Przejdź do serwisu tematycznego

Mantis Blackbeard X – dry firinig can be fun

Mantis nie pojawił się na rynku znikąd. Do tej pory amerykańska spółka znana była z bardzo sprytnego trenażera opartego o akcelerometry, o którym szerzej pisaliśmy w „Milmagu” w 2018 roku. Już wtedy producent zapowiadał znaczące rozszerzenie swojej oferty. Minęło parę lat od debiutu pierwszego Mantisa, z którym osobiście zetknąłem się najpierw na targach, a potem miałem okazję poużywać testowego modelu. Całkiem niedawno dzięki uprzejmości Strefy Celu z Warszawy do testów dostaliśmy najnowsze dziecko spod znaku modliszki.

Blackbeard X, bo o nim mowa, przeznaczony jest do karabinków AR15. Zestaw jest kompilacją systemu Blackbeard, dostępnego już od jakiegoś czasu z opartym na Bluetooth oprogramowaniem. Co różni go od starego Mantisa? Czy jest to rewolucja? Jak wpisuje się w moje potrzeby treningowe? O tym dowiecie się już zaraz.

Dry -firinig, czyli zmora nauki

O tym, że strzelanie to aktywność kosztowna, nikogo przekonywać nie trzeba. Nawet w wersji budżetowej karabinek to obecnie 6000 złotych, a to i tak dopiero początek wydatków. Owszem, możemy obejść się bez lunety za 12000 złotych , latarki za 1500 czy innych akcesoriów. Nie możemy jednak obejść się bez amunicji. Obecna sytuacja na świecie doprowadziła do tego, że amunicja jest horrendalnie droga i dodatkowo nie jest jej za dużo. Sytuacja jak z dowcipu: „2,50 za drogo? To mam 300 chętnych na pana miejsce”. Gdzie te czasy, gdy można było wojskową konserwę kupić i cieszyć się strzelaniem za 65 groszy za sztukę… Inna sprawa, że nawet wtedy, gdy amunicja była tańsza, to i tak nie byłaby za darmo. I tu, niejako w obronie naszych portfeli, na scenę wchodzi trening bezstrzałowy. Zupełnie zasłużenie jest on wychwalany przez wszystkich kompetentnych instruktorów. W końcu strzelanie to czynność, której można się nauczyć. Trzeba tylko – i aż – ćwiczyć. Efekty przyjdą prędzej czy później, ale będą.  Trening bezstrzałowy ma jednak kilka wad. Pierwszą z nich jest przede wszystkim pewne oderwanie od realizmu. Nie doświadczamy bowiem wszystkich wrażeń związanych ze strzelaniem z broni palnej. Nie ma odrzutu, podrzutu ani huku. Z tym możemy się jednak z konieczności pogodzić – w końcu trenujemy sam manual.  Drugą wadą jest fakt, że (zwłaszcza w karabinku) nie mamy możliwości pracy na spuście więcej niż raz. Wynika to wprost z zasady działania broni – ze względu na brak odpalenia naboju nie następuje ruch zamka, który napina mechanizm spustowy. I tu już problem jest poważniejszy. Włączamy bowiem do manuala dodatkowy element polegający na każdorazowym przeładowaniu. Dziesiątki powtórzeń na pewno mają wpływ na nasz mózg. To zresztą była moja główna uwaga dotycząca poprzedniego Mantisa. Czy więc można ten pełny ograniczeń, żmudny i dość nudny dla niektórych trening bezstrzałowy ożywić?  Jak najbardziej, a Blackbeard X jest obecnie najlepszym pozwalającym na to rozwiązaniem.

Blackbeard X – a co to takiego?

Na początek trochę wyjaśnień. Cały zestaw to tak naprawdę dwa produkty. Pierwszym z nich jest Blackbeard, czyli urządzenie, które emituje promień lasera po naciśnięciu spustu oraz resetuje mechanizm spustowy po każdym (wirtualnym) strzale. Laserowy wskaźnik pozwala na natychmiastową ocenę punktu trafienia, a automatyczne napięcie spustu – na wykonywanie kolejnych powtórzeń bez konieczności ręcznego przeładowania karabinka. Otwierając bardzo dobrze wykonane pudełko, wyjmujemy z niego dwa produkty: element zastępujący zespół ruchomy karabinka oraz magazynek, będący źródłem zasilania dla systemu.

Montaż

Instalacja jest banalnie prosta – otwieramy karabinek, wyjmujemy suwadło wraz z dźwignią przeładowania i na jego miejsce wkładamy Mantisa, po czym zamykamy karabinek. Istotne jest, by pamiętać o odciągnięciu kurka do tyłu, w przeciwnym wypadku nie będziemy mogli złożyć karabinka. Następnie wkładamy naładowany magazynek i system jest gotowy, możemy zacząć strzelać, a Mantis napnie dla nas spust po każdym strzale. Producent chwali się, że nawet do 10x na sekundę. Taki dry firing to ja rozumiem.

Zerowanie lasera

Żeby jednak być w stanie śledzić, gdzie trafiamy, musimy Mantisa wyzerować. Proces ten również nie należy do trudnych. Najłatwiej jest to zrobić, korzystając z tarcz do zerowania na 10 jardów (na przykład Proctor 10Yrd target). Nie można bowiem zapomnieć o offsecie optyki – czyli przesunięciu punktu trafienia względem kropki w kolimatorze czy układu muszka/szczerbinka. Przy pomocy dołączonego do zestawu klucza imbusowego regulujemy  położenie plamki lasera w pionie i w poziomie, korzystając z śrub, do których mamy dostęp przez okno wyrzutnika. Wcześniej należy przełącznik lasera ustawić w pozycji oznaczonej plusem. Po podpięciu zasilania laser będzie świecił stale, a jego regulacja polega jedynie na prawidłowym ustawieniu śrub. Samo zasilanie włączamy, naciskając przycisk w dolnej części mantisowego magazynka.

X

Możliwości treningu z systemem Blackbeard ogranicza tylko wyobraźnia. Już samo to, że otrzymujemy natychmiastową informację zwrotną oraz że spust sam się resetuje, stanowi olbrzymi krokiem na drodze do polepeszenia treningu bezstrzałowego. Jeśli jednak dołożymy do tego fakt, że dzięki sprzęgnięciu Blackbearda z systemem akcelerometrów aplikacja będzie w stanie czytać dane z każdego strzału, robi się naprawdę imponująco. Otrzymany do testów model to właśnie taka kombinacja. Z Appstore czy Play możemy pobrać do niego jedną z dwóch aplikacji: MantisX lub Mantis Laser Academy. Sensory umieszczone w magazynku pobierają tysiące danych na sekundę, analizując poczynania strzelca. Następnie aplikacja przedstawia je w formie graficznej, podając jednocześnie wyniki. Pozwala to użytkownikowi na sprawdzenie swoich strzałów, obserwację drogi karabinka podczas podnoszenia do strzału, kontrolę drgań przy wyciskaniu spustu. Oprócz zbierania danych aplikacja pozwala też usystematyzować trening i nawet daje wskazówki dotyczące popełnianych błędów. Czynnikiem podnoszącym poziom rozrywki w trakcie treningu są dostępne różnego rodzaju scenariusze – dzięki temu trening nie nudzi się tak szybko i nie jest aż tak monotonny.  Mało tego: apka pozwala na dzielenie się wynikami z innymi strzelcami i stworzenie sobie własnych zawodów.

 

Plusy

Niezaprzeczalnym plusem jest sama idea urządzenia – pozwala na trening bez konieczności przeładowania broni.

Poza tym (i to uważam za szalenie istotne) na krótkich dystansach umożliwia naukę przewyższenia. W karabinku zerowanym na 50 m punkt trafienia odpowiada punktowi celowania na 50 i 200 metrach. Wobec tego na odległości mniejszej przesunięcie trafienie w dół jest już znaczące – dzięki laserowej plamce nie muszę zgadywać, gdzie padł strzał, bo widzę to dokładnie. Aplikacja sprawia, że trening w domu na sucho stał się zabawny i wymagający. Nie jest to już mozolne i nudne powtarzanie tych samych czynności, ale coś, przy czym można się naprawdę dobrze bawić, jednocześnie ćwicząc. Poza tym nieocenioną zaletą jest łatwość, z jaką można trenować. Wystarczy zamontować Mantisa, ustawić telefon na statywie i przykleić do ściany tarcze, które można pobrać z sieci.

Aplikacja podpowiada użytkownikowi, jakie błędy popełnił w trakcie pracy na spuście, dzięki czemu staje się nieocenioną pomocą, bo nie każdy ma dostęp do naprawdę wykwalifikowanego instruktora. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że Mantisa instalujemy dokładnie na naszym karabinku. Nie zmienia się ani manual, ani spust – to ten sam egzemplarz, którego używamy na strzelnicy. Będzie więc miał ten sam środek ciężkości, te same akcesoria i tę samą charakterystykę spustu.

Minusy

Mimo całego swojego uroku i innowacyjności Mantis nadal pozostaje tylko urządzeniem treningowym i jako takie nie zastąpi prawdziwego strzelania. Mając tego świadomość, wady w zasadzie dostrzegam dwie. Po pierwsze podczas strzelania w jasny dzień w terenie otwartym plamka lasera  przestaje być tak dobrze widoczna jak w zaciszu domowym. Pewnie zakup Blackbearda z zielonym laserem, bo i takie są dostępne, rozwiązałby ten problem. Oczywiście technologia przychodzi nam tu też z pomocą:  wystarczy ustawić pod tarczą telefon z uruchomiona aplikacją, a kamera poradzi sobie tam, gdzie nasze oczy już nie dają rady.

Druga kwestia – w sumie może nie wada, ale rzecz, na którą warto zwrócić uwagę – to fakt, że podczas korzystania z niektórych rodzajów optyki (na przykład Eotech z systemem pierścienia i  kropek BDC) można mieć problem z dostrzeżeniem plamki lasera. W przypadku T2 zjawisko takie w ogóle nie występuje – laser Mantisa po prostu wyświetla się na celu jako dodatkowa czerwona kropka. Inne ograniczenie wynika z samej konstrukcji systemu. Ponieważ to magazynek jest źródłem zasilania, jesteśmy skazani jedynie na trening pracy na spuście – wszelkiego typu zacięcia czy choćby zmiana magazynka to już dla Mantisa zbyt rozbudowany temat na chwilę obecną. Dźwignia przeładowania jest bowiem nieruchoma i nie da się przeprowadzić żadnej procedury awaryjnej. Co do zmiany magazynka, to oczywiście, użytkownik może dokupić dodatkowe powerbanki, ale nie wygląda na to, by zostały one zaprojektowane z myślą o spadaniu na ziemię. No, może kiedyś – akurat to można ćwiczyć live.

Zasilanie

System korzysta z powerbanka wbudowanego w magazynek. Kontrola stanu baterii odbywa się poprzez wciśnięcie przycisku umieszczonego obok gniazda ładowania. Cztery diody pokazują zakres naładowania baterii, a samo ładowanie, choć muszę przyznać, że trwa sporo czasu, to jednak zapewnia długie użytkowanie produktu. Spokojnie wystarczy na kilka treningów, a powtórne naładowanie to jedynie kwestia podpięcia kabelka usb.

Alternatywy

Na chwilę obecną Mantis Blackbeard według mojej wiedzy ma monopol na rynku. Owszem, do pistoletów produkowane są magazynki napinające zespół spustowy, na przykład Dryfire Mag do Glocka, ale są to proste konstrukcje oparte na sprężynce, które nie oferują nawet ułamka funkcjonalności opisywanego urządzenia. Krążą plotki o konkurencyjnych konstrukcjach, ale póki co są to jedynie plotki i oferta Mantisa pozostaje jedyną dostępną. Co ciekawe, laserowy trenażer spod znaku modliszki działa też z dostępnymi na rynku tarczami. Są to urządzenia, które po oświetleniu laserem wydają dźwięk lub się podświetlają. Mimo że nie mam do nich dostępu, myślę, że byłyby ciekawym rozwinięciem treningu, pozwalającym na strzelanie na większych dystansach.

Podsumowanie

Mantis Blackbeard to produkt, który sprawia, że sesje treningowe są po prostu świetną zabawą. Treningu nigdy dość, a Amerykanom udało się wyeliminować konieczność przeładowania broni po każdym naciśnięciu spustu. Poza tym trenować można bez problemu w domu – wystarczy tarcza i apka pobrana na telefon. Czy Mantis zastąpi instruktora? Z pewnością nie. Pomoże jednak trenować, zobaczycie na wykresach własne błędy, wskaże wam, jaką drogę pokonuje karabin przy wchodzeniu na cel, pokaże, czy zrywacie strzał, waląc w spust, czy zamiast tego ściągacie go precyzyjnie. Mantis nie zastąpi też strzelania ostrą amunicją, ale wszystkie jego zalety pozwolą na pewne oszczędności – praca na spuście i prawidłowe trzymanie broni przełożą się bez wątpienia  na wyniki w precyzji strzału. W Strefie Celu produkt dostępny jest za 1999 PLN. Dużo? Na pewno nie mało, ale za wielką wodą kosztuje 300 USD. Jak na stosowany ostatnio przez wszystkich przelicznik zakładający dopisanie jednego zera i zmiana waluty (1200 dolarów to w Polsce 12000 złotych) to cena wręcz zachwycająca.

 

  • Dziękujemy spółce Jammas, właścicielowi sklepu Strefa Celu, dystrybutorowi Mantis w Polsce, za użyczenie trenażera do testów.
  • Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Celownik holograficzny EOTECH – historia, technologia, praktyka

Celownik holograficzny to znane od niemalże 30 lat urządzenie wykorzystywane przez profesjonalistów na całym świecie. Ulubiony celownik wielu jednostek specjalnych pochodzi od jednego producenta –…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X