Przejdź do serwisu tematycznego

Kryzys migracyjny – nowy czynnik białoruskiej polityki

Kryzys na polsko-białoruskiej granicy związany z migrantami pragnącymi się dostać na terytorium Unii Europejskiej jest odbierany jako kolejna fala ruchów rozpoczętych w 2015. Tym samym spotyka się z dużym zainteresowaniem stolic europejskich, które w przypadku przedarcia się na teren UE, staną się celem podróży migrantów.

Obecne wydarzenia to nie pierwszy tego typu przypadek od wspomnianego 2015. Przypadki przedostawania się ludzi na terytorium Grecji i Włoch z północnej Afryki są właściwie codziennością. Co jednak sprawia, że obecny kryzys migracyjny, choć nie osiąga takiej skali jak sześć lat temu, spotyka się z taką atencją? Powodów można wymienić kilka.

Pierwszym i najważniejszym, z punktu widzenia Polaków, jest fakt, że wydarzenia, o których mowa mają miejsce na naszej granicy, a Polska oraz Litwa, stały się punktem tranzytowym na szlaku migracyjnym. Według oficjalnych informacji z listopada 2021 Polska odnotowała 24 500 prób przekroczenia granicy z Białorusi. Ponad połowa przypadków miała miejsce w październiku, w porównaniu do zaledwie 120 próbami w roku ubiegłym.

Drugi powodem jest fakt, że presja na polskie granice jest sterowana bezpośrednio przez władze Białorusi. Mińsk za pomocą migrantów dąży do destabilizacji UE, a przede wszystkim, pod wpływem nacisku na instytucje europejskie, chce zrealizować własne cele polityczne jakimi są zniesienie sankcji oraz uznanie prezydentury Aleksandra Łukaszenki.


Polscy żołnierze wspierający Straż Graniczą w ochronie granicy polsko-białoruskiej / Zdjęcie: MON

Geneza

Sprawujący swoją funkcję, nieprzerwanie od 1994, Łukaszenka od lat za fundament swoich rządów obrał lawirowanie między Zachodem, rozumianym jako Unia Europejska, a Rosją. Skuteczne przechylanie szali z jednej strony na druga zapewniło mu bezpieczeństwo, pomimo przezwiska ostatni dyktator Europy oraz zarzucania mu fałszerstw wyborczych. Europa widziała w Łukaszence szansę na wciągniecie Białorusi we własną strefę wpływów. Dla Władimira Putina wszyscy kontrkandydaci jacy startowali w wyborach na Białorusi przejawiali zbyt prozachodni kurs, co w przypadku wygranej spowodowałoby wyjście tego państwa spod moskiewskiej kurateli. Łukaszenka był postrzegany w Rosji jako gwarant status quo. Sytuacja uległa jednak zmianie. Przesądziły o tym dwa wydarzenia, których następstwem była polityczna izolacja Białorusi.

Pierwszym okazały się jawnie sfałszowanie wybory prezydenckie, w których dotychczasowy przywódca otrzymał 80% głosów. Były one poprzedzone jawnym prześladowaniem opozycji, w tym aresztowaniem kontrkandydata do urzędu – Siergieja Cichanouskiego. Internowanego zastąpiła jego żona Swietłana, wokół której zjednoczyła się antyrządowa opozycja. Według niektórych informacji mogła ona otrzymać ponad 70% głosów. Nie przeszkodziło to jednak Łukaszence ogłosić się zwycięzcą a kontrkandydatka musiała udać się na emigrację na Litwę. Skutkiem działań Mińska było nieuznanie pozycji Łukaszenki przez Unię Europejską oraz nałożenie na nich sankcji, w tym na samego Łukaszenkę, jego syna i doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Wiktora oraz 179 osób i podmiotów związanych z białoruską władzą.

Drugim powodem politycznej izolacji Białorusi był akt państwowego terroryzmu, jakim było zatrzymanie opozycjonisty Romana Protasiewicza udającego się z Grecji na Litwę. Białoruskie lotnictwo wojskowe zmusiło samolot pasażerski linii Ryanair do lądowania na terytorium Białorusi, gdzie opozycjonista został aresztowany. W odpowiedzi UE zakazała białoruskim linią lotniczym korzystania z lotnisk znajdujących się na terenie wspólnoty, a tym samym wlatywania na teren Unii.

Migranci

Pierwsze informacje o zwiększonej liczbie osób pochodzących z Bliskiego Wschodu, próbujących dostać się na teren UE przez Białoruś pojawiły się w czerwcu br. Z każdym kolejnym dniem zwiększała się ich liczba, tym samym państwa takie jak Litwa, Łotwa czy Polska musiały stanąć na straży własnych granic broniąc jednocześnie granicy Unii Europejskiej.

Grupy te określane pod szerokim pojęciem uchodźców nie pojawiły się przy polskiej granicy nagle. Mniejsze lub większe grupy ludzi szukających lepszego, bezpieczniejszego, czy wygodniejszego życia pojawiają się nie przerwanie od wielkiej fali 2015.

Przemyt migrantów z Afryki do Europy jest świetnie zorganizowany przy współpracy organizacji międzynarodowych. Liczba ludzi, którzy napłynęli do Europy w 2015 wstrząsnęła mieszkańcami starego kontynentu. Ich zachowanie, pozycja roszczeniowa i brak poszanowania kultury społeczności, w których się znaleźli, bardzo szybko przerodził się w niechęć obywateli UE. Dodatkowo informacje o łamaniu przez nich prawa, atakach czy tuszowaniu informacji o popełnianych przez nich przestępstwach bardzo szybko doprowadziły do odwrócenia się tendencji społecznych z welcome refugees do wzrostu nastrojów ksenofobicznych i nacjonalistycznych.


Koczowisko migrantów po białoruskiej stronie granicy obserwowane przez funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy Wojska Polskiego / Zdjęcie: Straż Graniczna

Przy czym należy w podkreślić, że odwrót ten nastąpił w dużej mierze w państwach tzw. Starej Europy, obciążonych postkolonialnym dziedzictwem, które od kilkudziesięciu lat przyjmują obywateli pochodzących spoza Europy, by następnie nadawać im obywatelstwo. Kraje Nowej Europy – czyli przyjęte do UE po 2000, od początku były oporne i sceptyczne, a wręcz niechętne wobec nakazów relokacji uchodźców. Kraje takie jak Polska, Węgry, Litwa, Czechy czyli te jednolite etnicznie i kulturowo, nieobciążone historycznym długiem wobec dawnych kolonii, których nie posiadały, nie zgodziły się na przyjmowanie ludzi pochodzących z Afryki czy Azji.

Zatrzymanie fali uchodźców po 2015 nie spowodowało, bynajmniej, zaniku zjawiska. Nie osiągało ono jednak takich rozmiarów. Przypadek Białorusi jest właściwie pierwszym o takiej skali. W porównaniu do wydarzeń sprzed sześciu lat zjawisko można określić jako marginalne i znikome, jednak jego forma i doświadczenia wyniesione z poprzedniej fali spowodowały znaczy wzrost zainteresowania wydarzeniami na polsko-białoruskiej granicy.

Sytuacja, która ciągle ma miejsce, jest o tyle wyjątkowa, że biznes jakim zawsze była nielegalna migracja, zyskał wsparcie organizacji państwowej. Migranci zyskali pomoc Mińska, który w ten sposób zaczął spełniać swoje groźby z lat poprzednich. Łukaszenka wielokrotnie groził Europie, że tylko on chroni ją przez zalewem narkotyków i migrantów z Azji i Bliskiego Wschodu. Nieuznawany przez państwa europejskie, obłożony sankcjami dyktator postanowił zmusić Unię do uzyskania legitymizacji swojej prezydentury, tym samym to wyjścia z politycznej izolacji, do której doprowadziły jego własne działania.

Już w sierpniu br. Białoruś złagodziła przepisy wizowe, dzięki czemu przyciągnęła szereg ludzi chcących dostać się do UE. Jednocześnie pojawiły się biura podroży oferujące przelot i zakwaterowanie w rządowych hotelach, na terenie Białorusi. Doprowadziło to do pojawienia się osób z Libanu, Syrii, Turcji i Iraku. W późniejszym czasie okaże się, że ludzie ci posiadają wbite w paszporty białoruskie wizy turystyczne.


Migranci z Bliskiego Wschodu na terenie Białorusi w rejonie granicy z Polską / Zdjęcie: MON

Akcja została zorganizowana bardzo sprawnie i spotkała się z dużym zainteresowaniem. Tereny Syrii od dekady znajdujące się w stanie wojny domowej, w wyniku Arabskiej Wiosny, są na tyle niebezpieczne, że wiele osób jest zdecydowanych dostać się do UE. Jeżeli chodzi o migrację z Turcji to nie mam na myśli Turków, których zdecydowana większość nie chce się udawać do UE, ale ludzi znajdujących się w obozach dla uchodźców na tureckim terenie. W Turcji znajduje się ponad milion uchodźców z sąsiednich państw ogarniętych wojną. Warunki w obozach, w których mieszkają są straszne. Przeludnienie, kradzieże, zabójstwa, narkotyki i gwałty powodują, że chętnych do ich opuszczenia jest wielu. Kiedy pojawiła się możliwość dotarcia do UE przez Białoruś wielu ludzi widziało w tym swoją szansę.

Wśród osób na polsko-białoruskiej granicy znajdują się, również Irakijczycy, zwłaszcza Kurdowie. Chociaż Irak formalnie nie znajduje się w stanie wojny, to interwencja NATO pod amerykańskim przywództwem doprowadziła do usunięcia Saddama Husajna, tym samym do destabilizacji sytuacji w państwie i regionie. Prześladowani za rządów dyktatora Kurdowie nie odczuli znaczącej zmiany swojej sytuacji. Dotychczas szykanowani szyici stanowiący większość wyznaniową Iraku, postanowili się odegrać na sunnickich zwolennikach Husajana. Kiedy dołoży się do tego niechętne Irakowi państwa w regionie, aktywność Turcji i Egiptu, które chcą zdominować Irak, działalność tzw. Państwa Islamskiego, powstała mozaika grup interesów zwalczających się nawzajem. Niepewna sytuacja społeczno-polityczna i wynikające z tego poczucie braku bezpieczeństwa sprawia, że wśród migrantów jest wielu Irakijczyków. Jak informuje rzecznik Rządu Regionalnego Kurdystanu, nawet 8000 ludzi z kurdyjskiego regionu w północnym Iraku mogło skorzystać z oferty Białorusi.

Wydarzenia mające miejsce na granicy zbiegły się z wycofaniem sił NATO z Afganistanu i błyskawicznym zajęciem tego państwa przez Talibów. Upadek rządu doprowadził do ucieczki z kraju prezydenta Aszrafa Ghaniego. Mimo zapewnień Talibów o braku zagrożenia dla cywilów, ci zdecydowali się na opuszczenie kraju. O sytuacji wiele mówiły nagrania z kabulskiego lotniska, na którym Afgańczycy gromadzili się, licząc na możliwość ucieczki z kraju. Za pomocą serwisów społecznościowych przekazywano filmy, na których zdesperowani ludzie próbowali opuścić Kabul na skrzydłach samolotów, z których spadali po starcie. Według informacji podanych przez Business Insider powołując się na dane Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR), tylko w tym roku w Afganistanie przybyło ok. 400 tys. wewnętrznych uchodźców. Łącznie w wyniku wieloletnich konfliktów do innych afgańskich miejscowości i za granicę przenieść się musiało 5 mln Afgańczyków. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji ocenia z kolei, że co tydzień z kraju wyjeżdża ok. 30 tys. obywateli. Głównie do państw sąsiedzkich, Pakistanu, Tadżykistanu i Iranu, a także Turcji. ONZ szacuje dodatkowo, że w wyniku pogorszenia się sytuacji uciekać z kraju będzie musiało kolejne pół miliona mieszkańców. Jednym z kierunków tej migracji jest Europa.

Świadomość zagrożenia stała się realna dla przywódców europejskich. Grecki minister ds. migracji Notis Mitarachi mówił, że UE nie poradzi sobie z powtórką kryzysu migracyjnego z 2015 i musi spróbować powstrzymać Afgańczyków przed ucieczką. Niels Annen, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec, stwierdził, że naiwnością byłoby wierzyć, że przemoc Talibów w Afganistanie nie będzie miała żadnych konsekwencji dla polityki migracyjnej1.

Decyzje Łukaszenki umożliwiły Afgańczykom proste rozwiązanie polegające na dostaniu się na teren Unii przez Białoruś, zamiast dotychczas wykorzystywanego szlaku bałkańskiego. Efekt był natychmiastowy, wystarczy wspomnieć, że od początku roku do chwili przygotowywania niniejszego tekstu białorusko-litewską granicę nielegalnie przekroczyło już ponad 4 tys. imigrantów. W całym 2020 zatrzymano tymczasem jedynie 81 osób. Podobnie sytuacja wygląda na polskiej granicy.

Zarówno Łukaszenka jak i rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powiedzieli, że napływ migrantów wynikał z prowadzonych przez USA wojen w Iraku i Afganistanie oraz wspieranych przez Zachód powstań Arabskiej Wiosny na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Dodatkowo Ławrow zaapelował do UE o udzielenie Białorusi pomocy finansowej w radzeniu sobie z napływem. Podobną obawę wyraziły polskie władze. Mateusz Morawiecki w listopadzie stwierdził, że istnieje groźba wykorzystania afgańskiego kryzysu jako nowego aktu w kryzysie migracyjnym, wykorzystując wyrzuty sumienia Zachodu z bezładnym wycofywaniem się z Afganistanu2.

Eskalacja działań na granicy nastąpiła wraz z aktywnym zaangażowaniem się przedstawicieli sił białoruskiego aparatu państwowego w postaci sił OMONu3. Do zadań funkcjonariuszy należało dostarczanie przebywającym na granicy ludziom materiałów do niszczenia zasieków, nożyc do cięcia drutów kolczastych oraz aktywne ataki na przedstawicieli polskiej Straży Granicznej i wojska. Nagrania z granicy pokazywały użycie lamp stereoskopowych i laserów do oślepiania strażników a ponadto dołożono elementy wojny psychologicznej takie jak nagrania płaczu dzieci.


Po incydentach z symulowanym oddawaniem strzałów w kierunku funkcjonariuszy Straży Granicznej na granicy polsko-białoruskiej pojawiły się specjalne stanowiska zapewniające bezpieczeństwo strażnikom granicznym / Zdjęcie: Straż Graniczna

Sami migranci także zostali wykorzystani, nie rzadko wbrew swojej woli, jako narzędzie do walki. Zorganizowanymi transportami zostali przetransportowani z Mińska na granicę, następnie zmuszeni do szturmowania zasieków. Wobec opornych białoruskie siły stosowały przemoc. Dotyczyło to głównie osób uciekających ze swoich państw przez zagrożeniem życia. Ci, którzy przybyli na granicę z rodzinami, wobec niemożliwości dostania się na teren UE oraz uniemożliwieniem wycofania się z terenów przygranicznych znaleźli się w potrzasku.

Z różnych źródeł jest znany przykład migranta, który zgłosił się po azyl na Białorusi, aby tam zostać jako w państwie nieobjętym stanem wojny – co zgodnie z prawem międzynarodowym przysługuje osobom, których życie jest zagrożone. Mińsk nie tylko takiego azylu nie przyznał, ale natychmiast deportował zainteresowanego z powrotem do jego kraju, łamiąc tym samym międzynarodowe konwencje4.

Innym, głównie mężczyznom w sile wieku, w terminologii neoliberalnej lewicy zwanych – lekarzamiinżynierami, białoruskie służby zapewniły szkolenia z zadawania ciosów nożami w odsłonięte części ciała polskich żołnierzy i funkcjonariuszy.


Policjanci zabezpieczający przejście graniczne w Kuźnicy Białostockiej / Zdjęcie: Policja Państwowa

Coraz bardziej napięta sytuacja groziła eskalacją konfliktu, być może z przyczyn naturalnych lub co bardziej prawdopodobne – wskutek prowokacji. Faktem jest, że każdy wzrost napięcia w Europie Wschodniej automatycznie prowadzi do pogorszenia stosunków między Rosją a Zachodem, nawet jeśli Moskwa nie odegrała w tym bezpośredniej roli.

W listopadzie nastąpiła dwutorowa ofensywa dyplomatyczna. Z jednej strony doszło do rozmów polskich władz, coraz bardziej popieranymi przez państwa UE, ze swoimi odpowiednikami z państw bałtyckich. Ustalono solidarne wsparcie i brak zgody na akceptację polityki władz białoruskich. Z drugiej strony doszło do rozmów na linii kanclerz Angeli Merkel z Aleksandrem Łukaszenką. Obydwa wydarzenia przyczyniły się, na dzień dzisiejszy, do chwilowego zmniejszenia napięć na granicy.

Rola polskiego premiera w połączeniu z działaniami prezydenta jest znana, warto jednak zwrócić uwagę na działania dyplomatyczne Unii Europejskiej, które doprowadziły do zawieszenia lotów na Białoruś. Rozwiązanie to było od samego początku proponowane przez Litwę, która wraz z sąsiednimi państwami prezentowała doktrynę jastrzębi wobec agresywnych działań Łukaszenki. Efektem było zawieszenie lotów do Mińska przez Tureckie władze lotnictwa cywilnego, które ogłosiły zakaz lotów na Białoruś dla obywateli Iraku. Podobnie postąpiły Zjednoczone Emiraty Arabskie, które nie dopuściły obywateli Jemenu, Syrii, Afganistanu i Iraku do Europy. Podobnie postąpiły syryjskie linie lotnicze Cham Wings Airlines.

Działania niemieckiej kanclerz nie spotkały się jednak z taką aprobatą na jaką mogła liczyć, poza Mińskiem. Angela Merkel wchodząc w kontakt z sankcjonowanym Aleksandrem Łukaszenką, de facto uznała jego przywództwo na Białorusi, co natychmiast rozkolportowała białoruska machina propagandowa. Ponadto Merkel poprosiła o pomoc w rozwiązaniu problemu prezydenta Rosji Władimira Putina.

Inną kwestią była rzekoma obietnica o chęci przyjęcia 2000 migrantów przez Niemcy jeżeli Białoruś odeśle do kraju 5000 kolejnych osób przebywających na jej terenach. Informacja ta wywołała burzę w Niemczech i szybko została zdementowana przez ministra spraw wewnętrznych RFN Horsta Seehofera. Pavel Usau, szef Centrum Analiz Politycznych i Prognoz z siedzibą w Polsce, stwierdził, że Łukaszenka oczekuje, że UE ulegnie presji i poprosi Polskę o zezwolenie migrantom na wjazd do Niemiec. Jednak Unia zdaje sobie sprawę, że umożliwiłoby to Łukaszence wyłonienie się jako zwycięzca i zachęciłoby go do dalszych takich kroków, zwiększając liczbę migrantów do dziesiątek tysięcy.

Także UE zgłosiła sprzeciw wobec działań niemieckiej kanclerz z uwagi na brak zgody na wypowiadanie się w imieniu całej Wspólnoty Europejskiej. Merkel wobec krytyki wycofała się z proponowanych rozwiązań, natomiast można mieć pewność, że te argumenty będą wielokrotnie przytaczane przez reżim białoruski. Innym efektem podjętych działań były pierwsze powroty migrantów do ojczystych krajów organizowanych przez ich rządy.


Straż Graniczna wykorzystuje różne środki pomocnicze do strzeżenia polskiej granicy / Zdjęcie: Straż Graniczna

Co dalej? Jaka jest rola Rosji?

Apel do prezydenta Rosji był próbą przeniesienia problemu ponad głowy Polski a nawet Unii Europejskiej. Polska oskarżyła Władimira Putina o wspieranie agresywnych działań Łukaszenki wobec naszego państwa, ale oskarżenie to zostało w sposób oczywisty przez stronę rosyjską odrzucone. Również w tej sprawie stanowisko UE jest sceptyczne ponieważ, zdaniem unijnych polityków, nie ma jednoznacznych dowodów na zaangażowanie Putina w wydarzenia na granicy z Białorusią. Łączone Niemcy i Rosję wspólne interesy ekonomiczne z dystrybucją paliw naturalnych na czele powodują, że Niemcy zdecydowanie odrzucają, przynajmniej oficjalnie, oskarżenia stawiane wobec Rosji. Innego zdania są państwa bałtyckie mające wiele wieków doświadczenia z agresywnym sąsiadem.

Należy zastanowić się jaka jest rola Rosji podczas obecnego kryzysu. Dla Białorusi Federacja Rosyjska jest najbliższym partnerem i sojusznikiem, jednocześnie Aleksander Łukaszenka od lat usilnie stara się nie doprowadzić do całkowitego podporządkowania Białorusi Moskwie, co ta stara się osiągnąć przez nabycie większościowych udziałów w kluczowych aktywach państwa białoruskiego. Jednocześnie obydwa państwa są połączone sojuszem wojskowym i prezentują twardą retorykę anty-NATO.


Żołnierze Wojska Polskiego patrolujący granicę polsko-białoruską / Zdjęcie: MON

W przypadku kryzysu na polsko-białoruskiej granicy wciągnięcie w to Rosji wydaje się być jej nie na rękę. Z informacji, które można zdobyć wynika, że na chwilę obecną Federacja Rosyjska koncentruje swoją uwagę na Ukrainie, która doposażona w zachodnie uzbrojenie i tureckie systemy bezzałogowe zaczyna odpowiadać na rosyjską agresję.

