W marcu 2024 r. Żandarmeria Wojskowa aresztowała trzech żołnierzy. I nie był to jedyny przypadek. MON zapewniał, że mogą liczyć na pomoc prawną, jednak, jak ustalił Onet, to koledzy z jednostki aresztowanych żołnierzy zorganizowali zrzutkę na prawników. Żołnierze zostali zatrzymani po zgłoszeniu przez funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Zdjęcie: Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych
Wojskowych skuto, wyprowadzono z jednostki a prokurator postawił zarzuty przekroczenia uprawnień i narażenia życia oraz zdrowia innych osób. Zostali oni zawieszeni w czynnościach służbowych i oddani pod dozór przełożonego. W zasadzie Żandarmeria i Prokuratura same do końca nie wiedziały, jak postąpić. Wszystko przez brak pewnego umocowania prawnego i zasad działania na pasku.
To właśnie ten brak był od początku największym problemem całej operacji na granicy, o czym pisałem od końca 2021 r. Siły Zbrojne zostały użyte do działań, które formalnie nie są wojną, ale też dawno przestały być zwykłą ochroną granicy państwowej. Operacja prowadzona przeciwko nielegalnej migracji inspirowanej i organizowanej przez Mińsk to w zasadzie wojna hybrydowa, która w żaden sposób nie jest osadzona w polskim prawie. A Białoruś wykorzystuje migrantów jako narzędzie destabilizacji, testowania procedur i obciążania polskich służb. Nie jest to spontaniczny ruch ludności, lecz element działań państwa prowadzącego operację przeciwko sąsiadowi należącemu do NATO.
W takich warunkach na granicę wysłano żołnierzy wojsk operacyjnych, WOT oraz funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji. Problem polegał jednak na tym, że przez długi czas politycy próbowali zaklinać rzeczywistość, mówiąc, iż jest to sytuacja całkowicie rutynowa, możliwa do obsłużenia standardowymi przepisami czasu pokoju. Tymczasem ludzie pełniący służbę w pasie granicznym funkcjonowali w rzeczywistości permanentnego napięcia, prowokacji, agresji fizycznej i nieustannej niepewności co do tego, gdzie kończy się obrona granicy, a zaczyna przekroczenie uprawnień.
To nie był przypadek jednostkowy. Od miesięcy żołnierze relacjonowali przypadki rzucania kamieniami, prób forsowania zapór, używania niebezpiecznych narzędzi czy działań koordynowanych przez białoruskie służby. W takich warunkach reakcja stresowa człowieka pozostaje nieunikniona. Państwo może wymagać dyscypliny i profesjonalizmu, ale musi również zapewnić jednoznaczne zasady działania oraz ochronę prawną tym, których wysyła na linię kontaktu.
Polityczna głupota
I właśnie tutaj doszło do największego błędu politycznego ostatnich lat. Najpierw budowano narrację o „obrońcach granicy”, później część tych samych ludzi została pozostawiona samym sobie, gdy pojawiła się potrzeba pokazania opinii publicznej, że państwo zachowuje „humanitarną twarz” i kontroluje użycie broni. W efekcie żołnierze otrzymali wyjątkowo niebezpieczny sygnał, że w sytuacji kryzysowej mają działać zdecydowanie, ale później mogą zostać sami z konsekwencjami swoich decyzji. A dla armii jest to sytuacja destrukcyjna. Zwłaszcza, że w mediach społecznościowych politycy wszystkich opcji używali kwestię sytuacji na granicy do partykularnych interesów i potrafili kilka razy zmieniać zdanie, co do prowadzonych działań.
Wojsko funkcjonuje dzięki przewidywalności procedur oraz zaufaniu do państwa. Żołnierz musi wiedzieć, że jeżeli działa zgodnie z rozkazami i przyjętymi zasadami użycia siły, państwo nie wycofa się pod wpływem bieżącej presji politycznej czy medialnej. W przeciwnym razie pojawia się mechanizm asekuracji psychicznej. Dowódcy i szeregowi zaczynają kalkulować nie tylko zagrożenie taktyczne, ale również późniejsze ryzyko prawne i medialne. A to właśnie zaczęło się dziać na pasku.
To szczególnie groźne na granicy z Białorusią, gdzie czas reakcji liczony jest często w sekundach, a sytuacje mają charakter dynamiczny i chaotyczny. Żołnierz, który zaczyna zastanawiać się przede wszystkim nad tym, jak jego decyzja będzie wyglądała po kilku miesiącach w mediach lub przed prokuratorem, staje się mniej skuteczny operacyjnie.
Jednocześnie uniewinnienie nie oznacza automatycznie, że każda reakcja funkcjonariusza lub żołnierza powinna być traktowana jako z definicji słuszna. Demokratyczne państwo musi kontrolować użycie siły przez własne służby. Problem polega jednak na tym, że kontrola ta musi być przewidywalna i oparta na realiach służby, a nie na politycznych emocjach kolejnych tygodni.
Absurd goni absurd
Osobnym i bardzo niepokojącym wątkiem całej sprawy pozostaje zachowanie samego oskarżonego podczas ogłoszenia wyroku. Pojawienie się w koszulce zespołu kojarzonego z propagowaniem treści neonazistowskich i symboliki skrajnie prawicowej było demonstracją skrajnej nieodpowiedzialności, żeby nie powiedzieć – głupoty. W państwie, które poniosło gigantyczne straty podczas niemieckiej okupacji, publiczne flirtowanie z estetyką i przekazem odwołującym się do nazizmu nie może być traktowane jako prowokacja czy młodzieżowy eksces.
To również problem wizerunkowy dla samych sił zbrojnych. Polskie wojsko od lat buduje swój obraz jako nowoczesnej armii państwa NATO, odwołującej się do tradycji niepodległościowej, a nie do skrajnych ideologii XX wieku. Każdy przypadek publicznego eksponowania symboliki powiązanej z neonazizmem uderza nie tylko w konkretnego żołnierza, ale również w całą instytucję. Tym bardziej że rosyjska i białoruska propaganda od dawna próbuje przedstawiać państwa Europy Środkowej jako siedlisko faszyzmu i rewizjonizmu historycznego.
Nie zmienia to jednak zasadniczego problemu, który sprawa obnażyła. Polska od kilku lat prowadzi na granicy operację bezpieczeństwa o charakterze długotrwałym, kosztownym i politycznie obciążającym. Państwo wykorzystuje do niej wojsko, ale nadal nie stworzyło spójnego modelu prawnego i operacyjnego dla tego rodzaju działań. Żołnierze wykonują zadania znajdujące się pomiędzy klasyczną służbą wojskową, ochroną granicy i działaniami policyjnymi. Tego typu operacje będą w Europie coraz częstsze. Zarówno ze względu na migrację, jak i działania hybrydowe Rosji oraz Białorusi.
Dlatego problem nie sprowadza się wyłącznie do jednego procesu i jednego wyroku. Chodzi o pytanie znacznie ważniejsze: czy państwo polskie potrafi stworzyć jasne reguły użycia siły dla własnych żołnierzy, na terenie kraju, w sytuacji poniżej progu wojny, ale wyraźnie powyżej standardowego czasu pokoju. Na razie odpowiedź pozostaje niejednoznaczna.
Czytaj także:
