Z końcem listopada 2021 pisałem, że kryzys na granicy z Białorusią może być jedynie zasłoną dymną, jaką Rosja stawia przed eskalacją konfliktu z Ukrainą. Z drugiej strony koncentracja rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą może być straszakiem, który spowoduje wzrost napięć a tym samym kolejny kryzys gospodarczy, który jeszcze bardziej uzależnieni Europę od rosyjskich surowców.
Zdjęcia: Sławek Zagórski, MILMAG
Podobnie, jak kilku innych kolegów z branży nie wierzyłem, że Rosjanie są na tyle głupi, aby rozpocząć pełnoskalową wojnę z armią, która już nie była tą armią, która osiem lat wcześniej z utęsknieniem patrzyła na kamizelki i stazy taktyczne zachodnich dziennikarzy.
Mimo to atakowała w końcu druga armia świata. Powinna się rozprawić z Ukraińcami w kilka tygodni. Tak się wydawało pierwszego dnia wojny, kiedy rosyjskie kolumny zmechanizowane ruszyły w stronę Kijowa, Czernihowa, Charkowa, Mikołajowa.
Tymczasem już czwartego dnia wojny Rosjanie złapali mocną zadyszkę i w zasadzie zatrzymali główne natarcie na kilka godzin. Musieli podciągnąć zapasy, które zostały w bazach na pozycjach wyjściowych. To był moment, w którym można było zaobserwować chaos i szkolne błędy rosyjskich sztabowców i oficerów polowych.
Rosjanie liczyli na szybkie dotarcie do miast, dlatego brygadowe grupy bojowe zabierały ze sobą wszystko, ale jedynie na trzydniową operację. Stąd kolumny miały wygląd bardziej pasujący do odwrotu, kiedy wszystkie pododdziały są wymieszane, niż ataku, który przeprowadza się wedle ustalonego schematu.
MILMAG był również na miejscu… / Zdjęcie: Archiwum MILMAG
Promyk nadziei
Popołudniu trzeciego dnia wojny, Rosjanie rozpoczęli uzupełnianie zapasów. Stracili przy tym kilka godzin, ponieważ kolumny transportowe musiały dojechać z głębokiego zaplecza, a w dodatku zostały zaatakowane przez ukraińskich żołnierzy, którzy zostali na rosyjskich tyłach. Internet zapełnił się dziesiątkami zdjęć zniszczonych pojazdów logistycznych.
Kiedy pierwotny plan nie wypalił, Rosjanie powrócili do sprawdzonych metod. Kolumny czołgów brygadowych grup bojowych ruszyły na przód bez wsparcia piechoty, której jakość i tak jest wątpliwa. W pierwszym rzucie Rosjanie posłali bardzo wielu poborowych, którzy nie tylko okazali się słabo wyszkoleni, ale także nieprzygotowani psychicznie do walki. Zawiedli również dowódcy grup, którzy nie potrafili współdziałać z artylerią i lotnictwem. Okazało się, że wojska lądowe zostały praktycznie bez bliskiego wsparcia z powietrza.
Wówczas pojawiła się nadzieja, że można Rosjan powstrzymać. Desant na lotnisko w Hostomelu miał stanowić pierwszy krok ku temu by szybko zdekapitować władze Ukrainy. Uderzenie od strony Czernihowa i Czarnobyla miało w ciągu jednego dnia dotrzeć do spadochroniarzy i jeszcze tego samego dnia wieczorem wedrzeć się do centrum Kijowa.
Wszystko poszło niezgodnie z planem. Najpierw desant nie zdołał opanować lotniska i nie posiłki nie dotarły. Potem Ukraińcy wysadzili most na Teterewie, a kolumny zmechanizowane natrafiły na zacięty opór. Rosyjscy sztabowcy nie wzięli pod uwagę takiego scenariusza. Na Kremlu zaczęło się gotować i pierwszy raz pojawiły się groźby uderzenia atomowego, jeśli NATO się wtrąci.
Pomnik BRDM-2 z Buczy ostrzelany przez Rosjan pierwszego dnia
Długi dzień
Trzy godziny po rozpoczęciu rosyjsko-białoruskiej inwazji, o 8.00, w Pałacu Prezydenckim rozpoczęła się narada zwołana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Pojawili się na niej premier Mateusz Morawiecki, wicepremier i Przewodniczący Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych Jarosław Kaczyński oraz minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak, wraz z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Rajmundem T. Andrzejczakiem.
W tym czasie kończyłem pisać pierwszy tekst o rosyjskim ataku. Tego dnia napisałem jeszcze trzy. A działo się tego dnia dużo. Ministerstwo Zdrowia postanowiło zdjąć ograniczenia covidowe, które obowiązują. Siły Zbrojne miały pomóc w przygotowaniu obozów dla uchodźców. Punkty przekraczania granic przez Ukraińców zostały wyznaczone na konkretnych przejściach granicznych. Byłem na antenie dwóch stacji radiowych i odebrałem dziesiątki telefonów z prośbą o komentarz. Miałem być w Kijowie w niedzielę, 28 lutego. Rosjanie mnie wyprzedzili.
Nad wschodnią Polską pojawiły się dziesiątki samolotów NATO, które były gotowe obrony wschodniej flanki, gdyby Rosjanie całkiem najedli się szaleju. Rozpoczęto wzmacnianie granicy z Białorusią. Nic się nie wydarzyło, ale władze wolały dmuchać na zimne. Niedługo potem rosyjska inwazja utknęła, a wiosną i latem Ukraińcy przeprowadzili skuteczne uderzenia pod Kijowem i Charkowem, potem zostało odbite Izjum.
Ukraińcy nie tylko wytrzymali, ale udało im się odzyskać sporo terenu. Putina zawiódł instynkt i przekonanie, że rosyjska propaganda wystarczy, aby podkopać morale Ukraińców, którzy gremialnie staną po stronie Moskwy. Tymczasem dokonał czegoś, czego nie udawało się zbudować ukraińskim politykom przez 30 lat – zjednoczył Ukraińców, dając im poczucie wspólnoty.
Komentarz Redakcji: My pamiętamy pierwszy dzień z powodu relacji, którą rozpoczęliśmy i kontynuowaliśmy codziennie: Atak Rosji na Ukrainę [Dzień pierwszy].
Byliśmy również na miejscu… Przypominamy relację fotograficzną z końca kwietnia 2022: Atak Rosji na Ukrainę [Relacja foto MILMAGu].
