W praktyce oznaczało to najkrwawsze stłumienie demonstracji od rewolucji 1979 r. Szacunki niezależnych organizacji (HRANA, Iran International, raporty cytowane przez BBC i The Guardian) mówią o 20–36,5 tys. zabitych w całym okresie protestów, z czego większość w ciągu zaledwie dwóch dni na początku stycznia. Liczby te znacząco przekraczają ofiary z 2019 r. (ok. 1500) i z ruchu Kobieta, Życie, Wolność kiedy stwierdzono liczbę około 550 zgonów.
>>Aktualizacja sytuacji w Islamskiej Republice Irańskiej – stan na 26 stycznia 2026 roku
>>Sytuacja w Iranie 2025-2026: Analiza
Od 26 stycznia aktywność uliczna wyraźnie osłabła. Reżim wprowadził godzinę policyjną, utrzymywał blackout Internetu (trzeci najdłuższy w historii globalnej) oraz przeprowadzał masowe aresztowania – według HRANA do początku lutego zatrzymano ponad 51 tys. osób. Protesty ograniczyły się do sporadycznych akcji studenckich (bojkot egzaminów na uczelniach medycznych w Shirazie, Tabrizie, Meszhedzie) oraz demonstracji emerytów i sklepikarzy. W związku z bieżącymi działaniami rządu pojawiły się również informacje o protestach składanych przez lekarzy i pielęgniarki. Opór tych środowisk jest zwrócony przeciwko aresztowaniom i prześladowaniom za udzielanie pomocy medycznej rannym podczas antyrządowych demonstracji. Osoby te często leczą rannych potajemnie, w obawie przed aresztowaniem. Władze kontynuowały jednak represje – donoszono o uprowadzaniu rannych ze szpitali, tajnych egzekucjach i przymusowych pogrzebach bez udziału rodzin. Takie działanie Teheranu ma utrudnić lub uniemożliwić zamienieniu uroczystości pogrzebowych w kolejne antyrządowe manifestacje. Siły bezpieczeństwa wielokrotnie konfiskowały ciała zmarłych z szpitali, aby pochować je w nieznanych, nieoznaczonych miejscach. W wielu przypadkach ciała przewożono ciężarówkami i chowano szybko, bez wiedzy bliskich, aby ukryć skalę represji. Co bardziej szokujące, rodziny ofiar są zmuszane do płacenia wysokich sum pieniędzy (czasem równowartość ponad 20 000 dolarów) za wydanie ciała, co jest nazywane przez aktywistów opłatą za kulę. Na tym jednak zastraszanie rodzin ofiar się nie kończy, te są często zmuszane do podpisywania oświadczeń, że zmarły zginął z rąk terrorystów lub opozycji, a nie sił bezpieczeństwa. Następnie rząd grozi aresztowaniami jeśli ci publicznie opowiedzą o okolicznościach śmierci ich bliskich (faktycznymi lub domniemanymi). Jednak i tu Teheran spotyka się z oporem. W odpowiedzi na represje, rodziny próbują chować bliskich w prywatnych domach lub ogrodach. Innym aktem oporu jest przekształcanie pogrzebów w demonstracje życia, gdzie zamiast płaczu słychać muzykę i śpiew, co ma być sprzeciwem wobec kultury męczeństwa promowanej przez reżim.
Przełomowy moment nastąpił na przełomie stycznia i lutego. 9 lutego 2026 r. siły IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) aresztowały czołowych polityków reformatorskich: Azar Mansouri (szefowa Frontu Reformistów), Mohsena Aminzadeha (byłego wiceministra spraw zagranicznych), Ebrahima Asgharzadeha (ikonę rewolucji 1979 r.) oraz Javada Emama. Zarzuty – zakłócanie porządku publicznego i współpraca z USA i Izraelem – zostały sformułowane w kontekście ich krytyki masakry z 8–9 stycznia. Mansouri już 26 stycznia wydała oświadczenie, w którym nazwała działania sił bezpieczeństwa bezwzględnym i lekkomyślnym mordowaniem młodych Irańczyków. Reżim najwyraźniej uznał, że nawet lojalni reformiści stali się zagrożeniem dla narracji o obcym spisku. Kampania ta jest ciosem dla prezydenta Masouda Pezeszkiana, którego wybór w 2024 roku w dużej mierze zawdzięczał wsparciu reformatorów.
Analitycy (m.in. Sina Azodi z George Washington University, cytowany przez Al Jazeera) interpretują te aresztowania jako zamknięcie ostatniej szczeliny na legalną krytykę. Reżim nie tylko nie chce reform, ale aktywnie eliminuje możliwość jakiejkolwiek debaty wewnętrznej. Mir Hossein Mousavi – przebywający od 2009 r. w areszcie domowym – wydał w tym okresie manifest wzywający do referendum konstytucyjnego i odejścia od Republiki Islamskiej. Za samą pomoc w jego publikacji aresztowano kolejnych działaczy. Jak zauważył w TVN24 iranista Marcin Krzyżanowski, reżim stracił największą broń – strach społeczeństwa. Teraz próbuje odzyskać ją przez terror wobec własnej elity.
Sytuacja gospodarcza i społeczna
Blackout Internetu, kosztujący gospodarkę dziesiątki milionów dolarów dziennie, połączony z sankcjami i spadkiem eksportu ropy, doprowadził do dalszego załamania riala (ponad 1,4 mln IRR za USD na początku lutego). Ceny podstawowych produktów wzrosły o 60–80 proc. w ciągu dwóch miesięcy. Rząd Pezeszkiana próbował łagodzić napięcia dopłatami socjalnymi, ale te okazały się niewystarczające i szybko wyczerpane. Eksperci podkreślają, że reżim rząd w Teheranie stanął przed dylematem: dalsze represje pogłębiają kryzys gospodarczy, a jakiekolwiek ustępstwa wobec społeczeństwa są postrzegane jako słabość.
Społeczeństwo nie wróciło do normalności. Rodziny ofiar są zmuszane do milczenia pod groźbą utraty ciał lub dalszych aresztowań. W szpitalach trwały przeszukiwania – rannych wyciągano prosto z łóżek. Jak relacjonowała Polka mieszkająca wcześniej w Teheranie, Dorota Słapa, to już nie protesty – to rewolucja, która została utopiona we krwi, ale nie zgasła.
Presja na Teheran
26 stycznia 2026 r. – dokładnie w dniu, gdy protesty wyraźnie słabły – do regionu wpłynęła grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln wraz z krążownikami i niszczycielami rakietowymi. Do końca stycznia w Zatoce Perskiej i Morzu Arabskim znalazły się kolejne jednostki (USS Frank E. Petersen Jr., USS Michael Murphy, USS Spruance, USS Delbert D. Black), samoloty F-15E, F-35C oraz systemy THAAD i Patriot. Pentagon oficjalnie mówił o odstraszaniu niestabilności regionalnej i gotowości na wszelkie scenariusze.
Relokacja floty ma kilka zadań.
Po pierwsze – klasyczne odstraszenie: Teheran otrzymał od Amerykanów jasny sygnał, że jakiekolwiek próby odwetu np. w postaci zamknięcia Cieśniny Ormuz, spotkają się z miażdżącą odpowiedzią.
Po drugie – polityczne wsparcie dla protestujących: Prezydent Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że pomoc jest w drodze i we are locked and loaded. To wyrażenie locked and loaded to klasyczne wyrażenie wojskowe w języku angielskim, oznaczające, że broń jest uzbrojona, amunicja jest na miejscu i jest gotowa do strzału. Jego korzenie sięgają szkolenia wojskowego, szczególnie w siłach zbrojnych USA, a termin ten pojawia się w literaturze wojskowej co najmniej od XVIII wieku. Badacz stosunków międzynarodowych Kamran Matin opisał sformułowania Trumpa jako wyraźne zagrożenie, które można interpretować jako gotowość do działań militarnych.
Po trzecie – przewaga negocjacyjna polegająca na przekazie siły, który zbiegł się z rozpoczęciem rozmów nuklearnych w Omanie (6 lutego). Irańskie źródła (cytowane przez Reuters i Al Jazeera) przyznawały prywatnie, że obawiają się, iż uderzenie USA mogłoby ponownie rozpalić ulice – tym razem z jeszcze większą siłą. Oficjalne stanowisko Iranu wygłoszone przez Ministra Spraw Zagranicznych Iranu opisywało pozytywną atmosferę podczas rozmów, kiedy wymieniono argumenty i podzielono się poglądami drugiej strony. Jednocześnie Abbas Aragczi stwierdził, gasząc nadzieje Irańczyków na natychmiastowe wsparcie Stanów Zjednoczonych, Nasze rozmowy koncentrują się wyłącznie na kwestii nuklearnej i nie poruszamy z Amerykanami żadnych innych tematów.
Na zapowiedzi Donalda Trumpa Iran odpowiedział demonstracjami siły (ćwiczenia marynarki wojennej, próby zbliżenia szybkich łodzi do amerykańskich okrętów, zestrzelenie drona Shahed-139 przez F-35C), ale jednocześnie sygnalizował gotowość do rozmów. 10 lutego Ali Laridżani miał udać się do Omanu, by omówić rozwiązania regionalne.