Również zachowanie samego Łukaszenki, grożącego UE ograniczeniem dostaw gazu przez gazociąg jamalski, było sprzeczne z interesami Kremla. Dość szybko i zdecydowanie Putin ukrócił zapędy swojego sąsiada przypominając mu i UE, że sam rurociąg jak i gaz należy do Rosji, a Białoruś jest jedynie krajem tranzytowym. Białoruski przywódca wiedział jednak, że w wyniku izolacji i nałożonych sankcji ma niewiele do stracenia, a wiele do zyskania. Ograniczenie dostaw gazu do UE nie uderzyło by bezpośrednio w Polskę, a przynajmniej nie w sposób tak bolesny jak np.: we Francję czy Holandię, gdzie zapasy gazu są kilkukrotnie mniejsze niż w Polsce.

W ten sposób Rosja stała się stroną w polityce Białorusi, co w Moskwie jest odbierane jako smutna konieczność. Groźbę Łukaszenki Konstantin Zatulin, prawnik rosyjski powiązany z Putinem, ocenił jako sytuację, w której ogon macha psem, należy więc rozpatrywać ją jako niedopuszczalną. Samej Rosji Białoruś jest potrzebna w jednym celu – niesprzymierzona z Zachodem, Unią Europejską i NATO gwarantuje obecność natowskich czołgów kilkaset kilometrów dalej od rosyjskiej granicy. Znaczenia tego faktu Rosjanie nauczyli się na przykładzie bolesnej lekcji 1941. Z tego też powodu Krem popiera Łukaszenkę, mimo licznych zastrzeżeń do jego stylu prowadzenia polityki. Inni kandydaci są dla Moskwy zbyt prozachodni aby pozwolić na ich wybór w związku z tym siłą rzeczy muszą popierać Łukaszenkę.


Patrol Straży Granicznej dozorujący rzekę Bug na odcinku granicy z Białorusią / Zdjęcie: Straż Graniczna

Utrata Białorusi na rzecz NATO czy nawet wyjście z rosyjskiej strefy wpływu mogłoby oznaczać koniec rządów Władimira Putina, który wbrew powszechnej opinii nie dysponuje nieograniczoną władzą. Otoczony twardogłowymi weteranami służb z dawnego Związku Sowieckiego, musi realizować ich politykę. Pierwszym przykładem, widocznym na taką skalę, była aneksja Krymu i wywołanie kryzysu na Ukrainie. Pewne źródła informują, że pierwotnym planem było przyłączenie zbuntowanych republik do terytorium Rosji, na wzór Krymu, ale ani sam Putin tego nie chciał ani Federacja nie była w stanie tego dokonać. Można spotkać się z głosami, że gdyby Putin nie aanektował Krymu to dziś nie byłby prezydentem. Taką tezę potwierdza Siergiej Markow, analityk związany z Kremlem. Twierdzi on, że zdobycie Krymu było dobre, ale Rosja straciła Ukrainę. Gdyby teraz straciła Białoruś nie zostanie to Putinowi wybaczone.


Blokada polskich służb na przejściu granicznym między Polską i Białorusią w kuźnicy Białostockiej / Zdjęcie: Policja Państwowa

Wnioski

Próbując ująć syntetycznie obecną sytuację możemy stwierdzić, że na polsko-białoruskiej granicy trwają działania, które można określić jako wojna hybrydowa. Innymi słowy mamy do czynienia z konfliktem bez wykorzystania sił konwencjonalnych. Ważną rolę w tego typu starciach odkrywają media, które dzięki wprowadzeniu stanu wyjątkowego na wschodzie Polski nie mogą relacjonować wydarzeń bezpośrednio. Na stronach związanych z bezpieczeństwem kraju można znaleźć notatkę, z której wynika, że Białoruś została zaskoczona twardą postawą Polski. Spodziewano się szybkiej uległości ze strony Warszawy, głównie pod naciskiem UE. Również brak mediów pokrzyżował plany wywierania psychologicznej presji na Warszawę a pośrednio na Unię. W związku z tym zwiększająca się liczba migrantów na terytorium Białorusi i pogarszające się warunki pogodowe zaczęły przeważać na niekorzyść białoruskiego reżimu. Również szeroko rozumiani celebryci, aktorzy oraz tzw. pożyteczni idioci próbując uderzać w żołnierzy naszych Sił Zbrojnych przysparzają sprawie rozgłosu, ale nie takiego jakiego oczekiwali. Społeczeństwo polskie, wsparte coraz liczniejszymi sygnałami z zagranicy, wypowiada się w sposób pozytywny o działaniach Straży Granicznej i służb mundurowych. Tym samym, wśród większości społeczeństwa, istnieje silne przekonanie o słuszności decyzji podjętych przez rząd polski. Na granicy znajdują się trzy typu migrantów. Są to po części autentyczni uchodźcy z terenów ogarniętych wojną, zniszczeniem, prześladowaniem lub korupcją uniemożliwiającą normalne funkcjonowanie. Ci znajdują się zwykle z rodzinami i chcą dostać się na teren UE. Ci pierwsi w wyniku eskalacji działań zdecydowali się na powrót do swoich ojczyzn, deklarując jednocześnie, że przy pierwszej możliwości spróbują ponownie dostać się do Europy, ponieważ nie są w stanie żyć w swoich państwach. Są oni rzeczywistymi ofiarami zaistniałej sytuacji, nieświadomymi narzędziami w rękach białoruskiego dyktatora.

Druga grupa to migranci socjalni podający się za uchodźców wojennych, co ma tłumaczyć ich brak dokumentów. Nie występują oficjalną drogą do Polski o nadanie statusu uchodźcy z uwagi na prawo, które zmusiłoby ich do pozostania na terytorium Polski, a w przypadku udania się do innego kraju skazywałoby na powrót nad Wisłę. Ich celem są Niemcy, które są nieporównywalnie bardziej atrakcyjnym socjalnie celem niż Polska.


Funkcjonariusze Straży granicznej w okolicach przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej / Zdjęcie: Straż Graniczna

Trzecią grupę stanowią ludzie przysłani przez reżimy w Moskwie i Mińsku. Te osoby od lat mieszkają w tych państwach. Nierzadko współpracują z siłami bezpieczeństwa, o czym świadczy doskonała znajomość języka rosyjskiego. Również raporty przedstawicieli polskich służb mundurowych opisują tych ludzi jako świetnie wyszkolonych specjalistów przysłanych do szkolenia migrantów i działań dywersyjnych.

Wskutego zaistniałego kryzysu można było zaobserwować siłę Unii Europejskiej, kiedy ta wreszcie przestaje malować kolorowymi kredkami na asfalcie na znak solidarności z zaatakowanym krajem. Okazało się, że europejska dyplomacja jest w stanie bardzo szybko dotrzeć w wiele miejsc i różnymi metodami wywrzeć odpowiednią presję czego efektem było wstrzymanie lotów na terytorium Białorusi przez poszczególne państwa Bliskiego Wschodu.

Jednocześnie decyzje o wspieraniu migrantów poprzez ich finansowanie na terytorium białoruskim budzi autentyczny i gwałtowny sprzeciw obywateli Białorusi przebywających na emigracji. Podkreśla się bierność UE w stosunku do internowanych przez reżim w Mińsku opozycjonistów.

Jakiekolwiek ustępstwo w stosunku do Białorusi będzie jednak jednoczesną klęską UE.  Każda decyzja niebędąca twardym stanowiskiem popierającym Polskę i państwa bałtyckie będzie odbierana jako zwycięstwo Łukaszenki. Unia nie może pozwolić na wkroczenie nawet małej liczby migrantów z obawy przed powtórką z 2015. Rozmowy z białoruskim prezydentem będą odczytywane jako legalizacja jego władzy.


Do ochrony polskiej granicy skierowano dodatkowo nie tylko Wojsko Polskie i Policję, ale także Państwową Straż Pożarną / Zdjęcie: PSP

Kryzys białoruski i konieczność nakładania sankcji powinny skutkować szerszym spojrzeniem Unii na łańcuchy dostaw. Przykładem mogą być nawozy sztuczne. Dotąd głównym dostawcą tego produktu do UE była Białoruś, która oferowała produkt w niskiej cenie. Działo się tak, ponieważ Mińsk posiadał dostęp do tanich węglowodorów z Rosji. Obecnie można usłyszeć skargi rolników na drastyczny wzrost cen tego surowca. Unia Europejska powinna szukać dywersyfikacji źródeł takich dostaw. Kryzys jest najlepszym motywem do tego typu działań. Za przykład może posłużyć Hiszpania, która sprowadza gaz z Peru nie patrząc na Rosję.


Granica polsko-białoruska zabezpieczona tymczasowo zasiekami z drutu kolczastego. Docelowo ma tu stanąć trwałe ogrodzenie / Zdjęcie: MON

Czas działa na niekorzyść Białorusi. Nadchodzące mrozy, w terenach przygranicznych spowodują straty wśród przebywającej tam ludności nieprzyzwyczajonej do wschodnioeuropejskiego klimatu. W przypadku pojawienia się ofiar po białoruskiej stronie granicy, Łukaszenka straci jakikolwiek mandat do zwracania się o pomoc czy rozmowy z UE. Wydaje się, że sam jest tego świadom.

Kluczowa może się okazać rola Rosji. Rozmowa z Putinem na temat Łukaszenki jest słuszną drogą. Z jednej strony stawia sankcjonowanego prezydenta poza nawiasem polityki, z drugiej wpycha go w jeszcze większym stopniu w rolę republiki rosyjskiej. Nakłonienie Kremla do zajęcia się swoim problemem jest sytuacją, w której Putin otrzyma pozwolenia na zajęcie się nieposłuszną marionetką, tym samym zminimalizuje możliwość wyrwania się Białorusi ze swojej strefy wpływu. UE będzie zaś mogła ogłosić swój sukces: niedopuszczenie do nielegalnej imigracji, nieuznawanie sankcjonowanego Łukaszenki, pokazanie siły wspólnej dyplomacji.

Z punktu widzenia Polski, korzystne jest podkreślanie naszego wkładu w obronę granicy Unii Europejskiej, nawiązanie współpracy z państwami bałtyckimi przeciwko Białorusi oraz wykorzystanie zagrożenia jako karty przetargowej w konfliktach z Komisją Europejską. W tekście dla amerykańskiego The Spectator Itxu Diaz zatytułowanym Why If Poland Falls We All Fall, autor stawia tezę opartą na zasadzie domina. Najmniejsze ustępstwa wobec polityki Łukaszenki spowodują daleko idące i odczuwalne konsekwencje w państwach Unii Europejskiej, zarówno w kontekście ekonomicznym jak i cywilizacyjno-kulturowym5.

Przypisy

1 https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/talibowie-kontroluja-afganistan-czeka-nas-kolejna-fala-uchodzcow/7p7mpe0

2 https://www.wnp.pl/parlamentarny/wydarzenia/premier-prawdopodobnie-bedzie-proba-wykorzystania-kryzysu-w-afganistanie-jako-kolejnej-odslony-kryzysu-migracyjnego,507708.html

3 Otriad Mobilnyj Osobogo Naznaczenija (ОМОН, Отряд Mобильный Особого Назначения, OMON, Oddział Mobilny Specjalnego Przeznaczenia, potocznie czarne berety)

4 Osoby zmuszone do opuszczenia kraju pochodzenia w wyniku konfliktu zbrojnego – międzynarodowego lub wewnętrznego – zwykle nie są uważane za uchodźców w rozumieniu Konwencji z 1951 r. lub Protokołu z 1967 r.14 Otrzymują one jednak ochronę na podstawie innych aktów międzynarodowych, np. Konwencji genewskich z 1949 r. o ochronie ofiar wojny i Protokołu dodatkowego z 1977 r. do Konwencji genewskich z 1949 r. dotyczącego ochrony ofiar międzynarodowych konfliktów zbrojnych. „Zasady i tryb ustalania statusu uchodźcy. Zgodnie z Konwencją dotyczącą  statusu uchodźcy z 1951 roku oraz Protokołem dodatkowym do niej z 1967 roku.” Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do Spraw Uchodźców, Genewa 1992, s. 54

5 https://spectator.org/poland-belarus-putin/

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Pokazy siły na Pacyfiku

Cztery okręty lotnicze z USA, Wielkiej Brytanii i Japonii stanęły na czele trzynastu innych okrętów nawodnych z sześciu marynarek wojennych podczas ćwiczeń rozgrywanych na Oceanie…

Afganistan – „strategiczna porażka” Stanów Zjednoczonych

Po dwudziestu latach wojny w Afganistanie, setkach tysięcy zaangażowanych żołnierzy i niezliczonych miliardach dolarów wydanych na działania, talibów nie tylko nie pokonano, ale w ostatecznym rozrachunku wyszli oni z wojny…

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

X