Co ciekawe, gdy SAFE znajdował się jeszcze na etapie tworzenia, w obozie PiS trudno było znaleźć równie ostre oceny jak te, które pojawiły się później. Dominowało raczej przekonanie, że Europa wreszcie zaczyna traktować kwestie bezpieczeństwa poważnie, a Polska powinna wykorzystać nadarzającą się okazję.
Zdjęcie: Krzysztof Niedziela/MON
We wrześniu 2025 Mariusz Błaszczak pisał: Fundusz SAFE to szansa na rozwój Sił Zbrojnych RP. Nie możemy pozwolić na to, aby te środki zostały zmarnowane lub skierowane do zagranicznego przemysłu zbrojeniowego.
Była to uwaga całkowicie trafna. Trudno znaleźć specjalistę od modernizacji sił zbrojnych, który nie zgodziłby się z takim stwierdzeniem. Każdy miliard euro wydany w polskich zakładach oznacza bowiem nowe moce produkcyjne, miejsca pracy, podatki i zdolność do szybszego uzupełniania strat w czasie kryzysu.
Kilka miesięcy później ten sam polityk zaczął jednak przedstawiać SAFE jako zagrożenie dla polskiej suwerenności zakupowej. Pojawiły się ostrzeżenia, że środki nie zostaną wykorzystane przez Polskę, a ostatecznym beneficjentem programu stanie się niemiecki przemysł zbrojeniowy.
Problem polega na tym, że wydarzenia potoczyły się inaczej.
Fakty zamiast propagandy
Pod koniec maja podpisano pierwsze duże umowy realizowane w ramach SAFE. Zamiast niemieckich fabryk pojawiły się polskie zakłady zbrojeniowe. Środki zostały skierowane do krajowego przemysłu obronnego. To właśnie polskie przedsiębiorstwa otrzymały zamówienia związane z rozbudową zdolności produkcyjnych, produkcją uzbrojenia i wyposażenia dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.
Największym problemem dla krytyków programu SAFE jest fakt, że pierwszym szeroko opisanym zagranicznym kontraktem realizowanym w jego ramach nie stał się zakup niemieckiego uzbrojenia przez Polskę, lecz sprzedaż polskich systemów do innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Mowa o rumuńskim zamówieniu obejmującym amunicję krążącą Warmate oraz elementy systemu Gladius produkowane przez Grupę WB. To wydarzenie ma znaczenie znacznie większe niż wartość samego kontraktu. Pokazuje bowiem, że SAFE może stać się nie tylko źródłem finansowania zakupów dla Wojska Polskiego, ale również narzędziem wspierającym eksport krajowych technologii obronnych.
>>>Agencja Uzbrojenia o szczegółach umów SAFE w trybie single procurement<<<
Przez wiele miesięcy opinia publiczna słyszała ostrzeżenia, że europejskie środki zostaną przejęte przez największe zachodnie koncerny zbrojeniowe. Tymczasem pierwszy szeroko opisany przykład wykorzystania programu wskazuje dokładnie odwrotny kierunek. To polska firma stała się dostawcą uzbrojenia finansowanego w ramach nowego mechanizmu. W debacie o SAFE warto o tym pamiętać, ponieważ między politycznymi prognozami a rzeczywistymi efektami programu pojawiła się różnica, której nie sposób już ignorować.
Nie oznacza to oczywiście, że w przyszłości wszystkie środki trafią wyłącznie do polskich przedsiębiorstw. Taki scenariusz byłby nierealistyczny. Program od początku zakłada współpracę międzynarodową i wspólne projekty. Jednak najgłośniejsze ostrzeżenia o natychmiastowym przejęciu środków przez niemieckie koncerny nie znalazły potwierdzenia.
Cisza po podpisaniu umów
Interesujące jest również to, co wydarzyło się po podpisaniu pierwszych kontraktów. W okresie poprzedzającym decyzje zakupowe, SAFE był jednym z najczęściej krytykowanych programów europejskich w wypowiedziach polityków opozycji. Po ogłoszeniu konkretnych umów i wskazaniu beneficjentów krajowego przemysłu intensywność tej krytyki wyraźnie zmalała.
Powód nie jest trudny do zrozumienia. Trudno przekonywać opinię publiczną, że pieniądze trafiają do niemieckich fabryk, kiedy kolejne informacje dotyczą polskich przedsiębiorstw. Trudno ostrzegać przed marginalizacją krajowego przemysłu, gdy właśnie ten przemysł staje się jednym z głównych beneficjentów programu.
Cała dyskusja wokół SAFE pokazuje jeszcze jedną rzecz. Polska od lat finansuje modernizację armii za pomocą zagranicznych kredytów i pożyczek. Dotyczy to zarówno zakupów w Stanach Zjednoczonych, jak i w Korei Południowej. Sam mechanizm pozyskiwania finansowania nie jest więc niczym nowym.
Nowością jest natomiast możliwość wykorzystania europejskich środków do rozbudowy własnych zdolności przemysłowych i zakupów realizowanych przez krajowe przedsiębiorstwa. Jeżeli dzięki SAFE finansowanie otrzymują projekty dla armii, przemysłu amunicyjnego, producentów systemów bezzałogowych czy zakładów odpowiedzialnych za wyposażenie wojska, to oznacza to wzmacnianie zdolności państwa. Można dyskutować o szczegółach programu, jego konstrukcji czy zasadach finansowania. Trudno jednak ignorować fakt, że pierwsze rezultaty przyniosły wymierne korzyści polskim podmiotom.
Rzeczywistość zweryfikowała politykę
Najciekawsze w całej historii jest to, że najbardziej trafna okazała się pierwotna ocena SAFE przedstawiana przez Mariusza Błaszczaka jesienią 2025. Wówczas mówił o szansie na rozwój sił zbrojnych i krajowego przemysłu. Dziś, po podpisaniu pierwszych umów, właśnie taki obraz zaczyna się wyłaniać.
Debata o bezpieczeństwie państwa powinna opierać się na faktach, a nie na politycznych prognozach. Fakty są natomiast takie, że pierwsze duże kontrakty SAFE trafiły do polskiego przemysłu obronnego. Niemieckie fabryki, które miały być głównymi beneficjentami programu, pozostają przede wszystkim elementem politycznej narracji. A narracje, jak pokazuje doświadczenie ostatnich miesięcy, nie zawsze wytrzymują zderzenie z rzeczywistością.
Czytaj także:
