne zgrubienie, którego zadaniem jest… uniemożliwienie korzystania ze zwalniacza przełożonego na prawą stronę! Firefly, jak pamiętamy, to pochodna SIG Sauera P226, w którym zwalniacz da się przełożyć. Instrukcja o tym nie wspomina, ale budowa zwalniacza, symetryczne otwory w szkielecie sugerują, że takie przełożenie jest możliwe. I rzeczywiście da się, całkiem prosto (do wciśnięcia sprężynki przyda się otwieracz do konserw wiernego Vicka), zwalniacz pracuje po prawej stronie, ale magazynka nie da się umieścić w chwycie i zablokować na zwalniaczu. Z takim podejściem do osób leworęcznych jeszcze się nie spotkałem.
A propos chwytu: ma „klasyczny” profil, choć wolałbym mocniej wcięty, określany w SIG Sauer jako „E2”. Okładki plastikowe, pokryte delikatną fakturą przeciwpoślizgową. Kabłąk jest niewielki, osoby o grubszych palcach i/lub używające rękawiczek mogą mieć problem z powodu ciasnoty. Przed kabłąkiem znajduje się trójbramkowa szyna do montażu latarek lub laserów.
Zamek posiada nacięcia ułatwiające przeładowanie tylko w tylnej części, wspomniany obustronny bezpiecznik nastawny i przyrządy celownicze: wymienną muszkę (3 wysokości) i regulowaną w poziomie szczerbinkę.
Na koniec lufa. Omawiany wariant posiada oznaczenie SD, co w języku niemieckim oznacza Schalldaempfer (tłumik dźwięku), a po angielsku tłumaczy się jako Silenced. Nakrętka chroni gwint do montażu… nie, nie tłumika! Na gwintowanym (M9x0,75) odcinku lufy nakręca się adapter o wybranym skoku gwintu, i na nim dopiero montuje się tłumik. Dostępne są dwa warianty, UNEF 1/2″x20 i UNEF 1/2″x28.
Nakrętka i adapter do tłumika. Jak widać, bezpośrednio na lufę tłumika nakręcić się nie da.
Zawartość czarnej skrzynki
Pudełko nie odbiega od średniej światowej.
Pudełko w modnym kolorze mieści:
- pistolet, szt. 1
- magazynki, szt. 2
- klucz, szt. 1
- sprężynę powrotną, szt. 1
- wymienne muszki, szt. 2
- instrukcję, szt. 1
- zbijak, szt. 1
- naklejki, szt. 1
Zawartość czarnej skrzynki. Czarne elementy nad muszką pistoletu to wymienne muszki – niska i wysoka oraz klucz do bezpiecznika w dolnej części chwytu.
Naklejki nawiązują do godła Niemiec i na tym zakończmy. Zbijak „zbył się”, a taki był ładny, teutoński: w kolorze jasnej cegły, z polimeru, szkoda.
Muszka, wysoka i niska, pozwalają na regulację punktu trafienia. Nieco zaskoczyła mnie zapasowa sprężyna powrotna. Oprócz instrukcji najczęściej używanym akcesorium będzie klucz do odkręcania nakrętki z lufy i dokręcania wspomnianego adaptera do tłumika.
Rozkładanie jest proste. Po wyjęciu magazynka, dwukrotnym cofnięciu zamka i zrzuceniu napiętego kurka zwalniaczem zdejmujemy nakrętkę/adapter z lufy, obracamy dźwignię nad spustem o 180 stopni do przodu, cofamy zamek i unosimy go, pchając do przodu. Z powodu stałej lufy procedura przypomina tę znaną z Waltherów PP/PPK, naszych P-64 i P-83 czy radzieckiego Makarowa. Prowadnica sprężyny jest jednolitym prętem, ale da się ją wyjąć ze szkieletu.
Składanie przeprowadzamy w kolejności odwrotnej – najlepiej ustawić szkielet pionowo, włożyć prowadnicę do wyfrezowanego gniazda, założyć sprężynę i nasunąć zamek. Obrót dźwigni ułatwi użycie stopki magazynka.
Działamy
Przygotowanie do strzelania z Firely`a, jak zresztą ze znakomitej większości pistoletów .22LR działających na zasadzie odrzutu zamka swobodnego, polega na zebraniu próbek co najmniej kilku rodzajów amunicji HV, czyli o wysokiej prędkości wylotowej. Czasem to kwestia upodobań konkretnego egzemplarza, ja po kilku próbach znalazłem ołówki do mojej „jednostki” – naboje Eley Force o masie 2,7 grama (42 grany) i prędkości początkowej w przedziale 344 m/s-381 m/s (1130 ft/s-1250ft/s).
Bezpieczeństwo to podstawa. Oczy i uszy zabezpieczone, a instruktor wyjaśni, jak posługiwać się bronią.
Na tych nabojach zamek po ostatnim strzale zostaje w tylnym położeniu i nie ma potrzeby wkładania zbijaka – na innej amunicji podczas strzelań dynamicznych nagminnie dochodziło do zbyt krótkiego otwarcia zamka, i choć łuska opuszczała lufę, to zamek nie trafiał na zatrzask. Podczas zawodów kosztuje to cenny czas, no i zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia tej czy innej części broni.
Pierwszy kontakt z bronią. „Świetlik” idealnie nadaje się do przełamania lodów.
Zatem Eleye śmigają jak złoto, dziecko ma założone okulary i ochronniki, tłumik nakręcony – obserwowanie kolejnych emocji malujących się na małej twarzy to sama przyjemność. Najpierw jest pewna obawa, potem oszołomienie, a potem pociecha woła jak Osioł ze Shreka „Oooo, ja chcę jeszcze raz!”. Spokojnie, zmienimy magazynek, bo tu był jeden nabój. Pach. Pach. Takie strzelanie to frajda dla dziecka i brak problemów z sąsiadami strzelnicy.
Z tłumikiem Świetlik nie wymaga nawet ochronników słuchu.
Nie udało mi się uzyskać jakiś wybitnych wyników. To nie Margolin czy Hamerlak, Firefly nie będzie regatową tarczówką. To broń, z której w USA można strzelać za stodołą, a u nas to świetny pretekst, by zabrać dziecko na strzelnicę. Następnym razem samo poprosi 🙂
A teraz oddajmy głos Zosi i Lidce, dla których Firefly(e) były rzeczywiście bronią pierwszego kontaktu:
„Tegoroczne wakacje pełne są ekstremalnych przeżyć. Po wypróbowaniu wszystkich rollercoasterów w Energylandii, miałam okazję (wraz z młodszą siostrą), po raz pierwszy w życiu strzelać z broni (łuk i proca się nie liczą). Instruktorzy pokazali nam m.in. jak trzymać broń i jak uzupełnić magazynek. Strzelałyśmy do metalowego gongu, który wydawał dźwięk po celnym strzale. Najbardziej podobał mi się pistolet……. bo był różowy😅, dobrze leżał w dłoni i był lekki. Dobrze strzelało mi się także z czarnego pistoletu*, wyglądem przypominającego te z filmów akcji. Jak trafiłam do celu, to dało mi to dużą satysfakcję. Polecam w wolnym czasie wyjechać na strzelnicę i wypróbować różne rodzaje broni oraz różne pozycje strzelania. Kto wie, może to zostać Waszą pasją.”
Zamiast puenty. Zapytałem dziewczynki, kiedy chcą przyjechać następnym razem na strzelnicę. Odpowiedź? „JUTRO!”. Załatwione 🙂
* Firefly z moderatorem.
Dziękujemy firmie MilTac za udostępnienie pistoletu GSG Firefly SD Pink .22LR HV – 4″ do testów. Pistolet dostępny jest w cenie 1 300 zł.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.
Gościła nas strzelnica Iglica w Jodłówce Tuchowskiej, doskonałe miejsce na spokojny pierwszy kontakt z bronią.







