Decyzja amerykańskiego prezydenta stanowi potencjalny punkt zwrotny w relacjach amerykańsko-irańskich, przypominający napięcia z lat poprzednich, w tym po wojnie dwunastodniowej z Izraelem w 2025 roku. Donald Trump, przemawiając 22 stycznia z pokładu Air Force One, stwierdził, że Stany Zjednoczone wysyłają armadę w kierunku Iranu, podkreślając, iż jest to środek ostrożnościowy, ale jednocześnie wyraził nadzieję na uniknięcie konfliktu zbrojnego. To oświadczenie nastąpiło w odpowiedzi na raporty o brutalnym tłumieniu demonstracji w Iranie, gdzie reżim Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego kontynuuje represje wobec protestujących, którzy domagają się zmian systemowych, w tym obalenia Republiki Islamskiej.
>>>Stan sytuacji w Iranie do 16 stycznia<<<
W Iranie odpowiedzią na oświadczenie prezydenta Trumpa było nasilenie protestów. Do 23 stycznia doniesienia mówiły o pięciu dużych eksplozjach w stolicy, przypisywanych przez opozycyjne źródła aktom sabotażu lub wewnętrznym konfliktom w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Korpus, w odpowiedzi na amerykańskie ruchy wojskowe, ogłosił pełną gotowość bojową, a irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi ostrzegł, że jakakolwiek agresja USA spotka się z odpowiedzią na pełną skalę, grożąc wojną na dużą skalę i potencjalnym zamknięciem Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku dla 20% światowego transportu ropy naftowej. Do 24 stycznia ceny ropy naftowej wzrosły o ponad 5%, osiągając poziom powyżej 90 USD za baryłkę, co odzwierciedla obawy rynku przed zakłóceniami w dostawach. Wewnętrznie, protesty osłabły nieco w niektórych regionach z powodu blackoutów internetowych i masowych aresztowań, ale w Teheranie i prowincjach kurdyjskich nadal dochodziło do starć, z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych przekraczającą 6000 osób do 25 stycznia według organizacji praw człowieka. Rząd irański oskarżył USA i Izrael o podsycanie niepokojów, malując na murach w Teheranie antyamerykańskie murale symbolizujące ostrzeżenie przed interwencją.
Reakcja międzynarodowa była szybka i zróżnicowana, odzwierciedlając podziały geopolityczne. 22-23 stycznia Wielka Brytania potwierdziła wysłanie, do Kataru, myśliwców RAF Eurofighter Typhoon FGR w ramach porozumienia obronnego, co wzmocniło obecność NATO w regionie. Maszyny zostały przebazowane bezpośrednio z bazy lotniczej RAF Akrotiri na Cyprze i należą do połączonej jednostki Royal Air Force oraz Qatar Emiri Air Force1. Unia Europejska, poprzez oświadczenie Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej, wyraziła głębokie zaniepokojenie eskalacją militarną, wzywając obie strony do dialogu i potępiając represje w Iranie, ale unikając poparcia dla amerykańskich gróźb wojskowych. Chiny i Rosja, tradycyjni sojusznicy Teheranu, potępiły działania USA jako prowokacyjne, z rosyjskim MSZ ostrzegającym przed nowym konfliktem na Bliskim Wschodzie, który mógłby zakłócić globalne łańcuchy dostaw. Zarówno Federacja Rosyjska jak i Chińska Republika Ludowa nie pozostają bierne wobec amerykańskich działań. w Zatoce Perskiej znajduje się obecnie tylko jeden rosyjski niszczyciel rakietowy Marszał Szaposznikow, który jeszcze przed trzema dniami był z wizytą w Katarze. Na Bliskim Wschodzie wspiera go tankowiec Borys Butoma, ale prawdopodobnie wkrótce dołączy do nich korweta Stojkij typu Stierieguszczij, która przed tygodniem również brała udział w ćwiczeniach na wodach RPA, a która obecnie płynie w kierunku Morza Arabskiego. Po ćwiczeniach Will for Peace do swojej macierzystej bazy Bandar Abbas wraca też 103. flota irańska, składająca się z wysuniętego okrętu bazowego Makran, korwety Naghdi i przebudowanego z tankowca okrętu Shahid Mahdavi. Według Defence Security Asia, Chiny już od 20 stycznia wspierają Iran. Według analityków portalu wojskowego do Teheranu poleciało 16 chińskich samolotów transportowych w ciągu 56 godzin. Zgłaszane ruchy samolotów odzwierciedlają również obserwację z czerwca 2025 roku, że eksperci lotniczy zauważyli, iż typ samolotu używany jest powszechnie używany do transportu sprzętu wojskowego i broni, co wzmacnia obawy, że loty mogły przewozić wysokowartościowe systemy obronne, a nie ładunki cywilne czy humanitarne. W centrum tej rodzącej się narracji znajduje się chiński strategiczny samolot transportowy Y-20, platforma symbolizująca przejście Pekinu od regionalnej potęgi do globalnego aktora logistyki wojskowej, a którego udział oznaczałby świadomą decyzję o wykorzystaniu dominacji logistycznej jako instrumentu geopolitycznego, a nie wyłącznie operacyjnego narzędzia. Jeśli operacja zostanie potwierdzona, będzie to największy skompresowany transport wojskowy z Chin do Iranu, jaki kiedykolwiek odnotowano, przewyższając wcześniejsze izolowane incydenty z udziałem dwóch do pięciu samolotów i sygnalizując jakościowe przejście od oportunistycznej pomocy do strukturalnego wsparcia strategicznego.
Izrael, wciąż pamiętający wojnę z 2025 roku, zwiększył gotowość bojową, z premierem Benjaminem Netanjahu stwierdzającym 24 stycznia, że Tel Awiw jest przygotowany na wszelkie scenariusze, w tym potencjalne ataki prewencyjne na irańskie instalacje nuklearne. Do 25 stycznia raporty z CENTCOM potwierdziły, że grupa uderzeniowa USS Abraham Lincoln, w tym niszczyciele uzbrojone w pociski Tomahawk i eskadry F-15E, zbliża się do Zatoki Omańskiej, co analitycy z Institute for the Study of War interpretują jako demonstrację siły mającą na celu odstraszenie reżimu od masowych egzekucji protestujących.
Na dzień 26 stycznia sytuacja pozostaje napięta, ale bez bezpośredniego starcia zbrojnego. Protesty w Iranie trwają, choć w mniejszej skali, z doniesieniami o ewakuacji personelu z irańskich ambasad w Europie, co sugeruje obawy reżimu przed szerszym konfliktem. Prezydent Donald Trump powtórzył, że USA są w pełni przygotowane, ale podkreślił preferencję dla negocjacji, co niektórzy eksperci widzą jako próbę deeskalacji po początkowych groźbach. Międzynarodowe instytucje i think-tanki, ostrzegają przed ryzykiem niekontrolowanej eskalacji, która mogłaby wpłynąć na globalną gospodarkę poprzez zakłócenia w transporcie ropy i potencjalne proliferację nuklearną w Iranie.
W ogłoszonej w piątek 23 stycznia Strategii Obrony Narodowej amerykański Pentagon podkreślił, że chociaż Iran poniósł w ostatnich miesiącach poważne porażki, wydaje się, że jest zdecydowany na odbudowę swoich konwencjonalnych sił zbrojnych, a władze w Teheranie pozostawiają otwartą możliwość podjęcia kolejnej próby uzyskania broni jądrowej.
W kontekście szerszym, te wydarzenia podkreślają kruchość równowagi w regionie, gdzie wewnętrzny kryzys irański splata się z globalnymi ambicjami mocarstw, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość porozumień takich jak wygasły JCPOA. Obserwatorzy pozostają w napięciu, czekając na kolejne ruchy w tej geopolitycznej szachownicy.
Czym jest JCPOA?
Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA), znane jako porozumienie nuklearne z Iranem, zostało podpisane w lipcu 2015 roku przez Iran oraz grupę P5+1 (USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Rosja, Chiny) pod auspicjami Unii Europejskiej. Celem umowy było ograniczenie irańskiego programu nuklearnego w zamian za stopniowe znoszenie sankcji międzynarodowych, co miało zapobiec rozwojowi broni jądrowej przez Teheran, jednocześnie umożliwiając pokojowe wykorzystanie energii atomowej. Kluczowe postanowienia obejmowały redukcję liczby wirówek do wzbogacania uranu o dwie trzecie (do około 5060), ograniczenie zapasów wzbogaconego uranu do 300 kg przy poziomie 3,67% (znacznie poniżej progu broniowego 90%), konwersję instalacji w Fordow na centrum badawcze bez wzbogacania oraz rozbudowany system inspekcji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), w tym dostęp do obiektów wojskowych na żądanie. W zamian, sankcje ONZ, UE i USA na sektor finansowy, energetyczny i transportowy zostały zniesione, co pozwoliło Iranowi na powrót do globalnych rynków, w tym eksportu ropy naftowej.
Porozumienie weszło w życie w styczniu 2016 roku i początkowo przyniosło efekty: Iran przestrzegał limitów, a jego gospodarka odbiła się dzięki napływowi inwestycji i wzrostowi eksportu ropy z około 1 mln baryłek dziennie do ponad 2,5 mln w 2017 roku. Jednak w maju 2018 roku administracja Donalda Trumpa jednostronnie wycofała Stany Zjednoczone z JCPOA, argumentując, że umowa nie obejmuje programu rakietowego Iranu, nie zapobiega sunset clauses (klauzulom wygasającym po 10-15 latach) oraz nie adresuje domniemanej przeszłej działalności nuklearno-wojskowej Teheranu. W odpowiedzi, USA postanowiły zastosować wobec Iranu politykę maksymalnej presji poprzez sankcje wtórne, co doprowadziło do spadku irańskiego eksportu ropy do poniżej 0,3 mln baryłek dziennie w 2019 roku i głębokiej recesji.
