Od kilku miesięcy Polska konsekwentnie rozbudowuje swoją sieć powiązań strategicznych w Europie. Po podpisaniu traktatu o wzmocnionej współpracy z Francją oraz porozumienia z Wielką Brytanią przyszedł czas na nową umowę obronną z Niemcami. Choć dokument zawarty w Warszawie ma niższą rangę niż wcześniejsze traktaty, trudno uznać go za wydarzenie drugorzędne. Wręcz przeciwnie – wszystkie trzy porozumienia razem tworzą nową warstwę bezpieczeństwa państwa.
Zdjęcie: Krzysztof Niedziela/MON
Przez lata polska polityka bezpieczeństwa opierała się przede wszystkim na NATO i strategicznych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Fundament ten pozostaje niezmienny a wręcz się rozbudowuje, ale doświadczenia wojny rosyjsko-ukraińskiej pokazały, że w Europie coraz większe znaczenie mają także regionalne układy współpracy. Państwa nie rezygnują z Sojuszu Północnoatlantyckiego, lecz budują dodatkowe mechanizmy koordynacji i wzajemnego wsparcia. W tym kontekście działania Warszawy należy oceniać pozytywnie.
Gwarancje bezpieczeństwa
Wojskowi od lat powtarzają, że odstraszanie opiera się nie tylko na liczbie czołgów czy samolotów, ale również na politycznej niepewności przeciwnika. Im więcej państw jest zaangażowanych w bezpieczeństwo Polski, tym trudniej potencjalnemu agresorowi oszacować skutki własnych działań.
Rosja od dawna próbuje przedstawiać konflikty w Europie Środkowo-Wschodniej jako sprawy lokalne. Rozbudowa sieci traktatów powoduje jednak, że bezpieczeństwo Polski staje się coraz bardziej problemem całej Europy.
W tym sensie podpisanie porozumień z Francją, Wielką Brytanią i Niemcami należy traktować jako wzmacnianie strategicznej głębi państwa. Każdy z partnerów wnosi bowiem inne zdolności.
Francja dysponuje bronią jądrową, dużymi siłami ekspedycyjnymi i rozwiniętym przemysłem obronnym. Wielka Brytania pozostaje jednym z najaktywniejszych europejskich członków NATO, posiada własny potencjał nuklearny i od początku wojny należy do najważniejszych sojuszników Ukrainy. Niemcy z kolei są największą gospodarką Europy i równocześnie jednym z głównych producentów uzbrojenia.
Nie ulega jednak wątpliwości, że porozumienia z Paryżem i Londynem mają szerszy charakter niż dokument podpisany z Berlinem. Traktat francuski obejmuje współpracę wojskową, kwestie energetyczne, rozwój infrastruktury oraz działania przeciwko zagrożeniom hybrydowym. Szczególne znaczenie ma także zapis o regularnych konsultacjach i rozwijaniu współpracy w sektorze energetyki jądrowej.
Jeszcze bardziej interesująco wygląda traktat z Wielką Brytanią. Londyn i Warszawa deklarują w nim wzajemną pomoc w przypadku napaści zbrojnej oraz rozwój współpracy w dziedzinie nowych technologii, cyberbezpieczeństwa i przemysłu obronnego. Nie oznacza to oczywiście powstania alternatywy wobec artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Żaden dokument bilateralny nie zastąpi NATO. Dodatkowe deklaracje mają jednak znaczenie polityczne i zwiększają koszt ewentualnej agresji.
Skromna umowa z Niemcami
Podpisane w Warszawie porozumienie polsko-niemieckie ma charakter międzyresortowy. Nie zawiera nowych gwarancji bezpieczeństwa. Zastępuje natomiast umowę z 2011 i dostosowuje ją do nowych realiów.
Zakres współpracy jest jednak szeroki. Obejmuje rozwój zdolności odstraszania, cyberbezpieczeństwo, ochronę infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwo Morza Bałtyckiego oraz zwiększanie mobilności wojskowej. Szczególnie ważny jest zapis umożliwiający udział niemieckich wojsk inżynieryjnych przy realizacji programu Tarcza Wschód.
To właśnie ten element ma największe praktyczne znaczenie. Budowa fortyfikacji, przeszkód terenowych i infrastruktury wojskowej wymaga ogromnych zasobów. Każde dodatkowe wsparcie ze strony sojuszników przyspiesza realizację programu wzmacniania granicy z Rosją i Białorusią.
Nie należy także lekceważyć znaczenia niemieckiej logistyki. W przypadku kryzysu lub wojny większość sił sojuszniczych zmierzających do Polski będzie przechodzić właśnie przez terytorium Niemiec. Sprawne procedury i wcześniejsze przygotowanie mają znaczenie równie duże jak liczba żołnierzy.
Polska mogła otrzymać więcej
Jednocześnie trudno nie zauważyć, że umowa z Niemcami mogła mieć znacznie większy ciężar polityczny. Z informacji płynących z Berlina wynika, że strona niemiecka była gotowa do zawarcia szerszego traktatu, podobnego do porozumień podpisanych z Francją i Wielką Brytanią. Ostatecznie zdecydowano się jednak na rozwiązanie niewymagające ratyfikacji przez prezydenta.
Przyczyną były obawy dotyczące ewentualnego sporu politycznego i ryzyka odrzucenia dokumentu przez politykę Pałacu Prezydenckiego. Wydarzenia z Berlina zdają się potwierdzać tę tezę. W efekcie Polska otrzymała porozumienie użyteczne, lecz pozbawione części politycznych i strategicznych zapisów, które mogłyby dodatkowo wzmacniać relacje z Berlinem.
Trudno nie odnieść wrażenia, że krajowa rywalizacja polityczna po raz kolejny wpłynęła na zakres instrumentów bezpieczeństwa państwa. Można odnieść wrażenie, że na Krakowskim Przedmieściu jedynym sojusznikiem są Stany Zjednoczone.
Jednak każde dodatkowe powiązanie polityczne i wojskowe zwiększa bezpieczeństwo państwa. Traktaty z Paryżem i Londynem wzmacniają strategiczną pozycję Polski, natomiast porozumienie z Berlinem poprawia współpracę i daje nowe narzędzia również do budowania relacji transatlantyckich.
Można dyskutować, czy dokument z Niemcami nie powinien mieć wyższej rangi. Można również spierać się o szczegółowe zapisy poszczególnych umów. Trudno jednak bronić tezy, że lepiej byłoby takich porozumień nie mieć.
W świecie, w którym Rosja pozostaje największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy, państwa średniej wielkości nie mogą pozwolić sobie na luksus samotności. Im więcej sojuszników, tym większa siła odstraszania. A właśnie odstraszanie pozostaje dziś najtańszą i najskuteczniejszą formą obrony.
Czytaj także:
