To posunięcie, wpisujące się w doktrynę „America First”, podważa fundamenty transatlantyckich relacji i zmusza Brukselę do redefinicji swojej polityki zagranicznej, gospodarczej i bezpieczeństwa. Chciałbym pokazać szeroki wpływ tych decyzji na politykę UE, opierając się na aktualnych raportach i opiniach ekspertów, oraz wskazaniu potencjalnych szans dla Europy w obliczu nowej rzeczywistości. Szczególny nacisk jest położony na wpływ na politykę klimatyczną UE, politykę Polski oraz konkretne przykłady, ilustrujące praktyczne konsekwencje wycofania USA.
Powody wycofania
Decyzja Trumpa o wycofaniu USA z dziesiątek instytucji międzynarodowych nie jest zaskoczeniem, lecz kulminacją trendu zapoczątkowanego w jego pierwszej kadencji (2017–2021). Wówczas USA opuściły m.in. UNESCO, Radę Praw Człowieka ONZ (UNHRC) i Światową Organizację Zdrowia (WHO), argumentując to uprzedzeniami antyizraelskimi, nieefektywnością i nadmiernym wpływem Chin. Opuszczenie WHO nastąpiło 20 stycznia 2025 roku na mocy Decyzji Wykonawczej 1415. W Sekcji 1 amerykański przywódca stwierdził:
Stany Zjednoczone zauważyły swoje wycofanie się ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2020 roku z powodu złego zarządzania pandemią COVID-19, która wynikła z kryzysów zdrowotnych w Wuhan, Chinach i innych światowych kryzysów zdrowotnych, braku w przyjęciu pilnie potrzebnych reform oraz niezdolności do wykazania niezależności od niewłaściwego wpływu politycznego państw członkowskich WHO. Ponadto WHO nadal domaga się niesprawiedliwie uciążliwych płatności od Stanów Zjednoczonych, znacznie nieproporcjonalnych do opłat naliczanych przez inne kraje. Chiny, liczące 1,4 miliarda mieszkańców, stanowią 300 procent populacji Stanów Zjednoczonych, a mimo to wnoszą prawie 90 procent mniej do WHO.
Donald Trump postrzegał te instytucje jako ograniczenia suwerenności USA, a multilateralizm jako narzędzie wykorzystywane przez globalistów do wyzyskiwania amerykańskich zasobów. W drugiej kadencji proces ten przyspieszył: rozporządzenie wykonawcze z lutego 2025 roku zainicjowało przegląd wszystkich organizacji, do których USA należą, co doprowadziło do memorandum z stycznia 2026. Lista obejmuje 35 podmiotów poza systemem ONZ m.in. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), a wśród drugich Europejskie Centrum Doskonałości ds. Przeciwdziałania Zagrożeniom Hybrydowym (Hybrid CoE), Komisja Wenecka Rady Europy, Globalne Forum Antyterrorystyczne, czy Centrum Nauki i Technologii w Ukrainie, zajmujące się problematyką nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Dodatkowo 31 agencji ONZ-owskich, w tym te zajmujące się równouprawnieniem płci, ochroną środowiska i zmianami klimatu. W Polsce szczególnie nagłośniony został przykład likwidacji Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), co wiązało się z zakończeniem finansowania różnych grup społecznych i think-tanków w pierwszej połowie 2025 roku. Administracja Trumpa: uznała, że te instytucje są zbyteczne, źle zarządzane, niepotrzebne, marnotrawne, źle prowadzone, zawłaszczone przez interesy podmiotów realizujących własne cele sprzeczne z naszymi lub stanowiące zagrożenie dla suwerenności, wolności i ogólnego dobrobytu naszego narodu.
Dla UE, która od lat buduje swoją tożsamość na multilateralizmie i regułach międzynarodowych, to wycofanie oznacza fundamentalną zmianę. Prezydent Donald Trump określił Unię Europejską jako globalistyczną jednostkę, która oszukuje USA, preferując bilateralne umowy nad współpracę wielostronną. To podejście, zdaniem analityków z European Council on Foreign Relations (ECFR), zmusza Europę do obrony systemu, który sama współtworzyła, w obliczu rosnącej roli Chin i Rosji w wypełnianiu próżni po USA. Kevin Roberts, prezes Heritage Foundation określił działania Donalda Trumpa drugą Rewolucją Amerykańską.
Unia Europejska zdaje sobie sprawę, że nowa rewolucja nie jest jedynie amerykańska, ponieważ działania podejmowane w Waszyngtonie rezonuje daleko poza granice Nowego Świata, w tym do Europy i mają wymierny wpływ na jej politykę. Rewolucyjne zmiany w Ameryce sygnalizują upadek założeń, które przez dekady opierały bezpieczeństwo europejskie. Poleganie na amerykańskich gwarancjach, NATO jako sojuszu liberalnych demokracji, promowanie wolnego handlu i tabu przeciwko agresywnemu nacjonalizmowi — wszystko to się rozpada. Nowa rzeczywistość to kryzys samego sojuszu, rosnące zagrożenie globalną wojną handlową oraz groźba wycofania amerykańskich wojsk z Europy. A jak pokazują sondaże ECFR, to z kolei przekształca polityczną i geopolityczną tożsamość Europy.
Wpływ na politykę gospodarczą Unii Europejskiej
Jednym z najbardziej bezpośrednich skutków działań Donalda Trumpa jest destabilizacja handlu międzynarodowego. Amerykański prezydent, kontynuując politykę maksymalnej presji, nałożył taryfy na eksport UE, w tym na stal, samochody i produkty rolne, co może kosztować Europę miliardy euro rocznie. Na przykład, taryfy na europejskie wina i sery (w wysokości 25%) już w 2019 roku spowodowały straty rzędu 1 mld dolarów dla francuskich i włoskich producentów – teraz, w 2026, podobne sankcje mogą objąć niemieckie samochody elektryczne, co zagrozi sektorowi samochodowemu w Niemczech i Polsce (gdzie fabryki Volkswagena i BMW zatrudniają tysiące osób). Największe konsekwencje dotkną marek takich jak Porsche, Audi, Volkswagen, a także Mercedes i BMW. Porsche, które nie posiada fabryk w USA, będzie musiało podnieść ceny o 10–20%, co wpłynie na spadek sprzedaży. BMW, choć produkuje SUV-y w Stanach Zjednoczonych, może napotkać problemy w Chinach, jeśli Pekin zdecyduje się na wprowadzenie ceł odwetowych. To atakuje nie tylko bilateralne relacje, ale także zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO), którą Trump oskarża o faworyzowanie Chin. Od kwietnia 2026 roku cła nałożone na niemiecką motoryzację wynosiły 27,5% czyniąc eksport do Stanów Zjednoczonych całkowicie nieopłacalny. W czerwcu osiągnięto porozumienie na mocy, którego ustalono cła na poziomie 15%.
Druga kadencja Trumpa prowadzi również do fragmentacji globalnego handlu, gdzie bilateralne umowy zastępują multilateralne reguły, co osłabia pozycję UE jako największego bloku handlowego na świecie. UE musi teraz wzmocnić swoją autonomię gospodarczą. Komisja Europejska rozważa nowe narzędzia antydumpingowe i mechanizmy ochrony przed taryfami, takie jak Carbon Border Adjustment Mechanism (CBAM). System ten) ma za zadanie wyrównać koszty emisji CO₂ zawarte w importowanych towarach, co bezpośrednio ogranicza ekonomiczną podstawę dla protekcjonistycznych działań zewnętrznych: jeśli importowane produkty będą obciążone kosztem odpowiadającym emisjom, to przewaga kosztowa producentów z krajów o niższych standardach klimatycznych zostanie zredukowana, a argumenty za stosowaniem taryf ochronnych przez partnerów handlowych będą słabsze. Aby mechanizm mógł pełnić funkcję obronną, musi być transparentny, oparty na jednolitych metodach obliczania emisji i wsparty audytami, co zwiększa jego odporność na zarzuty dyskryminacji handlowej i ułatwia obronę przed ewentualnymi skargami w ramach WTO. Równocześnie CBAM staje się instrumentem politycznym: Unia Europejska może wykorzystywać go w negocjacjach, oferując współpracę technologiczną, transfer know‑how lub stopniowe ulgi w zamian za zniesienie barier handlowych, co daje UE dodatkową dźwignię wobec protekcjonistycznych posunięć.
Przykładem działania CBAM mogą być nałożone w 2025 roku opłaty na import stali z USA, co mogłoby eskalować do pełnej wojny handlowej, podnosząc ceny energii dla europejskich gospodarstw domowych o 5-10%. Eksperci z Princeton wskazują, że Trump podczas swojej drugiej kadencji, zmusza Unię Europejską do przyspieszenia integracji wewnętrznego rynku, w tym wspólnych zakupów energii i technologii, aby zmniejszyć zależność od USA – konkretnie, program REPowerEU, mimo że oparty na nierealnym założeniu neutralności klimatycznej mógłby zostać wykorzystany do zakupu gazu LNG z Kataru, eliminując dostawy amerykańskie.
Ponadto, wycofanie Stanów Zjednoczonych z organizacji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju osłabia globalną stabilność finansową. Unia Europejska, jako drugi największy płatnik, może wypełnić tę lukę, zwiększając wkład do tych instytucji, co wzmocniłoby jej wpływ na globalne standardy ekonomiczne, ale wymagałoby dodatkowych funduszy z budżetu UE – np. z funduszy spójności, co mogłoby zmniejszyć wsparcie dla biedniejszych regionów jak wschodnia Polska, co nie spotkałoby się z pozytywną reakcją mieszkańców tych regionów, tym samy wątpliwe jest czy którykolwiek rząd polski zgodzi się na taki krok.
Wpływ na politykę bezpieczeństwa
Wycofanie USA z multilateralnych instytucji bezpieczeństwa, w tym potencjalne ograniczenie zaangażowania w NATO, stanowi egzystencjalne zagrożenie dla europejskiej polityki obronnej. Donald Trump naciskał na zwiększenie wydatków obronnych do 2% PKB (a nawet więcej), grożąc wycofaniem wojsk USA z Europy. Na przykład, w 2025 roku USA zredukowały kontyngent w Niemczech o 12 tys. żołnierzy, co osłabiło wschodnią flankę NATO – teraz, w 2026, podobne kroki mogłyby dotknąć baz w Polsce, jak Redzikowo czy Żagań, gdzie stacjonuje ponad 4 tys. amerykańskich wojskowych. To zmusza Unię Europejską do przyspieszenia inicjatyw jak Europejski Fundusz Obronny (EDF) i PESCO (Stała Współpraca Strukturalna), co promuje integrację obronną – konkretnie, projekt „Europejski Myśliwiec Przyszłości” (FCAS) z udziałem Francji, Niemiec i Hiszpanii mógłby zyskać na tempie, z budżetem zwiększonym do 100 mld euro do 2030. Warto zwrócić również uwagę na program SAFE. 26 stycznia Komisja Europejska zaakceptowała polski plan narodowy, dotyczący wydatkowania pieniędzy na obronność z programu SAFE, czyli Security Action For Europe. Polska wnioskowała o dofinansowanie 139 projektów na kwotę 43,7 mld euro (Komisja Europejska zatwierdziła polskie wnioski do programu SAFE).
Zdjęcie: Emily J. Higgins, służba prasowa Białego Domu
Samo działanie Trumpa mimo, że może zostać ocenione jako nieprzemyślane i impulsywne, ostatecznie pokazało słuszność pomysłów amerykańskiego przywódcy. Jeszcze w 2024 roku Donald Trump wykazywał konieczność podniesienia nakładów na Sojusz Północno-Atlantycki do poziomu 4% PKB, co spotkało się z naturalnym sprzeciwem większości członków. Ten jednak wielokrotnie podkreślał, że NATO i bezpieczeństwo ich członków jest finansowane przez USA, a kraje takie jak Niemcy korzystają na ten ochronie bez ponoszenia adekwatnych nakładów. Ostatecznie Donald Trump uzyskał ze strony członków NATO wymaganą deklarację. W środę, 25 czerwca, kraje NATO zgodziły się, że będą inwestować 5 proc. PKB rocznie w podstawowe potrzeby obronne oraz wydatki związane z obronnością i bezpieczeństwem do 2035 r. Wyłamała się jedynie Hiszpania, która oświadczyła, że nie planuje osiągnąć takiego poziomu wydatków, co spotkało się z krytyką ze strony amerykańskiego przywódcy.
W kontekście wojny na Ukrainie, wycofanie USA z wielostronnych form wsparcia (np. poprzez ONZ) zmusza UE do większej konsolidacji obronnej i dyplomatycznej, ale również ekonomicznej. Finansowania pomocy dla walczącej Ukrainy obciąży budżety narodowe, ale też wzmocni pozycję Brukseli jako lidera w regionie. Na przykład, UE już w 2025 roku przekazała Ukrainie 50 mld euro w ramach Ukraine Facility – bez USA, ta kwota mogłaby wzrosnąć o 20%, finansowana z wspólnego długu. Jednocześnie zaciąganie zobowiązań finansowych na rzecz państwa ukraińskiego spotyka się z niechęcią wśród wielu obywateli państw członkowskich. Z informacji przekazanych przez UE wynika, że Wspólnota rozważała wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów, ale liderzy nie osiągnęli zgody, a przyjęte rozwiązania opierają się głównie na wspólnym długu gwarantowanym budżetem UE, nie na rosyjskich pieniądzach. Tym samym jakiekolwiek wycofanie się Stanów Zjednoczonych z pomocy Ukrainie, jeżeli do takiego dojdzie, może być szansą dla Unii Europejskiej na zastąpienie USA i zajęcie znaczącej roli jako decydujący gracz przy stole z Rosją. Z drugiej jednak strony pozycja USA wydaje się niezagrożona. Unia Europejska nie będzie w stanie w krótkim czasie dostarczyć ilości i jakości sprzętu potrzebnego do walki z Federacją Rosyjską. Dane wskazują jasno, że rola Stanów Zjednoczonych jest i pozostaje kluczowa. Budżet obronny USA wynosi około 860–900 miliardów dolarów rocznie, a Stany Zjednoczone odpowiadają za ponad 2/3 całkowitych wydatków obronnych NATO. Mimo, że wydatki państw europejskich rosną dynamicznie — UE zwiększyła budżety z 218 miliardów euro w 2021 r. do 392 miliardów euro w 2025 – wciąż pozostają niewystarczające do zajęcia pozycji dominującej w ramach Sojuszu Północno-Atlantyckiego.
Wpływ na Multilateralizm i Instytucje Globalne
Podważanie przez Donalda Trumpa istniejącego od czasów zakończenia II wojny światowej multilateralizmu, bezpośrednio wpływa na politykę zagraniczną Unii Europejskiej, opartą na regułach i instytucjach. Wycofanie USA z ONZ-owskich agencji tworzy próżnię, którą Chiny i Rosja próbują wypełnić, co zagraża globalnym normom w zakresie praw człowieka i bezpieczeństwa. Efektem decyzji Trumpa było ogłoszenie przez ONZ planu redukcji globalnych sił pokojowych o jedną czwartą, co oznacza, że od 13 do 14 tysięcy żołnierzy i policjantów ONZ zakończy służbę i wróci do swoich krajów. Zmiany w polityce ONZ są ściśle skorelowane ze zmianami w polityce finansowej Stanów Zjednoczonych, które pozostają największym darczyńcą ONZ. W 2025 roku USA odpowiadały za 22 procent regularnego budżetu organizacji oraz około 26 procent budżetu przeznaczanego na misje pokojowe. Dla porównania – Polska wpłaciła w tym samym roku 28 301 826 dolarów amerykańskich, co stanowiło mniej niż 1 procent całkowitych środków ONZ. Każde z 193 państw członkowskich organizacji jest zobowiązane do corocznych wpłat, których wysokość zależy od dochodu narodowego brutto, poziomu zadłużenia i liczby ludności. Udział USA ma stały procentowy charakter – co oznacza, że nominalna wysokość składki może rosnąć wraz ze wzrostem ogólnego budżetu ONZ. Wycofanie się Stanów Zjednoczonych automatycznie wzmacnia pozycję Chińskiej Republiki Ludowej, która dotychczas była drugim płatnikiem wnoszącym odpowiednio – 20% do budżetu ONZ i 23,8% do budżetu przeznaczonego na misję pokojowe.
Natomiast Unia Europejska, jako zwolenniczka dotychczasowych rozwiązań, musi teraz bronić tych instytucji – np. zwiększając wkład do WHO czy UNFCCC, co wymaga reformy budżetu UE i koordynacji z partnerami jak Kanada czy Japonia. Konkretnie, Unia mogłaby podwoić swój wkład do UN Democracy Fund (z 10 mln do 20 mln euro rocznie), aby promować np.: demokrację w Afryce Subsaharyjskiej, zastępując USA.
To rodzi szanse: UE może stać się globalnym liderem w kwestiach jak zdrowie publiczne czy rozwój zrównoważony. Raporty z CEPS wskazują, że Europa powinna tworzyć nowe koalicje, na rzecz multilateralizmu z Francją i Niemcami na czele, co już w 2025 roku zaowocowało szczytem w Paryżu z udziałem 50 krajów. Jednak to wymaga przezwyciężenia wewnętrznych podziałów, np. między starymi a nowymi członkami UE, gdzie kraje jak Polska domagają się większego głosu podczas podejmowania decyzji.
Wpływ na politykę klimatyczną UE
Wycofanie USA z Porozumienia Paryskiego, IPCC i UNFCCC osłabia globalne wysiłki klimatyczne, co zmusza UE do przejęcia przywództwa i przyspieszenia własnej polityki klimatycznej. Zielony Ład Europejski, zakładający neutralność klimatyczną do 2050 roku, może stać się modelem dla świata, ale wymaga nowych sojuszy, np. z Australią, Indiami czy Brazylią, aby wypełnić lukę po USA. Konkretnie, brak amerykańskiego wsparcia w negocjacjach COP31 (planowanej na listopad 2026 w Brazylii) oznacza, że UE musi samodzielnie lobbować za ambitnymi celami redukcji emisji, co mogłoby podnieść koszty dla europejskich przemysłów ciężkich – np. w Polsce, gdzie sektor węglowy (odpowiedzialny za 70% energii) musi przyspieszyć transformację, z pomocą funduszu Just Transition Fund (zwiększonego do 40 mld euro). Mimo wysiłków Unii w promowaniu rozwiązań opartych na założeniach Zielonego Ładu reszta świata pozostaje niechętna tym rozwiązaniom, których wprowadzenie wiąże się ze wzrostem cen energii i wyższymi kosztami dla przemysłu. Sama Europa odpowiada jedynie za 7% globalnej emisji CO₂ (w porównaniu: Chiny – 30%, USA – 14%, Indie – 7%), co jest niewielkim udziałem w skali świata.
Polityka USA rodzi wyzwania dla polityki klimatycznej. Bez Stanów Zjednoczonych, globalne fundusze klimatyczne jak Green Climate Fund mogą stracić 2 miliardy dolarów rocznie, co obciąży Unię Europejską dodatkowymi zobowiązaniami – np. Niemcy i Francja już zapowiedziały wzrost wkładu o 500 mln euro łącznie. Jednak to szansa na wzmocnienie wewnętrznej polityki. Unia może rozszerzyć ETS (system handlu emisjami) na sektory morski i lotniczy, co w 2025 roku przyniosło 10 mld euro dochodu, przeznaczonego na innowacje jak zielony wodór. Przykłady konkretne obejmują projekt North Sea Wind Power Hub, gdzie Dania, Niemcy i Holandia budują morskie farmy wiatrowe na 100 GW, omijając uzależnienie od technologii amerykańskich. Donald Trump może też przyspieszyć CBAM, nakładając opłaty na import z USA (np. na aluminium), co chroniłoby europejski rynek przed dumpingiem emisyjnym.
W dłuższej perspektywie, polityka klimatyczna Unii Europejskiej staje się narzędziem geopolitycznym: eksport technologii zielonych (np. panele słoneczne z Holandii czy turbiny wiatrowe z Danii) mógłby wypełnić próżnię po USA, generując milion nowych miejsc pracy do 2030.
Wpływ na politykę zdrowotną
Formalne wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Światowej Organizacji Zdrowia w styczniu 2026 roku pozbawia globalny system zdrowia publicznego około 20% budżetu operacyjnego oraz kluczowego uczestnika w wymianie danych, standardów i koordynacji działań. WHO traci nie tylko pieniądze, lecz także amerykańskie laboratoria referencyjne, systemy wczesnego ostrzegania i logistyczną siłę, która pozwalała reagować na wybuchy epidemii. W efekcie światowa sieć gotowości na pandemie staje się zauważalnie słabsza, a luki w monitoringu, weryfikacji danych i równomiernej dystrybucji szczepionek oraz leków będą widoczne już przy pierwszym zagrożeniu epidemiologicznym.
Dla Unii Europejskiej oznacza to koniec komfortu polegania na amerykańsko-globalnej ochronie. Europa została zmuszona do budowy własnej architektury bezpieczeństwa zdrowotnego. Centralną rolę w tym procesie ma przejąć HERA – Europejski Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Zagrożenia Zdrowotne. Urzędowi temu, aby realnie zastąpić część funkcji WHO na kontynencie, potrzebny jest radykalny wzrost skali działania. Realistyczne propozycje mówią o podniesieniu jego rocznego budżetu do poziomu 5 miliardów euro – kwoty, która pozwoliłaby nie tylko utrzymywać strategiczne rezerwy medyczne i finansować szybkie badania kliniczne, lecz także tworzyć europejskie zdolności produkcyjne szczepionek i leków w sytuacji, gdy globalny łańcuch dostaw zostanie przerwany.
Najlepszym przykładem tego, co czeka Europę, jest doświadczenie z pandemii COVID-19. W samym tylko 2021 roku Unia Europejska wydała około 2,4 miliarda euro na pierwsze kontrakty z firmą Pfizer-BioNTech, a całkowita wartość wszystkich umów advance purchase (w tym późniejszych, większych transz) przekroczyła kilkadziesiąt miliardów euro. Gdyby dziś pojawił się nowy, groźny wariant lub zupełnie nowy patogen, Europa nie mogłaby już liczyć na to, że globalna koordynacja WHO i amerykańskie finansowanie przyspieszą dostawy. Musiałaby wszystko zorganizować sama – od badań, przez skalowanie produkcji, po dystrybucję między państwami członkowskimi.
Właśnie tutaj kryje się największa szansa. Kryzys zaufania do multilateralizmu staje się katalizatorem rozwoju europejskiego przemysłu farmaceutycznego i biotechnologicznego. Program EU4Health, który w ostatnich latach finansował m.in. projekty badawcze nad antybiotykami opornymi na bakterie (AMR), szybką diagnostykę punktową i terapie alternatywne może zostać rozbudowany. Inwestycje w nowe szczepionki mRNA produkowane w Europie oraz rozwój mocy produkcyjnych leków krytycznych, pozwoliłyby nie tylko zmniejszyć zależność od dostawców spoza kontynentu, lecz także uczynić Europę eksportowym liderem technologii zdrowotnych XXI wieku.
Luka powstała w WHO po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych jest bolesna, ale jednocześnie zmusza Unię Europejską do suwerenności w dziedzinie zdrowia. Jeśli Europa zdoła wykorzystać ten moment, za kilka lat będzie miała nie tylko silniejszą HERA, lecz także bardziej konkurencyjny, innowacyjny i mniej zależny od zewnętrznych graczy przemysł farmaceutyczny. Paradoksalnie, właśnie wycofanie USA może okazać się najsilniejszym bodźcem do budowy europejskiej autonomii zdrowotnej od czasu powstania wspólnego rynku.
Wpływ na politykę Polski
Dla Polski, jako członka UE i sojusznika Stanów Zjednoczonych, wycofanie Trumpa ma złożone implikacje, wzmacniając zależność od Brukseli, ale też ryzykując podziały. Polska, z silnymi więzami z USA (np. poprzez pomysł założenia amerykańskiej bazy wojskowej na terytorium RP tzw. Fort Trump oraz zakupy samolotów F-35), może stracić na redukcji wojskowej obecności – konkretnie, baza w Redzikowie (system Aegis Ashore) mogłaby być zagrożona, co osłabiłoby obronę przed Federacją Rosyjską. To zmusza Warszawę do większego zaangażowania w PESCO, np. poprzez wspólne projekty z Francją na drony bojowe, z budżetem 500 milionów euro z EDF. Przyznanie Polsce 44 miliardów euro z programu SAFE może zostać wykorzystane do zakupu uzbrojenia zarówno w kraju, jak i na wewnętrznym rynku europejskim, ponieważ z programu zostały wyłączone zakupy amerykańskiego sprzętu.
Zdjęcie: Marek Borawski, Kancelaria Prezydenta RP
W przypadku gospodarki taryfy Donalda Trumpa na stal uderzają w polski eksport (Huta Częstochowa eksportuje 20% produkcji do USA), co mogłoby spowodować straty 200 mln euro rocznie, według GUS. Polska może skorzystać na Zielonym Ładzie UE, otrzymując 30 mld euro z funduszu spójności na transformację energetyczną – np. budowa elektrowni jądrowej w Żarnowcu z francuską technologią EDF, omijając amerykańskie Westinghouse.
W ramach multilateralizmu, Polska może wzmocnić rolę w Organizacji Narodów Zjednoczonych zwiększając wkład do UNFPA (z 5 milionów do 10 milionów euro), wspierając programy w Afryce. Jednak rząd może być podzielony: proamerykańska retoryka kontra potrzeba jedności UE, co widoczne było w 2025 roku podczas sporu o praworządność. Polska mogłaby lobbować za Flanką Wschodnią w NATO, ale bez USA, musiałaby zwiększyć finansowanie poprzez wzrost wydatków na obronność.
Reakcje UE
Te są różne – od potępienia za pośrednictwem Wysokiego Przedstawiciela po adaptację. Liderzy europejscy jak Ursula von der Leyen wzywają do wzmocnienia Europy, co może prowadzić do presji związanej ze zwiększeniem integracji, co już na miejsce – wspólny dług na obronę czy reformy traktatowe z pominięciem instytucji europejskich (umowa UE-Mercosur). Szanse obejmują wzmocnienie autonomii za pośrednictwem nowych umów i sojuszy (umowa handlowa z Indiami jest szacowana na 10 miliardów euro) i wzrost globalnego wpływu.
Wciąż jednak pozostaje ryzyko fragmentacji Unii Europejskiej. Za przykład mogą posłużyć Węgry. Wiktor Orban już w 2025 roku podpisał bilateralną umowę z USA na gaz oraz obejmującą zakup amerykańskiego paliwa jądrowego i amerykańskiej technologii dla elektrowni nuklearnej rozbudowywanej przez Rosję. Rosyjski państwowy koncern Rosatom buduje obecnie dwa nowe bloki jądrowe o mocy 1200 MW każdy. Przedsięwzięcie o nazwie Paks II jest jednym z kluczowych projektów energetycznych rządu Orbana. Wartość całej inwestycji powinna wynieść około 12 mld euro, a projekt ma być w całości sfinansowany przez państwo węgierskie, które pożyczyło na ten cel fundusze od Rosji. Takie działania prowadzą do osłabienia solidarności energetycznej Unii Europejskiej.
Jaka będzie przyszłość Unii Europejskiej?
Wycofanie Stanów Zjednoczonych z ponad sześćdziesięciu organizacji międzynarodowych, w tym kluczowych agend ONZ, pod drugą administracją Donalda Trumpa jest jednocześnie największym kryzysem zaufania w transatlantyckiej wspólnocie od zakończenia zimnej wojny i najpoważniejszym impulsem do strategicznego przebudzenia Europy od czasu powstania Wspólnot Europejskich. Decyzja Waszyngtonu jednoznacznie podważa multilateralizm jako zasadę organizacji świata. Europa, która przez dekady mogła liczyć na amerykańskie gwarancje, finansowanie i polityczne parasol, nagle znajduje się w sytuacji, w której musi sama decydować o regułach gry w kwestiach klimatu, zdrowia publicznego, handlu, technologii i bezpieczeństwa. To nie jest już kwestia czy Europa powinna być bardziej autonomiczna – to jest kwestia Europa musi stać się autonomiczna, bo nie ma już alternatywy.
Paradoksalnie, właśnie ten przymus może okazać się dla niej zbawienny. Przez lata Unia Europejska rozwijała się w cieniu amerykańskiej dominacji, co pozwalało jej unikać trudnych wyborów jak konieczność budowania własnej zdolności obronnej, prowadzenia spójnej polityki przemysłowej, konieczności konkurencji z Chinami na własnym terenie. Obecnie ten komfort znika. Europa zostaje zmuszona do wzięcia pełnej odpowiedzialności za siebie. Klucz do tego, czy kryzys zamieni się w szansę, leży w dwóch warunkach: utrzymaniu jedności oraz realnych inwestycjach w autonomię. Jeśli państwa członkowskie zdołają powstrzymać bilateralne układy z Waszyngtonem lub Pekinem i zamiast tego pogłębią współpracę w ramach UE – szczególnie w dziedzinie obronności, łańcuchów dostaw krytycznych surowców, technologii kwantowych i kosmicznych oraz polityki klimatycznej – wówczas Europa wyjdzie z tego okresu silniejsza, niż weszła.
To, co dziś wygląda jak dramatyczne osłabienie Zachodu, może się okazać momentem, w którym Europa przestaje być partnerem młodszym i staje się samodzielnym biegunem siły. Europa minus jeden – bez amerykańskiego parasola, ale za to z własnym budżetem obronnym i własną strategiczną wizją – nie musi być słabsza. Jaką drogę wybierze ostatecznie pokaże czas.

