Rosyjskie lotnictwo regularnie wykonuje loty nad Bałtykiem. Szczególnie często są to maszyny związane z obwodem królewieckim, który jest silnie zmilitaryzowany i pozbawiony bezpośredniego połączenia lądowego z Rosją. Samoloty lecące między Rosją a Kaliningradem poruszają się nad wodami międzynarodowymi, ale ich trasy przebiegają w pobliżu przestrzeni powietrznej Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Szwecji. Z tego powodu każdy taki lot jest dokładnie monitorowany (Szef MON: Polskie samoloty przechwyciły rosyjskie Su-30 i Ił-20M).
Zdjęcia: Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych
Problemem nie jest samo pojawienie się rosyjskiego samolotu nad Bałtykiem, ponieważ loty wojskowe w międzynarodowej przestrzeni powietrznej są zgodne z prawem międzynarodowym. Kluczowe znaczenie ma jednak sposób ich prowadzenia oraz charakter wykonywanych zadań. Rosyjskie maszyny wojskowe często wykonują loty bez pełnej współpracy z cywilnymi służbami kontroli ruchu lotniczego, nie zawsze korzystają z urządzeń identyfikacyjnych używanych w lotnictwie cywilnym i pozostają wyłącznie pod wojskową kontrolą naziemną.
Samo wyłączenie transpondera nie jest w lotnictwie wojskowym działaniem zakazanym. Maszyny wojskowe wykonujące zadania operacyjne często działają według innych zasad niż samoloty cywilne, a w określonych sytuacjach ograniczenie emisji elektronicznych może być wręcz elementem prowadzonej misji. Problem pojawia się wtedy, gdy taki lot odbywa się w pobliżu intensywnie wykorzystywanej przestrzeni powietrznej, szczególnie w rejonie, gdzie krzyżują się interesy wojskowe kilku państw.
Zdjęcie: NATO AIRCOM
Być widocznym
Transponder jest urządzeniem, które automatycznie przekazuje służbom kontroli ruchu lotniczego informacje o samolocie, między innymi jego kod identyfikacyjny oraz wysokość i kurs lotu. W lotnictwie cywilnym pozwala kontrolerom szybko określić, jaka maszyna znajduje się w danym miejscu i czy jej obecność jest zgodna z planowanym ruchem. Gdy wojskowy samolot nie korzysta z tego systemu, nie oznacza to, że staje się niewidoczny. Nadal jest wykrywany przez radary wojskowe, ale cywilne służby już go nie widzą. Dlatego jego identyfikacja wymaga dodatkowych działań.
Właśnie dlatego brak planu lotu, brak standardowej łączności z cywilną kontrolą oraz ograniczona emisja sygnałów identyfikacyjnych powodują konieczność reakcji wojskowych służb nadzoru. Dla kontrolerów cywilnych nie jest to zwykły samolot przelatujący według wcześniej zgłoszonej trasy, lecz obiekt, którego zamiary i zadanie trzeba ustalić. W pobliżu granic państw NATO taka sytuacja automatycznie uruchamia odpowiednie procedury. Nie oznacza to, że każdy rosyjski samolot lecący bez transpondera stanowi bezpośrednie zagrożenie militarne. Lotnictwo wojskowe wielu państw wykonuje misje, podczas których nie wszystkie informacje są przekazywane cywilnym służbom. Różnica polega na tym, że w przypadku Rosji chodzi o państwo prowadzące działania wojenne przeciwko Ukrainie, utrzymujące dużą aktywność wojskową w regionie i regularnie wykorzystujące lotnictwo do rozpoznania. W takim otoczeniu każda niejednoznaczna aktywność jest traktowana z większą ostrożnością.

Ukrócić rozpoznanie
Dla NATO szczególne znaczenie mają loty maszyn rozpoznawczych, których zadaniem nie jest atak, lecz pozyskiwanie informacji. Samoloty takie jak Ił-20M czy Tu-214R są wyposażone w zestawy sensorów pozwalających przechwytywać emisje elektromagnetyczne, analizować pracę radarów oraz zbierać dane dotyczące funkcjonowania systemów obrony powietrznej. Podczas takich misji Rosjanie mogą obserwować między innymi aktywność stacji radiolokacyjnych, częstotliwości pracy urządzeń oraz czas reakcji państw NATO na pojawienie się nieznanego obiektu.
Takie działania mają znaczenie szczególnie w regionie Morza Bałtyckiego, gdzie odległości między rosyjskim obwodem królewieckim a państwami NATO są niewielkie. Każdy lot w pobliżu granic Sojuszu daje możliwość sprawdzenia, jak szybko uruchamiane są procedury alarmowe, które jednostki zostają skierowane do identyfikacji celu oraz jak wygląda współpraca między poszczególnymi państwami. Z tego powodu przechwycenia rosyjskich samolotów nie są jedynie reakcją na możliwość naruszenia przestrzeni powietrznej, ale również elementem wzajemnego obserwowania zdolności wojskowych.
Dla rosyjskiego lotnictwa są to także okazje do utrzymywania załóg w gotowości i zdobywania informacji o przeciwniku. Dla NATO natomiast każde takie zdarzenie jest sprawdzianem własnego systemu nadzoru i reakcji. W efekcie loty nad Bałtykiem stały się jednym z wielu obszarów, w których obie strony prowadzą działania poniżej progu otwartego konfliktu, ale jednocześnie stale badają możliwości i ograniczenia przeciwnika.
Dlatego myśliwce startują wcześniej, zanim dojdzie do jakiegokolwiek naruszenia granicy. Ich piloci mają za zadanie podejść do rosyjskich maszyn, rozpoznać je wizualnie, ustalić ich zachowanie i w razie potrzeby towarzyszyć im do momentu oddalenia się od obszaru zainteresowania. Jest to element codziennej pracy sił powietrznych, podobnie jak dyżury alarmowe na lotniskach.
W ostatnich latach znaczenie takich działań wzrosło, ponieważ Bałtyk stał się jednym z najważniejszych obszarów rywalizacji wojskowej między Rosją a NATO. Po wejściu Finlandii i Szwecji do Sojuszu rosyjskie loty w tym regionie są obserwowane jeszcze uważniej, ponieważ przestrzeń powietrzna nad Bałtykiem jest jednym z miejsc, gdzie stosunkowo łatwo sprawdzić czas reakcji i procedury przeciwnika. I nie jest to nowość, bo nad Bałtykiem takie przypadki w historii były bardzo częste.

Nic nowego
Morze Bałtyckie od czasów zimnej wojny było jednym z kilku miejsc na świecie, gdzie bezpośrednio ścierały się interesy wojskowe Związku Radzieckiego i państw zachodnich. Niewielka szerokość akwenu powodowała, że samoloty obu stron regularnie operowały w niewielkiej odległości od swoich granic, prowadząc rozpoznanie, szkolenia oraz demonstrację siły.
Podczas zimnej wojny szczególnie aktywne były radzieckie samoloty rozpoznawcze, które obserwowały działania NATO w Skandynawii, RFN i na Morzu Północnym. Z baz w rejonie Leningradu oraz państw bałtyckich należących wówczas do ZSRR startowały maszyny wykonujące loty wzdłuż granic Danii, Szwecji, Finlandii i Republiki Federalnej Niemiec.
Szwecja, która podczas zimnej wojny pozostawała państwem neutralnym, również wielokrotnie podrywała swoje myśliwce w celu identyfikacji radzieckich samolotów. Szczególnie częste były spotkania szwedzkich Saabów z radzieckimi Ił-20, Tu-95 czy Tu-16. Szwedzi traktowali te loty jako element obserwacji ich obrony powietrznej i infrastruktury wojskowej. Jednocześnie sami prowadzili podobne działania rozpoznawcze. I Rosjanie również ich przechwytywali.
Po rozpadzie ZSRR sytuacja na pewien czas się uspokoiła, jednak po rozszerzeniu NATO na państwa Europy Środkowej i kraje bałtyckie znaczenie regionu ponownie wzrosło. Szczególnie po 2004, gdy Estonia, Łotwa i Litwa znalazły się w NATO, rosyjskie lotnictwo zaczęło częściej wykonywać loty w rejonie ich granic. Ponieważ państwa bałtyckie nie posiadały własnych zdolności do prowadzenia stałego dyżuru myśliwskiego, Sojusz uruchomił misję Baltic Air Policing, w ramach której kolejne państwa NATO rotacyjnie zapewniają ochronę przestrzeni powietrznej regionu.
Największy wzrost liczby takich incydentów nastąpił po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014. Rosyjskie samoloty zaczęły częściej pojawiać się w pobliżu przestrzeni powietrznej NATO, a część lotów miała bardziej demonstracyjny charakter. Dochodziło między innymi do sytuacji, w których rosyjskie bombowce, samoloty rozpoznawcze i myśliwce były przechwytywane przez maszyny NATO podczas lotów nad Bałtykiem. Po 2022, wraz z pełnoskalową wojną przeciwko Ukrainie, liczba takich zdarzeń utrzymuje się na równym wysokim poziomie. I raczej nie można się spodziewać, że częstotliwość lotów spadnie.

Czytaj także:
- Masowe wysiedlenia Polaków. Kolejne kłamstwa rosyjskiej propagandy
- Naddniestrze. Czy w końcu Mołdawia pozbędzie się Rosjan?
- Fakty nie przeszkadzają, gdy można winić Ukrainę. Polska przegrywa wojnę informacyjną
- Walka z cieniem. NATO walczy z rosyjskimi przemytnikami
- Wojna w Donbasie. Rosyjski fake news, który wciąż żyje własnym życiem
- Ruskie trolle wygrywają w Internecie. Polska ma problem
- Pseudopatriotyzm w służbie Putina
- „Siła w prawdzie”: Rosyjski pociąg do zwycięstwa w wojnie na kłamstwa historyczne
- Czy Tarcza Wschód zatrzyma rosyjski najazd informacyjny?
- Trolle Putina groźniejsze od rosyjskich czołgów
