Przejdź do serwisu tematycznego

Stoeger STR-9 – prawdziwy “obywatel świata”

Międzynarodowy rodowód

Rodowód opisywanego dziś STR-9 jest prawie tak ciekawy, jak Moda na sukces. Stoeger ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych w miejscowości Accokeek, Maryland. Na rynku amerykańskim znana jest jako importer oraz producent strzelb. Jednocześnie spółka jest częścią włoskiego holdingu Benelli, który z kolei należy do Beretty. Drugi rodzic STR-9 ma z kolei korzenie tureckie. Stoeger Silah Sanayi AS – wcześniej funkcjonujący pod nazwą Vursan – to turecki producent broni palnej, będący pierwszym wytwórcą strzelb w Turcji o początkach sięgających lat 80. W 2002 roku spółkę nabyła Beretta, co dało impuls do budowy nowej fabryki oraz uzyskania od tureckiego rządu licencji na wytwarzanie pistoletów. Manewr ten spowodował wpisanie firmy na listę tureckiego przemysłu zbrojeniowego. Jest to raczej niecodzienne, gdyż oprócz produkcji sportowych strzelb Stoeger już wcześniej był również wytwórcą rządowym. Oprócz tego oczywiście turecka gałąź stała się dystrybutorem produktów Beretty w Turcji. Owocem tych perypetii jest STR-9. I – jak zaraz się przekonamy – jest to całkiem udane dziecko.

 

Pierwszy rzut oka na STR-9

STR-9 miał swoją premierę na Shot Show 2019 w Las Vegas. Pistolet występuje w kilku wersjach, a do mnie dzięki uprzejmości sklepu Besthunters dotarła wersja Optic Ready. W pierwszym odczuciu STR-9 przypomina trochę Smith & Wessona M&P9. Podobny chwyt oraz estetyka. Wrażenia te nie ustępują z czasem.
Pora na parę cyferek: masa 750 g, długość 189 mm przy długości lufy 106 mm, magazynek 15-nabojowy (dwie sztuki w pudełku), do tego stalowe przyrządy celownicze z trzema kropkami. Klasycznie – nie ma tu nic, co byłoby zaskoczeniem czy to w dobrą, czy w złą stronę. Nadmienić należy, że w standardowej walizeczce z plastiku wyścielonej gąbką mamy instrukcję, kłódkę, buteleczkę oleju, dwie okładki chwytu, wspomniane już wcześniej dwa magazynki oraz – uwaga – gratisową kaburę. Tanią i zrobioną na wtryskarce, ale jest. A z takim zestawem brakuje nam już tylko amunicji, by prosto ze sklepu jechać na strzelnicę.

Wyjęcie z pudełka

Po oględzinach pora wyjąć pistolet z pudełka. To, co pierwsze odczułem biorąc broń do ręki, to zaskakująco wygodny chwyt. Jego kształt, ergonomicznie wyprofilowany, idealnie trafił w moje gusta: ma praktycznie takie same proporcje wycięć na palce jak SFP9, do którego jestem prywatnie bardzo przywiązany. Producent zdecydował się też na wysokie podcięcie kabłąka, co nie zmusi mnie (jak w przypadku Glocka) do uruchomienia Dremla. Podcięcie to umożliwia lepsze uchwycenie szkieletu, co przekłada się na lepszą kontrolę broni. Teksturowanie chwytu jest średnio agresywne, porównywalne znów z SFP9. Daleko mu do ostrych tekstur znanych z CZ P-10 C. Jak wspomniałem wcześniej, w zestawie mamy do dyspozycji jeszcze dwie nakładki na chwyt, których konstrukcja pozwala na regulację odległości do czoła spustu do chwytu. Znów jednak okazało się, że dla moich dłoni najlepsza jest ta, która przychodzi zamontowana. Kabłąk spustu jest na tyle duży, że nie przeszkadza w strzelaniu w rękawiczkach, a jeśli ktoś nie montuje latarki, tylko strzela z palcem wskazującym drugiej dłoni zahaczonym o kabłąk, to znajdzie na jego przodzie nacięcia, które pomagają w stabilizacji tegoż palca.

Zamek

Przeładowując broń nie sposób nie zwrócić uwagi na nacięcia na zamku. Jest ich w sumie po 8 z każdej strony: 4 z przodu oraz 4 z tyłu zamka. Estetycznie są one zachwycające, ale prawdziwy uśmiech na twarzy pojawia się, gdy ich użyjemy. Działają perfekcyjnie, zarówno wtedy, gdy używam rękawiczek, jak też na gołe dłonie. Kąt, pod którym je wykonano, powoduje, że zamek wprost wgryza się w palce. Zdecydowanie są to najlepsze nacięcia na zamku, jakie do tej pory miałem przyjemność sprawdzić.
Zamek w opisywanej wersji pistoletu jest przystosowany do montażu celownika kolimatorowego. Frez gniazda przysłonięty jest przez metalową płytkę montowaną na dwie śruby. Dobrze wiedzieć, że producent idzie z duchem czasu. Na plus trzeba policzyć również obecność stalowych przyrządów celowniczych. Prosty, ale intuicyjny system trzech kropek pozwala na wygodne i szybkie zgranie muszki ze szczerbinką. Tę ostatnią wycięto tak, by stworzyć krawędź, dzięki której z łatwością można przeładować broń o pasek, kaburę czy nawet róg ściany. Niby drobny detal, a jak cieszy.

Spust

Wreszcie dotarłem do najważniejszego, czyli spustu. Model testowany posiada nowy prosty spust. Wcześniejsze spusty były praktycznie identyczne z tymi znanymi z Glocka i miały charakterystykę podobną do tych z austriackiego odpowiednika. Natomiast nowy, prosty spust jest naprawdę praktyczny i funkcjonalny. Nie bez przyczyny sportowe, wyczynowe spusty często odchodzą od klasycznego łukowego kształtu. Testowany model ma bardzo wyraźne przełamanie. Reset jest zdecydowany i mocny, choć może trochę za długi. To może spowodować, że kolejne strzały nie dadzą naprawdę krótkich splitów, ale trzeba zadać sobie pytanie o przeznaczenie tego pistoletu. Czy jest to spust lepszy od standardowego? Zdecydowanie tak. Cieszę się, że producent rozwija swoją konstrukcję w takim kierunku.

Glock Killer?

Nie można napisać artykułu o jakimkolwiek pistolecie i nie porównać go do Glocka. Zwłaszcza jeśli rozbieramy pistolet w sposób, który dobrze znamy z Glocka – zamek ciut do tyłu, odciągnąć w dół wajchę trzymając ją z obu stron szkieletu, a potem nacisnąć spust, by zamek zszedł – i naszym oczom ukaże się coś, co też już dobrze znamy. W tym kontekście Stoeger trochę zawodzi. Rzut oka na zdjęcie pokazuje, co mam na myśli. Patrząc na elementy STR-9 oraz Glocka widzimy olbrzymie podobieństwo. Jednak mimo tego pistolety nie są kompatybilne i w tureckim pistolecie nie da się użyć elementów z austriackiej konstrukcji. Założyć można i owszem, pasować będą w większości – kłopot w tym, że nie będą działać. Największą jednak bolączką jest to, że nie pasują magazynki od Glocka. Mało tego: nie pasują też te od CZ75 i od Beretty M9. Pasują tylko te od Stoegera. Działają za to bez zarzutu, podawały każdy testowany rodzaj amunicji i bez problemu wyskakiwały z gniazda po naciśnięciu przycisku zwalniania magazynka. Jednak kompatybilność z szeroko dostępnymi magazynkami Glocka byłaby mocnym plusem. Trochę zmarnowana szansa. Na pocieszenie informacja: STR-9 pasuje do kabur do Glocka – siedzi w nich dość ciasno, więc warto mieć taką, która ma regulowany na śrubie docisk.

Strzelanie

Tutaj wrażenia są bardzo pozytywne. Broń okazała się celna, przyrządy celownicze pozwalają na szybkie ich zgrywanie, a spust działa płynnie. Świetny chwyt pomaga mocno trzymać broń, a wyraźne nacięcia na zamku ułatwiają obsługę. Minusem jest fakt, że STR-9 to broń dla praworęcznych, a jedynym udogodnieniem dla mańkuta jest możliwość przełożenia zwalniacza magazynka na drugą stronę. Pistolet nie miał żadnych zacięć, nawet podczas strzelania najtańszą „elaborką”. Na fabrycznej amunicji również nie zanotowałem żadnego zacięcia.

Podsumowanie

W momencie, gdy publikujemy ten artykuł, cena Stogera STR-9 w opisywanej wersji wynosi 2490 zł. Gdy dostaliśmy go na testy wynosiła 2249. I za te pieniądze jest to świetny pistolet. Przemyślany, świetnie wykonany, mający wszystko co potrzeba. Świetny entry level za dobre pieniądze.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

SIG Sauer M400 TREAD czyli obłaskawianie grzechotnika

Jak mawiał pewien stary redaktor „karabinki AR-15 są jak lalki Barbie, każdy chce je mieć”. I podobnie jak w przypadku amerykańskiej lalki to dopiero…

Karabinek GSG 15: Sport i rekreacja w .22 LR

GSG to producent, który większości strzelców kojarzy się głównie z ASG i wiatrówkami. Ale warto zwrócić uwagę, że ma również w swojej ofercie pokaźną ilość broni zasilanej…

Komentarze (1)

  • Mam STR-9 w nieco starszym wydaniu (z zakrzywionym językiem spustu).
    Wewnętrznie to Glock 3-ciej generacji, jakkolwiek wszystkie wymiary są o włos inne niż w “oryginale”. Więc nie pozwoli to na żadną wymianę części. A szkoda…
    Zewnętrznie charakteryzuje się lepszą ergonomią i stylistyką. Urządzenia celownicze też nie są w “standardzie” Glocka.
    Fabryczny spust jest zdecydowanie przyjemniejszy (i mniej “gąbczasty”) niż w fabrycznym Glocku, jakkolwiek w moim egzemplarzu, w drodze powrotnej (reset) przerywacz nie wydaje charakterystycznego dźwięku “klik” (a raczej taki zgaszony i mało wyczuwalny).
    Co do magazynków… Sprawdziłem wiele i tylko inna Turecka konstrukcja, Canik TP9, ma na tyle zbliżone magazynki ze można je używać zastępczo (choć będą nieco wystawać od dołu).

Dodaj komentarz

X