Strzelby miałem różne, ale zawsze myślałem o tej jednej
Swoją przygodę ze strzelbami zacząłem od popularnej, amerykańskiej „pompki”. W międzyczasie przewijały się różne konstrukcje, ale nie zaimponowały mi na tyle, aby pozostać na stałe w szafie. Po jakimś czasie nabyłem także konstrukcję samopowtarzalną, ale jednak legenda M4 zawsze była gdzieś z tyłu mojej głowy. Więc kiedy zadzwonił telefon z propozycją nie do odrzucenia, to przyjąłem ją bez wahania. Wraz ze strzelbą dotarło też pół wiadra amunicji.
Skoro strzelba, to i źródło zasilania
Geneza marki Benelli
Pełna nazwa to Benelli Armi S.p.A – jak sama nazwa wskazuje, włoskie przedsiębiorstwo. Jest to o tyle istotna informacja, że w mieście, w którym jest siedziba firmy, czyli Urbino, możecie niechcący wejść do sklepu z szyldem Benelli, być może po drugiej stronie ulicy i …wyjechać z niego motorkiem. Tak, firma o nazwie Benelli produkuje jednoślady.
Benelli Armi S.p.A zaczynała, co prawda, od motorowerów, ale było to na początku XX wieku, kiedy to bracia Benelli stworzyli tą markę. Jednak w 1967 r. poszli w stronę broni i zmienili nazwę na Benelli Armi. Produkowali broń dla myśliwych oraz pistolety. W 1983 roku duży pakiet akcji przedsiębiorstwa Benelli Armi kupiła spółka Fabbrica d’Armi Pietro Beretta S.p.A. W 1999 przedsiębiorstwo Benelli Armi zostało włączone w skład holdingu Beretta. Obecnie Benelli Armi produkuje broń śrutową (bojową i myśliwską), sztucery samopowtarzalne oraz sportowe pistolety – w tym pneumatyczne.
Skąd wzięła się strzelba Benelli M4?
Strzelba Benelli M4 powstała w 1998 roku. W firmie powstaje projekt konstrukcji i opatentowany zostaje przełomowy system gazowy A.R.G.O. (Auto – Regulating Gas – Operated). Produkcja i prezentacja na rynku rozpoczęły się rok później.
Włosi z Benelli Armi stworzyli strzelbę na potrzeby Sił Zbrojnych USA. Powstała na okoliczność konkursu, jaki dowództwo rozpisało na nową samopowtarzalną strzelbę bojową. 9 lutego 1999 roku – prototyp poddany rygorystycznym testom wygrywa amerykański konkurs, deklasując konkurencję. A jakie to testy musi przejść broń, tu strzelba, zapytacie?
Broń była zamrażana w bardzo niskich temperaturach oraz w drugą stronę, wystawiana na działanie ekstremalnego pustynnego upału. W obu przypadkach wszystko hulało bez zarzutu. Strzelbę wielokrotnie zanurzano w gęstym błocie, zasypywano piaskiem oraz wrzucano do słonej wody morskiej. Po wyjęciu z zanieczyszczeń broń dalej strzelała.
Wojsko wymagało, aby system strzelby był w pełni „samoregulujący”. Podczas prób mechanizm potrafił samodzielnie dostosować ciśnienie gazów i płynnie przeładowywać różne rodzaje amunicji. Lekki śrut szedł bez zarzutu, waga ciężka – jednolite pociski i Magnum – również i to bez żadnej ingerencji. Po wszystkich próbach, w roku 2000 broń zostaje oficjalnie przyjęta do uzbrojenia armii i piechoty morskiej USA (USMC) pod kultowym wojskowym oznaczeniem M1014.
Nasz specjalny egzemplarz – Benelli M4 T-PRO Brown
Strzelba Benelli M4 z którą miałem przyjemność obcować to wersja T-PRO Brown. Pokryta jest powłoką Cerakote, która jest w kolorze moim zdaniem dyskusyjnym, ale ma to strzelać, więc niech będzie.
Dzień dobry
Laurkę od zawsze wystawiają jej wojsko i służby na całym świecie, także nie będę się nad nim rozwodził. Sama powłoka poprawia odporność broni na korozję.
Co w zestawie?
Kufer. Czarny, gruby plastik, otwierany przez przesunięcie 4 zasuwek (chyba tak można je nazwać). Taki system pozwala pewnie schować broń i znacznie poprawia jej „lokomocję”.
W kufrze główna bohaterka oraz kilka dodatków ułożonych wraz ze strzelbą na standardowej gąbce.
Akcesoria w zestawie
Dużo dobrego od producenta
Mamy woreczek siatkowy z logo firmy Benelli, w którym dostajemy pas nośny. Pas wysokiej jakości, wyposażony w kilka możliwości montażu oraz regulacji dla potrzeb użytkownika.
Buteleczka z płynem o nazwie Ben Oil, wszechstronny płyn czyszcząco-konserwujący. Będzie przydatny, jak już postrzelamy z naszej broni i dojdziemy do wniosku, że czas na SPA i zabiegi konserwacyjne.
Jest również ogranicznik pojemności magazynka, na szczęście jako dodatek do zestawu, który ktoś rozsądnie wyciągnął z magazynka.
Na końcu klucz pomocny podczas zabiegu wymiany czoków – tak, mamy tu taką możliwość.
Otrzymujemy również dwie szyny Picatinny 5-cio gniazdowe wraz ze śrubami i kluczem do montażu na łożu.
Mamy jeszcze metkę informującą o 10-cio letniej gwarancji producenta, a ponad wszystko grubą i dokładną instrukcję obchodzenia się z bronią. Warto siąść nad nią, bo jest tam zawarta masa informacji. Istotne mogą być na przykład te, jak rozłożyć Benelli M4 i złożyć ją z powrotem.
Przejdźmy do konstrukcji Benelli M4
Postanowiłem położyć ją obok Mossberg 940 Pro Tactical, bo tą właśnie kupiłem mierząc swego czasu portfel…
Benelli M4 z Koleżanką zza wielkiej wody
To strzelba i to strzelba, ale jakoś tak do siebie nie podobne, chyba tylko kalibrem oraz tym, że obie są definiowane jako samopowtarzalne.
No to od przodu. Mamy tu widoczny czok z trzema nacięciami, czyli ten, który umożliwia strzelanie wszystkim. Warto tu przytoczyć pomysł firmy Benelli na oznaczenia czoków, wiedza przydatna, jeśli interesuje Was strzelanie z różnymi czokami.
Zatem standardowe oznaczenia czoków stosowane m.in. przez Benelli:
I (jedna gwiazdka / jedno nacięcie) – Pełny czok (Full / F). Najmocniejsze zwężenie. Przeznaczony do strzelania śrutem na duże odległości. Nie wolno strzelać z niego standardową breneką, bo pójdzie razem z czokiem.
II (dwie gwiazdki / dwa nacięcia) – ¾ czoku (Improved Modified / IM). Mocne zwężenie do dalekich strzałów śrutowych.
III (trzy gwiazdki / trzy nacięcia) – ½ czoku (Modified / M). Czok uniwersalny. Zapewnia dobry kompromis dla śrutu na średnie dystanse. Bezpieczny dla większości typów brenek.
IIII (cztery gwiazdki / cztery nacięcia) – ¼ czoku (Improved Cylinder / IC). Lekkie zwężenie. Idealny do strzelania breneką (zapewnia dobrą celność) oraz śrutem na bliskie odległości.
IIIII lub brak nacięć (pięć gwiazdek) – Cylinder (Cylinder / C). Brak zwężenia (lufa gładka). Najbezpieczniejszy czok do strzelania ciężką breneką oraz śrutem na bardzo bliskie dystanse – szerokie pokrycie.
Pod lufą mamy zakrętkę od tuby magazynka. Kiedy się nią operuje, słychać charakterystyczne klikanie, bardzo miłe dla ucha w moim odczuciu. Od góry na lufie z kolei widnieje poważnie skonstruowana muszka, dodatkowo wyposażoną w czerwony światłowód.
Muszka jest zabezpieczona dwoma metalowymi osłonami – typowo bojowa konfiguracja
Idąc dalej w stronę kolby napotykamy na rurze magazynka pierścień z otworem do przeplecenia przezeń pasa nośnego.
Dalej mamy już łoże z otworami do montażu dodatkowych odcinków szyny Picatinny.
Samo łoże prezentuje się bardzo dobrze, dodatkowo z każdej strony możemy przykręcić dodane szyny Picatinny.
Idziemy za łoże i napotykamy szynę Picatinny, która wypełnia przestrzeń od łoża do szczerbiny. Do dyspozycji mamy 13 „slotów”. Przyznać trzeba, że da się tu chyba zamontować każdy rodzaj optyki, na pewno opcji mamy dużo.
Kolejnym elementem jest komora zamkowa, z zamkiem, który otrzymał sporą, a co za tym idzie, wygodną w obsłudze dźwignię przeładowania. Pod nią mamy przycisk zwalniania zamka.
Specyficzną rzeczą jest ładowanie i rozładowywanie tej strzelby. Jeśli załadujemy pierwszy nabój do komory, zrzucimy zamek i dalej załadujemy magazynek, to po odbezpieczeniu mamy broń gotową do akcji i wszystko dzieje się klasycznie. Natomiast jeśli załadujemy naboje tylko do magazynka, po uprzednim zrzuceniu zamka na pustą komorę, to pociąganie za dźwignię zamka nie powoduje załadowania naboju do komory nabojowej. Należy wcześniej wcisnąć manipulator zwany sprzęgłem, aby zwolnić pierwszy nabój na łyżkę podającą go do komory i dopiero wtedy przeładować. Sprzęgło to element w podłużnym otworze z wystającymi „ząbkami” przy plastikowej części kabłąka przed spustem, pod numerem broni.
Kolba jest wyposażona w bardzo wygodny system regulacji długości, robi się to szybko i intuicyjnie wykorzystując duży, również wygodny przycisk. Do wyboru w sumie 5 ustawień. Po dwóch stronach mamy umieszczone gniazda QD do montowania pasa oraz dodatkowe ucho, jeśli mamy klasyczny pas. Chwyt jest duży, szeroki w wymiarze przód-tył.
Bezpiecznik przetykowy, umieszczony za spustem. Droga, jaką pokonujemy przy ściąganiu spustu jest dosyć krótka, samo wciśnięcie idzie z wyczuwalnym, ale niezbyt dużym oporem.
Na strzelnicy
Do testów otrzymałem 6 opakowań amunicji z rodzimej formy FAM-PIONKI. Od lekkiej amunicji do rzutków, przez cięższy śrut, loftkę oraz slugi.
Potwora trzeba czymś karmić
No to jak chce się strzelać, to trzeba załadować. Pierwszy nabój do komory, zrzut zamka, kolba na bark, dwa naboje z ładownicy i… nie chce wejść. Pierwsza myśl, czy trzymam amunicję odwrotnie? No nie, trzymam dobrze. Może podajnik w magazynku się przyblokował? Sprawdzam palcem, no chodzi luźno… No to może kulka nie taka i się blokuje na kryzie? Zamieniłem naboje i to samo.
W praktyce okazało się, że trzeba to zrobić szybko albo mocno. Nie jest to strzelba typowo sportowa, tak więc nie mamy tutaj powiększonego okna, które według mnie pomogłoby przy ładowaniu. We znaki wdały mi się również ostre – w moim odczuciu – kanty okna. W teorii można pracować w rękawicach, ale z doświadczenia wiem, że przy strzelbach zdarza się przyciąć materiał, jest to więc nieoptymalne. Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, to customowe podfrezowanie okna, ale jest to dość spora ingerencją w komorę zamkową.
W każdym razie – jak już załadowałem, to okazało się, że system ARGO z tymi dwoma tłokami wprost zasuwa pięknie. Strzelba strzela bardzo szybko i każdym rodzajem podanej amunicji, no i bez zacinek. Jestem fanem strzelb od dawna i jak tylko jest okazja, strzelam z czego się da. Najwięcej radochy daje mi zawsze loftka i breneka, jakoś tak je lubię. I tu było wyjątkowo i niespotykanie świetnie. Udało się nawet utłuc celnie kilka celów, fundując im ołowicę.
Pan w kapelutku nie był zbyt szczęśliwy po kontakcie z Benelli M4
Strzelba jest ciężka, niecałe 4 kg, więc przy właściwej postawie i chwycie wraca momentalnie na cel i można strzelać dalej. Jedyna poważna wada takich konstrukcji, to fakt, że bardzo szybko kończy się amunicja, bo ładujecie 7 + 1, raz dwa i pusto.
Można załadować jeszcze jeden nabój w tajny sposób. Jako że po załadowaniu, jeśli nie oddacie strzału, to przy cofaniu zamka nabój na łyżkę nie wyskoczy z magazynka, to można cofnąć zamek, złapać nabój który wychodzi wtedy z komory, umieścić go tam z powrotem, a dodatkową kulkę włożyć na łyżkę. Puszczamy zamek i mamy plus 1 nabój. Nie ma za co. Tylko uczulam, cała operacja na ZABEPIECZONEJ broni.
Najedzony i odpoczywający potwór
Podsumowanie
Jak będziecie mieli okazję zważyć Benelli M4 T-PRO w rękach, to na pewno to zróbcie. Pooglądajcie, przymierzcie się do strzału, na pusto i w bezpieczną stronę. To co odczujecie w rękach, to faktyczna legenda oraz tak zwany „piniondz”. Wykonanie, jakość, którą widać – czuć od razu, że jest genialne.
Sam fakt regulacji kolby już nam sporo mówi. Możliwość personalizacji, jaką daje ta broń, jest bardzo duża, także z uwagi na obecność szyn Picatinny. Już na dzień dobry macie dobry system celowania, a jak komuś mało, to optyki na rynku w bród.
Bezwzględnie poproście jednak o jakieś zbijaki i popróbujcie załadować je do magazynka. Sprawdźcie sami, czy dramatyzuję, czy coś jest na rzeczy z tym ładowaniem. Moim zdaniem nie powinno tak być, że modyfikacje z zewnątrz są dostosowane do obecnych czasów i wymagań strzelców, a to co powinno dopełniać całości i umożliwiać wygodną obsługę trochę odstaję. Bardzo chciałbym zobaczyć lepiej ukształtowane okno, które jest coraz popularniejsze w standardzie w nowych strzelbach.
Długi ten tekst, ale przy takim temacie nie można zamknąć tematu na jednej stronie. Polecam postrzelać przy okazji i wyrobić sobie własną opinię.
Dziękujemy dystrybutorowi Benelli w Polsce, spółce MilTac, za udostępnienie strzelby M4 T-PRO 12/76 18,5″ w wersji Brown do testów. W chwili publikacji tego artykułu, strzelba dostępna jest w promocyjnej cenie 8 300 zł (wariant czarny 7 900 zł).
Lokowanie produktu:
- W testach wykorzystano cenioną amunicją polskiego producenta FAM-PIONKI.
Współpraca reklamowa. Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji
