To Karol Nawrocki. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Zwierzchnik Sił Zbrojnych. Osoba, która twierdzi, że nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę.
Ten sam, który po śmierci gen. Różańskiego nie znalazł czasu, żeby napisać nawet tych kilku zdań. To nie jest kwestia tego, czy prezydent pojawi się na pogrzebie. To osobna (i bardzo osobista) sprawa. Rodzina generała zresztą poprosiła, aby podczas uroczystości nie składać kondolencji. Chodzi o coś znacznie prostszego. O publiczne wyrażenie żalu po śmierci człowieka, który przez lata był jednym z najważniejszych oficerów Wojska Polskiego.
Zdjęcie: Ministerstwo Obrony Narodowej
Nie trzeba było pisać długiego komunikatu. Nie trzeba było organizować konferencji prasowej. Wystarczyłyby trzy zdania. Z żalem przyjąłem wiadomość o śmierci generała Mirosława Różańskiego. Był żołnierzem, dowódcą i człowiekiem, który przez całe zawodowe życie służył Polsce. Rodzinie i bliskim składam wyrazy współczucia. Tyle.
Takie słowa znalazły się w wypowiedziach innych polityków. Znalazło je także wojsko. Dowództwo Generalne pożegnało swojego byłego dowódcę. Zrobiły to środowiska wojskowe i ludzie, którzy służyli z Mirosławem Różańskim albo pod jego dowództwem. Generał pozostawił po sobie ludzi, którzy pamiętają go przede wszystkim jako znakomitego oficera i dowódcę. Nie znam osoby, która by z nim służyła i nie uważałaby, że był ludzkim i mądrym dowódcą, który znał służbę od podszewki.
W dodatku Różański nie był anonimowym emerytowanym oficerem. Był pierwszym Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Kierował strukturą, która powstała w wyniku jednej z największych reform systemu dowodzenia polską armią. Wcześniej dowodził 11. Lubuską Dywizją Kawalerii Pancernej i 17. Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną, zbudował podstawy nowoczesnego wyszkolenia strzelców wyborowych, służył w Iraku, pracował nad reformą systemu kierowania i dowodzenia.
Można mieć różne poglądy na jego późniejszą działalność polityczną. Można nie zgadzać się z jego ocenami dotyczącymi armii, zakupów uzbrojenia czy polityki obronnej. Bo i miał swoje opinie, z którymi wielu się nie zgadzało, ale rozumiało obawy generała i jego argumentację. Można nawet nie lubić jego publicznej działalności. To wszystko jest normalne w demokratycznym państwie.
Ale śmierć byłego najwyższego dowódcy wojskowego państwa nie powinna być okazją do rozliczania go za poglądy polityczne.
Zwłaszcza przez prezydenta, który jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. I który powinien pamiętać, że w armii służą ludzie o różnych poglądach, różnego wyznania i ta armia ma bronić wszystkich Polaków, a nie tylko tych, których prezydent uważa za godnych tego miana.
Karol Nawrocki bardzo dużo mówi o szacunku dla munduru. Mówi o tym, że stoi murem za polskim żołnierzem. Podczas Święta Wojska Polskiego mówił o szczególnej roli armii i o szacunku dla ludzi, którzy noszą mundur. Tymczasem wystarczyła śmierć generała Różańskiego, żeby zobaczyć, jak ten szacunek wygląda w praktyce, kiedy nie trzeba już stać na trybunie i przemawiać do żołnierzy. Nie chodzi nawet o Różańskiego jako polityka. Chodzi o Różańskiego jako żołnierza. I właśnie dlatego jest to tak małostkowe.
Prezydent nie musi lubić każdego generała. Nie musi, a nawet nie powinien zgadzać się z każdym oficerem, który po odejściu z armii zabiera głos w debacie publicznej. Nie musi nawet podzielać jego poglądów politycznych. Ale zwierzchnik Sił Zbrojnych powinien umieć oddzielić własne sympatie polityczne od szacunku dla służby i dla munduru. Zwłaszcza gdy umarł człowiek, który przez całe zawodowe życie był związany z polską armią.
Zwierzchnik Sił Zbrojnych nie jest zwierzchnikiem tylko tych żołnierzy, których lubi. Nie jest prezydentem tylko swoich wyborców. Nie powinien dzielić generałów, oficerów i żołnierzy na tych, których warto wspominać, i tych, których można przemilczeć. Bo mundur nie jest partyjny.
I pamięć o służbie też nie powinna być partyjna.
Gen. Mirosław Różański zmarł po ciężkiej chorobie. Miał 63 lata. Dziś jego żołnierze, koledzy, rodzina i przyjaciele pożegnali go w Międzyrzeczu. Wojsko już go pożegnało. Politycy też. Zabrakło tylko człowieka, który jako prezydent Rzeczypospolitej jest formalnie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. I to jest naprawdę żałosne. Trudno bowiem o bardziej wymowny przykład rozdźwięku między hasłem murem za polskim mundurem a szacunkiem dla konkretnych ludzi, którzy ten mundur przez lata nosili.
