Ministerstwo Obrony Narodowej po raz kolejny udowadnia, że utajnianie informacji stało się odruchem bezwarunkowym. Najnowszym przykładem jest decyzja o objęciu klauzulą niejawności dokumentów dotyczących programu SAFE. Jak wprost przyznała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE, w wywiadzie dla Portalu Obronnego, publikacja dokumentu byłaby najlepszym prezentem dla naszych przeciwników, ponieważ zawiera on blisko 300 stron szczegółowych informacji o deficytach polskiej armii i planowanych uzupełnieniach (Komisja Europejska zatwierdziła polskie wnioski do programu SAFE).
Jak widać na załączonej fotografii, utajnionej sondy do tankowania na S-70i Black Hawk International nie ma / Zdjęcie: Jakub Link-Lenczowski, MILMAG
Trudno polemizować z tezą, że szczegółowa diagnoza słabości wojska nie powinna trafiać na biurka rosyjskich analityków. Problem polega jednak na tym, że skala utajnienia ponownie rozmija się z logiką i realiami. Informacje o większości umów zawieranych w ramach standardowych procedur mają być co prawda publikowane, lecz nie oznacza to pełnej przejrzystości.
Tym bardziej, że średnio zorientowany nastolatek interesujący się wojskowością potrafi bez większego wysiłku wymienić kluczowe braki, które SAFE ma uzupełniać. Borsuki, samoloty MRTT, systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej od lat pojawiają się w analizach ekspertów, raportach think tanków i publicznych debatach.
>>>Zakaz fotografowania. A na co to komu potrzebne?<<<
Ukrywanie ich pod płaszczykiem tajności nie zwiększa bezpieczeństwa, a jedynie ogranicza kontrolę społeczną nad wydatkowaniem gigantycznych środków.
Jednocześnie rząd nie ukrywa, że priorytetami mają być programy antydronowe oraz projekty związane z Tarczą Wschód, przy zapewnieniach, że nikt nie zostanie pominięty. Tyle że te informacje nie są żadną tajemnicą.
Beton w MON
Kontrast z innymi resortami jest uderzający. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji informuje o wszystkich zakupach sprzętu, nie wywołując oskarżeń o zdradę stanu, pomaganiu rosyjskim szpiegom. Podobnie postępują Rumuni, którzy nie utajniają każdego drobiazgu i potrafią pogodzić bezpieczeństwo z transparentnością. W Polsce nadal dominuje przekonanie, że sama informacja jest zagrożeniem.
Nie jest to zjawisko nowe. Za czasów kierowania MON przez Antoniego Macierewicza i Mariusza Błaszczaka uzyskanie jakiejkolwiek sensownej informacji graniczyło z cudem. Przejrzystość działań i wydatków praktycznie nie istniała. Obecne kierownictwo resortu zapowiadało zmianę. Minister Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Szef Sztabu Generalnego, gen. Wiesław Kukuła, mówili o kruszeniu betonu. Na razie jednak beton trzyma się zaskakująco dobrze.
>>>Tajne przez poufne. Obsesja tajemnicy w MON<<<
Obecnie rządząca koalicja korzysta z tych samych mechanizmów, które stosował rząd Prawa i Sprawiedliwości. Wówczas argumentowano, że Polska jest krajem przyfrontowym i tego typu informacje ułatwiłyby pracę rosyjskim agentom. Warto jednak spojrzeć na Finlandię i państwa bałtyckie, które mają długą granicę z Rosją i znaczną mniejszość rosyjską. Tam jawnie informuje się nie tylko o wartości kontraktów, ale również o konfiguracji sprzętu i pakietach logistycznych. W Polsce podobna transparentność pozostaje niewyobrażalna.
Przejrzystość to podstawa
Podstawy prawne do utajniania informacji są jasne. Ustawa z 5 sierpnia 2010 O ochronie informacji niejawnych przewiduje cztery klauzule tajności, które instytucje państwowe mogą nadawać wedle własnego uznania. Problemem jest ich nadużywanie, które jest doprowadzone do granic absurdu. Jak w przypadku utajnienia posiadania sond do tankowania w S-70i Black Hawk International. Każdy kto ma oczy widzi, że ich nie ma.
>>>Miała być nowa polityka informacyjna MON. Wyszło jak zwykle<<<
Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych od 1966 obowiązuje Freedom of Information Act (FOIA). Amerykanie utajniają jedynie te elementy, które rzeczywiście mogłyby ujawnić przeciwnikowi zdolności bojowe sprzętu. Zakres kontraktów, liczba zamówionych systemów i ich koszt są jawne. W Polsce tajność stała się wartością samą w sobie. Prowadzi to czasem do zabawnych sytuacji kiedy o konfiguracji polskich zamówień dowiadujemy się z komunikatów agencji amerykańskich a mimo to strona polska milczy.
Paradoks polega na tym, że prawo przewiduje możliwość kwestionowania zawyżonych klauzul tajności. Teoretycznie można zwrócić się nawet do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W praktyce nikt tego nie robi. Być może dlatego, że w polskim systemie obronnym tajność jest niepodważalnym dogmatem, a nie narzędziem. Program SAFE tylko to potwierdza. Jeśli największe pieniądze w historii polskiej obronności wydawane są w cieniu, trudno mówić o realnym kruszeniu betonu.
Czytaj także:
