Przejdź do serwisu tematycznego

Zderzenie imperiów – analiza rywalizacji ChRL i USA na Morzu Południowochińskim

Morze Południowochińskie znajduje się na tyle daleko od Polski i Europy, że z naszej perspektywy jest to teren o niskim znaczeniu strategicznym. Specjaliści od tematyki Azji Południowo-Wschodniej twierdzą jednak, że region ten jest najważniejszym punktem na dzisiejszej mapie świata, w którym może mieć początek konflikt dwóch światowych supermocarstw. Wody Morza Południowochińskiego są terenem spornym ChRL, Wietnamu, Republiki Chińskiej, Brunei, Malezji i Filipin. Dodatkowo ważną rolę odgrywają w regionie Stany Zjednoczone.

O co chodzi w tym sporze?

Zachodzące od początku XX wieku gwałtowne zmiany, które dotknęły Europę – nacjonalizmy, dwie wojny światowe, rozpad dotychczasowego ładu i imperiów kolonialnych, spowodowały przesunięcie się strategicznego centrum świata na wschód. Jednocześnie miał miejsce bardzo dynamiczny rozwój demograficzny i gospodarczy Azji, który pozwolił państwom Orientu na podjęcie walki o dominację z cywilizacją Zachodu.

Uważa się, że jedną z najważniejszych zmian geopolitycznych w XX wieku jest przesunięcie polityczno-ekonomicznego centrum świata z północnego Atlantyku w kierunku Azji i Pacyfiku. Pierwotnie centrum gospodarki, handlu i światowej dominacji przez prawie 500 lat znajdowało się w basenie Morza Śródziemnego. Następnie przesunęło się do Europy Północnej, skąd przemieściło się przez Ocean Atlantycki do Ameryki Północnej. Można założyć, że wiek XX był wiekiem dominacji Atlantyku, natomiast wiek XXI będzie już wiekiem Oceanu Spokojnego.

Państwa południowo-wschodniej Azji: ChRL, Japonia, Republika Korei, czy kraje ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej – Association of South-East Asian Nations), dysponują już siłą gospodarczo-militarną wystarczającą do podnoszenia swoich żądań na arenie międzynarodowej i możliwością ich realizacji. Region ten nie jest jednak zjednoczony. Kraje prowadzą odrębną politykę. Nierzadko są ze sobą mocno skonfliktowane, przynależą do odmiennych bloków sojuszy oraz posiadają różne systemy polityczne. Wzajemne konflikty i mocarstwowa polityka powodują szereg sporów regionalnych, które mogą przerodzić się w konflikt globalny. Do najważniejszych ognisk zapalnych można zaliczyć:

  1. Konflikt między władzami w Pekinie (ChRL) i nieuznawanym chińskim rządem w Tajpej (Republika Chińska).
  2. Półwysep Koreański i trwająca w stanie zawieszenia wojna domowa pomiędzy komunistyczną Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną oraz znajdującą się na południu Republiką Korei.
  3. Spór o archipelagi wysp Spratly i Wysp Paracelskich.

Potwierdzone i przypuszczalne złoża surowców energetycznych na Morzu Południowochińskim / Grafika: U.S. Energy Information Administration

Według specjalistów zajmujących się Azją to właśnie archipelagi wysp stanowią punkt zapalny całego regionu. Wyspy Spratly to obszar będący grupą ponad 230 raf i wysepek położonych w południowej części Morza Południowochińskiego. Istnieje tu około 150 form lądowych posiadających swoje nazwy oraz duża ilość niewielkich fragmentów lądu wystających ponad wodę niemających żadnej nazwy. Większość z nich to skały, rafy koralowe, ławice piasku i inne  częściowo zalane formy lądowe.  Żad­na z nich nie przekracza długości jednej mili, tak więc większość wysepek i atoli tego regionu jest za mała, aby je zasiedlić. Duża cześć z nich znajduje się pod powierzchnią wody, co w teorii powinno uniemożliwiać wysuwanie roszczeń terytorialnych przez którekolwiek z państw. Tym samym w świetle konwencji międzynarodowych nie można uznać ich za obszary lądowe, które dysponują granicą morską. Do terenów tych pretensje zgłaszają członkowie ASEAN: Brunei, Filipiny, Malezja i Wietnam oraz Chińska Republika Ludowa oraz Republika Chińska. Pomimo małej powierzchni tych terenów, wyspy Spratly mają kolosalne znaczenie strategiczne z kilku powodów:

  • Bogactwa naturalne – szacuje się, że w tym regionie znajduje się 17,7 mld ton ropy naftowej (dla porównania zasoby Kuwejtu wynoszą 13 mld ton) oraz gaz ziemny.
  • Zasoby ryb – tereny wokół wysp mogą stanowić 10% światowej populacji ryb i owoców morza. Jest to kluczowe z punktu widzenia gospodarki, ponieważ kraje regionu czerpią znaczną część swoich dochodów z rybołówstwa. Władze w ChRL szacują biologiczne zasoby regionu na 1 trylion dolarów (sic!).
  • Strategiczny szlak wodny – co roku przez Morze Południowochińskie przepływa ponad 41 000 statków. Przez ten akwen odbywa się import 80% surowców energetycznych do ChRL. Zyski z regionu czerpie również Japonia i Republika Korei. Szacuje się, że roczna wartość transportowanych towarów wynosi 3,4 bln dolarów. Południowa część Morza Południowochińskiego sąsiaduje z cieśniną Malakka – najkrótszą drogą łączącą Morze Południowochińskie z Oceanem Indyjskim. Gdyby ta cieśnina została zablokowana (np. wskutek wypadków naturalnych lub działań polityczno-wojskowych), handel morski najprawdopodobniej nie zostałby wstrzymany. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem wzrosłyby jego koszty. W takim przypadku transport towarów trzeba byłoby prowadzić przez , znajdującą się między wyspami Jawa i Sumatra Cieśninę Sundajską albo przez cieśninę Lombok w pobliżu wyspy Bali. Alternatywna trasa wymusza okrążenie Australii i tranzyt przez Cieśninę Bassa. Według szacunków CSIS z sierpnia 2017, każdy dzień niedrożności cieśniny Malakka kosztowałby 9,21 mln dolarów (w przypadku konieczności wyboru Cieśniny Sundajskiej – i tak zbyt płytkiej dla dużych jednostek powyżej wyporności 100 tys. ton), 17 mln ( Lombok) i blisko 93 mln (droga naokoło Australii). Tygodniowe straty związane z wydłużeniem drogi wynosiłby odpowiednio około 65, 119 i 651 mln dolarów dla każdej z trzech tras (miesięcznie odpowiednio około 280, 516 i 2820 mln dolarów).

Sytuacja w regionie

/ Zdjęcie: MO Singapuru

ChRL, Republika Chińska i Wietnam roszczą sobie prawo do terytorium całego archipelagu, reszta państw do administrowania poszczególnymi wyspami. Obecnie każda większa wyspa archipelagu Spartly znajduje się pod zarządem administracyjnym któregoś z państw zaangażowanych w spór. Republika Chińska sprawuje kontrolę nad największą z wysp Taiping, Filipiny nad wyspami Thitu i West York, a Wietnam nad wyspą Spratly. Dodatkowo kontrolę rozciągnięto także nad wystającymi na powierzchnię rafami koralowymi i atolami Northwest Cay (Filipiny), Southwest Cay (Wietnam), Grierson Cay (Wietnam), Swallow Reef (Malezja).

Do pewnego czasu najbardziej zainteresowana regionem ChRL miała pod kontrolą tylko kilka niewielkich fragmentów lądu wystających ponad powierzchnię wody. W ostatnich latach władze w Pekinie z właściwym sobie zaangażowaniem przystąpiły do powiększania swojego terytorium. W 2015 utworzono sztuczne wyspy Cuarteron, Fiery Cross, Gaven, Johnson Reefs, Hughes, Subi i Mischief Reefs. Trzy ostatnie były dotychczas skałami znikającymi pod wodą w czasie przypływu. Na wszystkich ulokowano instalacje portowe. Na Fiery Cross, Mischief Reefs oraz Subi, wybudowano także pasy startowe o długości trzech kilometrów, a więc takie z których mogą startować nie tylko samoloty myśliwskie, ale także większe statki powietrzne, jak bombowce, samoloty ZOP i samoloty tankujące. Na każdej z tych trzech wysp powstały również hangary dla co najmniej 24 samolotów oraz stacje radiolokacyjne. Na Fiery dodatkowo ulokowano centra nasłuchu elektronicznego (SIGINT) oraz artylerię nabrzeżną. Z kolei na Cuarteron, Johnson Reefs, Gaven i Hughes powstały stacje radiolokacyjne. Na dwóch ostatnich wyspach postawiono latarnie morskie, mające przekonać opinię międzynarodową o zaangażowaniu ChRL w poprawę bezpieczeństwa żeglugi w regionie. Wybudowano także szereg instalacji o charakterze logistycznym: magazyny, panele słoneczne, turbiny wiatrowe, budynki administracyjne.

Argumenty poszczególnych stron sporu

/ Zdjęcie: MO Filipin

Na działania Pekinu ma wpływ wzrost nastrojów nacjonalistycznych. Z tego też powodu chińskie roszczenia opierają się na bazie argumentów historycznych. Obszar wysp Spratly miał zostać odkryty przez rybaków i żeglarzy już w czasach dynastii Han (206 p.n.e – 220 n.e.). Nie został zasiedlony jedynie z powodu małej wielkości. Państwo Środka odbudowuje swoją tożsamość narodową po okresie zawirowań kulturalnych i kolonialnych. Prawdziwe znaczenie dla ChRL tereny te zyskały dopiero w XX wieku, po opublikowaniu przez Komisję Ekonomiczną NZ dla Azji i Dalekiego Wschodu danych z eksploracji geologicznych dna morskiego między Republiką Chińską i Japonią (m.in. wysp Senkaku), przeprowadzanych w latach 1968-69. Były to jedne z pierwszych danych dotyczących zasobów gazu i ropy na tym obszarze, co natychmiast wywołało roszczenia ChRL do tego akwenu. Już w latach 70. Japonia, Republika Korei i Republika Chińska zdecydowały się na podjęcie dalszych wspólnych przedsięwzięć eksploracyjnych.

W 1972 na wyspie Palawan odkryto ropę naftową. Władze w Manili podjęły działania na rzecz zapewnienia sobie większego dostępu do tego akwenu poprzez wyznaczenie specjalnej strefy przybrzeżnej. W 1977 także Wietnam określił obszar dwustumilowej wyłącznej strefy ekonomicznej, obejmujący część obszaru wysp Spratly. W 1979 władze Malezji opublikowały mapę ukazującą zasięg ich wód terytorialnych i przynależny do tego państwa szelf kontynentalny, a w maju 1980 proklamowały dwustumilową wyłączną strefę ekonomiczną Malezji na obszarze wysp Spratly. Odpowiedzią ChRL była historyczna argumentacja, o której już wspomniałem.

W kolejnych latach spór między Wietnamem a Chińską Republiką Ludową doprowadził do wojny. W 1974, jeszcze podczas trwania wojny między Wietnamem Północnym a USA, marynarka południowowietnamska została pokonana przez siły morskie ChRL, która zdobyły kontrolę nad całością Wysp Paracelskich. Reakcją Wietnamu była decyzja o zajęciu 13 wysp archipelagu i ulokowaniu tam własnych oddziałów wojskowych. W 1979 rozpoczęła się wojna między Chińską Republiką Ludową a socjalistycznym Wietnamem, która do dziś nie jest zakończona traktatem pokojowym. W marcu 1988 Pekin i Hanoi stoczyły bitwę morską o sześć wysp archipelagu Spratly, zakończoną zwycięstwem chińskiej floty.

W lutym 1992 ChRL wprowadziła Law on the Territorial Sea and Contiguous Zone, na mocy którego oparła swoje roszczenia do całego obszaru Morza Południowochińskiego, ogłaszając je swoim akwenem terytorialnym i twierdząc, że prawo do tego zostało ustanowione już za dynastii Xia (2070-1600 lat p.n.e). Aktywność ChRL w regionie rosła proporcjonalnie do wzrostu ich znaczenia międzynarodowego, siły gospodarczej i stopnia otwarcia się na globalizację świata. W 1995 Chiny zaczęły budować swoją bazę na rafie Mischief, do której prawo roszczą sobie także Filipiny.

Do ważniejszych wydarzeń w latach 90. należało także podpisanie w 1997 porozumienia USA – ChRL, pt. Military Maritime Consultative Agreement. Była to pierwsza tego rodzaju dwustronna umowa, zawarta w celu zapobiegania nieporozumieniom w sferze działań wojskowych.

Dalsza aktywność państw w regonie prowadziła do wzajemnych napięć i konfliktów, a poszczególne strony kierowały skargi do Międzynarodowego Trybunału Prawa Morskiego w Hadze. Malezja i Wietnam zwracały się do Komisji Granic Szelfu Kontynentalnego ONZ  w kwestii zwiększenia zasięgu ich 200-kilometrowego pasa wód przybrzeżnych (2009). Zatwierdzenie przez Zgromadzenie Narodowe Wietnamu w lipcu 2012 granic morskich, obejmujących także Wyspy Paracelskie i Spratly, wywołało reakcję Chin w formie ustanowienia prefektury Sansha, obejmującej oba archipelagi. Samo miasto Sansha, powstałe na wyspie Woody na Paracelach (ceremonia otwarcia odbyła się 24 lipca 2012), jest wprawdzie najmniejszym tego typu miastem chińskim, ale jego powstanie na spornych terenach Morza Południowochińskiego stanowi kolejny powód irytacji państw zaangażowanych w spory z ChRL na tym obszarze.

Wyrazem polityki ChRL na Morzu Południowochińskim jest wytyczona przez chińskie władze linia demarkacyjna, zwana “linią dziewięciu kresek”, która zakreśla zasięg chińskich roszczeń terytorialnych. Obejmuje ona większą część powierzchni tego akwenu. Po raz pierwszy tę linię ogłosił po II wojnie światowej rząd nacjonalistycznych Chin – składała się wtedy z jedenastu kresek. Koncepcję przejęły władze ChRL i już w 1949 przedstawiły jej wersję w wariancie z dziewięcioma kreskami. W świadomości mieszkańców regionu, zwłaszcza Wietnamu, funkcjonuje ona pod nazwą “krowiego języka” z powodu kształtu tworzonego przez kreski.   Chińskie władze wytyczyły linię zupełnie arbitralnie, uwzględniając wyłącznie swoje własne interesy i nie pytając żadnego z państw sąsiadujących czy też zgłaszających własne żądania odnośnie wysepek znajdujących się w granicach “języka”. Gdy w 2009 Wietnam i Malezja zgłaszały wspólnie do ONZ informacje o zasięgu swoich wód terytorialnych obejmujących 200 mil morskich od linii wybrzeża, Chiny przedstawiały nową wersję zasięgu kreskowanej linii na Morzu Południowochińskim. Pekin zakładał, że należy do niego ponad 80% obszaru wód, które w świetle prawa międzynarodowego powinny być określane m.in. jako wietnamskie i malezyjskie. 25 czerwca 2014 Chiny zaprezentowały kolejną wersję mapy  spornego terytorium. Dziewięć kresek zamieniło się już w dziesięć i kolejny raz powiększyło zasięg wpływów Pekinu, zmieniając Morze Południowochińskie w wewnętrzne morze ChRL. Pojawia się pytanie, czy działania Państwa Środka są legalne? Zgodnie z obowiązującymi w Realpolitik zasadami – rację ma silniejszy, w związku z tym trudno jest wystąpić zainteresowanym państwom przeciwko Chinom. Tym bardziej, że członkowie ASEAN ani nie są ze sobą zgodni odnośnie prowadzenia wspólnej polityki, ani tak potężni, aby samodzielnie stawić czoła Pekinowi – gospodarczo czy militarnie.

/ Zdjęcie: MO ChRL

Z prawnego punktu widzenia sprawa również nie jest jednoznaczna. Jak twierdzi doktor Hong Nong, specjalistka od prawa i stosunków międzynarodowych, Chiny posiadają suwerenność w odniesieniu do wszystkich elementów tej linii i korzystają z suwerennego prawa i jurysdykcji, określonych przez Konwencję Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza (UNCLOS), np. wyłącznej strefy ekonomicznej i szelfu kontynentalnego, jeżeli niektóre elementy spełniają wymogi definicji prawnej systemu wyspiarskiego na mocy art. 121 UNCLOS. Ponadto Chinom przysługują pewne historyczne prawa w ramach tej linii, takie jak prawa do połowów, prawa do żeglugi i prawa pierwszeństwa w zakresie eksploatacji zasobów. Ponieważ w prawie międzynarodowym nie istnieją ostateczne przepisy regulujące status morskich praw historycznych, roszczenia ChRL nie stanowią naruszenia prawa międzynarodowego. Jak stwierdził kiedyś MTS, ogólne prawo międzynarodowe nie przewiduje jednego “reżimu” historycznych wód lub historycznych zatok, a jedynie konkretny reżim dla każdego z kilku konkretnych, powszechnie uznanych przypadków historycznych wód lub historycznych zatok. Uważa się jednak, że Chiny przejmują wyłączną kontrolę nad Morzem Południowochińskim.

O co chodzi mniejszym graczom?

Roszczenia Republiki Chińskiej są zasadniczo takie same jak ChRL. W 2014 prezydent Ma Ying-jeou potwierdził w swoim wrześniowym przemówieniu, że określona w Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza zasada, zgodnie z którą “suwerenność lądu decyduje o własności otaczających go wód”, ma zastosowanie do sporów dotyczących suwerenności zarówno lądu, jak i morza.

Filipiny roszczą sobie prawa do wysp głównie na podstawie prawa międzynarodowego, działając w oparciu o  UNCLOS. Według tej konwencji wyspa ma wyłączną strefę ekonomiczną, podczas gdy skały lub rafy nie posiadają takowej. Artykuł 121 definiuje wyspę jako “naturalnie ukształtowany obszar lądu, otoczony wodą, który znajduje się nad wodą podczas przypływu. Skały, które nie są w stanie samodzielnie utrzymać miejsca zamieszkania lub życia gospodarczego człowieka, nie mają wyłącznej strefy ekonomicznej ani szelfu kontynentalnego”. Wynika to z faktu, że Filipiny uznają koncepcję UNCLOS dotyczącą wyłącznej strefy ekonomicznej o długości 200 mil morskich, tym samym uznając prawne zwierzchnictwo nad tym terenem. Absolutnie głuche na argumenty Filipin Chiny rozpoczęły politykę małych kroków, zmierzających do dominacji na tym terenie. Wachlarz działań był szeroki. Od nielegalnych połowów do uzbrajania kutrów w broń maszynową. ChRL zwiększyła tonaż i liczebność okrętów straży wybrzeża do tego stopnia, że niektóre jednostki są potężniejsze od okrętów marynarek sąsiednich krajów. Zagrożone jest środowisko naturalne. W ciągu ostatnich lat znacząco maleje populacja rekinów, grouperów czy krewetek (od 1% do 15% do 2045); krabów, tuńczyków i sardynek (od 16% do 30% w tym samym okresie) oraz kałamarnic i gatunków ryb żyjących na rafach koralowych w regionie (spadek populacji o ponad 30% – to szacunki na podstawie danych Bloomberga z początku lipca 2019).

/ Zdjęcie: MO Filipin

Nielegalne działania Pekinu w regionie i brak możliwości zatrzymania Chin przez sąsiadów doprowadziły Filipiny do złożenia skargi przed Permanentny Sąd Arbitrażowy w Hadze. 12 lipca 2016, po trzech latach dysput, Sąd uznał za bezprawne chińskie roszczenia terytorialne w regionie. Stwierdzono, że budowa tzw. sztucznych wysp skutecznie uniemożliwia ocenę pierwotnego charakteru formacji skalnych w archipelagu Spratly. Pekin nie dbał przez ostatnie lata o środowisko naturalne w regionie, a także błędnie utrzymywał historyczną przynależność spornych wysp.

Niestety dla regionu i Filipińczyków decyzja ugruntowała się po trzech latach, w zupełnie innej rzeczywistości politycznej Manili. Nowo wybrany prezydent Filipin, Rodrigo Duterte, nie kontynuował drogi obranej przez poprzednika. Szybko zmienił front wobec ChRL i pokazał prezydentowi Xi Jinpingowi, że jest gotów zaakceptować chińską obecność na terenie, do którego, zdaniem sędziów z Hagi, Pekin rościł sobie prawa niezgodnie z realiami. Na Filipinach następuje rozdźwięk między społeczeństwem a prezydentem. Obywatele dążą do wzmocnienia pozycji kraju w basenie Morza Południowochińskiego, natomiast Duterte zdaje się stawać w pozycji klienta Pekinu. 1 lipca 2019 filipiński pałac prezydencki stwierdził, iż umowa zawarta przez prezydenta Duterte z ChRL, na podstawie której chińscy rybacy mogą zapuszczać się na filipińskie tereny w tzw. wyłącznej strefie ekonomicznej na spornym morzu, jest wiążąca i nie narusza interesów obywateli. Od 2017 prezydent Filipin prowadził politykę przeorientowania sojuszy z USA na Chiny. Początek podmiotowej roli Duterte w stosunkach z Pekinem można określić na maj 2017, kiedy oświadczył, iż podczas rozmów z przywódcą Chin, gdy jasno przedstawiał stanowisko Filipin, w odpowiedzi usłyszał od Xi Jinpinga zapowiedź wojny, jeżeli Manila nie wycofałaby się ze swoich planów. Od tego momentu ChRL pozwala sobie na coraz większe kroki w obszarze terytorium morskiego Filipin. Przykładem potwierdzającym tezę jest wydarzenie z 9 czerwca 2019. Filipińska łódź rybacka F/B Gem-Ver 1 została zatopiona przez chiński kuter. 22-osobową załogę z Filipin po sześciu godzinach od zdarzenia wyłowili z wody rybacy z Wietnamu. Chiński kuter uderzył w ich jednostkę stojącą na kotwicy, zatem zgodnie z międzynarodowym prawem morskim, nie może mieć innego statusu jak tylko i wyłącznie poszkodowanego w celowym ataku. 12 czerwca minister obrony Filipin, Delfin Lorenzana określił atak jako „tchórzliwy występek chińskiego kutra, który pozostawił Filipińczyków samych sobie, nie jest tym, czego można by się było spodziewać po odpowiedzialnym i przyjaznym narodzie”. Dwa dni później oficjalny wniosek o wszczęcie dochodzenia wobec Pekinu złożył również filipiński MSZ. Natomiast prezydent opisał sprawę jako “niewielki morski incydent”. Słowa wzbudziły oburzenie w kraju – zarówno wśród polityków, jak i obywateli. Duterte cytował chińskie ministerstwo spraw zagranicznych, które w podobny sposób opisało zdarzenie z 9 czerwca w okolicach Reed Bank.

/ Zdjęcie: MO ChRL

12 lipca 2018, w drugą rocznicę wyroku z Hagi, na ulicach Manili od samego rana zawisły plakaty z napisem “Witamy na Filipinach, prowincji Chin”. Zaproszenie powtórzono także po chińsku. Słowa nawiązywały do wypowiedzi samego Duterte, który 19 lutego 2018 na rocznicowym spotkaniu chińskiej izby handlowej na Filipinach mówił: “jeżeli tylko chcecie, zróbcie z nas prowincję, jak Fujian. Prowincję Filipiny, Chiny”. Ugodowa polityka Manili umocniła Chiny w przeświadczeniu, że z nikim nie muszą się liczyć. Nadzieję na zmianę polityki filipińskiego rządu budzą ostatnie decyzje MSZ, które w kwietniu 2020 wyraziło sprzeciw wobec żądań terytorialnych Pekinu na Morzu Południowochińskim. Decyzja ta nastąpiła na skutek zatopienia 2 kwietnia przez chiński okręt straży wybrzeża wietnamskiego kutra. Chińskie MSZ przedstawiło wersję wypadków, w której to wietnamska jednostka uderzyła w chiński okręt, co zakończyło się jej zatonięciem. Załoga została na wiele godzin aresztowana. Państwa sąsiednie potępiły zachowanie ChRL. Ostatecznie 1 czerwca 2020 szef MSZ Filipin, Teodoro Locsin, za pomocą Twittera poinformował o nocie wysłanej do Waszyngtonu, w której Filipiny zobowiązują się przestrzegać wieloletniego sojuszu wojskowego z USA. Deklaracja Manili została przyjęta z zadowoleniem. Zachowanie to trzeba rozumieć jako strach przed działaniami Chin, dążącymi do zmiany Morza Południowochińskiego w „mare nostrum”, na wzór Morza Śródziemnego w czasach Cesarstwa Rzymskiego.

W końcu głos postanowiła zabrać również Indonezja. W grudniu 2019 wykryto chińskie statki rybackie i patrolowe w pobliżu indonezyjskich Wysp Natuna. Chińskie roszczenia terytorialne nie obejmują kontrolowanych przez Dżakartę wysp, natomiast pokrywają się z indonezyjską wyłączną strefą ekonomiczną rozciągającą się na 200 mil morskich od tego archipelagu. Władze w Dżakarcie wysłały w rejon samoloty, okręty i wojsko, a archipelag osobiście odwiedził prezydent Joko Widodo. Szefowa indonezyjskiego MSZ, Retno Marsudi, powiedziała wówczas, że Indonezja nigdy nie uzna roszczeń rządu w Pekinie do niemal całego obszaru Morza Południowochińskiego.

W przeszłości Indonezyjczycy wielokrotnie zatrzymywali chińskie kutry w rejonie archipelagu Natuna. W tej kwestii wezwano do Dżakarty chińskiego ambasadora. W odpowiedzi na protest Pekin stwierdził, że naruszanie terenów indonezyjskich jest częścią rutynowych działań mających na celu ochronę chińskich interesów w rejonie Wysp Spratly, które są jednak oddalone o ponad 1100 kilometrów. Rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang podtrzymał stanowisko, że Pekinowi przysługują do tego akwenu historyczne prawa. Indonezyjskie władze przekonują tymczasem, że pretensje Pekinu są w świetle prawa międzynarodowego bezpodstawne z uwagi na długość granicy morskiej. Twarda postawa Indonezyjczyków wobec działań ChRL, chociaż budzi szacunek na arenie międzynarodowej, jest obliczona na wzmocnienie pozycji wewnątrz kraju. Ekspert od indonezyjskiej polityki z National University of Singapore, dr Douglas Kammen, stwierdza, że marynarka wojenna Indonezji ani żadnego innego kraju regionu nie posiada wystarczającego potencjału, by odstraszyć ChRL.

Rola USA

 / Zdjęcie: US Navy

Nie ma właściwie wątpliwości, że jedynym państwem, które może przeciwstawić się Chińskiej Republice Ludowej i to w formie, którą Pekin musi brać pod uwagę, są Stany Zjednoczone. Od zakończenia II wojny światowej wiele państw regionu uzależnia swoją suwerenność i niepodległość w dużej mierze od poprawnych i bliskich relacji z USA.

Barack Obama, od czasu, gdy objął stanowisko prezydenta USA w 2008, próbował ustanowić nową politykę w stosunkach z ChRL i nadać im formułę swoistego G-2 – wspólnej odpowiedzialności dwóch mocarstw za utrzymanie bezpieczeństwa i pokoju w regionie i na świecie. Władze chińskie były jednak niechętne inicjatywom amerykańskim. Pekin zdawał sobie sprawę, że poparcie w tej kwestii USA będzie się wiązać jeżeli nie z zaprzestaniem, to z ograniczeniem działań prowadzących do kontroli akwenu. Amerykańska administracja zmieniła zatem polityczny kurs, przyjmując strategię „miękkiego powstrzymywania” Chin. Sojusznikiem amerykańskim okazały się tu kraje południowoazjatyckie, uwikłane w spory terytorialne z ChRL w basenie Morza Południowochińskiego.

Ówczesna Sekretarz Stanu USA, Hilary Clinton, na regionalnym szczycie państw ASEAN, odbywającym się w 2010 w Wietnamie zadeklarowała, że problematyka Morza Południowochińskiego dotyczy także interesów amerykańskich i Amerykanie podejmą działania na rzecz rozwiązania problemów tego obszaru w sposób zadowalający wszystkie strony sporu. Od 2010 USA dały do zrozumienia, że region Azji i Pacyfiku staje się dla amerykańskiej polityki zagranicznej obszarem szczególnie ważnym i traktują go priorytetowo. Symbolem tej zmiany w polityce i strategii amerykańskiej stał się wydrukowany w czasopiśmie „Foreign Policy” artykuł Hillary Clinton, zatytułowany Americas’s Pacific Century[1], w którym zadeklarowała, że geopolityczna przyszłość świata będzie rozstrzygała się w Azji, a nie w Afganistanie czy Iraku. Dlatego Amerykanie, aby bronić swojej pozycji, muszą być obecni w centrum wydarzeń, gdyż Azja jest kluczowym regionem dla amerykańskiej przyszłości.

/ Zdjęcie: Departament Stanu USA

Clinton zwróciła uwagę, że USA, ze względu na swoje położenie geograficzne, są zarówno mocarstwem atlantyckim, jak i pacyficznym. Amerykańska Sekretarz Stanu otwarcie napisała, że kraje regionu Azji i Pacyfiku oczekują amerykańskiego zaangażowania ekonomicznego i politycznego w regionie, widząc w USA naturalnego lidera. Clinton zwracała uwagę, że Stany Zjednoczone nie roszczą sobie żadnych pretensji terytorialnych, mogą być więc neutralnym rozjemcą w lokalnych sporach. Deklaracja Hilary Clinton oznaczała wyraźną zmianę w amerykańskiej strategii. Priorytetem przestał już być Bliski Wschód, a stał się nim region Azji i Pacyfiku. Po deklaracji Clinton amerykańskie władze przystąpiły do rozmów z krajami ASEAN dotyczącymi zwiększenia amerykańskiej obecności militarnej na wodach Morza Południowochińskiego.

Wraz z początkiem urzędowania Donalda Trumpa nastąpiła zmiana w prowadzeniu polityki względem Pekinu. Obama dążył do związania Azji i Pacyfiku ze Stanami Zjednoczonymi formatem Partnerstwa Transpacyficznego (TPP, Trans-Pacific Partnership), z którego Trump wycofał się pierwszym dekretem po objęciu rządów. Dziś TPP działa jako CPTPP (Comprehensive and Progressive Agreement for Trans-Pacific Partnership) w okrojonej o jednego członka, 11-częściowej formule, w której prymat wiedzie Japonia.

Donald Trump wdał się w wojnę handlową z ChRL, zdając sobie sprawę, że Pekin to rozpędzona gospodarcza lokomotywa, którą z każdą chwilą będzie coraz trudniej zatrzymać. Sankcje nakładane na ChRL odnoszą pewien skutek o czym świadczą plany ASEAN dotyczące powołania Regionalnego Kompleksowego Partnerstwa Gospodarczego (Regional Comprehensive Economic Partnership). To propozycja nowego formatu wolnego handlu pod kierownictwem ChRL. Dla Pekinu jest to korzystny mechanizm do stworzenia własnej sieci wpływów w regionie Azji Wschodniej i Południowowschodniej oraz szansa na odbicie się z częściowej izolacji nałożonej przez amerykańską administrację.

[1] https://foreignpolicy.com/2011/10/11/americas-pacific-century/

Czy amerykańsko-chińska konfrontacja jest nieunikniona?

/ Zdjęcie: US Navy

Zarówno ChRL jak i USA mają powody, aby utrzymać, a nawet rozszerzyć, swoją obecność wojskową na Morzu Południowochińskim. Jak już zostało powiedziane, Chiny są największym państwem Morza Południowochińskiego. W dodatku posiadają przewagę militarną nad sąsiadami i realizują określoną przez siebie politykę. Wraz z postępującą modernizacją techniczną sił zbrojnych, ChRL rozmieszcza coraz więcej wojsk w regionie w celu zabezpieczenia swoich wpływów.

Tymczasem Stany Zjednoczone przywiązują dużą wagę do dominacji morskiej, swobody nawigacji i zobowiązań w zakresie traktatów sojuszniczych. Od zakończenia II wojny światowej utrzymują potężne siły militarne w regionie i przeprowadzają różnorodne, wielonarodowe operacje i ćwiczenia morskie na Morzu Południowochińskim.

USA, zdając sobie sprawę z rosnących wpływów i pozycji ChRL w regionie, podejmują szereg działań zmierzających do utrzymania status quo i utrzymania swojej hegemonii w Azji Południowo-Wschodniej. W tym celu podjęto wiele inicjatyw, które miały na celu nie tylko wzmocnienie amerykańskiej pozycji w regionie, ale także zacieśnienie współpracy wojskowej w wybranymi państwami. W dn. 5-9 marca 2018 lotniskowcowa grupa bojowa US Navy, na czele której stał atomowy lotniskowiec USS Carl Vinson (CVN-70), typu Nimitz, odbyła kurtuazyjną wizytę w wietnamskim porcie morskim w Da Nang. Było to pierwsze tego typu wydarzenie od zakończenia wojny wietnamskiej w 1975, które miało dowieść ocieplenia stosunków wojskowych między USA a Wietnamem.

W ostatnich latach USA zintensyfikowały również ćwiczenia wojskowe prowadzone z regionalnymi partnerami. W ramach takich inicjatyw jak Cooperation Afloat Readiness and Training amerykańskie siły zbrojne, w tym marynarka wojenna, wojska lotnicze i Korpus Piechoty Morskiej (Marines), doskonalą umiejętnością prowadzenia działań bojowych w specyficznych warunkach Azji Południowo-Wschodniej, podnosząc swoje zdolności do współpracy z wojskami sojuszniczymi.

W ostatnich miesiącach, w związku z epidemią COVID-19, amerykańskie wojska musiały zmniejszyć swoją obecność na wodach spornego akwenu. Atomowy lotniskowiec USS Theodore Roosvelt (CVN-71) został wyłączony z działań operacyjnych na skutek licznych przypadków zachorowań na koronawirusa wśród członków załogi i został skierowany do bazy morskiej na Guam.

/ Zdjęcie: US Navy

Po kurtuazyjnej wizycie USS Theodore Roosvelt w wietnamskim Da Nang odnotowano ponad kilkaset przypadków zachorowań na COVID-19 wśród załogi okrętu liczącej 5-6 tys. osób.

Pomimo, że w chwili zdarzenia jednostka znajdowała się na dyżurze bojowym jej dowódca, kpt. Brett Crozier, zdecydował się przerwać misję. Zwrócił się też do dowództwa US Navy z prośbą o bezzwłoczną pomoc chorym członkom załogi. Wskutek podjętych działań, które początkowo zostały skrytykowane przez przełożonych, kpt. Crozier został zwolniony z pełnionej funkcji i przeniesiony do San Diego w Kalifornii.

W reakcji na ograniczenie aktywności amerykańskich sił zbrojnych w Azji Południowo-Wschodniej ChRL zdecydowała się na niespotykaną w ostatnich latach demonstrację siły w tym regionie. Na Morze Południowochińskie skierowano grupy okrętów, w tym lotniskowiec Liaoning wraz z eskortą, które przeprowadziły na akwenie serię operacji patrolowych i ćwiczeń morskich. Z kolei strefę identyfikacji obrony powietrznej oraz przestrzeń powietrzną Republiki Chińskiej zaczęły naruszać (lub niebezpiecznie zbliżać się do niej) samoloty Sił Powietrznych Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Wnioski – co dalej?

 

/ Zdjęcie: US Navy

Nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o dominację na Morzu Południowochińskim jest tak naprawdę starciem dwóch supermocarstw i już z tego względu może budzić niepokój. Obydwa państwa dysponują bronią jądrową, co potęguje już strach przed ewentualnym konfliktem zbrojnym, o który w tak wrażliwym regionie nietrudno. Wystarczy prowokacja lub pomyłka, na skutek której zostanie ostrzelany jeden z okrętów, co z kolei może spowodować reakcję odwetową i w konsekwencji doprowadzić do eskalacji, a ta w krótkim czasie mogłaby przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny.

Z punktu widzenia czysto wojskowego przewaga leży po stronie USA. Według Global Firepower, Stany Zjednoczone dysponują najpotężniejszą armią na świecie, posiadają przewagę w budżecie obronnym (750 mld $ do 237 mld $), siłach powietrznych (13 246 statków powietrznych do 3 210 statków powietrznych), siłach lądowych (6 289 do 3 500 czołgów). Nie inaczej wygląda sprawa marynarki wojennej. Tutaj przewagę także posiada USA ze względu na liczbę lotniskowców i siłę ognia, którą dysponuje US Navy. Natomiast Chiny dopiero rozbudowują ten rodzaj okrętów. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że amerykańska marynarka nie może skierować wszystkich lotniskowców na Morze Południowochińskie w tym samym czasie, ze względu na ich ograniczoną dostępność operacyjną. Z kolei Pekin, oprócz budowy własnych lotniskowców, zdecydował się na inwestycje w mniejsze jednostki, pozwalające kontrolować wody spornego akwenu, a także broń rakietową, w tym pociski manewrujące przynajmniej w teorii zdolne do przełamywania obrony powietrznej lotniskowcowych grup bojowych US Navy. Inną kwestią jest niesłychanie dynamiczny rozwój chińskich sił zbrojnych. O ile USA dysponuje trzykrotnie większym budżetem obronnym, to postęp jakiego dokonały Chiny w ostatnich trzech dekadach sprawia, że zbroją się szybciej od USA. ChRL dysponuje też nieporównywalnie większą rezerwą ludzką, co w przypadku ewentualnego konfliktu może mieć decydującą rolę. Przewaga amerykańska wynika z doświadczenia, które Chiny dopiero zdobywają.

Żadnej ze stron nie zależy na doprowadzeniu do wybuchu konfliktu zbrojnego. Ewentualna wojna, biorąc pod uwagę szerokie sojusze militarne i gospodarcze dwóch stron, raczej nie zakończyłaby się jako konflikt lokalny. Wojna między dwoma mocarstwami o dominację mogłaby doprowadzić do osłabienia obu stron i dojście do głosu podmiotu trzeciego, np. Indii. Nie widzę szans na odzyskanie hegemonii przez Rosję, którą dziś jest papierowym tygrysem goniącym za iluzją dawnej potęgi. Mogłaby ona być jednak “języczkiem u wagi”, który przechyliłby szalę na korzyść Chin czy USA. Sam konflikt uważam jednak za mało prawdopodobny, ponieważ z tego starcia żadna ze stron nie wyszłaby zwycięsko.

Nie mam natomiast wątpliwości co do tego, że w ciągu kolejnych trzech dekad Chiny prześcigną USA w roli supermocarstwa. Szerokie interesy gospodarcze, bogactwa naturalne i potencjał demograficzny spowodują w końcu nieubłagany przerost dotychczasowego hegemona. Ponieważ imperia upadają nie na skutek interwencji z zewnątrz, ale w wyniku własnej słabości, zmierzch USA spowodują jej obywatele i politycy. O upadku takiego kraju nie może być mowy, ale nie bez przyczyny w intrenecie popularne jest powiedzenie – “Stany Zjednoczone, najpotężniejsze państwo na świecie, które upadnie pod wpływem poprawności politycznej”.

Na chwilę obecną można stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że w regionie nadal będą trwały pokazy siły dwóch stron konfliktu, bez przeradzania się w konflikt zbrojny, który nikomu nie przyniósłby korzyści. Zostanie utrzymany status quo: ani USA nie opuszczą sojuszników, ani Chiny nie zrezygnują z realizacji swojej polityki, tym bardziej mając na uwadze znaczenie regionu w kwestiach ekonomicznych. Region ten będzie jeszcze długo nazywany najbardziej zapalnym na świecie.

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X