Iran początkowo pozostał w umowie, ale od 2019 roku stopniowo łamał ograniczenia, zwiększając wzbogacanie uranu do 60% (blisko progu broniowego) i ograniczając dostęp MAEA. Próby reaktywacji JCPOA pod administracją Bidena w 2021-2022 utknęły w martwym punkcie z powodu żądań Iranu dotyczących gwarancji i kwestii rakietowych. Ostateczny upadek nastąpił w 2025 roku: we wrześniu porozumienie formalnie wygasło po uruchomieniu mechanizmu snapback przez E3 (Francja, Niemcy, Wielka Brytania) w odpowiedzi na irańskie naruszenia, co przywróciło pełne sankcje ONZ. Iran nie podjął niezbędnych działań, aby rozwiać nasze obawy, ani nie spełnił naszych próśb o przedłużenie, pomimo prowadzenia szeroko zakrojonych rozmów – zaznaczono w oświadczeniu E3. W 2026 roku implikacje są poważne: Iran jest bliżej broni nuklearnej niż kiedykolwiek (szacowany czas breakout to miesiące), co eskaluje napięcia regionalne, zwłaszcza z Izraelem i Arabią Saudyjską, i podważa globalny reżim nierozprzestrzeniania.
Wpływ na rynki ropy
Upadek JCPOA miał bezpośredni i długoterminowy wpływ na globalne rynki ropy naftowej, gdzie Iran, jako posiadacz czwartych największych rezerw (około 157 mld baryłek), odgrywa kluczową rolę. Przed 2015 rokiem sankcje ograniczały eksport Iranu do około 1 mln baryłek dziennie, co windowało ceny do ponad 100 dolarów za baryłkę w 2014 roku. Wdrożenie JCPOA w 2016 roku umożliwiło wzrost eksportu do 2,8 mln baryłek dziennie w 2017, co przyczyniło się do spadku cen o około 20-30%, stabilizując rynek dzięki dodatkowej podaży. Wycofanie USA w 2018 roku odwróciło ten trend: sankcje wtórne na sektor naftowy, bankowy i żeglugowy spowodowały spadek irańskiego eksportu do poniżej 0,5 mln baryłek dziennie w 2019-2020, co podniosło ceny o 10-15% i zwiększyło zmienność rynku, zwłaszcza w kontekście napięć w Cieśninie Ormuz.
Iran omijał sankcje poprzez utrzymywanie swojej floty cieni tankowców i eksport do Chin (90% irańskiego eksportu w 2024), osiągając poziomy 1,5-2 mln baryłek dziennie w 2024-2025, ale po wygranej Trumpa w 2025 roku i wzmocnionych sankcjach ONZ, eksport spadł do około 1 mln baryłek, co w połączeniu z obecnymi napięciami w Zatoce Perskiej (groźba zamknięcia Ormuz) spowodowało wzrost cen z 80 dolarów za baryłkę w grudniu 2025 do ponad 95 dolarów za baryłkę w styczniu 2026. To windowanie cen wpływa na globalną inflację, zwłaszcza w krajach importujących ropę jak Indie i Europa, gdzie koszty energii wzrosły o 5-10%. Długoterminowo, sankcje hamują inwestycje w irański sektor naftowy (spadek produkcji z 4 mln do 3 mln baryłek dziennie), co ogranicza globalną podaż i wspiera wyższe ceny, ale też zachęca do dywersyfikacji źródeł (np. wzrost produkcji USA i Arabii Saudyjskiej).
Potencjalna eskalacja militarna mogłaby podnieść ceny do 120-150 USD za baryłkę, zakłócając łańcuchy dostaw i pogłębiając recesję globalną, jak ostrzegają analitycy CSIS i Atlantic Council. W kontekście obecnego kryzysu, JCPOA pozostaje symbolem utraconej szansy na stabilizację, z rynkami ropy jako bezpośrednim beneficjentem lub ofiarą geopolitycznych zawirowań.
Sytuacja na dzień 26 stycznia 2026 roku nie uległa wielkiej zmianie w stosunku do ubiegłego tygodnia. Protesty w Iranie wciąż trwają prowadząc według jednych źródeł do obalenia Islamskiej Republiki, według innych do zwiększenia swobód obywatelskich. Ich faktyczny poziom jest trudny do określenia z uwagi na małą ilość informacji, która wydostaje się z Iranu oraz zarządzony przez władze w Teheranie blackout internetowy. Protestujący widzą swoją szansę w zaangażowaniu strony amerykańskiej, a rząd we wsparciu ze strony tradycyjnych sojuszników :Chin i Rosji. Obydwa państwa jednak zdają się nie wyrażać chęci wsparcia sojusznika w bezpośrednim konflikcie ze Stanami Zjednoczonym, jeżeli do takiego dojdzie. Podobnie jak nie wsparły rządu w Wenezueli podczas niedawnej amerykańskiej interwencji. Sytuacja pozostaje rozwojowa, jednak eskalacja działań rządu w Teheranie związana z rosnącą przemocą wobec opozycji i wzrastającą liczbą ofiar może doprowadzić do eskalacji.