Propozycje rozwiązań konfliktu ze strony USA
Administracja Donalda Trumpa przedstawiła Teheranowi pakiet, który można streścić jako nałożenie maksymalnej presji wraz z ofertą wyjścia awaryjnego. Kluczowe wymagania strony amerykańskiej wyglądały następująco:
- Natychmiastowe przekazanie 400 kg uranu wzbogaconego powyżej 60% i powrót do limitów JCPOA (3,67%).
- Zamrożenie programu rakiet balistycznych i zakończenie wsparcia dla Hezbollahu, Hamasu i Huti.
- Pełny dostęp MAEA (Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej) do wszystkich obiektów nuklearnych.
- W dłuższej perspektywie – rozmowy o nowym porozumieniu regionalnym obejmującym ograniczenie roli IRGC.
Chociaż wymaganie od Iranu rezygnacji z wzbogacania uranu jest nierealne, może istnieć możliwość wynegocjowania zamrożenia irańskich działań w tym zakresie. Jako środek tymczasowy Iran mógłby zgodzić się nie wznawiać żadnych działań związanych ze wzbogacaniem uranu ani nie odbudowywać/budować żadnych nowych zakładów wzbogacania uranu. Aby jednak zbadać tę możliwość, administracja Trumpa musi wykazać się elastycznością i nie podwajać wymagań dotyczących całkowitej rezygnacji. Wstrzymanie wzbogacania uranu powinno zaspokoić żądania Trumpa i być bardziej akceptowalne dla Irańczyków, biorąc pod uwagę, że znane zdolności wzbogacania uranu w Natanz i Fordow zostały prawdopodobnie zniszczone. Zamrożenie wzbogacania uranu w połączeniu z wznowieniem inspekcji MAEA zmniejszyłoby ryzyko rozwoju zdolności nuklearnych Iranu i prawdopodobieństwo powrotu do konfliktu. Zamrożenie mogłoby trwać kilka lat, dając czas i przestrzeń na negocjacje w sprawie porozumienia, które pozwoliłoby Iranowi realizować pokojowy program cywilny, z ograniczeniami i monitorowaniem w celu uwzględnienia uzasadnionych obaw dotyczących proliferacji. Program ten mógłby obejmować ściśle ograniczone wzbogacanie, być może powiązane z osiągnięciem przez Iran określonych etapów rozwoju reaktorów lub, co byłoby lepszym rozwiązaniem, dać czas na opracowanie wielostronnych rozwiązań w zakresie cyklu paliwowego. Podejście wielostronne zapewniłoby Iranowi dostęp do paliwa jądrowego do celów pokojowych, jednocześnie zmniejszając ryzyko wykorzystania technologii wzbogacania uranu do programu zbrojeniowego.
W razie braku postępów rozważane są precyzyjne uderzenia na instalacje nuklearne i rakietowe, cyberoperacje oraz precyzyjne uderzenia w dowódców IRGC odpowiedzialnych za masakrę ze stycznia 2026 roku. Eksperci cytowani w polskich mediach podkreślają, że Donalda Trump postrzega obecny moment jako historyczną szansę na inteligentną interwencję – połączenie przewagi powietrznej, wsparcia opozycji i izolacji reżimu bez pełnoskalowej inwazji lądowej.
Jednocześnie Waszyngton nie wyklucza negocjacji. Rozmowy w Muskat (6–10 lutego) były pośrednie, ale – jak stwierdził rzecznik Białego Domu – dyplomacja pozostaje możliwa, choć opcje wojskowe są na stole.
Perspektywy dalszego rozwoju sytuacji
Sytuacja na 10 lutego 2026 r. wygląda w ten sposób, że rząd w Teheranie zachowuje pełną kontrolę operacyjną nad krajem, lecz stracił praktycznie całą legitymizację społeczną. Represje przeszły w fazę systematycznego wyciszania wszelkiej krytyki – nawet wewnątrz systemu – co pogłębia militaryzację państwa i rodzi pierwsze pęknięcia wśród lojalnych elit.
Obecność grupy uderzeniowej USS Abraham Lincoln w Zatoce Perskiej od 26 stycznia działa jednocześnie jako odstraszanie i potężny instrument nacisku. Rozmowy pośrednie w Muskat (6 lutego) oraz wizyta Alego Laridżaniego w Omanie (10 lutego) pokazują, że obie strony szukają dyplomatycznego wyjścia, choć dystans między stanowiskami pozostaje ogromny.
Na najbliższe miesiące rysują się trzy główne scenariusze:
- Reżim przetrwa dzięki terrorowi, ale za cenę dalszej izolacji i niemal pewnej nowej fali protestów już wiosną/latem.
- Kombinacja presji zewnętrznej i wewnętrznych podziałów doprowadzi do częściowych ustępstw i miękkiego lądowania części establishmentu.
- Odmowa kluczowych koncesji ze strony Teheranu uruchomi ograniczoną konfrontację militarną z USA.

