Wymagało to szybkiego podejmowania decyzji, ze względu na napięty harmonogram jego realizacji. W efekcie umowa, podpisana 30 stycznia pomiędzy Agencją Uzbrojenia a konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz norweskiego Kongsberg Defence & Aerospace, ma być zrealizowana w terminie zaledwie 24 miesięcy od daty podpisania (Program San: 18 modułów bateryjnych systemów przeciwdronowych trafi do wojska).
Zdjęcie: plut. Wojciech Król/MON
System San to połączenie zróżnicowanych środków przeciwlotniczych ze środkami walki radioelektronicznej, stanowiący najniższą warstwę zintegrowanej obrony powietrznej. Dobór środków do jego budowy przesuwa silnie San do systemów określanych po angielsku mianem C-UAS (Counter Unmanned Aerial System) potocznie nazywanych systemami antydronowymi. Nie jest to jednak jego jedyne zadanie. Wchodzące w jego skład uzbrojenie, szczególnie artyleryjskie, w pełni zachowuje także zdolność zwalczania klasycznych celów powietrznych jak samoloty i śmigłowce, czy też pociski manewrujące.
Podstawowym środkiem rażenia w Sanie będą systemy artyleryjskie: armata przeciwlotnicza kalibru 30 mm Mk 44S Bushmaster II, armata przeciwlotnicza kalibru 35 mm SA-35 (bazująca na armacie Oerlikon KDA) rozwijana przez PIT-Radwar oraz wielkokalibrowy karabin maszynowy kalibru 12,7 mm WLKM, opracowany przez Zakłady Mechaniczne Tarnów. Uzupełniać je będą inne środki zwalczania celów powietrznych w postaci wyrzutni kierowanych pocisków rakietowych APKWS II, przeciwlotniczych bezzałogowców systemu MEROPS, a także środków walki radioelektronicznej służących zakłócaniu działania bezzałogowych statków powietrznych.
Organizacyjnie elementy Sanu będą tworzyć baterie, składające się z 3 plutonów ogniowych oraz plutonu wsparcia, łączącego w sobie zadania plutonu dowodzenia i logistycznego. Łącznie w ramach umowy zamówiono 18 baterii, liczących łącznie 54 plutony ogniowe i 18 plutonów wsparcia. Zaskakującym rozwiązaniem jest założona duża samodzielność plutonu ogniowego, a co za tym idzie jego skład. Ma on dysponować własnym stanowiskiem dowodzenia i kierowania, 3 radarami rodziny APS FIELDctrl (1 Ultra i 2 Follow), a także 5 z 6 wymienionych wcześniej środków rażenia – po jednym każdego typu. Z tym zastrzeżeniem że w każdej baterii dwa plutony ogniowe mają dysponować wielkokalibrowym karabinem maszynowym kalibru 12,7 mm WLKM, zaś w trzecim plutonie zamiast niego ma znajdować się armata kalibru 35 mm SA-35.
Do tego w skład plutonu ogniowego wejdzie także pojazd amunicyjny składający się ze skrzyniowego samochodu Jelcz 6×6 wraz z przyczepą.
Dowodzenie plutonami ogniowymi będzie się odbywało z poziomu stanowiska dowodzenia baterii, opartego na rozwiązaniach zastosowanych w systemie Pilica. Będzie ono dysponowało własnym radarem Weibel Xenta-M zapewniającym dowódcy baterii informację o sytuacji powietrznej na większych odległościach i pułapie niż uzyskiwane przez znajdujące się na szczeblu plutonu ogniowego radary APS FIELDctrl. Na szczeblu baterii znajdzie się także samochód rozpoznawczy Legwan.
Środki dowodzenia i rozpoznania uzupełniać będzie komponent zabezpieczenia działań, w skład którego wejdą umieszczone na podwoziach Jelcz 6×6:
– warsztat artyleryjski,
– warsztat radiolokacyjny,
– cysterna paliwowa,
– 2 samochody transportowe.
Jak podaje Agencja Uzbrojenia większość spośród 18 baterii systemu San trafić ma do uzbrojenia czterech pułków przeciwlotniczych Wojsk Lądowych. Zasili je 16 baterii tworząc w każdym pułku 4-bateryjny dywizjon. Pozostałe 2 baterie trafią do 3. Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej, gdzie mają zostać podporządkowane systemowi Pilica+ tworząc wspólnie z nią wielowarstwową osłonę systemu średniego zasięgu Wisła.
Planowane umiejscowienie Sanu w systemie obrony powietrznej Polski pokazuje, że w pierwszej kolejności należy go rozpatrywać jak najniższą warstwę obrony przeciwlotniczej Wojsk Lądowych. Istniejące obecnie 4 dywizje dysponują po jednym pułku przeciwlotniczym, które w przeciągu najbliższych dwóch lat mają otrzymać system San. Są to:
- 4. Zielonogórski Pułk Przeciwlotniczy im. gen. dyw. Stefana Roweckiego „Grota” z Czerwieńska/Leszna, w składzie 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej im. Króla Jana III Sobieskiego,
- 8. Koszaliński Pułk Przeciwlotniczy im. ppłk. Kazimierza Angermana z Koszalina, w składzie 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Bolesława Krzywoustego,
- 15. Gołdapski Pułk Przeciwlotniczy z Gołdapi/Elbląga, w składzie 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Króla Kazimierza Jagiellończyka,
- 18. Zamojski Pułk Przeciwlotniczy im. gen. bryg. Feliksa Kamińskiego z Zamościa, w składzie 18. Dywizji Zmechanizowanej im. gen. broni Tadeusza Buka.
Aktualnie w pułkach przeciwlotniczych znajdują się dywizjony 3 rodzajów:
- Wyposażone w rakietowe zestawy przeciwlotnicze 2K12 Kub – łącznie 4 dywizjony w: 4 pplot (1), 8 pplot (1) i 15 pplot (2),
- Wyposażone w rakietowe zestawy przeciwlotnicze 9K33 Osa-AK/AKM – po 2 dywizjony w 4 pplot i 8 pplot.
- Wyposażone w samobieżne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Poprad, zestawy artyleryjsko-rakietowe ZUR-23-2KG, oraz przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Grom i Piorun. Po jednym w każdym z pułków.
Dodatkowo w 15 pplot oraz 18 pplot znalazło się po jednej baterii zestawów Mała Narew z rakietami CAMM, stanowiących wariant przejściowy do czasu rozpoczęcia dostaw docelowych zestawów Narew, uzbrojonych w pociski CAMM-ER. Również do tych dwóch pułków pod koniec 2025 roku miały trafić 4 zestawy dronów przeciwlotniczych MEROPS.
Z wypowiedzi generała Marciniaka wynika, że San zastąpi/uzupełni dotychczasowe uzbrojenie w dywizjonach dysponujących Popradami, ZUR-23KG i Gromami/Piorunami. Są one pododdziałami taktyczno-ogniowymi realizującymi zadanie bezpośredniej osłony przeciwlotniczej wojsk i obiektów w działaniach taktycznych w zakresie zwalczania samolotów, śmigłowców i BSP lecących ze wszystkich kierunków na małych i średnich wysokościach. Najpewniej właśnie takie zadania ma wypełniać również San.
Ponieważ dywizjony wyposażone w zestawy rakietowe Kub i Osa zostaną w przyszłości przezbrojone w nowe zestawy małego zasięgu Narew, to najpewniej pułki przeciwlotnicze Wojsk Lądowych docelowo mają składać się z dywizjonów uzbrojonych w zestawy Narew, San i Piorun.
Jak zbudowany jest San
Sercem Sanu będzie system dowodzenia i kierowania SanView C2 firmy Advanced Protection Systems (APS). Jego zadaniem będzie integracja wszystkich elementów składowych oraz zarządzanie całością. Będzie on także integrował dane z wszystkich sensorów tworząc lokalny obraz sytuacji powietrznej (LAP – Local Air Picture). Stanowisko dowodzenia plutonu ogniowego umieszczone na samochodzie Jelcz 442.32 oparte na oprogramowaniu SanView C2 będzie zbierało dane od radarów plutonu: jednego APS FIELDctrl Ultra i dwóch APS FIELDctrl Follow, systemu rozpoznania radioelektronicznego oraz urządzeń optoelektronicznych, zapewniając fuzję danych i dostarczanie informacji do środków wykonawczych (efektorów).
FIELDctrl Ultra / Zdjęcie: APS
Łącznie w Sanie znajdą się 54 pojazdy dowodzenia plutonu ogniowego na bazie Jelcza 442.32.
Informację radiolokacyjną na tym szczeblu będą zapewniać wspomniane radary APS. Urządzenia rodziny FIELDctrl przeznaczone są do wykrywania bardzo małych celów powietrznych. Wykorzystują one falę ciągłą o częstotliwości 9,7-10 GHz (pasmo X). Ich oprogramowanie dokonuje klasyfikacji wykrytych celów korzystając z ponad 20 gotowych kategorii klasyfikacyjnych. Pozwala to ustalić charakter wykrytych obiektów i określić czy stanowią one zagrożenie (i o jakim charakterze) czy też wykrytym obiektem jest ptak.
W przypadku radaru Ultra pracuje on z mocą 200 W, co pozwala na wykrycie celu o skutecznej powierzchni odbicia 0,01 m² z odległości 6 km. Ma zostać umieszczony na samochodzie Legwan i służyć będzie na szczeblu plutonu jako radar dookólnego wykrywania i śledzenia celów.
FIELDctrl Follow / Zdjęcie: plut. Wojciech Król/MON
Dwa radary FIELDctrl Follow przeznaczone będą do wskazywania celów efektorom. Szczegółowe parametry tego radaru nie były dotychczas podawane do publicznej wiadomości poza zasięgiem instrumentalnym wynoszącym 50 km. Urządzenie to powstało w odpowiedzi na wymagania przygotowane przez armię ukraińską, na bazie zebranych przez nią doświadczeń bojowych. Z powodu użytkowania na ukraińskim polu walki, jego dokładne dane nie były ujawniane, jednak prawdopodobnie parametry te nie odbiegają znacznie od innych radarów tej rodziny. Łącznie zakupione zostaną 54 radary APS FIELDctrl Ultra oraz 108 radarów FIELDctrl Follow. Wszystkie umieszczone będą na samochodach Legwan.
Wykryte cele będą mogły być zwalczane przez każdy pluton za pomocą 5 różnych środków. Jak wspomniano wcześniej ich ukompletowanie będzie się różniło między sobą. Każdy z 54 plutonów ogniowych będzie dysponował:
- 1 armatą kalibru 30 mm Mk44S Bushmaster II,
- 1 wyrzutnią pocisków APKWS II,
- 1 wyrzutnią bezzałogowców przeciwlotniczych MEROPS
- 1 urządzeniem zakłócającym.
Natomiast w przypadku armat kalibru 35 mm SA-35 oraz wielkokalibrowych karabinów maszynowych kalibru 12,7 mm WLKM oba te środki będą stosowane zamiennie. Pierwsze i drugie plutony w każdej baterii mają dysponować WLKM, zaś trzeci pluton armatą SA-35.
MEROPS
System bezzałogowców przeciwlotniczych (przechwytujących) MEROPS trafił do Polski na początku listopada 2025 roku (7 listopada poinformował o tym minister obrony narodowej). W tym samym miesiącu przechodził on próby na poligonie w Nowej Dębie. Łącznie otrzymaliśmy 4 zestawy, które przeznaczone zostały dla 15 Pułku Przeciwlotniczego 16. Dywizji Zmechanizowanej oraz 18. Pułku Przeciwlotniczego 18. Dywizji Zmechanizowanej, czyli jednostek stacjonujących na wschodniej i północnej granicy Polski (System antydronowy MEROPS zaprezentowany na poligonie Dęba).
Zdjęcia: mjr Agnieszka Wróblewska, DG RSZ
W dostarczonym w zeszłym roku wariancie jeden zestaw MEROPS obsługiwany był przez 6 żołnierzy i przewożony za pomocą 3 pojazdów: jednego ze stanowiskiem dowodzenia, drugiego transportującego radar Leonardo (eks-Rada) MHR (Multi-Mission Hemispheric Radar) i trzeciego: Forda Rangera z wyrzutnią dla przeciwlotniczego bezzałogowca AS3 Surveyor.
W wersji wchodzącej w skład Sanu wyrzutnia wraz anteną naprowadzania MEROPS zostanie umieszczona na samochodzie Legwan, a do wykrywania celów i naprowadzania, zamiast radaru Leonardo MHR, wykorzystywany będzie polski radar APS FIELDctrl Follow.

Wprowadzenie MEROPS-a do składu Sanu może o tyle dziwić, że zastępca szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Stanisław Czosnek podkreślał, że jest to rozwiązanie tymczasowe, a Polska pracuje nad własnym systemem antydronowym, który docelowo zastąpi amerykański. Dodał przy tym, że wojsku nie zależy na tym, żeby kupować takie ilości sprzętu, które będą leżeć na półkach. Włączając MEROPS do składu Sanu kupujemy jednak aż 54 takie zestawy, co wydawałoby się przeczyć słowom generała.
Ze skąpych danych dostępnych na temat MEROPS-a wiadomo, że był on z powodzeniem wykorzystywany bojowo na Ukrainie, zaś w procesie naprowadzania wykorzystywane są algorytmy sztucznej inteligencji. Bez bliższych danych trudno powiedzieć na ile jest to już dojrzałe rozwiązanie i czy zachowa aktualność w momencie kiedy trafi do uzbrojenia w ramach systemu San. W trakcie toczącej się na Ukrainie wojny, BSP oraz środki ich zwalczania, przechodzą gwałtowną ewolucję, a stosowane aktualnie metody i rozwiązania często stają się już nawet po kilku miesiącach nieaktualne, a w skrajnym przypadku nieskuteczne. Koncepcja użycia własnych bezzałogowców do zwalczania celów powietrznych była u swojego zarania posunięciem wymuszonym. Masowe użycie rozpoznawczych BSP przez Rosjan i brak możliwości zapewnienia odpowiedniej liczby tradycyjnych środków przeciwlotniczych do zwalczania tak dużej liczby celów, narzuciło poszukiwanie nowych rozwiązań. Początkowo do zwalczania BSP stosowano zwykłe drony FPV, takie same jak używane do ataków na cele naziemne. Pierwsze publicznie znane zestrzelenie rozpoznawczego bezzałogowca za pomocą FPV miało miejsce w lutym 2024 roku, a dokonał tego operator z 126. Brygady Obrony Terytorialnej. Z czasem pojawiły się wyspecjalizowane konstrukcje o prędkości zbliżonej do 300 km/h (a nawet je przekraczającej). Do takich należy właśnie AS3 Surveyor zastosowany w MEROPS.
Bez wątpienia taka metoda zwalczania wrogich BSP ma przed sobą wielkie perspektywy. Niska cena – w przypadku AS3 Surveyor podawana jest cena ok. 15 000 dolarów (konstrukcje ukraińskie są nawet kilkakrotnie tańsze) – pozwala na efektywne ekonomicznie zwalczanie tanich środków napadu powietrznego stosowanych przez Rosjan. Obecnie jednak znajdujemy się na wstępnym etapie rozwoju tego typu systemów, a w takiej sytuacji postęp jest często bardzo szybki.

Jednostki przeciwlotnicze na Ukrainie, które używają tego typu środków (w części pułków przeciwlotniczych sformowano już oddzielne dywizjony bezzałogowców przechwytujących), zauważają zarówno ich zalety, jak i wady. Niewątpliwymi zaletami jest niska cena oraz względnie duży zasięg działania – obecnie zwalczane są już cele na odległościach przekraczających 25 km od miejsca startu. Z drugiej strony zwraca się uwagę na to, że w obecnym kształcie są to środki jednokanałowe (jeden operator to jeden zwalczany cel) mające bardzo długi cykl naprowadzania, co wynika z ich ograniczonej prędkości. Podstawowa obecnie optyczna metoda naprowadzania, powoduje także znaczne ograniczenia, szczególnie w gorszych warunkach atmosferycznych. W opinii wielu użytkowników dopóki nie zostanie wprowadzona większa automatyzacja procesu naprowadzania i możliwość jednoczesnego wysyłania w powietrze przez jednego operatora większej liczby bezzałogowców, użycie takich systemów napotyka na znaczące ograniczenia i powoduje, że mogą one być jedynie uzupełnieniem tradycyjnych środków.
Na ile te uwagi można odnieść do MEROPS-a nie wiadomo. Jednak o ile nie ulega najmniejszej wątpliwości, że należy tego typu środki kupować i testować, o tyle wydaje się jednocześnie, że wprowadzanie konkretnego typu na szeroką skalę jest posunięciem ryzykownym. Może się okazać, że w momencie rozpoczęcia dostaw będą istnieć już nowsze, doskonalsze rozwiązania, a nawet że te starsze, dopiero wprowadzane, będą już mało skuteczne.
APKWS II
Kolejnym rozwiązaniem, które znalazło już swoje zastosowanie w Ukrainie są rakiety kierowane AGR-20 APKWS II (Advanced Precision Kill Weapon System). Są to niekierowane pociski rakietowe kalibru 70 mm Hydra 70 wyposażone w moduł kierowania z laserowym systemem samonaprowadzania WGU-59/B. Przeznaczone pierwotnie do precyzyjnego rażenia celów lądowych z pokładu statków powietrznych, na Ukrainę trafiły w wariancie przeznaczonym do zwalczania celów powietrznych, gdzie na samochodzie M1152A1 HMMWV umieszczono system naprowadzania L3Harris VAMPIRE (Vehicle-Agnostic Modular Palletized ISR Rocket Equipment) wraz z czteroprowadnicową wyrzutnią Arnold Defense Land-LGR4 (Przeciwdronowy L3Harris VAMPIRE z belgijskimi rakietami zademonstrowany w Polsce).
Zdjęcie: L3Harris Technologies
To także rozwiązanie raczej wymuszone brakami amunicji przeciwlotniczej i poszukiwaniem niedrogich środków do zwalczania tanich i masowych bezzałogowców. Efektywny zasięg zwalczania celów powietrznych nie jest duży i nie przekracza kilku kilometrów (zapewne w granicach 4 km, zasięg APKWS II przy wystrzeliwaniu ze śmigłowca wynosi ok. 5-6 km). Także pułap zwalczanych celów, przy zastosowaniu obecnej amunicji, będzie niewielki. Główną zaletą tego rozwiązania jest niska cena rakiet. Przy ostatnim dużym zamówieniu 1 moduł WGU-59/B kosztował około 31,7 tys. dolarów, zaś sama rakieta Hydra 70 to koszt poniżej 3 tys. dolarów. Do tego w Polsce przez firmę Mesko produkowane są rakiety tego kalibru NLPR-70, które także mogą być przekształcone w wariant kierowany. Jednak na dzień publikacji artykułu Redakcja MILMAG nie uzyskała z Mesko oficjalnego stanowiska dotyczącego ewentualnej produkcji rakiet na potrzeby systemu San (APKWS do wyrzutni lądowej).
Grafika: BAE Systems
W Sanie znajdą się 54 wyrzutnie umieszczonych na pojeździe Legwan. Każdy zestaw składać się będzie z głowicy optoelektronicznej oraz wyrzutni o niesprecyzowanej jeszcze liczbie prowadnic. Wymagania wojskowe mówią o co najmniej 4, rozważa się wyrzutnię 16-prowadnicową).
Armata kalibru 30 mm
Najpowszechniej używanym w ramach Sanu środkiem artyleryjskim stanie się armata kalibru 30 mm Mk 44S Bushmaster II umieszczona w wieży Kongsberga MCT-30. Znajdzie się ona na 20-stopowej platformie kontenerowej. Mają się na niej mieścić, oprócz wieży z armatą, elementy zasilania, systemów łączności i okablowania. Przewożona będzie za pomocą samochodu Jelcz w układzie 6×6. Koncepcyjnie platforma artyleryjska przypomina rozwiązanie zastosowane w SA-35 czy też Terrahawk Paladin firmy MSI Defence System. Nie jest obecnie jasne czy platforma zastosowana w Sanie będzie mogła prowadzić ogień z podwozia transportującego ją samochodu czy jedynie z ziemi (Kongsberg Defence & Aerospace o udziale w programie San).
Armata może wykorzystywać amunicję programowalną Mk 310 PABM-T, co jest cechą szczególnie pożądaną przy zwalczaniu niewielkich celów. Zasięg skuteczny przy jej zastosowaniu wynosi około 2 km. Przy użyciu amunicji podkalibrowej FAPDS-T zasięg rażenia celów powietrznych wzrasta do 3,5 km oraz umożliwia walkę z większymi, lekko opancerzonymi celami (np. śmigłowcami). Oba typy amunicji mają być wytwarzane przez Mesko (obecnie produkowana jest jedynie podkalibrowa).
Armata kalibru 35 mm SA-35
Drugim środkiem artyleryjskim ma być armata kalibru 35 mm SA-35 opracowana przez PIT-Radwar. Powstała ona w efekcie posadowienia morskiej armaty AM-35K na platformie o rozmiarach standardowego 20-stopowego kontenera, którą z kolei umieszczono na podwoziu prototypowego Jelcza P663.45 T60. Konstrukcja ta stworzona została z własnej inicjatywy spółki, jako demonstracja możliwości opracowania produktu opartego o gotowe rozwiązania, co pozwala na zminimalizowanie czasu pomiędzy złożeniem zamówienia, a otrzymaniem rezultatu. Z tego też powodu nie istniały żadne, nawet wstępne, wymagania taktyczno-techniczne ze strony MON, a SA-35 należy traktować jako prezentację możliwości przedsiębiorstwa, a nie gotowy, dojrzały produkt.
SA-35 / Zdjęcie: Jakub Link-Lenczowski, MILMAG
Nie jest więc jasne, czy do składu Sanu armata ma wejść w obecnym kształcie, czy pojawią się szczegółowe wymagania taktyczno-techniczne ze strony wojska? Napięte terminy realizacji programu nie dają dużo czasu na wprowadzenie ewentualnych zmian do istniejącej konstrukcji, a dodatkowym wyzwaniem będzie produkcja seryjna zamówionych armat. Można się domyślać, że właśnie te kwestie znalazły się wśród powodów dlaczego tylko co trzeci pluton ogniowy Sanu ma dysponować SA-35, czyli łącznie zamówionych zostanie jedynie 18 sztuk (Samobieżna armata przeciwlotnicza 35 mm SA-35 z PIT-Radwar).
Wykorzystana w SA-35 armata Oerlikon KDA jest środkiem artyleryjskim o zdecydowanie największych możliwościach spośród wszystkich wybranych dla tego systemu. Przy wykorzystaniu istniejącej amunicji programowalnej skuteczny zasięg rażenia wynosi ok. 3 km (choć niektórzy producenci podają dla swoich konstrukcji nawet 4 km), czyli przynajmniej o 50% więcej niż w przypadku armaty Mk44S Bushmaster II. W trakcie opracowania znajduje się też polska amunicja tego typu, powstająca w ramach programu SAP-35. Co prawda nie jest ona jeszcze gotowa – termin zakończenia pracy badawczo-rozwojowej został przesunięty do końca bieżącego roku. Jednak w obecnym czasie, w kontekście zwalczania celów powietrznych małych rozmiarów, zauważalny jest wzrost skuteczności większych kalibrów. Zastosowanie programowalnych pocisków rozcalanych o większej masie daje zwiększony promień rażenia, a co za tym idzie wyższe prawdopodobieństwo porażenia celu powietrznego odłamkami. Różnica pomiędzy amunicją 35 mm x 228, a 30 mm x 173 jest tutaj dwukrotna – 750 gramów w stosunku do 360 gramów. Wydaje się więc, że przy tego typu zagrożeniach większe kalibry zyskują pewną przewagę, pomimo większej masy oraz mniejszej liczby zabieranej amunicji.
Dodatkowo podczas ostatniej edycji Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach zaprezentowano SA-35 ze zintegrowanym radarem Tuga, pracującym w paśmie X, którego pojedynczy blok antenowy może być wykorzystany do kierowania ogniem armaty 35 mm, a w przypadku zastosowania 4 anten może zapewnić obserwacje dookólną wokół pojazdu. Na pytanie Redakcji MILMAG Agencja Uzbrojenia poinformowała, że: Zgodnie z założeniami, system SAN ma wykorzystywać wyroby, które osiągnęły co najmniej VIII poziom gotowości technologicznej. Jednakże otwartość architektury systemu C2 pozwoli na przyszłe modyfikacje baterii, zgodnie z zapotrzebowaniem Sił Zbrojnych RP. Co oznacza, iż wojskowi nie wykluczają przyszłej integracji Tugi w ramach Sanu (MSPO 2025: Kolejny wariant radaru Tuga od PIT-Radwar).
Wielolufowy wielkokalibrowy karabin maszynowy kalibru 12,7 mm WLKM
Kolejnym środkiem ogniowym mającym uzupełnić armaty 30 mm Mk 44S Bushmaster II jest skonstruowany w ZM Tarnów czterolufowy wielkokalibrowy karabin maszynowy WLKM. Mają być w nie uzbrojone dwa z trzech plutonów w każdej baterii. Bez dokładniejszych informacji jaka ma być rola tego karabinu w ramach struktury plutonu, trudno jednoznacznie ocenić jego wybór. Mały zasięg skutecznego rażenia tego rodzaju uzbrojenia, nie przekraczający kilkuset metrów właściwie ogranicza jego rolę do samoobrony pozycji plutonu. W takim wypadku jednak dziwi jego brak w trzecich plutonach, dysponujących jedynie armatami kalibru 35 i 30 mm (MSPO 2023: System zwalczania BSL na Waranie 4×4).
12,7 mm WLKM na podwoziu Legwana / Zdjęcie: plut. Wojciech Król/MON
12,7 mm WLKM stanowi również największą zagadkę. Armaty 35 i 30 mm przeszły szereg prób i są już użytkowane przez Siły Zbrojne RP, tymczasem wielolufowy karabin, zwany też medialnie „Potworem z Tarnowa” jest cały czas rozwijany przez producenta. Na pytanie dotyczące poziomu zaawansowania WLKM Agencja Uzbrojenia poinformowała że: Wykonawca deklarował w trakcie negocjacji dla WLKM poziom gotowości technologicznej VIII. Siły Zbrojne analizowały możliwości i żywotność głównych podzespołów wszystkich elementów systemu SAN i w umowie zaplanowano niezbędne ilości części zamiennych.
Potwierdza to dla MILMAGU Polska Grupa Zbrojeniowa deklarując, że: Karabin 12,7 mm WLKM został wdrożony do produkcyjnej seryjnej. Karabin 12,7 mm przeszedł cykl badań zakładowych, aktualnie uruchomiono prace przygotowawcze do rozszerzonych badań zakładowych (wynikających z pełnej konfiguracji jednostki ogniowej 12,7 mm WLKM w ramach programu „SAN”), które poprzedzą badania wojskowe – kwalifikacyjne. W chwili obecnej realizowane będą dostawy w latach 2026-2027 w ramach programu „SAN”, dodatkowo analizowane są zdolności i możliwości oferowania systemu na rynki eksportowe począwszy od roku 2027 oraz dalszego rozwoju konstrukcji.
12,7 mm WLKM / Zdjęcie: plut. Wojciech Król/MON
Natomiast Same Zakłady Mechaniczne Tarnów poinformowały jedynie że szczegółowe wymagania oraz informacje techniczne i konfiguracyjne dotyczące komponentów realizowanych przez ZM „Tarnów” w ramach programu SAN objęte są obowiązującymi ograniczeniami formalnymi i nie mogą być przekazywane do publicznej wiadomości ani wykorzystywane w publikacjach medialnych.
Środki rozpoznania i walki radioelektronicznej
O tym elemencie składowym Sanu wiadomo najmniej. W każdym plutonie ogniowym pojawi się jeden pojazd walki radioelektronicznej na pojeździe Legwan. Ma on wypełniać zadania analogiczne jak eksploatowany już w polskim wojsku system APS SKYctrl, jednak technicznie ma to być rozwiązanie odmienne. Także inne pojazdy w Sanie mają otrzymać indywidualne urządzenia zakłócające, z tym że w odróżnieniu od systemu umieszczonego na Legwanie, który będzie stosował silniejsze zakłócenia kierunkowe, mają to być działające dookólnie środki samoobrony.
Przeciwdziałanie radioelektroniczne w odniesieniu do bezzałogowców, to ważny element walki z nimi, jednak równocześnie podlegający bardzo szybkim zmianom. Z doniesień z pola walki na Ukrainie wynika, że ciągły wyścig pomiędzy systemami zakłócającymi, a stosowanymi w kierowaniu BSP radiowymi środkami kierowania i łączności, jest tak dynamiczny, że urządzenia zakłócające często tracą swoją skuteczność nawet po kilku miesiącach użytkowania, czasem stając się wręcz zupełnie nieprzydatnymi na polu walki. Do tego są one zupełnie nieskuteczne wobec dronów naprowadzanych za pośrednictwem światłowodu.
Nikt oczywiście nie rezygnuje ze środków zakłócania radiowego do obrony przed dronami. W warunkach pola walki na Ukrainie jest to obecnie rzecz wręcz niezbędna do przetrwania. Należy jednak pamiętać, że w tej chwili są to urządzenia stosowane na poziomie indywidualnego zabezpieczenia wszelkiego typu pojazdów (a nawet grup żołnierzy) w pobliżu linii frontu. Większe systemy pracujące stacjonarnie (w trakcie postoju) pomimo wyższych możliwości stają się zaś niejednokrotnie celem ataku dla środków rażenia kierowanych światłowodowo. Ta metoda naprowadzania dronów FPV została na dużą skalę wprowadzona już jesienią 2024 roku, a obecnie jest stosowana masowo. Obecnie powszechnie stosowane konstrukcje umożliwiają ataki w odległości przekraczającej 20 km od operatora. W połowie 2025 roku pojawiły się także nowe modele o zasięgu przekraczającym 40 km. Wprowadzenie na szeroką skalę tej metody naprowadzania skutkowało powstaniem tzw. strefy śmierci o głębokości 15-20 km od linii styku wojsk, gdzie masowość użycia FPV w dużym stopniu paraliżuje ruch na zapleczu, pomimo używanych środków przeciwdziałania.
Wydaje się, że system walki radioelektronicznej w składzie Sanu ma w założeniu służyć osłonie pozostałych elementów plutonu ogniowego przed atakami dronów kierowanych radiowo. Powstaje tu jednak pytanie, czy w ogóle wchodzenie w zasięg tego typu środków rażenia nie jest już obecnie równoznaczne z narażaniem się na zmasowany atak, którego odparcie jest dyskusyjne? Pozostaje mieć nadzieję, że doświadczenia z Ukrainy są u nas wnikliwie analizowane, a stały kontakt ze stroną ukraińską pozwala na konsultowanie także decyzji związanych z zakupem nowego sprzętu wojskowego, tak aby odpowiadał on aktualnym wymogom współczesnego pola walki.
Dowodzenie baterią
Plutony ogniowe będą zarządzane z poziomu dowództwa baterii. Tam znajdzie się stanowisko dowodzenia umieszczone w kontenerze przewożonym na podwoziu Jelcz 6×6. Będzie to rozwiązanie łączące system dowodzenia plutonów na bazie oprogramowania APS SanView C2, z systemem opracowanym w PIT-RADWAR dla Pilicy+. Obsługując zunifikowane protokoły wymiany danych ASTERIX oraz JREAP-C włączy ono strukturę dowodzenia Sanu do zintegrowanego systemu obrony powietrznej. Poza odbieraniem informacji z wyższego szczebla dowodzenia, czyli SD dywizjonu (aktualnie wyposażonego w system Łowcza-3), stanowisko dowodzenia baterii będzie zbierać informację radiolokacyjną z podległych plutonów oraz z własnej stacji radiolokacyjnej.
Tym własnym środkiem wykrywania będzie umieszczony na maszcie radar Xenta-M duńskiej firmy Weibel, transportowany na przyczepie produkcji Jelcza. Jest to urządzenie pracujące na fali ciągłej w pasmie X, czyli podobnie jak występujące na poziomie plutonu ogniowego radary FIELDctrl. Różni się od nich natomiast większymi: mocą – 240 W oraz zasięgiem instrumentalnym, który dla Xenty-M wynosi 75 km. Pozwoli on dowódcy baterii na wcześniejsze wykrywanie celów o większej skutecznej powierzchni odbicia.
Według informacji otrzymanych przez redakcję MILMAG od Agencji Uzbrojenia skład poszczególnych plutonów Sanu ma wyglądać następująco:
Pluton wsparcia

Pluton ogniowy

Uwaga: pozycja 8 zamiennie:
8a – armata kal. 35 mm SA-35 jeden pluton w baterii,
8b – wkm WLKM 12,7 dwa plutony w baterii.
Łącznie więc cały San wymagał będzie 666 samochodów: 234 Jelcz 6×6, 54 Jelcz 442, 378 Legwan oraz 72 przyczepy specjalistyczne: 18 do przewozu radarów i 54 do przewozu amunicji.
Czym będzie San
W wielu wypowiedziach San przedstawiany jest jako środek przeznaczony głównie do zwalczania dronów, w tym stanowiący odpowiedź na zagrożenia wynikające z masowego zastosowania środków napadu powietrznego takich jak powszechnie używana przez Rosję rodzina Gieran’ (Shahed). Z logiki przyporządkowania baterii do poszczególnych jednostek wojskowych wynika, że to tylko częściowo prawda. San zasadniczo będzie stanowił środek obrony własnych wojsk przed środkami napadu powietrznego, w tym oczywiście przed coraz groźniejszymi i liczniejszymi środkami bezzałogowymi określanymi powszechnie mianem dronów.
Trzeba tu także doprecyzować, że określenie dron jest mocno nieprecyzyjne, gdyż zawiera w sobie bardzo różniące się od siebie konstrukcje, tak w zakresie przeznaczenia, parametrów, jak i rozmiarów. Klasyfikacja NATO dzieli bezzałogowe statki powietrzne na trzy kategorie:
- Klasa I – o masie do 150 kg, w tym:
- małe od 15 do 150 kg
- mini od 2 do 15 kg
- mikro: poniżej 2 kg
- Klasa II – taktyczne o masie 150-600 kg
- Klasa III – operacyjno-strategiczne o masie powyżej 600 kg.
Mieszczą się więc w tym ogólnym określeniu zarówno rozpoznawcze BSP klasy I począwszy od kategorii mikro (np. DJI Mavic), mini (choćby Zala 421-16) po klasę III reprezentowaną na przykład przez BSP Orion o masie ponad 1000 kg.
Odrębną kategorią są konstrukcje określane potocznie mianem „dronów-kamikaze”, które pod względem przeznaczenia są de facto tożsame z pociskami kierowanymi. Obecnie występują one głównie w ramach kategorii I (liczne konstrukcje FPV) oraz II (Gieran’/Shahed).
Gieran’-2 (Shahed-136) / Zdjęcie: YT29JTacRomeo via Telegram
Parametry techniczne Sanu będą pozwalały głównie na zwalczanie BSP klasy I, a częściowo także klasy II. Charakterystyki celów w obu tych kategoriach są na tyle odmienne, że w wielu wypadkach mogą wymagać odrębnych środków do ich zwalczania. Zwłaszcza BSP klasy II dysponują już pułapem lotu, który przekracza możliwości środków najniższego piętra obrony powietrznej, do których należy San. Masowo używane Gieranie są w stanie osiągnąć wysokość lotu ponad 4000 metrów (w trakcie ataku 25 maja 2025 roku zarejestrowano rekordowe 4900 metrów), co na pułapie przelotowym stawia je poza zasięgiem większości artyleryjskich środków przeciwlotniczych.
Główne zadanie pułków przeciwlotniczych w dywizjach ogólnowojskowych, pozostanie najpewniej niezmienione i, tak jak dotychczas, będzie nim ochrona ważnych elementów ugrupowania dywizji, określanych też mianem wysoko opłacalnych, takich jak stanowiska dowodzenia, pododdziały artylerii, czy też elementy zaplecza logistycznego. Obrona za ich pomocą infrastruktury państwowej, nie mówiąc już o całym obszaru kraju, będzie możliwa o tyle, o ile obiekt infrastrukturalny znajdzie się w strefie odpowiedzialności danego pododdziału, bądź też środek napadu powietrznego będzie przez taką strefę przelatywał.
Podobnie wygląda sytuacja w odniesieniu do dwóch baterii, które mają trafić do 3. Warszawskiej Brygady rakietowej Obrony Powietrznej. Tam ich rolą będzie osłona przeciwrakietowych zestawów średniego zasięgu Wisła, a nie innych obiektów jako takich.
Stąd też przypisywanie Sanowi jakiejś szczególnej roli w zakresie obrony całego kraju, czy tez budowania „przeciwdronowego muru na granicy” jest raczej zabiegiem publicystycznym. Z czysto technicznego punktu widzenia San mógłby oczywiście dobrze sprawdzić się w charakterze obrony obiektowej w odniesieniu do kluczowej infrastruktury państwowej, takiej jak lotniska, mosty, najważniejsze zakłady przemysłowe, czy infrastruktura energetyczna. Jednak nie może on skutecznie realizować zadania zabezpieczenia obszaru kraju przed naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przez bezzałogowe środki napadu powietrznego. Stworzenie niezbędnej do tego celu obrony strefowej za pomocą systemów ogniowych bliskiego zasięgu (bardzo krótkiego w terminologii NATO) byłoby rozwiązaniem zupełnie nieefektywnym, zarówno z punktu widzenia kosztów takiego rozwiązania, jak też zdolności tak rozproszonych środków do obrony przed skoncentrowanym, zmasowanym atakiem powietrznym. Tym bardziej, że parametry taktyczno-techniczne potencjalnych celów nie stoją w miejscu. Coraz szersze wprowadzanie w BSP tanich silników odrzutowych, wpływa na wzrost pułapu i prędkości nawet pośród względnie tanich i masowo produkowanych modeli, przesuwając je poza zasięg rażenia dotychczas używanych środków.
San jest systemem, który został zgłoszony przez Sztab Generalny Wojska Polskiego jako pilna potrzeba operacyjna. To w dużej mierze zdefiniowało jego skład, gdyż krótkie oczekiwane terminy dostaw, wymusiły zastosowanie przy jego komponowaniu metody zakupu z dostosowaniem. Na pewno znacząco wpływa to na ostateczny kształt systemu, który musiał być skonfigurowany przy wykorzystaniu istniejących rozwiązań, będących co najmniej na VIII poziomie gotowości technologicznej. Oznacza to etap, na którym zakończono rozwój systemu, potwierdzono w trakcie testów osiągnięcie założonych parametrów oraz możliwość stosowania danego urządzenia w przewidywanych dla niego warunkach.
Innymi słowy zdecydowano się na zakupy poszczególnych elementów z półki, dopiero zakładając ich połączenie w docelowy system. Na ten cel przewidziano bardzo mało czasu gdyż, zgodnie z podawanym przez generała Marciniaka harmonogramem, przeprowadzenie wszystkich testów ma odbyć się w roku bieżącym. W pierwszym etapie ma nastąpić sprawdzenie deklarowanych przez producentów parametrów oferowanego sprzętu, kolejnym będzie testowanie elementów połączonych na szczeblu plutonu ogniowego, a w ostatniej fazie wszystkich środków przewidzianych do użycia w ramach baterii. W drugiej połowie 2026 planuje się rozpoczęcie testów na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce, które mają zakończyć się do końca roku. Na dostawy seryjne przeznaczono rok 2027. Tak naprawdę więc nie wcześniej niż pod koniec bieżącego roku, kiedy uda się potwierdzić parametry wszystkich planowanych elementów, jak również ich skuteczne współdziałanie, będziemy mieli pewność, że anonsowany w momencie podpisywania umowy skład systemu okaże się rzeczywistym.
Zapewne krótki czas tworzenia Sanu wpłynął też na jego ukompletowanie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że obecny skład plutonu ogniowego wygląda jak eksperymentalny pododdział, do którego włączono różne dostępne na rynku środki rażenia, w celu ich przetestowania. W efekcie pododdział ten zyskał formę bez precedensu w dotychczasowej praktyce. Trzy radary dwóch typów, 5 różnych kinetycznych środków zwalczania celów, w tym 3 artyleryjskie, a do tego środki rozpoznania i walki radioelektronicznej, skutkują niezwykłym skomplikowaniem na tak niskim szczeblu. Dotychczas pluton zawsze był poziomem gdzie eksploatowano zasadniczo jeden typ uzbrojenia (ewentualnie dwa, jeśli w przypadku zestawów artyleryjsko-rakietowych ZUR-23-2KG, jako oddzielne potraktować armaty kalibru 23 mm i wyrzutnie ppzr Grom/Piorun) w liczbie 2-3 działonów/obsług. Pluton Sanu organizacyjnie bardziej przypomina dotychczasową baterię, a pod niektórymi względami nawet dywizjon. Takie rozwiązanie zapewne spowoduje liczne trudności, w tym logistyczne (trzy różne typy amunicji strzeleckiej/artyleryjskiej). Prawie każdy element występuje w ramach plutonu w jednym egzemplarzu, więc w przypadku braków/strat w obsłudze trudno będzie znaleźć zastępstwo. Trudno oczekiwać, aby każdy żołnierz w plutonie umiał sprawnie obsługiwać każdy typ uzbrojenia i wyposażenia, spośród tak szerokiej gamy. Jak to się sprawdzi w praktyce, trudno obecnie powiedzieć, a wydając na ten cel 15 miliardów złotych, dobrze byłoby wiedzieć, czy będą to dobrze wydane pieniądze.
Część z zastosowanych rozwiązań, jak już wspomniano wyżej, zostało przetestowanych na Ukrainie. Część jednak pozostaje konstrukcjami prototypowymi, o nieznanej skuteczności. Presja czasu jaka towarzyszy powstaniu systemu mocno komplikuje ich weryfikację. San planowany jest jako system otwarty, pozwalający na jego przyszłą rozbudowę, więc należałoby dobrze rozważyć jakie konkretne środki w nim zastosować już obecnie. Być może ważniejsze byłoby zbudowanie samego szkieletu systemu w postaci elementów dowodzenia, kierowania i wykrywania, uzupełniając je dopiero później środkami zwalczania celów, których parametry najlepiej będą odpowiadać aktualnym, a zwłaszcza przyszłym zagrożeniom. Zrozumiałe jest, że takiemu podejściu stoją na przeszkodzie terminy określone w programie SAFE, który wymusza dokonywanie zakupów tu i teraz.
Podsumowując, San raczej nie utworzy „przeciwdronowego muru na granicy”, bo nie do tego służą jednostki przeciwlotnicze, w składzie których ma się znaleźć. Nie będzie więc w stanie skutecznie przeciwdziałać każdemu wtargnięciu w polską przestrzeń powietrzną, a tym bardziej stanowić środka, który powstrzyma zmasowany atak środków napadu powietrznego pokroju rosyjskich Gierani. Zadanie zwalczania zmasowanych nalotów przy użyciu takich BSP może efektywnie, to jest skutecznie i ekonomicznie, realizować jedynie lotnictwo, dysponujące zdolnością do szybkiego manewru i koncentrowania wysiłku na wybranym odcinku. Stąd też uzbrojenie samolotów w niedrogi środek zwalczania BSP, choćby takiej kategorii jak pociski rakietowe APKWS II, będzie miało, w przypadku odpierania zmasowanych ataków, znacznie większe znaczenie niż San, który zasadniczo będzie realizował zadania w zakresie bezpośredniej osłony przeciwlotniczej wojsk i obiektów w działaniach taktycznych. Pośrednio potwierdził to generał Marciniak mówiąc o Sanie: Niewątpliwie jest to dopiero początek budowania pełnych zdolności antydronowych w Polsce.
Dodajmy do tego, że praktycznie nie ma możliwości utworzenia systemu obrony powietrznej, który zapewni pełną ochronę przed tego typu zagrożeniem. Nawet bardzo silna i rozbudowana obrona przeciwlotnicza Rosji nie jest w stanie zabezpieczyć swojej infrastruktury przed skutecznymi atakami tanich ukraińskich środków bezpilotowych, takich jak An-196 Liutyj czy też FP-1/FP-2.
Dlatego też nie należy przed Sanem stawiać nierealistycznych oczekiwań i wymagań, których nie będzie w stanie spełnić. Każdy środek ma w systemie obrony powietrznej swoje określone zadania i ważne jest żeby skutecznie je realizował. Próba robienia z niego panaceum na wszelkie zagrożenia, nawet w sferze czysto retorycznej, może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Czytaj także:
- Nie taki zły SAFE jak go (niektórzy) malują
- Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego – wśród tematów SAFE
- MON: SAFE zwiększa potencjał obronny i przemysłowy naszego kraju
- Innowacje dla Tarczy Wschód: Ponad 660 zgłoszeń, testy w ćwiczeniach i wdrożenia
- Tajność nade wszystko, czyli w MON bez zmian
- Rumunia ujawniła listę zakupów w programie pożyczkowym SAFE
- Komisja Europejska zatwierdziła polskie wnioski do programu SAFE


