Ten wąski pas ziemi wzdłuż Dniestru, formalnie będący częścią Mołdawii, stał się po 1992 jednym z pierwszych przykładów skutecznie zamrożonego konfliktu, w którym Moskwa połączyła interwencję zbrojną, presję polityczną i długofalowe utrzymywanie sił wojskowych bez międzynarodowego mandatu. Dziś, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Naddniestrze znalazło się w zupełnie nowej rzeczywistości strategicznej, a sytuacja rosyjskich żołnierzy, odciętych od macierzy stała się ciężka. Zwłaszcza po ostatnich decyzjach Kiszyniowa i Kijowa.
Zdjęcia: Rząd Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej
Rosjanie nad Dniestrem
Rosyjskie wojska pojawiły się w Naddniestrzu nie jako siły ekspedycyjne, lecz jako spadkobiercy 14. Armii Ogólnowojskowej ZSRR, której jednostki stacjonowały tam jeszcze przed rozpadem imperium. W trakcie wojny mołdawsko-naddniestrzańskiej w 1992 armia ta, już formalnie rosyjska, odegrała kluczową rolę w rozstrzygnięciu konfliktu na korzyść separatystów, czego skutkiem było faktyczne oderwanie Naddniestrza od Mołdawii przy jednoczesnym zachowaniu pozorów procesu pokojowego. Od tego momentu rosyjska obecność wojskowa została zalegalizowana w formie sił pokojowych, choć ich skład, zadania i realne podporządkowanie nigdy nie odpowiadały standardom międzynarodowym.
Przez kolejne lata kontyngent rosyjski w Naddniestrzu pełnił kilka funkcji jednocześnie. Był gwarantem przetrwania separatystycznego reżimu w Tyraspolu, narzędziem nacisku politycznego na Kiszyniów oraz elementem szerszej architektury rosyjskiej projekcji siły w regionie Morza Czarnego. Szczególne znaczenie miały składy amunicji w Kołbasnej, odziedziczone po armii sowieckiej, które Moskwa przedstawiała jako powód utrzymywania wojsk w regionie.
Obietnice ich ewakuacji składane w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych pozostały w dużej mierze niewypełnione. Kontyngent ten, dziś liczący ok. 1500–2000 żołnierzy, składa się z dwóch głównych komponentów: tzw. sił pokojowych oraz jednostek ochrony składów amunicji w Kołbasnej. Sprzęt, którym dysponują te formacje, pochodzi w większości jeszcze z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Są to przestarzałe transportery opancerzone, broń strzelecka i artyleria holowana, bez nowoczesnych systemów rozpoznania, obrony przeciwlotniczej czy wsparcia lotniczego.
Odcięcie kontyngentu
Sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać po 2014, gdy Rosja zaanektowała Krym i wywołała wojnę w Donbasie. Naddniestrze, dotąd traktowane jako potencjalny przyczółek do dalszej ekspansji, znalazło się w strategicznej izolacji. Brak bezpośredniego połączenia lądowego z Rosją i uzależnienie od tranzytu przez Mołdawię drogą powietrzną zaczęły ograniczać możliwości rotacji i zaopatrywania kontyngentu. Mimo to Kreml wciąż traktował obecność wojskową nad Dniestrem jako kartę przetargową wobec Mołdawii i Zachodu.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak po 24 lutego 2022. Pełnoskalowa inwazja na Ukrainę całkowicie zmieniła układ sił w regionie. Rosyjskie wojska w Naddniestrzu znalazły się w osamotnieniu, odcięte od zaplecza logistycznego i pozbawione realnych możliwości wsparcia. Ukraina zamknęła granicę, Mołdawia ograniczyła tranzyt, a przestrzeń powietrzna regionu została skutecznie kontrolowana przez Kijów. Kontyngent, liczący kilka tysięcy żołnierzy stał się obciążeniem i dość poważnym problemem politycznym. A z drugiej strony wycofanie ich byłoby dla Rosji jeszcze gorszym ciosem wizerunkowym.
Wbrew wcześniejszym obawom, Naddniestrze nie stało się kolejnym frontem wojny przeciwko Ukrainie. Brak zdolności ofensywnych, przestarzały sprzęt i niskie morale żołnierzy wykluczały jakiekolwiek poważne działania militarne. Rosyjskie wojska ograniczyły się do demonstracji obecności i ćwiczeń o charakterze propagandowym, których głównym adresatem była lokalna ludność oraz rosyjska opinia publiczna. Jednocześnie sam separatystyczny reżim coraz wyraźniej zaczął koncentrować się na przetrwaniu gospodarczym, a nie na eskalacji konfliktu.
Szansa na spokój?
Dla Mołdawii wojna w Ukrainie stworzyła zarówno zagrożenia, jak i szanse. Z jednej strony rosyjska obecność wojskowa w Naddniestrzu pozostaje naruszeniem suwerenności państwa. Z drugiej jednak, jej faktyczna neutralizacja zmieniła dynamikę polityczną konfliktu. Kiszyniów po raz pierwszy od lat zyskał realne wsparcie międzynarodowe i argumenty na rzecz demilitaryzacji regionu. Rosja, zajęta wojną o znacznie większej skali, straciła zdolność aktywnego kształtowania sytuacji nad Dniestrem.
Ostatnie działania Mołdawii i Ukrainy wokół zamknięcia granic z Naddniestrzem i ograniczenia dostaw dla rosyjskich wojsk oraz dla samego regionu mogą sprawić spore problemy logistyce rosyjskiego kontyngentu. Chociaż w mediach pojawiły się sensacyjne komunikaty o całkowitej blokadzie, dokładny obraz jest nieco bardziej złożony, ale wciąż wyraźnie wskazuje na znaczne ograniczenie ruchu, który wcześniej ułatwiały rosyjskiej obecności utrzymanie minimalnych zdolności.
Mołdawia zaostrzyła kontrolę na granicy z tym regionem, rozbudowując system formalnych przejść granicznych i patroli, a także wprowadzając własne restrykcje i procedury, które utrudniają – lub w praktyce uniemożliwiają – jakikolwiek niekontrolowany przepływ towarów i paliwa do prorosyjskiego obszaru. To wspólne działanie Kiszyniowa i Kijowa de facto ograniczyło wszystkie dotychczasowe kanały logistyczne, które funkcjonowały częściowo poza kontrolą lub na zasadzie uznaniowych zgód.
Teraz wszelkie zakupy Rosjanie będą musieli robić na cywilnych stacjach i w sklepach. Na poziomie codziennego funkcjonowania oznacza to, że rosyjski kontyngent w Naddniestrzu musi radzić sobie z mocno ograniczonymi zapasami paliwa i innego podstawowego zaopatrzenia. Ostatecznie wkrótce mogą się zacząć pojawiać informacje, że w naddniestrzańskich wsiach w tajemniczych okolicznościach zaczęły znikać kury.
Czytaj także:

