Program SAFE miał być jednym z nielicznych obszarów, w których ponadpartyjny konsensus byłby czymś oczywistym. Skala środków, jakie Polska może uruchomić na modernizację armii i rozwój przemysłu zbrojeniowego, jest bezprecedensowa. Dodatkowo koszt finansowania jest niższy, niż większości wcześniejszych zakupów. Tym bardziej uderzające jest to, że właśnie w tym momencie politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz środowisko związane z Kancelarią Prezydenta zaczęli konsekwentnie podważać sens, mechanizm i intencje programu. Nie są to uwagi techniczne ani eksperckie korekty. To polityczna nawalanka, która nie ma nic wspólnego z merytoryką, a bazująca na chwytliwych i kontrowersyjnych hasłach, które mają być łatwo podchwycone, zwłaszcza przez ludzi mających ograniczone pojęcie na temat obronności.
Samobieżna armata przeciwlotnicza 35 mm SA-35 z PIT-Radwar jako element programu San – pierwszego ujawnionego, który będzie finansowany z pożyczek SAFE (Security Action for Europe). Ministerstwo Obrony Narodowej i Sztab Generalny Wojska Polskiego mogą uciąć wszelkie spekulacje publikując ogólnikową listę finansowanych programów, tak jak zrobiła to np. Rumunia / Zdjęcie: Jakub Link-Lenczowski, MILMAG
Program SAFE stał się dziś wygodnym chłopcem do bicia dla wybranych polityków. Zadziwiające jest jednak to, że największy sprzeciw wobec unijnego instrumentu finansującego zbrojenia płynie z obozu, który jeszcze niedawno bez wahania zadłużał państwo na warunkach znacznie gorszych, niż te oferowane przez Brukselę. I robił to bez debaty publicznej, bez realnej kontroli parlamentarnej oraz bez przejrzystości, której dziś domaga się z mównic i konferencji prasowych.
Zapomniał wół…
Najgłośniejszym krytykiem SAFE pozostaje Mariusz Błaszczak, były minister obrony narodowej, dziś szef klubu parlamentarnego PiS. Po czerwcowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego mówił, że pozostały wątpliwości co do projektu ustawy wdrażającej program SAFE, zapowiadając poprawki i sugerując ryzyko finansowe dla państwa. Kilka dni później poszedł dalej, budując narrację, która z krytyki proceduralnej przerodziła się w polityczne oskarżenie.
Podczas konferencji prasowej stwierdził, że środki z SAFE mogą w praktyce wesprzeć niemiecki przemysł zbrojeniowy, a nie polski. Znając podejście Donalda Tuska, możemy się spodziewać, że w pierwszym etapie pieniądze nie zostaną wykorzystane, żeby w drugim etapie mogły być wykorzystane przez niemiecki przemysł zbrojeniowy – mówił.
Ten argument brzmi efektownie, ale w zestawieniu z decyzjami podejmowanymi przez niego samego w latach 2018–2023 traci wiarygodność. To właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości zawierał wielomiliardowe kontrakty zbrojeniowe (biorąc sprzęt z półki, czego symbolem jest słynny akronim GF – Gap Filler) z Koreą Południową i Stanami Zjednoczonymi, finansowane kredytami o znacznie wyższym oprocentowaniu niż to, które oferuje dziś program SAFE.
Umowy na czołgi K2, haubice K9 czy samoloty FA-50 były zawierane w trybie pilnym, często poza normalną procedurą przetargową, z finansowaniem opartym na pożyczkach zaciąganych przez instytucje państwowe i Bank Gospodarstwa Krajowego. Wtedy zadłużenie nie było problemem. Wtedy nie mówiono o uzależnieniu od obcego przemysłu (Korea zwiększy limit kredytowy Eximbanku na realizację polskich zamówień, Nowe doniesienia medialne o koreańskiej pożyczce na zakup uzbrojenia).
Zabijanie przemysłu
Jeszcze bardziej uderzająca jest dzisiejsza troska polityków PiS o polski przemysł zbrojeniowy. Błaszczak podkreśla, że pieniądze z SAFE powinny trafiać do firm naprawdę polskich, a nie takich, które mają w nazwie Polska. Tymczasem to za jego kadencji Polska Grupa Zbrojeniowa była systematycznie marginalizowana przy największych kontraktach, a kluczowe zdolności bojowe kupowano za granicą, często bez realnego transferu technologii.
Zakupy w Korei Południowej i USA były uzasadniane koniecznością szybkiego wzmocnienia armii, ale nikt wówczas nie pytał, dlaczego te pieniądze nie trafiają do krajowych zakładów ani dlaczego finansowanie opiera się na drogim kredycie. Najlepszym tego przykładem był zakup haubic K9, które są bezpośrednim konkurentem polskich Krabów. Doszło do tego, że ówczesny MON nawet reklamował koreański produkt.
Podobną hipokryzję widać w wypowiedziach innych polityków PiS. Poseł Andrzej Śliwka krytykuje tryb procedowania SAFE, wskazując na brak zgody Zwierzchnika Sił Zbrojnych i Komisji Obrony Narodowej. To znamienne, bo właśnie PiS uczynił z omijania normalnych procedur standard w polityce obronnej. Umowy ramowe, decyzje podejmowane poza Sejmem, ograniczony dostęp do informacji – wszystko to było akceptowalne, dopóki władza była w rękach tej samej formacji.
„Jedno wielkie oszustwo”
Jeszcze ostrzejszą retorykę zaprezentował Marcin Ociepa, nazywając SAFE jednym wielkim oszustwem. To sformułowanie nie tylko delegitymizuje program, ale też sugeruje, że państwo polskie działa dziś wbrew własnym interesom. Trudno nie zauważyć, że podobne słowa nigdy nie padły w odniesieniu do kontraktów z USA czy Koreą Południową, mimo że ich finansowanie było droższe, a zobowiązania mniej znane opinii publicznej.
W tę narrację wpisują się również wypowiedzi z otoczenia prezydenta, w tym Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza, który publicznie podnosił wątpliwości dotyczące ograniczeń zakupowych i zależności od unijnych mechanizmów. To głos, który wzmacnia przekaz o rzekomej utracie suwerenności, choć ten sam argument nie przeszkadzał, gdy Polska wiązała się długoterminowymi umowami kredytowymi z bankami zagranicznymi i rządami państw trzecich.
W efekcie powstaje obraz głęboko niespójny. SAFE jest krytykowany jako drogi kredyt, mimo że oferuje warunki nieporównywalnie lepsze niż te, na które poprzedni rząd godził się bez mrugnięcia okiem. Jest atakowany jako zagrożenie dla polskiego przemysłu, choć to poprzednia władza konsekwentnie omijała krajowe zakłady przy największych zakupach (pomimo, że te oferowały często rozwiązania konkurencyjne na skalę światową). Jest przedstawiany jako narzędzie obcych interesów, mimo że alternatywą były kontrakty całkowicie podporządkowane interesom Waszyngtonu i Seulu.
Jeżeli więc dziś słyszymy, że SAFE to ryzyko, oszustwo albo niemiecki projekt realizowany kosztem Polski, warto zadać jedno podstawowe pytanie: czy jest to realna troska o bezpieczeństwo państwa, czy raczej próba politycznego zamazania własnego bilansu decyzji z lat rządów PiS? Bo historia polskich zakupów zbrojeniowych ostatniej dekady pokazuje jasno, że problemem nie był nigdy kredyt, zagraniczny przemysł ani brak suwerenności. Problemem jest to, kto aktualnie podejmuje decyzje.
…A dodatkowo patrząc na strukturę pierwszej umowy (program San), która ma być sfinansowana w ramach programu SAFE warto by zapytać krytyków czy stolicą Niemiec jest Kopenhaga, albo którym landem jest Norwegia. A Northrop Grumman to zapewne ma swoją siedzibę na Marsie… (Kongsberg Defence & Aerospace o udziale w programie San, Program San: 18 modułów bateryjnych systemów przeciwdronowych trafi do wojska).
Czytaj także:
- Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego – wśród tematów SAFE
- MON: SAFE zwiększa potencjał obronny i przemysłowy naszego kraju
- Innowacje dla Tarczy Wschód: Ponad 660 zgłoszeń, testy w ćwiczeniach i wdrożenia
- Tajność nade wszystko, czyli w MON bez zmian
- Rumunia ujawniła listę zakupów w programie pożyczkowym SAFE
- Komisja Europejska zatwierdziła polskie wnioski do programu SAFE
