Historia projektu
Prace nad poradnikiem trwały od początku 2025 roku, choć idea stworzenia kompleksowego materiału była kontynuacją działań zapoczątkowanych po wybuchu wojny w Ukrainie. W 2022 r. powstała wersja „alfa” obecnego podręcznika pod nazwą „Bądź gotowy!”. Nowa wersja została oficjalnie ogłoszona i zaprezentowana w wersji cyfrowej 28 sierpnia 2025 roku. Była to odpowiedź na rosnące zagrożenia hybrydowe oraz potrzebę uporządkowania wiedzy rozproszonej między MON, MSWiA oraz RCB w jednym miejscu, w formie przystępnej dla każdego obywatela. Zgodnie z zapowiedziami masowa wysyłka do ok. 17 milionów gospodarstw domowych w Polsce została podzielona na dwa etapy. W grudniu 2025 roku rozpoczęto wysyłkę ok. dwa miliony egzemplarzy. Miały one trafić do mieszkańców terenów przy wschodniej granicy (województwa: lubelskie, podlaskie i warmińsko-mazurskiego). Drugi etap planowany na styczeń 2026 roku to kolportaż obejmujący resztę kraju. Zgodnie z zapowiedziami Poczty Polskiej i MSWiA, proces ten ma zakończyć się do końca stycznia 2026 roku.
Co dostajemy i za jaką ceną
Podręcznik wydany jest w formacie A5 (zeszytowym) i liczy sobie łącznie 50 stron razem z okładką. Wybór tego rozmiaru wydaje się być podyktowany względami praktycznymi. Dzięki takiej wielkości poradnik mieści się w skrzynce pocztowej, plecaku ewakuacyjnym, schowku samochodowym lub większej domowej apteczce. Zapewnia mu to zakładaną łatwość dostępu. Z drugiej strony, przy zastosowanej dość dużej czcionki oraz dużej ilości grafik nie ma grubości pełnowymiarowej książki co ma przełożenie na wagę oraz świadczy o nieprzeładowaniu publikacji treścią. Poradnik jest podzielony na sekcje tematyczne, które prowadzą obywatela od przygotowań w czasie pokoju, przez ewakuacje, różne rodzaje klęsk żywiołowych aż po zagrożenia CBRN i terrorystyczne. Można znaleźć w nim informacje m.in. o zabezpieczeniu zwierząt domowych, mieszkania czy przygotowaniu zapasów. Zawarte sąw nim również treści dotyczące oznaczeń środków gaśniczych, higienie w sytuacjach ekstremalnych czy pierwszej pomocy. Dużym atutem podręcznika są wypunktowania lub listy kontrolne operujące na krótkich zdaniach. Na grafikach prezentujących dane zagadnienie kolorem zaznaczone są najważniejsze rzeczy co przykuwa uwagę. Ostatnie strony to „plan na kryzys” czyli pięć stron przeznaczonych na ważne informacje. Znajdzie się tam miejsce na kontakty i adresy, lokalizacje miejsc spotkań, listę alergii, chorób przewlekłych i przyjmowanych leków oraz miejsce na inne notatki. Osobiście niezmiernie polecam (jeżeli korzystamy tylko z jednego podręcznika w domu) zrobienie sobie nawet samemu takiej listy. Można ją zalaminować i umieścić je w każdym plecaku, aucie i damskiej torebce, bo są to informacje często niezbędne o których nie będziemy pamiętać lub najzwyczajniej zapomnimy sytuacji stresowej.
Jeżeli chodzi o praktyczną wiedzę zawartą w podręczniku jest ona absolutnie wystarczająca dla osób, które do tej pory nie miały do czynienia z tematyką ewakuacji, identyfikacji różnych rodzajów zagrożeń, zachowań podejrzanych czy choćby pierwszą pomocą (poza kursem na prawo jazdy i szkoleniem BHP). Gorzej w mojej opinii prezentuje się część z informacjami co należy posiadać na wypadek zagrożenia. Przypomina to trochę listę zakupów którą część osób może bezrefleksyjnie potraktować jako złoty środek. Poradnik powinien wyraźniej zaznaczać, że przygotowanie to proces, a nie jednorazowy zakup. Brakuje informacji, że jeżeli mamy sprzęt na baterie, to starajmy się, żeby te ogniwa były wszędzie takie same. Brakuje zaleceń co do rodzaju żywności, którą możemy przechowywać (coś więcej niż produkty z długim terminem, ważności), porad (np. nie kupuj jedzenia, którego wcześniej nie spróbowałeś, twórz zapasy z tego co używasz na co dzień) czy sposobu zabezpieczenia zapasów (np. przesypanie ryżu do szczelnego pojemnika i dodanie liścia laurowego, zapakowanie oddzielnie każdego woreczka z kaszą – gdyby pojawiły się mole nie zniszczą wszystkiego).I tak pewnie kosztowałoby to jedną lub dwie strony więcej, ale w naszym społeczeństwie dużą cześć stanowią ludzie, którzy nie mieli zajęć z ZPT, nie uczyli się robić przetworów. Dla osób, które podejdą do tematu na zasadzie „zamówię zestaw w sklepie” takie informacje byłyby przydatne.
Z innych „nieścisłości” co do medialnego przekazu rzucają się w oczy dwie kwestie. W dziale „Przygotuj swoje otoczenie” powinniśmy zapewnić sobie „Alternatywne źródło ogrzewania, które nie działa na prąd”. I tak wiem, że mogą być to ogrzewacze na butle gazowe, piecyki naftowe czy kuchenki i ogrzewacze turystyczne, ale większości ludzi będzie to sugerować klasyczny piec na paliwo stałe (kominek, piec kaflowy, piec węglowy czy klasyczną kozę), których systematycznie od lat się pozbywamy, żeby otrzymać dofinansowanie na zakup systemów napędzanych prądem. Można by było to doprecyzować lub zaznaczyć, że piece na paliwo stałe są rozwiązaniem tymczasowym lub awaryjnym. Drugą kwestią jest gotówka, którą wedle podręcznika powinniśmy mieć zawsze przy sobie. Problem w tym, że cały czas jesteśmy przekonywani, że gotówka jest zła i tylko pieniądz cyfrowy jest tym właściwym. Wiele osób zwłaszcza młodych nie funkcjonuje w sklepie bez karty bankomatowej, telefonu z NFC czy BLIKa. Tylko jak zapłacić kartą czy wypłacić pieniądze z bankomatu (o ile bazy danych ze stanami kont będą jeszcze działały), kiedy nie mamy prądu?
Podręcznik do naszych skrzynek trafi bezpłatnie, natomiast na sam jego druk wydano około 26 milionów złotych (spotkałem się też z informacją, że było to 44 miliony złotych) z puli blisko 490 milionów złotych przeznaczonych na rozwój łączności państwowej, przygotowanie Korpusu Obrony Cywilnej oraz właśnie wydanie „Poradnika bezpieczeństwa” i związane z nim działania edukacyjne. Czy było warto i czy się to opłacało, o tym niżej.
Czy można było inaczej / lepiej?
Niejednokrotnie spotkałem się z opinią, że pomysł druku i rozsyłanie każdemu do domu podręcznika bezpieczeństwa jest zbędny, kosztowny i niedostosowany do obecnego poziomu technologicznego. Dokonując analizy mocnych i słabych stron oraz alternatywnych kosztów realizacji tego zadania można jednak dość do innych wniosków.
Wersja papierowa a wersja cyfrowa. O ile badania GUS wskazują, że blisko 90% obywateli posiada smartfona (raport „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2025 r.”) to jednak opieranie przekazu dotyczącego bezpieczeństwa wyłącznie na aplikacjach czy materiałach zapisanych bezpośrednio na urządzeniu jest ryzykowne. Po pierwsze stan sieci przesyłowej w Polsce nie jest najlepszy, i można przypuszczać, że każda większa katastrofa lub cyberatak spowoduje przynajmniej kilkudniowe problemy z dostępem do prądu. Telefon wówczas stanie się bezużyteczny (przynajmniej w kwestii dostępu online) natomiast wersja papierowa działa bez prądu i internetu. Po drugie w sytuacji awarii sprzętu elektronicznego możemy utracić dostęp do aplikacji lub stracić zawartość dysku w telefonie a co za tym idzie wiedzę, która tam się znajduje. Fizyczna książka znajdująca się w domu pozwala w dowolnym monecie każdemu z domowników sięgnąć po nią, przeczytać i przypomnieć sobie dany temat. Po trzecie duża ilość osób starszych nie korzysta z internetu na telefonie, więc do nich przekaz byłby utrudniony, a akcja informacyjna „drukujemy podręcznik dla rocznika 50+ na życzenie” mogłaby być odebrana jako stygmatyzowanie starszych osób. Starsze osoby są przyzwyczajone do czytania i dla nich jest to naturalny sposób pozyskiwania informacji.
Koszt dotarcia do odbiorcy. Koszty druku na poziomie 26 mln złotych (nie licząc kosztów przygotowania i opracowania) mogą wydawać się duże. Kiedy przyjdzie je zestawić z kosztami jakie mógłby ponieść budżet państwa przy realizacji takiego zadania informacyjnego przez pracowników gminnych już takie nie są. Załóżmy zatrudnienie do każdej z 2479 gmin jednego pracownika zajmującego się tylko edukacją w zakresie OL i OC. Przyznając mu wynagrodzenie brutto na poziomie 6000 złotych to daje nam to roczny koszt rzędu 178 milionów złotych. Dodatkowo nie bierzemy tu pod uwagę czasu potrzebnego na przekazanie wiedzy wszystkim mieszkańcom gminy (wersja papierowa wedle zapewnień ma trafić w dwa miesiące do wszystkich mieszkańców). I tak z perspektywy zakresu zadań, które będą realizowane przez jednostki samorządowe dodatkowe osoby w zarządzaniu kryzysowym będą potrzebne, ale zadania związane z edukacją mieszkańców będą dla nich drugo albo i trzeciorzędne. Oczywiście można podejść do tematu na zasadzie hybrydowej (połączenie edukacji lokalnej z aplikacją mObywatel lub druk materiałów w Urzędach na prośbę mieszkańca) ale obawiam się, że zarówno poziom osób, które zapoznają się z materiałami jak odbiór społeczny takich metod nie były satysfakcjonujący dla twórców.
Odpowiadając na pytanie: czy można było inaczej – tak, ale z wątpliwym sukcesem i przy dużo większych kosztach, czy można było lepiej – nie, z punktu widzenia efektywności przekazu i dotarcia do odbiorcy (a o to przede wszystkim chodziło) wybrano najlepszy i najbardziej sprawdzony sposób. Pamiętać należy, że każdy pieniądz wydany przed kryzysem na edukacje, w sytuacji zagrożenia zwraca się podwójnie, kiedy choćby kilka procent społeczeństwa wykaże się przygotowaniem i zapewni sobie szansę na przetrwanie przynajmniej 72 godzin. Jest to z punktu widzenia ekonomii państwa opłacalna inwestycja.
Podsumowanie
Autorzy tworząc ten poradnik, jak się zdaje, kierowali się chęcią zaszczepienia u obywateli „odporności społecznej”, bazującej na podstawowej wiedzy i zdolności społeczeństwa do samoorganizacji (w rodzinie lub bezpośrednim sąsiedztwie).W szczególności dwa aspekty są po lekturze warte zauważenia. Po pierwsze bezpieczeństwo przestaje być postrzegane tylko jako zadaniem służb i administracji, ale jego ciężar zaczyna być przesuwany na każdego obywatela, co w perspektywie czasu niewątpliwie przyniesie pozytywne efekty. Po drugie poradnik nie skupia się tylko na konflikcie zbrojnym, ale obejmuje też klęski żywiołowe, blackouty (zaciemnienia) i inne zagrożenia do których pokazuje, jak się przygotować. Jest to istotne przede wszystkim z punktu widzenia administracji i służb, ponieważ im więcej osób będzie miała przygotowane zapasy jedzenia, wody czy podstawowego sprzętu, tym więcej czasu damy Wójtowi, Burmistrzowi czy PSP i OSP na realizację zadań mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa całemu lokalnemu społeczeństwu. Uważam, że ta publikacja jest dobrym początkiem długiej drogi, która nas czeka.




