Program SAFE miał być prostym mechanizmem, w którym dorzucamy pieniądze i przyspieszamy zakupy tam, gdzie wojsko i tak już wie, czego potrzebuje. Problem w tym, że coraz częściej zaczyna być traktowany odwrotnie – jako wygodna metoda, by zastępczo sfinansować to, co wcześniej było zaplanowane. A to prowadzi do sytuacji, w której zamiast przyspieszenia mamy zastój.
Zdjęcia: Jakub Link-Lenczowski, MILMAG
SAFE nie powstał po to, żeby zastępować istniejące programy modernizacyjne. Jego sens polega na czymś innym. Ma zwiększyć skalę zakupów, przyspieszyć dostawy, domknąć luki. To powinno być rozszerzenie wcześniej przyjętych planów, a nie ich alternatywa. Ma być również szansą dla polskiej zbrojeniówki, aby wypłynąć na szerokie, europejskie wody.
Jeśli wojsko planowało kupić określoną liczbę karabinków, to SAFE powinien pozwolić kupić ich więcej i szybciej, tak aby powstała niezbędna rezerwa sprzętowa. Jeśli planowano kolejne transze uzbrojenia, to powinny być realizowane równolegle, a nie odkładane na później, bo pojawił się nowy program. Tymczasem w praktyce zaczyna to wyglądać inaczej.
Grot – zapowiadany, ale wciąż niedomówiony
Historia karabinka MSBS Grot dobrze pokazuje ten problem. Jeszcze przed pojawieniem się SAFE mówiono wprost o kolejnych zakupach i dalszym przezbrajaniu armii w najnowsze odmiany radomskiej broni. Była jasna ścieżka, obejmująca rozwój konstrukcji i stopniowe zwiększanie zamówień. Dziś ta ścieżka się rozmyła.
Z jednej strony mamy zapowiedzi z grudnia ubiegłego roku, że w 2026 ma ruszyć produkcja wersji MSBS Grot A3, co zapowiadano podczas ubiegłorocznej konferencji „Grotowisko 2025”. Nowy pakiet ulepszeń obejmuje poprawki konstrukcyjne, skróconą lufę oraz przeprojektowaną komorę zamka. Innymi słowy, dokładnie to, czego oczekiwali użytkownicy.
Szef Sztabu Generalnego gen. broni Wiesław Kukuła mówi wprost, że to już poziom właściwy dla tej klasy uzbrojenia. Wojsko chce jednak kupować nie sam karabinek, lecz pełny zestaw – z optyką i dodatkowym wyposażeniem. I w tym miejscu wszystko się zatrzymuje.

Problem nie polega na tym, że Grot A3 nie istnieje albo że nie spełnia wymagań. Problem polega na tym, że nie ma decyzji o jego zamówieniu w skali i z wyposażeniem, o którym mówiono jeszcze kilka lat temu. Fabryka Broni Łucznik konsekwentnie zwiększyła moce produkcyjne, inwestując ponad 30 mln zł w nową halę. Jest gotowa produkować znacznie więcej. Dziś kończy realizację wcześniejszych kontraktów. I czeka.
Związkowcy mówią o możliwej utracie pracy przez ponad 140 osób. Nie dlatego, że brakuje kompetencji czy technologii. Dlatego, że brakuje zamówień. Pada zdanie, które w tej sytuacji brzmi wyjątkowo trzeźwo: fabryka nie potrzebuje wsparcia, potrzebuje kontraktów. To jest moment, w którym SAFE powinien wejść do gry. Nie zamiast tych zamówień – tylko obok nich. Zwiększyć ich skalę, przyspieszyć dostawy, zapewnić ciągłość produkcji. Poszukać klientów zagranicznych i na rynkach cywilnych. Ale mamy ciszę.
SAFE nie załatwi tego za ministra
W tym miejscu wracamy do punktu wyjścia. SAFE nie jest narzędziem, które podejmie decyzje za kierownictwo resortu. Nie będzie szukał zagranicznych klientów, żeby zachować ciągłość produkcji na wiele lat. Może pomóc je zrealizować, ale ich nie zastąpi.
Władysław Kosiniak-Kamysz nie ma dziś problemu z brakiem koncepcji. Problem polega na tym, że te koncepcje nie przekładają się na zamówienia. Wojsko wie, że chce Grota w wersji A3, a nawet chce zamawiać karabinki w odmianie bezkolbowej. Przemysł jest gotowy go produkować. Pieniądze, przynajmniej w teorii, są. Brakuje decyzji i wsparcia rządu na rynkach międzynarodowych. Pozostaje kwestia decyzji czy i kiedy zamawiać Groty aby budować rezerwy mobilizacyjne. Mówiąc brutalnie front na Ukrainie otrzymało nie 96 śmigłowców szturmowych tylko 800 tys. żołnierzy, każdy uzbrojony w karabinek…
SAFE miał przyspieszyć modernizację. I nadal może to zrobić. Ale tylko wtedy, gdy będzie traktowany jako rozszerzenie istniejących planów, a nie ich substytut. Jeśli stanie się wymówką, będziemy mieli więcej takich historii jak Grot. Sprzęt gotowy, fabryka przygotowana, wojsko zainteresowane i brak kontraktu oraz sondowania innych rynków. Bo z samych zakupów dla wojska Fabryka Broni wiecznie się nie utrzyma.
Ale na końcu tej układanki zawsze jest żołnierz. Taki sam jak kilka lat temu. Tyle że wciąż czekający na sprzęt, który dawno powinien być już na wyposażeniu.
Czytaj także:
