KJI Precision
Historia przedsiębiorstwa zaczęła się w 2013 roku, gdy Garret Hellinger i Matt Barnes, funkcjonariusze jednostki SWAT, rozpoczęli prace nad zaciskiem umożliwiającym mocowanie karabinu na podstawie trójnożnej. Istniejące rozwiązania typu „HOG Saddle”, przypominające imadło, okazały się miewać problemy z poprawnym zaciskaniem na karabinach wyposażonych w łoża o obłym profilu. Niedługo później do zespołu dołączył Gabe Snyder, a wspólne wysiłki zaowocowały w 2015 powstaniem uchwytu Reaper Grip. Nowatorskie rozwiązanie rozwiązało istniejące dotąd problemy i szybko zyskało uznanie wśród mundurowych i cywili. Rosnąca popularność przyciągnęła uwagę wielkich firm, dzięki czemu KJI Precision jest dziś częścią teksańskiego koncernu Sellmark Corporation – właściciela marek takich jak Pulsar czy Sightmark. To otworzyło drogę do nowych rynków i dostęp do zaawansowanych metod produkcji. Obecnie KJI Precision cieszy się zasłużoną renomą wśród mundurowych, myśliwych i strzelców sportowych, a owocem wszystkich tych starań jest m. in. statyw strzelecki K950 Carbon.
Nie taki znowu duży
Strzelecka podstawa trójnożna KIJ z pozoru niewiele różni się od typowych „tripodów” fotograficznych. Niewiele mówią też zdjęcia w internecie. Dopiero bezpośredni kontakt daje pełen obraz. W całym materiale będę pewnie odnosił się do mojego statywu fotograficznego. Nie żeby były porównywalne pod względem funkcji – co to to nie! Po prostu mój dotychczasowy sprzęt jest niemal perfekcyjnie średni i łatwiej wam będzie wyobrazić sobie różnicę.
Mój średni lecz wierny statyw Benro (u góry) i profesjonalny, strzelecki KJI K950 Carbon (na dole). Długość obu jest niemal identyczna. / Zdjęcia: Jarosław Lis, MILMAG
Złożony KJI 950 Carbon jest niemal tych samych rozmiarów co mój Benro A-29705. Bez głowicy mierzy 65 cm, jest więc nawet krótszy (2,5 cm) od fotograficznego. Na pierwszy rzut oka widać, że jest większy – nogi, ich aluminiowe obsady i regulacje są o wiele grubsze. Mimo tego KJI jest raptem 510 gramów cięższy. Całkowita masa na poziomie 2 680 gramów to wcale nie tak dużo. Oczywiście o ile mowa o sprzęcie do PRS lub strzelectwa precyzyjnego. Nie zdziwię się jednak jeśli dla myśliwego będzie zbyt ciężki – tu królują zwykle rozwiązania bardzo lekkie, tworzone z myślą o długich dystansach pokonywanych pieszo.
Podstawę głowicy mocuje jeden gwint, a rolę nakrętki pełni widoczny hak. Trochę szkoda, że w ustawieniu „pod worek” tracimy możliwość zawieszenia dodatkowego obciążenia.
W K950 sama podstawa głowicy cechuje się masą 175 gramów, i tak – producent przewidział możliwość jej odkręcenia. Dzięki temu usuwamy sterczący pionowo gwint, co ułatwia posadowienie worka strzeleckiego. Spore grono zawodowców preferuje strzelać w ten sposób niż mocować karabin w uchwycie głowicy. Nie mniej często taki zestaw jest stosowany jako podstawa obserwacyjna lornetki.
Jest wielki!
Po rozłożeniu KJI rośnie do 181,6 cm! Złożony nie daje po sobie poznać. Po lewej statyw fotograficzny – różnica jest olbrzymia.
Sprawa nabiera rumieńców, gdy rozłożymy K950 Carbon do pełnej wysokości. Każda noga składa się z czterech segmentów, a w pozycji roboczej, po pełnym wysunięciu, KJI osiąga aż 181,6 cm. To o 8 cm więcej niż mój fotograficzny, nawet po tym jak wysunę główną kolumnę. To samo w sobie jest oszustwem, bo K950 celowo jej pozbawiono – pojedyncza, pionowa rura nie zapewni dostatecznej stabilności w żadnym sportowym scenariuszu. Gdybym miał więc porównywać wysokość „roboczą”, to różnica wysokości wzrasta o kolosalne 34 cm, a w ustawieniu „pod worek” o 40 cm. A to tylko gdy tytanicznym wysiłkiem zdołałbym rozkręcić fotograficznego Benro do samego trójnika. Takiej opcji producent nie zakładał, więc to nie takie proste. W KJI to jest wręcz funkcja – zakładana, przewidziana i wdrożona.
K950 Carbon jest więc wielki, tylko po złożeniu nie daje tego po sobie poznać.
77 kg nośności
Nośność obu konstrukcji to kolejny ważny czynnik w przypadku strzelca sportowego. Broń wyczynowa do lekkich nie należy. Udźwig mojego statywu fotograficznego wynosi 10 kg. To całkiem solidny wynik w tej kategorii. K950 dosłownie dewastuje go osiągając 76,8 kg! Słownie: siedem razy tyle z bezpiecznym zapasem!
Udało się to poprzez zastosowanie nóg z włókna węglowego o średnicy sięgającej 39 mm. Najcieńsza z rur mierzy w przekroju 27 mm – dokładnie tyle, co najgrubsza w fotograficznym statywie! Nie bez znaczenia jest technologia wykonania reszty elementów. KJI postawiło na grube, aluminiowe elementy frezowane na obrabiarkach CNC. W fotograficznym zastosowano lżejszy, choć mniej odporny, stop magnezu.
Nogi i pierścienie regulacji statywu K950 są, delikatnie mówiąc, grube i solidne. Aluminiowe pokrętła mają wyraziste, czepliwe krawędzie – tuż powyżej granicy dyskomfortu.
Podsumowując konstrukcję KJI K950 Carbon:
• Złożony jest 3,7% krótszy od fotograficznego
• Rozłożony jest 28% wyższy
• Uniesie 668% więcej
• Jest 23% cięższy
Zdaję sobie sprawę, że porównywanie tych konstrukcji nie jest uczciwe. Oba produkty pochodzą z różnych światów i zupełnie innej półki cenowej. Niemniej daje to Wam pogląd jak bardzo różne są to konstrukcje i jak duża jest przepaść między nimi. Łatwiej też jest wyobrazić sobie skalę mając odnośnik w postaci powszechnie dostępnego produktu „cywilnego”.
KJI K950 przedstawia standard premium
Same statystyki to za mało by ocenić produkt. Warto rzucić okiem na elementy, które odpowiadają za ergonomię i sprawność obsługi. Prawdziwie dobra konstrukcja to taka, którą „aż się chce używać”. KJI również i na tym polu nie zawiodło oczekiwań.
Pierścienie regulacji długości nóg wykonano z aluminium. Są bardzo duże, dzięki czemu łatwo je znaleźć i obsłużyć pod presją czasu. Ich powierzchnie są głęboko nacięte i wykończone tylko na tyle, by nie powodować dyskomfortu. Krótko mówiąc – krawędzie są niemal ostre, ale za to gwarantują trakcję i kontrolę w każdych warunkach. Szron, pot czy grube rękawice – nie gra roli.
KJI K950 o wysokości dopasowanej do postawy stojącej. Wykorzystałem raptem nieco ponad 2/3 dostępnego zakresu.
W K950 Carbon nie zabrakło oczywiście regulacji pochyłu nóg. Grube, solidne zatrzaski umożliwiają blokowanie ramion w trzech pozycjach – 23°, 55° i 83° od pionu. To wystarczy, by dopasować statyw do każdej z trzech pozycji strzeleckich. W pełnym rozłożeniu K950 staje się platformą równie niską co mój dwójnóg od MDT (w ustawieniu najniższej wysokości). Oczywiście ma to zastosowanie wyłącznie dla strzelania z worka. Jeżeli dokręcimy jakąkolwiek głowicę, poziom uniesie się na tyle, że strzelanie leżąc będzie możliwe w kilku wyjątkowych przypadkach.
K950 Carbon w rozstawie 83°. Strzelanie z pozycji leżącej jest jak najbardziej możliwe.
Nogi rozchylone na 55° do pozycji siedząc. Dla mnie należało by je nieco wydłużyć więc niżsi strzelcy ode mnie też sobie poradzą.
Chcąc zwiększyć rozstaw, należy pociągnąć każdą z trzech blokad, a zatrzaski pochyłu nóg wyposażono w małe magnesy. Całkiem sprytne rozwiązanie! Przyciągają się do pozycji zamkniętej, co pozwala osiągnąć efekt zapadki gdy składamy ramiona „do siebie”. W ten sposób statyw zawsze dąży do rozstawu 23°.
Zatrzaski regulacji pochyłu nóg w pozycji zamkniętej i otwartej. Widoczne obok nich śruby pozwalają dostosować opór z jakim ramiona będą się rozchylać.
Jest jednak wyjątek od tej reguły. Magnesy rozmieszczono w taki sposób, że w pozycji krańcowej zatrzasku zaczynają się odpychać, utrzymując mechanizm w pozycji otwartej. Tym sposobem KJI uzyskało wysoce niezawodny półautomat do regulacji pochyłu. Cwane! Obsady nóg z włókna węglowego umożliwiają jeszcze jedną formę regulacji. Rozchylanie ich w fabrycznie nowym statywie odbywa się z wyraźnym oporem – może nawet zbyt dużym. Szczęśliwie, również to możemy dostosować do siebie, odpowiednio skręcając lub luzując pary śrub łączących obsady z głównym trójnikiem. Proste i działa.
Rozłożony zatrzask od wewnątrz wraz z magnesami.
Solidna podstawa
Każdą z nóg statywu od KJI zwieńczono wkręcaną gumową stopką. Nie było by w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że są olbrzymie. Elastyczne półsfery o średnicy 55 mm oferują świetne podparcie dzięki dużej powierzchni styku z podłożem. Producent nie zapomniał osadzić ich na gwintach (3/18″-16), dając możliwość wymiany na kolce (w zestawie). Pamiętano nawet o dodaniu małych uszczelek zabezpieczających łączenia przed wnikaniem wilgoci i zanieczyszczeń.
Gumowe stopki są olbrzymie. Widoczna na zdjęciu uszczelka zabezpiecza gwint przed wilgocią i zabrudzeniami.
Gumowe stopki można wymienić na kolce które otrzymujemy w zestawie. W komplecie dostajemy też parę kluczy do regulacji oporu nóg i osłonkę gwintu głowicy.
Nie mniej solidna jest górna płyta trójnika. Zwieńczono ją gwintem 3/8″-16, standardowym dla połączeń fotograficznych głowica – statyw. Główny trójnik i płytę podstawy skręca w całość gwint (ponownie 3/8″-16), a w charakterze nakrętki służy aluminiowy hak. Ten ostatni to standardowe wyposażenie każdego statywu, umożliwiające powieszenie dodatkowego obciążenia. Strzelcy sportowi zdają się wykorzystywać tę funkcję nieporównywalnie częściej niż amatorzy fotografii.
Solidny hak umożliwia zawieszenie dodatkowego obciążenia co dodatkowo poprawia stabilność zestawu.
Podsumowanie
Statyw K950 Carbon to najwyższej klasy, prawdziwie specjalistyczny produkt w ofercie KJI. Wygląda i funkcjonuje znajomo, ale niemal każdy element został wzmocniony lub zoptymalizowany pod kątem zawodów sportowych. Wysokość, stabilność, możliwość dostosowania do postawy strzeleckiej w każdych warunkach – K950 Carbon na każdym polu zapewnia solidny zapas potencjału. Miejmy jednak na względzie, że z racji swojej ceny (ok. 750 USD) jest to raczej produkt kierowany do profesjonalistów.
Dziękujemy grupie Sellmark za przekazanie statywu KJI K950 Carbon do testów. Dystrybutorem produktów KJI w Polsce jest Hubertus Pro.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.
Czytaj także:
