Przejdź do serwisu tematycznego

Lis, elektryk i stara szafa

Czy jest sens samemu robić wypełnienia?

Podczas przygotowania artykułu o walizkach ochronnych opublikowanego w Militarnym Magazynie MILMAG 19-01 musiałem zagłębić się w zagadnienie dotyczące wypełnień. Z jednej strony producenci skrzyń transportowych oferują kilka gotowych rozwiązań do samodzielnego dopasowania. Z drugiej, na rynku są przedsiębiorstwa specjalizujące się w wycinaniu wypełnień na wymiar. Ponadto Internet pełen jest rad, jak to wszystko zrobić samemu. Pytanie brzmi którą z dróg obrać, aby oszczędzić sobie irytacji i nie wydać na to zbyt dużo?

Po prostu pianka

Na pierwszy ogień idą rozwiązania, które otrzymałem ze świeżo kupioną walizką. Pierwsze i najprostsze to kilka warstw gąbki o różnych grubościach. Wkładamy je w odpowiedniej konfiguracji tak, aby przenoszone przedmioty delikatne ścisnąć zamykając wieko. Po podniesieniu pokrywy zawartość leży luźno na wierzchu. Nie trzeba wyłuskiwać każdego przedmiotu z osobnej, ściśle dopasowanej przegrody.
Niestety, wypełnienie tego typu sprawdzi się tylko w przypadku gdy przenosimy jeden przedmiot lub kilka o zbliżonej grubości. Może to być para pistoletów lub karabinków zależnie od wielkości walizki. Jeśli szczęście dopisze, zabezpieczymy też dodatkowe magazynki.
To rozwiązanie mało wyrafinowane, ale skuteczne i wygodne. Szczególnie zainteresuje tych, którzy często zmieniają konfigurację wypadowego ekwipunku. Trzymając w szafie więcej konstrukcji strzeleckich wystarczy mieć jedną walizką na broń długą i drugą mniejszą do przenoszenia pistoletów, aby wygodnie zabrać się na strzelnicę.


Najprostsze rozwiązania bywają najlepsze. Kilka warstw pianki dostarczanej wraz z walizką SKB sprawdzi się, gdy w jednej skrzynce chce się przenosić często zmieniające się zestawy wyposażenia

Nieudane puzzle

Drugie rozwiązanie jakie możemy otrzymać w zestawie, to gruba gąbka z wstępnie naciętymi komórkami. Po otwarciu kupionej skrzyni oczom nabywcy ukazuje się pozornie lita bryła wypełnienia. Bliższa inspekcja ujawnia, że składa się ona z podłużnych słupków umieszczonych jeden obok drugiego. Bryłę nacięto tak, aby każdy klocek łączył się z sąsiadami w pionie na szerokości 1-2 mm.
W celu przygotowania wypełnienia do służby należy na jego powierzchni ułożyć przedmioty, które chcemy przenosić w walizce, a następnie je obrysować. Teraz pozostało tylko delikatnie oderwać i usunąć słupki wewnątrz. Finalnie otrzymamy puste przestrzenie w zgeometryzowanym kształcie odrysowanych przedmiotów gotowe na przyjęcie zawartości.
Może się wydawać, że to świetne rozwiązanie i alternatywa dla profesjonalnie wykonanych wypełnień. Tak niestety nie jest. Każde wkładanie i wyjmowanie zawartości trzeba wykonywać powoli i ostrożnie. To rozwiązanie sprawdzi się tylko wówczas, gdy przedmioty z przegródek wyjmujemy jedynie kilka razy w roku.


Wystarczy nacisnąć powierzchnię, aby zrozumieć jak niewiele materiału łączy poszczególne fragmenty. Czasem lepiej zamówić pustą walizkę

Połączenia między słupkami łatwo ulegają uszkodzeniom. Wydobywanie przedmiotów o czepliwych i ostrych krawędziach może skutkować uszkodzeniem całych zespołów gąbki. Jedynym środkiem zaradczym jest klejenie uszkodzonych komórek i prewencyjne łączenie wszystkich znajdujących się na krawędzi otworów. W przypadku małych powierzchni to wykonalne, ale wyklejenie walizki większych rozmiarów może zagotować krew w żyłach.
Co gorsza, wycięte przestrzenie definiują zawartość. Każda poważniejsza zmiana wymaga zakupu nowego wypełnienia i ponownego wykonania otworów. Finalnie rozwiązanie okazuje się być najgorszym z możliwych. Kuleje estetycznie, jest niewygodne i wrażliwe na uszkodzenia. Wykonanie i utrwalenie wymaga czasu oraz pokładów cierpliwości. Jedynym ratunkiem jest znalezienie nakładanej natryskowo powłoki która zespoli wypełnienie. Takowej na rynku brak.


Gotowe wypełnienie do walizki Explorer. Wstępnie podzieloną piankę oferuje każdy większy producent. Niestety żywotność takiego rozwiązania jest bardzo ograniczona

Dzień 1: Miłe złego początki

A gdyby tak wyciąć litą gąbkę samemu? Z przeprowadzonego zwiadu Internetowego wynika, że to czynność wymagająca godziny przygotowań i pięciu minut pracy. Wystarczy kawałek drutu i 12-woltowy zasilacz. Najwyższe szczeble powierzyły to zadanie mnie, bowiem dysponuję osobliwą mieszaniną cech: umiejętnościami technicznymi i wybuchowym temperamentem. Czas zakasać rękawy i brać się do działania. W tym miejscu zaczyna się moja odyseja.
Czas skonstruować narzędzia, ale już pierwsze próby pochłonęły ofiary. Dwa zasilacze poddane wiwisekcji okazały się za słabe i skończyły w koszu. Trzeci dostarczający 12 V przy 6 A prądu stałego okazał się wystarczający. Drut się grzeje i tnie bez problemu próbne kawałki pianki.


Lis, elektryk i stara szafa. Z waszych połączonych mocy powstaję ja: urządzenie do cięcia gorącym drutem

W garażu leży i czeka na koniec świata płyta wiórowa 600 x 600 mm oraz stare łóżko z którego wyjąłem drewniane listwy. Wiertarką wykonałem kilka dziur, a następnie połączyłem wkrętami elementy. Uzyskałem w ten sposób długie ramię w kształcie odwróconej litery L przymocowane do płaskiej powierzchni roboczej. Pozostało dumnie zaprezentować konstrukcję żonie, by dowiedzieć się że zniszczyłem półkę do szafy i łóżko teściowej. Zacząłem od trzęsienia ziemi, a napięcie z wolna zaczyna narastać.
Następnie zamocowałem drut, podpiąłem kable i zasilacz do gniazdka. Rozgrzany metal tnie piankę z prędkością żółwia na środkach uspokajających. Tak mija dzień pierwszy.


Do przeprowadzenia cienkiego i czepliwego drutu przez bryłę pianki wystarczy zwykły długopis pozbawiony wkładu


Użycie obsady starego długopisu pozwoli uniknąć otwierania obrysów

Dzień 2: Na tropie zasilacza

Dzień drugi zacząłem od szukania silniejszego zasilacza. Fabryczne są dość drogie, a znalezienie odpowiedniego jest bardzo trudne i czasochłonne. Sięgnąłem po telefon i wezwałem wsparcie. Kilkanaście rozmów dalej na wezwanie pomocy odpowiedział znajomy elektryk, zajmujący się na co dzień przemysłowymi instalacjami przesyłowymi do 15 kV. I faktycznie mój znajomy znalazł rozwiązanie u siebie w szafie.


Docinanie sklejonej pianki na głębokość walizki. Właśnie dlatego drut musi być rozpięty na stosunkowo długim ramieniu. Krótszy można zasilić słabszym zasilaczem

Wieczorem uzyskałem zasilacz z płynną regulacją, generujący 17,5 woltów o natężeniu 16 amperów. Znalezienie czegoś takiego w Sieci w rozsądnym czasie graniczy z cudem. Podpinam zasilacz i praca rusza z kopyta. Radość mija dokładnie sześćdziesiąt sekund później, gdy drut ulega przepaleniu. Dziś też idę spać bez satysfakcji.


Zasilacz 17,5 V i 16 A z szafy elektryka-cudotwórcy. Takie rzeczy kiedyś robiono na zajęciach w technikum. Dziś w sklepie coś takiego kosztuje poważne sumy. Powodzenia w poszukiwaniach!

Dzień 3: Drut to podstawa

Trzeci dzień zacząłem od zajęć z materiałoznawstwa. Drut stalowy i miedziany, a nawet struna gitarowa z przydomowych zasobów okazują się nie dość trwałe. Wykonałem zatem kolejny telefon i mój znajomy elektryk-cudotwórca zjawił się przed bramą ze starą suszarką. I tak miał kupić żonie nową.


Pod płytą jest plastikowa kostka elektryczna podłączona do bieguna ujemnego. Płytka z suszarki zapobiega przypalaniu i tym samym zbędnej utracie ciepła

Urządzenie poddałem sekcji i w ten sposób uzyskałem z wnętrza drut oporowy. Pracuje bez zarzutu, ale rozciąga się pod wpływem ciepła i deformuje krawędź cięcia.
Kilka gniewnych wykrzykników i trzaśnięć drzwiami później drogą teleportacji po polskich drogach trafiłem do sklepu. Tam już bez przeszkód kupiłem sprężynę meblową i haczyk w kształcie litery S. Konstrukcja została wzbogacona, leki uspokajające dotarły już do krwioobiegu i w ten sposób w połowie trzeciej doby jestem gotowy do pracy. Wycinanie czas zacząć!


System naciągania drutu jest prosty i działa bez zarzutu: dwie sprężyny, haczyk dwustronny i zacisk elektryczny. Sprężyny umożliwiają regulację siły naciągu, która finalnie okazała się zbędna

Dzień 4: Materiał i wykroje

W pierwszej kolejności trzeba kupić materiał. Wolny rynek jest wspaniały: można na nim znaleźć niemal wszystko, o ile tylko mam zamiar wytłumić obiekt o rozmiarach lotniskowca. Zakup pianki na cztery małe skrzynki to już zupełnie co innego. Jest jednak rozwiązanie. Można kupić gęstą piankę dźwiękochłonną o grubości 50 mm. Oczywiście dwie warstwy takiej pianki to za dużo, a jedna to za mało. Nie obejdzie się zatem bez cięcia wzdłuż.


Pełen zestaw gotowy do działania. Pizza daje mi siłę do pracy, a opakowanie nada się na wykroje. To brzmi jak dowcip, ale płaski karton w tak dużym formacie nie leży na każdym rogu

Czas na wykroje. Kształt wnętrza walizki odciskam przytrzaskując wiekiem kawałek kartonu. Na reszcie odrysowałem wzór przedmiotów – najpierw trzeba je poukładać tak, aby przestrzenie między komorami nie były mniejsze niż 10 mm. W dalszej kolejności przeniosłem gotowy wzór na piankę. Długopisem przebiłem materię, przeprowadziłem drut przez otwór i zaczepiłem haczykiem na sprężynie.


Odcisk obwodu wnętrza walizki wykonany poprzez przytrzaśnięcie wiekiem kartonu. Taka dokładność w zupełności wystarczy na domowe potrzeby

Pozostało zasilić instalację i pozwolić aby gorący przewód przegryzał się przez gąbkę wzdłuż obrysu. Gdzieś koło północy otrzymałem wypełnienie. Problem w tym, że składa się ono z dwóch warstw które nie nakładają się na siebie idealnie. W efekcie, wyjmowane z przegród przedmioty mają brzydki zwyczaj ciągnąć za sobą wierzchnią warstwę pianki.


Warstwy pianki trzeba skleić, aby uzyskać jedną bryłę. Cięcie każdej warstwy osobno to kiepski pomysł. Mimo naciągu rozgrzany drut odkształca się pod naciskiem więc tylko na litej bryle krawędź będzie gładka

Dzień 5: Jazda po kleju

Piątego dnia kupiłem klej tapicerski pod ciśnieniem i przed przystąpieniem do cięcia stworzyłem z warstw jedną bryłę. Następnie wykroiłem kolejne kształty, z których później usunąłem nadmiar w taki sposób, aby uzyskać przegródkę o zadanej głębokości. Dla świętego spokoju dno wkleiłem w otwór po obwodzie. Koło południa jest gotowe pierwsze wypełnienie, a przed kolacją pozostałe dwa.


Klej tapicerski w spreju to rewelacyjny wynalazek. Trzeba tylko znaleźć odmianę, która nie zasycha w dyszy. Malowanie butaprenem z pomocą pędzla zajęłoby wieki. I pamiętajcie aby otoczenie zabezpieczyć folią


Wstępnie wycięte wypełnienia prezentują się świetnie. Niestety po wycięciu otworów ich kształt lekko się zdeformuje pod wpływem naprężeń

Raz i nigdy więcej

Wykonanie trzech wypełnień zajęło pięć dni plus czas oczekiwania na dostawę materiałów. Koszt wszystkich materiałów oraz komponentów do elektrycznej wyrzynarki zamknął się w niespełna stu złotych. A to tylko dlatego że los pobłogosławił mnie zaprzyjaźnionym elektrykiem. Nie bez znaczenia jest też jego odwaga, wszak podprowadzenie żonie suszarki wiąże się nieuchronnie z ryzykiem.
Do tego doliczam stracone nerwy, zniszczone meble, koszt leków uspokajających i kilka dni smrodu topionego plastiku w całym domu. Nie było ani szybko, ani łatwo, ani tanio, ani przyjemnie.


Gotowe wypełnienie pod pistolet H&K SFP 9 widziany od spodu. Gąbka lubi się przemieszczać wewnątrz obrysów dlatego warto całość podkleić czymś płaskim lub po obwodzie wkładek

Finalny produkt jest dość estetyczny i nie wywołuje torsji. Funkcjonuje całkiem przyzwoicie i jest wygodny, ale wciąż sporo mu brakuje do profesjonalnego wypełnienia. Czy było warto? Może i tak. Raz i nigdy więcej.
Wykonywanie wypełnienia samemu ma sens jedynie dla osób, którzy muszą mieć funkcjonalne wypełnienie, mają dużo wytrwałości i brakuje im gotówki. To prawdziwa droga przez mękę, a efekty wcale nie zachwycają. W zamian jednak mamy możliwość dowolnego edytowania gotowego wypełnienia. Na przykład, gdy dokupimy celownik i latarkę do swojego pistoletu, to wycięcie stosownych przestrzeni w istniejącej piance nie stanowi większego problemu.


Wypełnienie wewnątrz walizki prezentuje się przyzwoicie. Wygląd można poprawić na przykład pokrywając całość gumą w aerozolu

Profesjonalista zrobi lepiej

A może jednak zlecić wykonanie wypełnienia profesjonalistom? Kilku dystrybutorów skrzyń ochronnych oferuje taką usługę, choć z różnych powodów się tym nie chwalą. Doradzą i pomogą przejść przez cały proces projektowania. Do tego dysponują odpowiednią wiedzą i zapleczem, aby dopasować odpowiednie parametry fizyczne i chemiczne wypełnienia. Przy okazji zaoszczędzimy sporo miejsca. W przydomowym warsztacie nie uda się osiągnąć porównywalnej precyzji. Można nawet zażyczyć sobie, aby puste przestrzenie odcinały się kolorystycznie od tych z zawartością. Ułatwia to szybką ocenę, czego w walizce brakuje.
W zależności od potrzeb wzory wycina się laserowo, wodą lub specjalną frezarką sterowaną cyfrowo. Często dystrybutorzy skrzyń ochronny mają sprzęt służący do digitalizacji kształtu przesłanych przedmiotów. W produkcji daje to idealne dopasowanie przegródek do obiektów o nawet bardzo osobliwym kształcie. Można założyć, że znaczną liczbę wykrojów producent ma już w swoich archiwach.
Wymagający i świadomy użytkownik mógłby nawet zamówić wypełnienie składające się z kilku modułów łączonych ze sobą. Pozwoliłoby to zmieniać konfigurację i dopasować ją do specyfiki zadania. Takie klocki dla dorosłych.


Profesjonalnie wykonane wypełnienia to zupełnie inny poziom. Fabryczna pianka jest o wiele sztywniejsza niż gąbka do wytłumiania akustycznego, co daje przestrzeń na dodatkowe przedmioty

Koszt i efekt

Pozostaje pytanie, ile coś takiego kosztuje. Ceny zależą od poziomu skomplikowania. Wypełnienie przystosowane do przenoszenia jednego karabinka z akcesoriami to wydatek rzędu 800-1000 złotych. Zakładając że koszt zależy od pola powierzchni, można szacować cenę dla mniejszych i większych skrzyń. W przypadku małych walizek można się spodziewać kosztów na poziomie 300-500 złotych.
Czy więc warto? Wiążąc się na dłużej z konkretnym i sprawdzonym zestawem zdecydowanie tak. Jeśli wykażemy się zdolnością planowania, wypełnienie będzie nam służyć długie lata.

Podziękowania za pomoc dla Michała Nowaka i przedsiębiorstwa Castelior

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Test: Husar Cubby Admin Pouch Plus

Nerki, fannypacki, kołczany prawilności, saszetki biodrowe to konstrukcje stare jak  świat. Każdy z nas lub naszych rodziców albo dziadków taką miał, a przynajmniej kiedyś…

Test: Wisport ZipperFox 25

Oferta Wisportu, polskiego producenta plecaków z siedzibą we Wrocławiu, jest dość nietypowa. Z jednej strony przedsiębiorstwo wytwarza standardowe modele, będące niemal archetypicznymi wzorami,…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X