Nowy rozdział w historii CheyTac
Przez lata marka CheyTac budowała swoją rozpoznawalność głównie w świecie wyborowych czterotaktów. Wejście w segment AR-15 było z jednej strony czymś naturalnym, z drugiej – dość odważnym. Naturalnym, bo trudno dziś znaleźć amerykańskiego producenta broni, który nie miałby w ofercie własnego AR-a. Odważnym, bo właśnie tutaj konkurencja jest chyba największa.
Rynek bez problemu wchłonie kolejny karabinek tego typu, ale równie szybko zweryfikuje jego wartość. Dziś gwarantem sukcesu nie jest już umieszczenie znanego logo na komorze zamkowej, bo strzelcy są coraz bardziej świadomi, a alternatywa jest. CheyTac najwyraźniej doszedł do podobnych wniosków. Zamiast projektować platformę od nowa, postawił na rozwiązania sprawdzone. Takie, które od lat zdążyły wypracować sobie opinię niezawodnych.
Rodzina CheyTac CT15F - wiele wariacji, wspólne DNA
Do testów dostaliśmy dwa modele z rodziny CT15F – podstawowy z 13,9 (353 mm) calową lufą oraz podrasowany już CT15FTIM z 16 calową (406 mm) lufą. Choć oba egzaminowane warianty różnią się długością lufy, wyposażeniem i właściwie poniekąd także przeznaczeniem, ich baza pozostaje taka sama.
To klasyczne AR-15 wykorzystujące system bezpośredniego odprowadzania gazów na suwadło. Nie jest on może tak odporny na zaniedbania eksploatacyjne jak konstrukcje tłokowe, ale trudno odmówić mu jednej zalety – pracuje lekko, zapewnia dobrą kulturę działania i od dekad stanowi standard, z którym porównuje się wszystkie pozostałe rozwiązania. Lufy wykonano ze stali 4150 CMV z antykorozyjnym i zapobiegającym przedwczesnemu zużyciu wykończeniem. Komory zamkowe są kute oraz zgodne ze standardem Mil-Spec. Skok gwintu to 1:7, czyli preferujący cięższe pociski, zachowując jednocześnie dużą uniwersalność. Konstrukcja pozwala na stosowanie zarówno nabojów .223 Rem, jak i 5,56×45 mm NATO. Wszystko to bardzo solidna baza, ale trudno dziś nazwać ją nowością. I dobrze, bo w przypadku platformy AR-15 znacznie bardziej cenię przewidywalność niż eksperymenty.
Producent na szczęście też nie wpadł na pomysł zamknięcia użytkownika we własnym ekosystemie części – byłby to strzał w kolano. Platforma pozostaje kompatybilna z ogromnym rynkiem akcesoriów. Jeżeli ktoś za jakiś czas zapragnie zmienić aparycję lub nawet charakter karabinka, nie będzie miał z tym najmniejszego problemu. To ważne, bo wielu strzelców kupuje pierwszy karabinek z myślą, że z czasem i tak stanie się on bazą do własnego projektu.
I właśnie tutaj zaczynają się pierwsze różnice pomiędzy testowanymi modelami. CT15F MIL STD pozostawia użytkownikowi większą swobodę podczas późniejszej rozbudowy. CT15FTIM UPGRADED wychodzi z założenia, że część tych decyzji można podjąć wcześniej. Pytanie tylko brzmi, czy rzeczywiście warto za to dopłacić?
CT15F MIL STD
Przyznam, że to właśnie podstawowa wersja najbardziej mnie interesowała. Łatwo zachwycić się karabinkiem, do którego producent dołożył markowy spust, lepszą kolbę czy wygodniejszą rączkę przeładowania. Znacznie trudniej obronić konstrukcję, która ma być po prostu poprawna. No i jeszcze ten kolor – Prison Pink! Być może ktoś uzna to za ekstrawagancję, ale dla mnie to świetny sposób na wyróżnienie się na strzelnicy. Różu się nie boję, mam do ciekawych wykończeń słabość. Broń nie staje się od nich celniejsza ani bardziej niezawodna, ale skoro przez lata przyzwyczailiśmy się, że samochód może mieć dowolny kolor, dlaczego karabinek wciąż miałby występować wyłącznie w odcieniach czerni? CheyTac daje spory wybór wybarwień.
Lufa o długości 13,9 cala wydaje się bardzo rozsądnym kompromisem. Jest wyraźnie poręczniejsza od klasycznej szesnastki, ale jednocześnie pozwala zachować parametry balistyczne bliższe pełnowymiarowym karabinkom niż konstrukcjom z lufą 10,5 czy 11,5 cala (takie CheyTac także ma w ofercie). Karabinek równie dobrze odnajdzie się podczas dynamicznego treningu, jak i spokojniejszego strzelania na średnich dystansach. To taki złoty środek. Amerykanom pozwala też na uniknięcie konieczności dodatkowej rejestracji broni, bo po trwałym przymocowaniu urządzenia wylotowego daje właśnie wymagane prawem federalnym min. 16 cali dla karabinów.
CheyTac nie próbuje na siłę uszczęśliwiać użytkownika autorskimi rozwiązaniami. Manipulatory pozostają klasyczne, ergonomia nie zaskakuje. Bierzesz karabinek do ręki i właściwie od razu wiesz, czego się spodziewać. Nie trzeba uczyć się go od nowa ani zastanawiać, dlaczego producent postanowił poprawić coś, co od lat funkcjonuje bardzo dobrze. CT15F nie sili się na oryginalność. Nie udaje broni z wyższej półki i nie próbuje nikomu niczego udowadniać. Takie konstrukcje najłatwiej mi polubić i na dłużej zostają w szafie.
CT15FTIM UPGRADED
Upgraded? Premium. Tactical. Professional. Doświadczenie uczy, że wystarczy dopisać kilka liter do nazwy, a produkt automatycznie staje się droższy. W tym przypadku również, ale wraz z przydomkiem i wzrostem ceny wyposażenie broni także się zmienia. Mam wrażenie, że projektanci po prostu usiedli i zastanowili się, co właściciele AR-15 najczęściej wymieniają po zakupie nowego karabinka. Odpowiedź nie jest przecież żadną tajemnicą. Porządna kolba, chwyt, który lepiej leży w dłoni – to takie pierwsze przypudrowanie. Lepszy spust, wygodniejsza rączka przeładowania – to już operacja plastyczna. Plastykę wykonano tutaj na dzień dobry.
Największą zmianę w wersji Upgraded przynosi jednostopniowy mechanizm spustowy Timney Impact AR Trigger. Nie jest to najbardziej zaawansowany model w ofercie firmy, ale trudno uznać to za wadę. Powstał z myślą o użytkownikach, którzy oczekują wyraźnej poprawy względem standardowego mechanizmu, nie rezygnując przy tym z niezawodności. Fabryczny opór spustu wynosi około 1,4–1,8 kg, punkt przełamania jest dobrze wyczuwalny, a reset krótki i zdecydowany. Dzięki temu spust nie wymaga od strzelca domyślania się, kiedy padnie strzał – po prostu działa powtarzalnie. Oprócz tego cechuje się kasetową budową, więc jest łatwy do wymiany.
Ulepszona rękojeść Radian Raptor należy do elementów, których znaczenie docenia się dopiero po kilku treningach, szczególnie kiedy na karabinku pojawia się większa optyka albo grubsze rękawice. Niby drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów składa się komfort użytkowania.
A co na to użytkownicy?
U mnie karabinek był krótko, zbyt krótko, żeby wypowiedzieć się na temat jego niezawodności na dłuższą metę. Więc zanim usiadłam do pisania tego tekstu, spędziłam trochę czasu przeglądając zagraniczne recenzje oraz dyskusje właścicieli CT15 w poszukiwaniu informacji o ewentualnych wadach. Spodziewałam się klasycznego podziału. Rzetelnych opinii na forach, zachwytów od tych sponsorowanych i zrównania konstrukcji z ziemią przez tych, którzy walczą o „lajki” kontrowersją. Nic z tego. Od dawna nie widziałam konstrukcji zbierającej aż tak zgodne opinie. Praktycznie wszyscy mówią o tym samym. Dobre spasowanie. Przyzwoita kultura pracy. Niezawodność. Brak problemów z typową amunicją treningową. Sensowny dobór komponentów. Ale równie często pojawia się jeszcze jedno zdanie – „To po prostu zwykły, dobry AR”. I chyba właśnie ono najlepiej oddaje charakter CT15.
Dziękujemy sklepowi e-militaria.pl, dystrybutorowi CheyTac, za udostępnienie karabinków linii CT15 do testów:
- CT15F z 13,9 (353 mm) calową lufą, dostępny w cenie 6 999,99 zł,
- CT15FTIM z 16 calową lufą, dostępny w cenie 7 990,01 zł.
Artykuł zawierał lokowanie produktu:
latarki INFORCE ARC, o której więcej w artykule Latarki Inforce ARC – modułowe światło dla profesjonalistów
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji
