Security Action for Europe (w skrócie SAFE) to nie jakiś specyficzny, samoistny unijny program, lecz instrument finansowy stworzony po to, by państwa unijne mogły finansować zakupy uzupełniające określone braki. Celem jest wypełnienie luk w wyposażeniu, wcześniej zidentyfikowanych przez siły zbrojne każdego z krajów. Tak naprawdę fundamentalnym uzasadnieniem uruchomienia SAFE była potrzeba wzmocnienia europejskich firm obronnych. Mechanizm celuje w przedsiębiorstwa dostarczające określone rozwiązania. SAFE to instrument dla europejskiego przemysłu, co dość jednoznacznie wynika z treści preambuły rozporządzenia.
Zdjęcia: Grupa WB
Skąd pomysł na taki mechanizm wsparcia?
Cała idea wzięła się stąd, że Komisja Europejska (KE), co jest konsekwentnie podkreślane, nie ma kompetencji w polityce zbrojeniowej państw. Jej kompetencje dotyczą przemysłu, a działania Komisji nakierowane są na jego rozwój. Podstawowym warunkiem rozwoju firm jest sprzedaż, która pobudza inwestycje we własne zdolności przemysłowe. Temu właśnie służy instrument SAFE, który jest nadzwyczajną interwencją Komisji Europejskiej i dlatego może zostać wykorzystany na projekty o określonych parametrach – zarówno przedmiotu (produktu), jak i podmiotu (dostawcy).
Podstawowym kryterium wyboru poszukiwanego sprzętu wojskowego jest realna potrzeba. SAFE powstał w odpowiedzi na luki w uzbrojeniu sił zbrojnych państw członkowskich, które zostały ustalone w ramach ich współpracy koordynowanej przez Europejską Agencję Obrony (EDA, European Defence Agency). Stąd kategorie produktów, na które może być przeznaczony SAFE. Na etapie wdrażania Instrumentu poszczególne siły zbrojne doprecyzowały, jakie konkretnie produkty chcą kupić. Tak powstały tzw. „listy SAFE”.
Takie celowane zakupy mają pobudzić inwestycje firm, które są zdolne odpowiedzieć na zapotrzebowanie sił zbrojnych, niezbędne do osiągnięcia gotowości do odstraszania i obrony.
Czy to zakończy procesy wsparcia dla przemysłu europejskiego?
Security Action for Europe to element szerszego programu mobilizacji kapitału, w tym prywatnego, na inwestycje w europejski przemysł obronny. Program ten, łącznie z SAFE, ma sięgnąć 800 miliardów euro. Chodzi o ogłoszony w marcu 2025 roku ReArm Europe 2030.
SAFE ma wyzwolić te inwestycje i stać się – dla konkretnych firm korzystających z instrumentu – swego rodzaju przepustką do większych środków na rozwój. Ma także otworzyć drogę do udziału w wielkich projektach zdolnościowych opartych o europejskie firmy. Nosi to nazwę Europejskie projekty wspólnego zainteresowania, w skrócie EDCPI (European Defence Projects of Common Interest).
Wśród nich będzie projekt „Eastern Flank Watch”, którego elementem może być przeciwlotniczy San, czy „European Drone Defence Initiative”, w których mogą znaleźć się projekty oparte o polskie systemy bezzałogowe.
Projekty te będą finansowane w nowej perspektywie finansowej, na zasadach, które znamy obecnie z projektów infrastrukturalnych.
Czyli SAFE nie jest jedynym projektem? Czy brak udziału w mechanizmie może w jakiś sposób zablokować dalszy rozwój polskich przedsiębiorstw obronnych?
Ogromnym błędem jest próba oceny instrumentu SAFE – pod względem kosztów zadłużenia i przeznaczenia – wyrwana z szerszego kontekstu strategii rozwojowej i nowych instrumentów dla przemysłu. Decyzje podjęte w oparciu o taką punktową ocenę, mogą być bardzo znamienne w skutkach dla przemysłu i gospodarki.
Szczególnie, jeśli pamiętać, że dotychczas jedynie 20 procent wydatków na zakup sprzętu trafiało do polskich firm. Teraz mowa jest o 80 procentach dla krajowych podmiotów! Pieniądze dla rodzimych firm to pieniądze dla polskiej gospodarki, a wtórnie dla budżetu polskiego państwa.
Wydatki zbrojeniowe były wyjęte spod kontroli co do efektów gospodarczych. Decydowała polityka i potrzeby bezpieczeństwo, które jak mawiają „nie mają ceny”. SAFE to krok w kierunku transparentności, rozliczalności i zwiększenia efektywności zakupów dla gospodarki.
Kto nakreślał ramy takiej strategii wsparcia przemysłu w Europie?
SAFE to narzędzie do realizacji „Europejskiej strategii przemysłu obronnego”, przyjętej w 2024 roku. Strategia była wynikiem wieloletnich prac analitycznych prowadzonych w ramach Europejskiej Agencji Obrony, ale też odpowiedzią na dynamicznie rosnące zagrożenia dla bezpieczeństwa Unii i państw członkowskich.
Strategia sama w sobie nie posiada finansowania, ale daje podstawy do tworzenia instrumentów finansowych przeznaczanych na ustalone priorytety. Program ReArm Europe, w tym SAFE, to pierwszy zestaw instrumentów nakierowanych na rozwój europejskiego przemysłu.
Komisji Europejskiej, a Radzie Unii Europejskiej i Wysokiemu Przedstawicielowi Unii. To EDA, od czasu powstania w 2004 roku, czyli prawie dwie dekady przed powstaniem Dyrekcji Generalnej ds. Przemysłu Obronnego i Przestrzeni Kosmicznej, analizowała potencjał europejskiego przemysłu obronnego, jego strukturę i łańcuchy dostaw, zależności międzynarodowe, innowacyjność.
To w Europejskiej Agencji Obrony powstała koncepcja „Europejskiej Obronnej Bazy Technologicznej i Przemysłowej” (EDTIB, EU’s Defence Technological and Industrial Base), jako swego rodzaju mapy zdolności wytwarzania i rozwoju uzbrojenia w Unii Europejskiej.
Analizy pozwoliły policzyć dystrybucję i efektywność wydatków państw członkowskich na obronność, udział firm pozaeuropejskich w europejskich wydatkach zbrojeniowych, zidentyfikować luki w produkcji europejskiej i określić te obszary, które potrzebują wzmocnienia.
Komisja Europejska długo nie interesowała się znaczeniem przemysłu obronnego dla gospodarki, od kiedy to się zmieniło?
Właśnie od roku 2004 wykuwała się polityka przemysłu obronnego w Unii Europejskiej. Miała ona jednak wadę – brak finansowania. Były różne pomysły, jak ten przemysł zbrojeniowy w Unii Europejskiej wzmacniać, natomiast nie było na to realnych środków.
Co prawda pojawiały się instrumenty typu EDIRPA (EU Defence Industry Reinforcement Through Common Procurement Act), a wcześniej ASAP (Act in Support of Ammunition Production), ale były to punktowe finansowania. Nie wystarczały, żeby realnie ta polityka przemysłowa mogła zostać wprowadzona w życie.
No i oczywiście instrument SAFE – uruchomiony w ramach już wspomnianego programu ReArm Europe 2030 – był bezpośrednią odpowiedzią nie tylko na wojnę w Ukrainie, ale przede wszystkim na destabilizację sojuszy międzynarodowych, które nastąpiły po zmianie administracji w Stanach Zjednoczonych.
Opisuje Pani ogromny ekosystem wsparcia państw, bezpieczeństwa i przedsiębiorstw, a w Polsce cały czas dyskutujemy tylko jeden z jego aspektów i to pierwszy. Czy to słuszne?
Ubolewam, że skupiamy się tylko i wyłącznie na instrumencie SAFE, bez zrozumienia szerokiego kontekstu sprawy. To pójście na łatwiznę i szukanie sensacji.
Istotą mechanizmu nie są incydentalne zakupy. To jedynie element konieczny, aby uruchomić współpracę pomiędzy państwami członkowskimi. Mają umożliwić firmom inwestycje w zdolności produkcyjne, a także – co najważniejsze z punktu widzenia przemysłu – stworzyć perspektywę co najmniej kilkuletnich zakupów oraz długofalowej współpracy z siłami zbrojnymi.
Przede wszystkim celem jest wzmocnienie tych firm, które rzeczywiście mogą dostarczyć brakujące rozwiązania, zwłaszcza w obszarze tzw. „wysokich technologii”. Nawet jeśli te podmioty nie są gigantami, to udowodniły swój potencjał i mają szanse na skalowanie swoich produktów w Unii.
To tak trochę jakby odpalić wielki europejski silnik wspomagający obronność?
Tak, to tak jakby odpalić trochę wielki europejski silnik zbrojeniowy. Ale nie myślmy o tym, że ma powstać paneuropejska struktura przemysłowa. To jest nieosiągalne. Interesy poszczególnych graczy i państw, które za nimi stoją, są często, a nawet zwykle rozbieżne – wystarczy spojrzeć na przykład próby ułożenia współpracy firmy Airbus i Dassault nad „Future Combat Air System”.
Czyli każdy cylinder tego silnika byłby w innym państwie?
Z założenia tak, efektem powinna być równomiernie rozłożona struktura zdolności przemysłu, adekwatna do zaspokajania potrzeb sił zbrojnych państw członkowskich. To jest oczywiście stan pożądany, idealny. Wiadomo, że ostateczny efekt będzie uzależniony od bardzo wielu czynników i nie należy się spodziewać, że ten europejski tort zostanie zgodnie podzielony. O swój udział w nim walczą poszczególne firmy, ze wsparciem swoich państw.
To jak zostanie wykorzystany instrument SAFE i jakie procesy on zainicjuje w Polsce, będzie zależało w pierwszej kolejności od decyzji zakupowych Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) oraz zdolności do włączenia produktów polskich firm we wspólne zakupy. To punkt wyjścia do myśleniu o poważniejszych projektach zdolnościowych (EDPCI). W tym samym czasie resort Obrony Narodowej powinien zabezpieczyć włączenie tych produktów we współpracę międzynarodową i w projekty, które będą składały się na EDPCI. Istotne dla polskiego przemysłu projektu powinny zostać przyjęte przez Radę UE w bieżącym roku.
Rezultat tych będzie pochodną z jednej strony chęci resortu Obrony Narodowej do promowania rodzimych firm w pozycji lidera lub kluczowego uczestnika projektów zdolnościowych i współpracy operacyjnej sił zbrojnych w UE, a z drugiej strony skuteczności tych działań, we współpracy z polskimi firmami. Ale równocześnie, to przedsiębiorstwa muszą wykazać się zdolnością do dostarczenia produktów odpowiadających wymaganiom wojska oraz umiejętnością poruszania się po zawiłościach zasad związanych z kształtowaniem tej polityki i jej instrumentami.
Ale część państw nie zdecydowała się na uczestniczenie w mechanizmie SAFE. Czy to nie zakłóci całego procesu?
To, że niektóre państwa nie weszły do SAFE jest decyzją polityczną, ale też ekonomiczną. Zdecydowały się w inny sposób finansować zakupy rozwój swojego przemysłu, prawdopodobnie z jeszcze większymi preferencjami swoich firm względem tego, co planuje polski rząd.
Czy rezygnacja z SAFE oznaczałaby, że Polska jeszcze bardziej preferowałaby polskie firmy?
Doświadczenie temu przeczy. Ale nie wyklucza to tych państw z udziału we wspólnych zakupów, a firm z udziału we wspólnych zakupach.
Z perspektywy przyszłości przemysłu obronnego jeszcze bardziej istotny jest program EDIP (European Defence Industry Programme), który zostanie alokowany częściowo może jeszcze w tym roku. Będzie preferował współpracę firm i wspólne zakupy.
Bez programu SAFE jest mało prawdopodobne, czy nawet nie jest prawdopodobne, że polskie firmy będą w stanie skutecznie startować w programie EDIP. A to wykluczy je z finansowania i udziału w kolejnych europejskich projektów.
Jakie mogą być tego efekty przekonaliśmy się na przykładzie programu ASAP dotyczący finansowania zdolności produkcyjnych, w których polska spółka Dezamet z PGZ pozyskała jedynie grant w wysokości jedynie 2,13 milionów, a niemiecki Rheinmetall otrzymał aż 130 mln euro na budowę, w konsorcjach, fabryk w Niemczech, Węgrzech, Rumunii i Hiszpanii.
Czyli myśmy się skupili na pewnym rodzaju wstępie, a tam za tym jest jeszcze taki większy mechanizm…
Dalej jest większy mechanizm, ale też wstecz jest wielki mechanizm, w którym Polska do tej pory nie uczestniczyła. Trzeba sobie to szczerze powiedzieć: mamy ogromną rentę zapóźnienia w poruszaniu się właśnie po polityce przemysłowej europejskiej, która wynikła pewnie po części z nieznajomości czy zaniechań, ale też pewnie z braku odpowiednich kompetencji i wiedzy na temat przemysłu obronnego. Oraz z braku własnej polityki przemysłowej i priorytetów w odniesieniu do przemysłu obronnego.
Dla nas jest to takie wielkie zaproszenie, żeby wejść na europejskie salony i z jednej strony dla wojska, i z drugiej strony dla przemysłu?
Tak, dokładnie. Dla polskich firm to jest otwarcie możliwości – z których trzeba umiejętnie skorzystać. Po pierwsze, do udziału w zakupach na rynku europejskim, co jest, jak wiadomo niezwykle trudne. Po drugie, to szansa dla polskiego wojska, które ma wymierne sukcesy we wprowadzeniu innowacyjnych produktów współtworzonych z krajowymi firmami. Szczególnie mówimy o tych innowacyjnych.
Proszę zwrócić uwagę, że instrument SAFE jest w dużej mierze kierowany na rozwiązania takie, jak: systemy bezzałogowe, amunicję krążącą, systemy antydronowe. Czyli te właśnie rozwiązania, które jednak są nowością swego rodzaju w siłach zbrojnych. Te produkty mogłyby się stać się teraz przedmiotem standaryzacji i zwiększania interoperacyjności wojsk sojuszniczych. Mogłyby być dalej rozwijane w ramach długofalowej, wieloletniej współpracy.
Teraz siły zbrojne wykorzystują różne systemy uzbrojenia, co powoduje defragmentację przemysłu, wysokie koszty produkcji, nieefektywność zakupów. A także przeszkodę we współpracy operacyjnej i reagowaniu w razie zagrożenia i realnego konfliktu.
Ale mówimy o tym, co już w Europie było? Czy chcemy wzmocnić silnych, czy pozwolić na wzmocnienie słabszych czy średnich? Jak to ma wyglądać?
Na pewno kluczowym partnerem do rozmowy dla Komisji Europejskiej są duże podmioty. Komisja współpracuje z dużymi firmami, z którymi wypracowuje mechanizmy dla nowych programów, ale słucha też mniejszych firm. Jest to oczywiście efekt pracy dużych podmiotów, które mają zupełnie inne uwarunkowanie, ale też otwarcie rynku dla nowych firm – tzw. mid-capów, dla małych i średnich przedsiębiorstw, ale też dla startupów.
Warto zwrócić uwagę na to, że w dokumentach unijnych mówi się o takiej kategorii podmiotu jak „lider technologiczny”. Czyli kryterium nie jest tylko to, czy firma jest duża, mała, czy jest zasiedziała, czy jest takim nowym podmiotem na rynku, ale intencja, żeby powstawali liderzy technologiczni w swojej dziedzinie. Żyjemy w czasach dynamicznej transformacji technicznej, która w ostatnich latach wyraźnie przyspieszyła.
Wiadomo, że istnieją nowe rozwiązania, które będą nadal rozwijane, często w zaskakujących kierunkach. Tutaj lepsze mogą być podmioty, które nie są dużymi podmiotami, tylko właśnie nowymi, innowacyjnymi firmami. I to szczególnie na nich jest skupiona, czy powinna być skupiona uwaga decydentów.
Ale to o jakiej perspektywie mowa? Bo wiadomo, w jakiej perspektywie rozważamy ten wstęp, czyli mechanizm SAFE. A dalszy, czy tam jest już coś wyznaczone, jakiś czas?
Instrument SAFE i zakupy w jego kontekście zdefiniują się w tym roku, w 2026. Również w tym roku dojdzie do bardzo ważnych decyzji na poziomie europejskim. Zostaną zatwierdzone wyżej wspomniane projekty EDPCI. To będą flagowe projekty, wokół których skupi się uwaga i inwestycje. To nowego typu programy współpracy przemysłowej, tzw. europejskie programy wspólnego zainteresowania, które w pewien sposób zdefiniują podział zdolności, czy nawet swego rodzaju podział rynku.
Czyli ktoś, kto nie dołączy dzisiaj nie tylko traci kilka lat, ale też traci całą przyszłość?
Ten, kto nie dołączy dzisiaj, może nie gwałtownie, ale na pewno będzie tracił pozycję i w przyszłości być może rynek. Dlatego, że cała uwaga zostanie skupiona w tej dziedzinie właśnie wokół „liderów technologicznych”. To oni będą wspólnie ze swoimi użytkownikami współpracować nad rozwojem.
Czyli nie tylko państwo, nie tylko siły zbrojne, ale też firmy z danego państwa będą firmami drugiej kategorii?
Tak jest, tutaj nie ma co niuansować. Dokładnie tak to się zdarzy. Oznacza to też, że formuły współpracy będą różnorodne. Duże firmy będą współpracować na zasadzie, które nazywamy partnerstwem publiczno-prywatnym, czyli to oni będą jakby wyznaczeni do tego, żeby współpracować z państwem członkowskim. Innymi słowy, jeszcze przekładając na praktykę: nie będą startować w przetargach.
A mniejsze firmy – w zależności od tego, jak ułożą się w tym ekosystemie – które będą oferowały rozwiązania, które mają dużą konkurencję, będą startowały po prostu w zamówieniach publicznych.
To jest taki skrajny obraz, czyli duże firmy wyznaczone i takie już ukonstytuowane jako partner technologiczny i inne firmy, które będą konkurowały na rynku na zasadzie właśnie udziału w konkurencyjnych przetargach.
Mowa jest o podmiotach z danego państwa. Jak to należy zrozumieć? Czy to są podmioty, w którym kapitał jest z danego państwa? Czy to są podmioty na terenie danego państwa? Kto skorzysta z tego? Czy na przykład mogą skorzystać państwa spoza Europy, które założą tutaj jakąś filię?
Jeżeli chodzi o tych, którzy mogą skorzystać czy z instrumentów SAFE, czy innych instrumentów, które za chwilę będą na stole, to zostały wprowadzone „kryteria kwalifikacji do instrumentu”.
Powiedziałabym obrazowo, że to jest taki europejski odpowiednik amerykańskiego podejścia, ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. Natomiast cel jest ten sam: żeby środki, wydawane przez państwa Unii Europejskiej, zostawały w Unii Europejskiej.
W związku z tym kryteria dotyczą zarówno produktów, które muszą w 65 procentach być zakwalifikowane jako europejskie, ale też podmiotów. Firmy również powinny być kontrolowane na terenie Unii Europejskiej czy Ukrainy, bo tutaj jeszcze mamy aspekt ukraiński.
A czym jest aspekt ukraiński? To podatnicy z państw Unii będą wspierali firmy z Ukrainy?
Taka została podjęta decyzja, że Unia Europejska zmierza do integracji przemysłu ukraińskiego z europejskim. W związku z tym firmy i produkty ukraińskie mają dość zbliżone kryteria kwalifikacji (Ukraina przedstawiła projekty przemysłu obronnego do finansowania w ramach inicjatywy SAFE).
A na ile wymogi dotyczące pochodzenia komponentów i kontroli łańcucha dostaw realnie mogą wzmocnić rodzimą produkcję w każdym państwie europejskim?
Z perspektywy wszystkich graczy, którzy tworzą innowacyjne rozwiązania sami i posiadają własność intelektualną w kraju – mówimy tu o Polsce na przykład – i którzy rzeczywiście są innowatorami, a nie tylko dystrybutorami, to jest gigantyczna szansa!
Jeszcze nigdy nie mogliśmy rozmawiać o polityce przemysłowej tak, że preferujemy firmy, które lokalnie wytwarzają wartość. Bo jeżeli mówimy o instrumencie SAFE, który jest elementem całości, to ma na celu promowanie, czyli zatrzymywanie wartości dodanej w Unii Europejskiej. Czyli własności intelektualnej i innowacyjności.
To, w jaki sposób to się urzeczywistni, zależy od tych, którzy w rynku uczestniczą, czyli od firm: od tego czy będą potrafiły z tego skorzystać. Czy poradzą sobie z poruszaniem się po tych wszystkich zależnościach. Oczywiście bardzo dużo zależy także od wojska, czy będzie miało takie bezpieczne, stałe ramy i bezpieczne warunki do współpracy z przemysłem.
Kryteriami powodzenia instrumentu SAFE i w ogóle instrumentów unijnych, jest stworzenie bezpiecznego ekosystemu prawnego i administracyjnego dla tych, którzy w tym uczestniczą. Bo dla biznesu nie ma nic gorszego niż niestabilność.
Pani cały czas opisuje wielki eksperyment i jego mechanizmy. Podkreśla zalety dołączenia, ale i związane z tym wyzwania. Ale sam projekt wzbudził w Polsce wiele emocji.
Kontrowersje wokół instrumentu SAFE wynikają przede wszystkim z nieznajomości szerszego kontekstu. Można krytykować różne pomysły, które pojawiały się na poziomie europejskim, że „godzą w naszą suwerenność” i tak dalej, ale to jest fałszywe postawienie sprawy. To bardzo spójne i logiczne rozwiązania. Nie mamy gwarancji, że inne będą lepsze. Czyli mamy system podejścia do rozwoju europejskiego potencjału, tylko trzeba go rozumieć i umieć w nim uczestniczyć.
Wydaje się, że to ogromne wyzwanie dla wojska, administracji i firm. Czy cała ta trójka graczy musi ze sobą bardzo blisko współpracować?
Tak, jest to wyzwanie dla wszystkich podmiotów, które w tym uczestniczą – dla firm, dla wojska i dla administracji. Tutaj jednak jeszcze trzeba mieć na względzie nie tylko aspekt militarny czy przemysłowy, ale też korzyści dla gospodarki.
Warto podkreślić, że jeżeli środki pochodzące z programów unijnych trafią do polskich firm i do krajowych projektów, będą dobrze policzone. Analiza będzie dotyczyła, jakie podatki będą płacone, ile osób będzie zatrudnionych, czy firma będzie rozwijała innowacje, czy prowadziła projekty badawczo-rozwojowe i czy zwiększy swoje zdolności eksportowe. Tylko wówczas pożyczka na zakupy, którą zaciągniemy w ramach SAFE będzie miał sens – bo stanie się też inwestycją mającą realny wpływ na gospodarkę.
Można tak patrzeć na każde środki wydawane przez państwo – czy to będzie ten instrument, czy inny. Uważam, że warto podnieść dyskusję nad tym, czy powinniśmy koncentrować się tylko na zakupach, czy może zrozumieć, że tak naprawdę większe projekty realnie przyczyniają się do budowania siły gospodarczej państwa.
No dobrze, a co by się stało, jeżeli Polska by nie weszła do tego mechanizmu? Czy to się przekłada na jakieś inne programy, które już się toczą?
Nie wiemy dokładnie, co to oznacza, ale to na pewno bardzo duże zawirowania. Zakładam, że nastąpi wówczas potrzeba całkowitej rewizji planów zakupowych sił zbrojnych, również pod kątem tych programów, które nie były uwzględnione w SAFE.
Pierwszy z brzegu i chyba najważniejszy to jest program pozyskania nowych okrętów podwodnych Orka. Nie on jest finansowany z SAFE, ale jeżeli zabraknie środków z tego instrumentu na zakupy innych zdolności, które wojsko sobie właśnie zaplanowało, można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że program również będzie musiał być w pewien sposób poddany ponownej ocenie. Czy dalej pozostaje dużym priorytetem, czy też nie.
Zyski z samego instrumentu SAFE są takie, że polski przemysł uzyska dynamikę rozwoju, która jest w tym momencie kluczowa dla bezpieczeństwa państwa.
Ale to też nie jest tak, że jak zainwestujemy w SAFE czy EDIP, to nie możemy kupić nic innego, prawda? Na przykład od innych partnerów.
Możemy kupić, co chcemy i na co nas stać. Natomiast teraz ważny jest czas, budowa własnych zdolności oraz takie zakupy i inwestycje, które nie będą tylko kosztem i zadłużać państwo na długie lata, ale będą impulsem dla polskiej gospodarki.
Kontrowersje wokół instrumentu SAFE na pewno temu nie służą. Rozwiązaniem byłoby przyjęcie priorytetów rozwojowych dla polskiego przemysłu, wyznaczenie rodzimych liderów technologicznych w zakresie tych priorytetów i wprowadzenie rozwiązań, które będą wspierały realizację priorytetów.
Jednocześnie trzeba przyjąć założenie, że każdy zakup, każda inwestycja publiczna przekładają się na realne korzyści dla polskiej gospodarki. Korzyści te powinny w krótkim, średnim i długim terminie przyczynić się do zwrotu inwestycji do budżetu państwa. A te pozwolą spłacić zadłużenie i utrzymywać systemy uzbrojenia oraz pokryć koszty personelu, w tym urzędników, którzy – także teraz – podejmują decyzje.
Uważam, że to powinien być punkt wyjścia do wszelkich decyzji – zarówno strategicznych, jak i odnoszących się do konkretnych projektów. Na poziomie strategicznym, nie mam wątpliwości, że SAFE to dobre rozwiązanie, ale muszą iść za tym dalsze działania, które nie zmarnują potencjału rozwoju polskiego przemysłu.
Dziękuję za rozmowę.
Czytaj także:
- Parlament Europejski chce szybkiego utworzenia tzw. militarnej strefy Schengen. Ma to przyspieszyć transfer wojska i sprzętu
- (Nie) przyjdzie Niemiec i wszystko zabierze
- Otwarte testy bezzałogowych systemów uzbrojenia na poligonie WITU
- Program SAFE (Security Action For Europe) jako fundament nowej europejskiej architektury zbrojeniowej i suwerenności przemysłowej
- Portugalia kupi transportery opancerzone GTK Boxer w programie SAFE
- Nie taki zły SAFE jak go (niektórzy) malują
- Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego – wśród tematów SAFE
- MON: SAFE zwiększa potencjał obronny i przemysłowy naszego kraju
- Rumunia ujawniła listę zakupów w programie pożyczkowym SAFE
- Komisja Europejska zatwierdziła polskie wnioski do programu SAFE
- Nowy gracz na rynku 155 mm: Grupa WB zapowiada produkcję pocisków
