Inforce – marka dobrze znana służbom
Inforce od lat kojarzony jest głównie z oświetleniem do broni. Ich modele z serii WML zdobyły sporą popularność wśród amerykańskich użytkowników karabinków AR, a seria WILD znana jest posiadaczom broni krótkiej. Firma budowała reputację przede wszystkim naciskiem na odporność konstrukcji i niezawodność, ponieważ swoją ofertę kieruje zwłaszcza do funkcjonariuszy profesjonalnych jednostek. W czasach, gdy część producentów zaczęła wrzucać do latarek wszystko, co tylko dało się zaprogramować, Inforce pozostał zdecydowanie bardziej wstrzemięźliwy w tych działaniach.
Linia Inforce ARC
Linia ARC – wciąż jeszcze świeży towar na półkach – to odejście od charakterystycznych równo ciosanych, higienicznych konstrukcji wcześniejszych modeli Inforce i powrót do świata bardziej klasycznych latarek.
Do rodziny ARC należą cztery modele: ręczne ARC 350-LR-H i ARC 650-LR-H oraz wersje montowane na broń ARC 350-LR-M i ARC 650-LR-M. Różnice? Oprócz dedykowanego przeznaczenia, dzieli je głównie wielkość i osiągi. Idea jednak pozostaje ta sama – mocne, skupione światło do identyfikacji celu na dużym dystansie.
Producent postawił na kompatybilność ze standardem Scout, modułowość i prostotę obsługi. Bez przekombinowania, bez różnorakich trybów świecenia, bez strobo dyskoteki aktywowanej przypadkowym kliknięciem.
ARC 350 kontra ARC 650
Podział serii jest dość prosty. Modele 350 korzystają z krótszego akumulatora 18350. Są bardziej kompaktowe i lżejsze, ale okupione jest to krótszym czasem pracy. Modele 650 bazują na ogniwie 18650, dzięki czemu oferują wyraźnie dłuższy czas świecenia oraz trochę większą moc, ale – wiadomo – charakteryzują się wyższą wagą i większymi gabarytami.
W praktyce wygląda to następująco. ARC 350 daje nam 1200 lumenów, 75 000 kandeli, szczyci się zasięgiem do 529 m. Będzie działać około 45 minut. ARC 650 to już 1400 lumenów, 90 000 kandeli, do 600 m zasięgu i nawet 2 godziny 45 minut pracy. Czy to 529 m, czy 600 m, to naprawdę bardzo daleko. Jednocześnie przy takich odległościach Inforce nie poszedł w ekstremalnie wąski hotspot znany z typowo snajperskich konstrukcji. Zachowano sensowną ilość światła bocznego, która wciąż pozwala na zachowanie świadomości sytuacyjnej w bliższym otoczeniu. To szczególnie ważne przy zastosowaniach patrolowych i w zamkniętych przestrzeniach.
Inforce w użyciu
Od indywidualnych preferencji lub potrzeby wynikającej z rodzaju działania zależy czy sięgniemy po mniejszą, czy większą odmianę. Czy priorytetem jest akurat waga i rozmiar, a może jednak bardziej liczy się zapas energii.
Na uwagę zasługuje fakt, że ARC 650 daje możliwość awaryjnego wykorzystania baterii CR123A. Zamiast karmienia jej 18650-ką można zaaplikować jej dwie baterie typu CR123A. Dodatkowo, by troszkę węższe CR-ki pewnie trwały w korpusie latarki, w opakowaniu znajdziemy plastikową tulejkę stabilizującą, co pomaga, ale jest to dodatkowy element, o którym należy pamiętać, a którego nie należy zgubić.
Moim zdaniem na karabinie ARC naprawdę pokazuje sens swojego istnienia. Latarki są banalne w obsłudze. Światło chwilowe albo światło stałe. Koniec filozofii. Bez przeklikiwania się przez tryby eco, turbo, strobo, SOS. W zastosowaniach profesjonalnych to ogromna zaleta. W wyniku stresu człowiek powinien działać intuicyjnie, a nie zastanawiać się, dlaczego właśnie aktywował sygnał SOS zamiast oświetlić korytarz.
Konstrukcja wciąż zalicza się do smukłych, a włącznik jest dobrze wyczuwalny nawet w rękawiczkach. Załączony montaż pozwala na wygodne przytwierdzenie jej zarówno na łożu karabinka tłokowego i gazowego. Jeśli jednak podstawowa forma narzędzia Ci nie odpowiadała, to nie koniec świata. Model ARC nie zamyka posiadacza we własnym ekosystemie części i akcesoriów. ARC korzysta ze standardu Scout, więc bez większego problemu można mieszać ją z osprzętem wielu innych producentów, zmieniając jej charakter lub poprawiając ergonomię.
Niech stanie się światłość.
I w końcu podstawowa kwestia – światło, choć właściwie od tego trzeba było zacząć. Postawiono na wiązkę hybrydową. Centralny punkt można określić jako wyrazisty, który dość poprawnie pracujący na dystansie. Jednocześnie spora część światła rozlewa się na boki, więc nadal widać otoczenie wokół celu. Nie jest to laserowy tunel świetlny, który daje piękny punkt pół km dalej, odcinając jednocześnie widzenie peryferyjne. Jest to forma rozsądnego kompromisu. Światło ma chłodną, czystą barwę.
Firma podkreśla możliwość identyfikacji celu nawet w warunkach zakłóceń świetlnych czy lekkiego zadymienia. Niestety nie było mi dane tego zweryfikować. Nieznaczne zadymienie na strzelnicy 25 m, to trochę za mało, żeby potwierdzić obietnicę producenta, a na zewnątrz akurat próżno było szukać mgły w okresie, kiedy latarka u mnie przebywała.
Słowo na koniec
Największą zaletą serii ARC jest chyba jej uczciwość. Nie próbuje udawać latarki survivalowej, EDC i campingowego lampionu jednocześnie. To prosty sprzęt, który ma sprawdzić się na dalekim dystansie. To raczej nie jest sprzęt dla przeciętnego Kowalskiego szukającego latarki do szuflady kuchennej albo spacerów z psem. Oczywiście takie użycie nie jest zabronione, tylko trochę szkoda potencjału. Seria zdecydowanie bardziej pasuje do funkcjonariuszy, wojskowych, ochrony czy osób zawodowo pracujących w terenie. Model 350 cierpi na dość krótki czas pracy, bo 45 minut to wynik akceptowalny w zastosowaniach bojowych, ale mniej wygodny podczas dłuższych działań terenowych. Obudowa z aluminium 6061-T6, twarda anodyzacja typu III, wodoodporność do 20 m, spełnienie wymagań normy MIL-STD-810H – to już właściwie standard wśród świecideł.
Dziękujemy spółce Sellmark za przekazanie latarek Inforce ARC do testów.
Artykuł zawiera lokowanie produktu:
- karabinka Grand Power ARAQ,
- karabinka CT15F MIL STD 13,9″.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji
