Od lat można było odnieść wrażenie, że polskie siły zbrojne żyją w dwóch równoległych światach. W jednym znajdują się żołnierze, lotnicy i marynarze wykonujący codzienną służbę. W drugim funkcjonuje społeczeństwo i politycy, którzy o wojsku przypomina sobie głównie przy okazji świąt państwowych, defilad albo kryzysów bezpieczeństwa (Przelot F-35A Husarz nad Polską już jutro).
Zdjęcie: st. sierż. Rafał Samluk/DO RSZ
Dlatego każda inicjatywa przybliżająca armię obywatelom zasługuje na pozytywną ocenę. Dotyczy to pokazów lotniczych, dni otwartych jednostek, wystaw sprzętu czy właśnie przelotów najnowszych samolotów. Dla wielu młodych ludzi taki kontakt może być pierwszym impulsem do zainteresowania się lotnictwem wojskowym, służbą zawodową albo tematyką obronności.
Nie ma nic złego w tym, że wojsko pokazuje swoje osiągnięcia. Przeciwnie. Państwo wydaje na obronność ogromne środki publiczne. Obywatele mają prawo zobaczyć efekty tych wydatków i poczuć, że są częścią większego przedsięwzięcia, jakim jest budowa potencjału obronnego kraju.
Byle bez politycznego spektaklu
Polityczna bitwa
Historia ostatnich lat pokazuje, że w Polsce niemal każda większa inwestycja wojskowa staje się elementem bieżącego sporu. Dotyczyło to czołgów, haubic, śmigłowców, systemów przeciwlotniczych i oczywiście F-35. A ostatnio SAFE. Tymczasem bezpieczeństwo państwa nie powinno być zakładnikiem wyborczych kalendarzy i doraźnych politycznych gierek. A niestety jest.
Jeżeli samolot pojawia się nad miastem po to, aby mieszkańcy mogli go zobaczyć, to bardzo dobrze. Jeżeli jednak wydarzenie zaczyna przypominać objazdowy wiec, szybko traci swoją wartość. Ludzie doskonale wyczuwają różnicę między prezentacją sprzętu wojskowego a kampanią w innym opakowaniu.
Wojsko cieszy się w Polsce wysokim poziomem zaufania właśnie dlatego, że większość obywateli postrzega je jako instytucję stojącą ponad bieżącymi sporami, apolityczną. Nie warto tego kapitału marnować, a podczas ostatniej kampanii wyborczej mało brakowało, aby tak się stało.
Czas do gotowości
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto pamiętać. Przelot F-35 może budzić emocje, ale sam w sobie jeszcze nie zwiększa gotowości bojowej. Wokół programu F-35 narosło wiele uproszczeń. Część osób traktuje ten samolot niemal jak cudowną broń, która automatycznie rozwiąże wszystkie problemy polskiego lotnictwa. Rzeczywistość wygląda inaczej.
Nowoczesny samolot jest jedynie jednym z elementów większej całości. Potrzebni są odpowiednio wyszkoleni piloci, technicy, infrastruktura, zaplecze logistyczne, systemy dowodzenia, rozpoznanie, środki walki elektronicznej oraz sprawny obieg informacji. I złożony proces certyfikacji tego wszystkiego. Dopiero połączenie tych elementów daje realną wartość bojową.
W przypadku F-35 proces ten będzie trwał latami. Pierwsze egzemplarze są ważnym krokiem, ale nie końcem drogi. Wręcz przeciwnie. Najtrudniejsza część dopiero się zaczyna. Historia wielu programów lotniczych pokazuje, że osiągnięcie pełnej gotowości operacyjnej wymaga czasu, cierpliwości i konsekwentnego szkolenia. Dotyczyło to zarówno amerykańskich użytkowników F-35, jak i państw europejskich, które wprowadzały te maszyny do służby.
Potrzebna jest edukacja obronna
Właśnie dlatego pokazom powinny towarzyszyć działania uświadamiające. Nie chodzi o propagandę ani nachalne przekonywanie kogokolwiek do określonych poglądów. Chodzi o elementarną wiedzę. Polacy powinni rozumieć, dlaczego państwo inwestuje miliardy złotych w lotnictwo, marynarkę wojenną czy obronę przeciwlotniczą. Powinni wiedzieć, czym różni się samolot szkolny od wielozadaniowego, dlaczego potrzebne są ćwiczenia rezerwistów i jak wygląda współpraca w ramach NATO.
Tego rodzaju wiedza buduje społeczną odporność znacznie skuteczniej niż najbardziej efektowny przelot. Człowiek, który rozumie rolę sił zbrojnych, łatwiej akceptuje koszty związane z ich utrzymaniem. Lepiej także ocenia informacje pojawiające się w mediach i Internecie.
W ostatnich latach kwestia bezpieczeństwa przestała być abstrakcją. Wojna za wschodnią granicą przypomniała Europejczykom, że pokój nie jest stanem gwarantowanym raz na zawsze. W takich warunkach edukacja obronna staje się równie ważna jak zakup nowego sprzętu.
Mimo to warto cieszyć się z obecności F-35 na polskim niebie. Warto robić zdjęcia, przyprowadzać dzieci na pokazy i rozmawiać o lotnictwie. Trzeba jednak pamiętać, że bezpieczeństwo państwa nie powstaje podczas kilkuminutowego przelotu. Powstaje każdego dnia, w hangarach, salach wykładowych, centrach szkoleniowych i na ćwiczeniach.
Pokaz może być początkiem zainteresowania obronnością. Nie powinien być jednak końcem rozmowy o tym, po co Polsce nowoczesne siły zbrojne i jak wiele wysiłku potrzeba, aby nowy sprzęt stał się rzeczywistą zdolnością bojową. To właśnie ta droga jest najważniejsza, choć znacznie mniej widowiskowa niż przelot najnowocześniejszego myśliwca świata.
Czytaj także:
