W piątek, 10 lipca 2026, zgodnie z raportem Abdülkadira Selviego z tureckiego dziennika Hürriyet, rząd w Ankarze miał odsprzedać baterie systemu obrony powietrznej S-400 Triumf (w kodzie DIA/NATO: SA-21 Growler) do jednego z państw Zatoki Perskiej. Wkrótce pojawił się komentarz ze strony rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który za pośrednictwem agencji prasowej TASS oświadczył, że Rosja rozmawia z władzami w Ankarze na temat przyszłości ich dalszej eksploatacji.
Wyrzutnia systemu S-400 Triumf / Zdjęcie poglądowe: Witalij W. Kuźmin
Artykuł opublikowany na łamach dziennika wiąże tę transakcję bezpośrednio z wieloletnimi staraniami Turcji o cofnięcie amerykańskiego embarga na mocy rozdziału 231 ustawy federalnej O przeciwdziałaniu przeciwnikom Ameryki poprzez sankcje (Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act, CAATSA) i potencjalne ponowne otwarcie drzwi do zakupu samolotów wielozadaniowych Lockheed Martin F-35 Lightning II. Temat dotyczący powrotu Turcji do programu F-35 JSF (Joint Strike Fighter) pojawił się na niedawno zakończonym Szczycie NATO w Ankarze.
Zgodnie z raportem, sprzedaż została sfinalizowana po tym, jak ubiegłej nocy ustalono szczegóły w ostatniej chwili, a systemy trafiły do, jak to określił, kraju w Zatoce Perskiej. Z kolei w oddzielnym artykule felietonisty Hande Fırata w Hürriyet wskazano, że Stany Zjednoczone i Turcja aktywnie omawiają przekazanie S-400 państwu trzeciemu, aby spełnić wymogi prawne dotyczące zniesienia embarga.
Według doniesień Selvi, droga do zniesienia embarga wiedzie przez pisemne powiadomienie, które prezydent Donald Trump wysłałby do Kongresu. Mechanizm ten, według Yunusa Paksoya, musiałby zapewnić trzy warunki: potwierdzenie, że S-400 nie są operacyjne, że Turcja nie będzie już rościć sobie praw do tych systemów oraz że Ankara zobowiązuje się do nierozwijania podobnych relacji wojskowo-technicznych z Rosją w przyszłości.
Powiadamianie te rozpoczęłoby okres przeglądu przez Kongres, w trakcie którego ustawodawcy mogliby nadal zgłaszać sprzeciw, jeśli uznaliby, że Turcja nie spełniła wymogów ustawy CAATSA. Oznacza to, że nawet sfinalizowana sprzedaż nie gwarantowałaby natychmiastowego złagodzenia embargo.
Odrębny artykuł w Hürriyet szczegółowo opisał, dlaczego bezpośrednia sprzedaż państwu trzeciemu stała się preferowanym rozwiązaniem w porównaniu z alternatywami, które Turcja i USA rozważały wcześniej (takie jak zbycie systemu na rzecz samych USA). Opcje takie jak zmagazynowanie zestawów S-400, demontaż ich systemów startowych lub utrzymanie ich pod wspólną kontrolą USA i Turcji zostały podobno odrzucone przez Waszyngton jako prawnie niewystarczające do spełnienia wymogów ustawy CAATSA, ponieważ amerykańscy urzędnicy twierdzą, że systemy te nie mogą już fizycznie znajdować się w tureckim inwentarzu wojskowym, a jedynie zostać dezaktywowane na terytorium Turcji. Każde takie działanie wymagałoby również zgody Moskwy, zgodnie z pierwotną umową z użytkownikiem końcowym, którą Turcja podpisała w momencie zakupu systemu. Według tych samych doniesień Rosja nie wyraziła wprost sprzeciwu wobec odsprzedaży.
W raporcie Selviego pojawiły się sprzeczne informacje na temat tego, który kraj Zatoki Perskiej faktycznie miałby odkupić system. Niektóre z jego źródeł wskazywały na Zjednoczone Emiraty Arabskie, a inne na Katar. Dodał on, że oba kraje rozpoczęły aktywne poszukiwania dodatkowych możliwości obrony powietrznej po niedawnej eskalacji napięć między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem.
Selvi przedstawił potencjalną umowę jako przynoszącą Turcji podwójną korzyść, wykraczającą poza samo embargo. Pozbywając się S-400, Turcja nie tylko uniknie embarga CAATSA, ale jednocześnie zarobi na sprzedaży S-400 – czytamy w artykule.
Władze Turcji nie wydały żadnego oficjalnego oświadczenia potwierdzającego transakcję w momencie publikacji artykułu przez Hürriyet, a sam prezydent Recep Tayyip Erdoğan udzielił jedynie enigmatycznej odpowiedzi, gdy wcześniej został bezpośrednio zapytany o losy S-400, mówiąc dziennikarzom, żeby po prostu nadal nas śledzili, jak donosi Selvi, co stanowiło wymijającą odpowiedź, która pozostawiła intencje Ankary w sferze publicznej niejednoznaczne.
Jeden z sześciu zbudowanych tureckich F-35A do 2019 przed wprowadzeniem embargo / Zdjęcie: Lockheed Martin
Tymczasem doniesienia prasowe skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, cytowany przez TASS:
Kwestia potencjalnej sprzedaży przez Turcję rosyjskich systemów obrony powietrznej S-400 jest niezwykle delikatna. Rosja prowadziła rozmowy z Turcją w tej sprawie, a kontakty między stronami będą kontynuowane. Turcja nie może sprzedać ani przekazać tych systemów komukolwiek bez zgody Rosji – oświadczył Pieskow.
Przypomnijmy, że Turcja zamówiła we wrześniu 2017 dwie baterie S-400 w ramach umowy o wartości ok. 2,5 mld USD, która została zatwierdzona przez Ankarę 27 grudnia tego samego roku. Zostały dostarczone między lipcem a październikiem 2019. Do ich zrealizowania potrzebne były łącznie 72 loty ciężkich samolotów transportowych An-124-100 Rusłan i Ił-76MD z pojazdami, ponad 120 pociskami rakietowymi i wyposażeniem wsparcia na pokładach. Co ciekawe, połowa wartości zamówienia została sfinansowania z rosyjskiego kredytu W sierpniu 2020 Rosjanie informowali, że Ankara zamówiła kolejne baterie.
Baterie trafiły do Grupy Dowództwa S-400 (S400 Grup Komutanlığı) obejmującego 15. bazę dowództwa rakiet (15. Füze Üs Komutanlığı) na lotnisku Alemdağ-Istanbul oraz 20. bazę dowództwa rakiet (20. Füze Üs Komutanlığı) na lotnisku Birecik-Şanlıurfa. Kolejne miały trafić m.in. na lotnisko Anamur-Mersin. Gotowość operacyjna miała zostać ogłoszona w kwietniu 2020, ale opóźniła się ze względu na pandemię COVID-19.
W międzyczasie, 1 kwietnia 2019 decyzją Departamentu Obrony USA, Turcja została zawieszona w programie F-35 JSF za złamanie zapisów ustawy CAATSA, która przewiduje embargo w przypadku zakupu uzbrojenia rosyjskiego i chińskiego (w międzyczasie próbowano przekonać Turcję do odrzucenia pozyskania S-400 oferując zestawy Patriot).
Tymczasem do tamtego czasu spółka Lockheed Martin zbudowała pierwsze sześć egzemplarzy samolotów F-35A (ze 116 planowanych; w dalszej kolejności planowano też zakup 32 F-35B). Jeszcze w 2023 samoloty nadal pozostawały zmagazynowane, mimo że w budżecie obronnym NDAA na rok fiskalny 2020 zapisano, że muszą one zostać przejęte przez USAF.
Od kiedy Donald Trump objął drugą kadencję coraz częściej pojawiały się sygnały o możliwości powrotu Turcji do programu F-35 JSF.
