Przejdź do serwisu tematycznego

Romeo 4 XT Pro – dużo w małym

Rynek optyki do broni palnej to bez wątpienia rynek ciekawy i rozległy. Wybór odpowiedniego celownika zależy od zastosowania, do jakiego przewidujemy go używać, upodobań użytkownika, a także od zasobności jego portfela.

Zakres produktów rozciąga się od tanich chińskich kolimatorów (które jeśli wierzyć internetowym doniesieniom całkiem dobrze radzą sobie z trzymaniem zera na karabinkach .223) przez kolimatory mniej lub bardziej renomowanych producentów czy holografy (na rynku tak naprawdę dwa produkty: EO Tech i UH-1 od Vortexa), do często bardzo drogich lunet. Każdy z nich ma swoje wady i zalety. Dziś jednak skupię się na produkcie o nazwie Romeo 4 XT Pro od SIG Sauera.

Zdjęcia: Karol Szczęśniak, MILMAG

Romeo 4 XT Pro – co to?

Po tym krótkim wstępie odpowiedzmy sobie na pytanie czym właściwie jest Romeo 4 XT Pro. Jest to jeden z kilku modeli kolimatorów serii Romeo oferowany przez spółkę SIG Sauer. Ze względu na jego cenę, a także możliwości, pozwalam sobie na stwierdzenie, że jest to ich produkt premium. Dla niewtajemniczonych, zadaniem kolimatora jest wprojektowanie w pole widzenia strzelca czerwonego (na ogół, choć nie zawsze) znaku celowniczego w postaci kropki lub innego wzoru. Wiązka światła, która powstała w wyniku działania diody, najpierw rzutowana jest na filtr dichroiczny lub zwierciadło światłodzielące. Dopiero później odbija się w stronę oka strzelca. Pozwala to na jednoczesną obserwację zarówno celu, jak i otoczenia ponieważ obraz znaku celowniczego jest zogniskowany w nieskończoności, czyli nie wymaga akomodacji ostrości widzenia. Kolimator wyświetla wiązkę światła równolegle do osi lufy, co czyni go jednym z najskuteczniejszych i najwygodniejszych celowników na krótkim i średnim dystansie.

Zawartość pudełka

Odrobinę przewrotny tytuł artykułu można już odnieść do pierwszych wrażeń, które mamy otrzymując przesyłkę. Kolimator dociera do użytkownika solidnie i bezpiecznie zapakowany. Kartonowe pudełko wypełnione sztywną pianką z wytłoczeniami na każdy z elementów zestawu zabezpieczone jest hologramem pełniącym rolę plomby. Po jego rozcięciu uchylamy wieczko i naszym oczom ukazuje się zestaw, w skład którego wchodzi: kolimator wraz z montażem, zestaw zaślepek na okular, klucze do instalacji w ilości dwóch sztuk, podkładka do montażu wraz z pasującym zestawem śrub, instrukcja, ściereczka do szkieł oraz bateria. Już po jakości opakowania i zawartości zestawu widać, że produkt aspiruje do półki premium. Jest naprawdę bogato. A do czego służą poszczególne elementy opowiem w dalszej części artykułu.

Wymiary i zasilanie

Zdjęcie: SIG Sauer

Wykonany metoda CNC za aluminium 7075-T6 celownik ma wymiary 64 x 86 x 56 mm i masę 225 g (osadzony na niskim montażu, z baterią i dwiema zaślepkami). Średnica okularu do 20 mm czyli tak jak w większości kolimatorów klasy T1. Na pierwszy rzut oka Romeo 4 wydaje się jednak większy od konkurencji, przede wszystkim przez inne proporcje spowodowane przez dużą tubę na baterię oraz zaślepki, które optycznie wydłużają cały zestaw.

Diodę zasila bateria AAA umieszczana w tubusie w dolnej prawej części korpusu kolimatora. Nie zabrakło oczywiści naniesionego oznaczenia, które informuje użytkownika o biegunowości źródła zasilania. Kolejnym wartym podkreślenia detalem jest zastosowanie smyczki łączącej pokrywę baterii z korpusem kolimatora, której zadaniem jest zabezpieczenie przed zgubieniem. Sama pokrywa jest moletowana po obwodzie, dzięki czemu łatwiej ją odkręcić. Warto podkreślić, że deklarowana przez SIG Sauer żywotność baterii wynosi 50 000 h. Oczywiście, podobnie jak w przypadku innych producentów jest to chwyt marketingowy. 50 000 h dotyczy ustawień na średnim poziomie jasności i w idealnych warunkach. Nie zmienia to jednak faktu, że przy takich parametrach baterię wymieniać będziemy raz na 3-4 lata. Drugim istotnym detalem jest fakt, że dostarczany w zestawie paluszek AAA to bateria litowa i właśnie takie są zalecane do kosztownego bądź, co bądź kolimatora. Stosowanie zwykłych baterii to już chyba tylko na własne ryzyko. Warto jednak pochwalić, że XT Pro zasilane jest właśnie z baterii AAA, których w żadnym cywilizowanym kraju nie można uznać za trudnodostępne. W ramach dygresji, SIG Sauer oferuje też siostrzany model T Pro, zasilany baterią guzikową CR2023.

Montaż

Kolejnym aspektem, w którym muszę pochwalić Romeo 4 to montaż. Po otwarciu opakowania i zainstalowaniu baterii przychodzi zawsze pora na montaż na karabinku. Ale zanim to nastąpi, prosto z pudełka użytkownik dostaje wybór, czy chce pozostać przy montażu absolute co-witness o wysokości 1,41 cala, na którym osadzono kolimator w fabryce, czy zamontować podkładkę podnoszącą wysokość do 1/3 lower co-witness, czyli 1,63 cala. Niby nic, a cieszy. I ten drugi jest znacznie wygodniejszy. Sam proces tej zmiany jest banalnie prosty: odkręcamy przy pomocy dołączonej końcówki T10 cztery śruby od spodu kolimatora, zakładamy podkładkę regulującą wysokość między montaż a kolimator i wkręcamy cztery dłuższe, dołączone do zestawu śruby. Nie zabrakło na nich oczywiście niebieskiego ustalacza do gwintów, jednak klucz do końcówki T10 musimy mieć już swój.

Protip: dokręcenie śrub należy wykonać na krzyż, by zapewnić właściwe ustalenie i docisk.

To co szczególnie zwróciło moją uwagę, niejako potwierdzając, że Romeo 4 to produkt z górnej półki to zastosowanie stalowych wkładek do gwintów. Większość producentów po prostu gwintuje otwory w aluminium, co może okazać się problematyczne w eksploatacji, gdyż taki gwint łatwo zerwać.  SIGSauer poszedł krok dalej i za to wielki plus. Należy też dodać, że schemat otworów w podstawie kolimatora zgodny jest z najpopularniejszym obecnie standardem T1/T2 firmy Aimpoint, a to otwiera użytkownikowi drogę do stosowania dowolnych montaży innych firm np. szalenie popularnych i wygodnych wysokich montaży FAST Unity. Po wybraniu wysokości montażu pora zamocować celownik na karabinku. Dokonujemy tego przez umieszczenie go na górnej szynie MIL-STD 1913 czyli tzw. risie. Ważna uwaga dotycząca samego montażu: po umieszczeniu kolimatora na szynie, dopychamy go w przód w stronę lufy, co ma służyć zredukowaniu wpływu odrzutu broni na zamocowany kolimator.

W tym celu producenci montaży umieszczają na ich spodzie tzw. recoil lug, czyli występy opierające się o szynę. W fabrycznym montażu Romeo takich występów jest dwa – czyli 2 x tyle, co oferuje większość konkurencji.

Zakręcana przy użyciu dołączonego klucza śruba mocująca jest niezwykle wręcz solidna dzięki swej masywności. Może to niektórym użytkownikom nie przypaść do gustu, jednak nie można zaprzeczyć, że dzięki niej montaż siedzi na szynie karabinu jak przyspawany. Producent zaleca dokręcenie montażu z siła 7,33 Nm (tak naprawdę to 65 in lbf). Kwestie estetyczne są tu mniej istotne, bo jak mówi powiedzenie o gustach się nie dyskutuje, ale dzięki standardowemu rozstawowi śrub droga do używania innych, lżejszych lub wyposażonych w systemy QD montaży stoi otworem i jest to tylko kwestia kosztów.

Nakładki

Opisując zawartość pudełka wspomniałem też o zestawie zaślepek – choć może lepsze słowo to nakładki. Romeo został fabrycznie obdarowany w sumie pięcioma elementami pełniącymi tę rolę. Nad gumowym bikini nie będę się rozwodził, bo to relikt przeszłości, który w mojej opinii do niczego się nie nadaje. Natomiast pozostałe są ciekawe. Standardowo celownik ma zainstalowane dwie osłonki na sprężynach z przezroczystymi szkłami. Pełnią one rolę po prostu zabezpieczenia soczewek. Dzięki jednak ciekawemu patentowi, możemy je wymienić lub całkowicie wymontować.

Kolimator ma bowiem w krawędzi tubusa (zarówno z przodu jak i z tyłu) gwinty. Pasują do nich nakrętki, które ustalają położenie nakładek. Ich mocne dokręcenie blokuje możliwość obrotu nakładek. Zamiast sprężynujących nakładek przezroczystych możemy też zamontować osłonkę w kształcie plastra miodu, której zadaniem jest redukcja refleksów na soczewce oraz wytłumienie widoczności czerwonej diody od strony lufy. Ostatnim rodzajem nakładki jest sprężynowa nakładka pełna. Służy ona przede wszystkim podniesieniu jasności kropki w naprawdę jasnym środowisku. Dzieje się to dzięki zjawisku nazywanym Bindon Aiming Concept. W telegraficznym skrócie polega to na tym, że patrząc na cel obydwoma oczami, podczas gdy jedno z nich patrzy przez tubę celownika z zasłoniętą przez zaślepkę od strony lufy soczewką, mózg priorytetyzuje wzrok na oko bez przeszkód w polu widzenia. Jednak jasne światło kropki nadal jest przez niego rejestrowane i te dwa obrazy nakładają się na siebie. Wymaga to odrobiny treningu, ale rzeczywiście działa. Co ciekawe nawet lepiej w przypadku optyki z powiększeniem niż kolimatora 1x. Dla mnie osobiście przysłona służy tylko podniesieniu natężenia kropki.

Zmienny znak celowniczy i sterowanie

Za sterowanie kolimatorem odpowiadają trzy przyciski umieszczone na górnej powierzchni korpusu. Niweluje to możliwość zahaczenia przyciskami sterowania o wystające elementy wyposażenia, gdy broń wisi użytkownikowi na pasie nośnym. Przyciski są wyraźnie wyczuwalne, pokryto je gumą z wytłoczonymi oznaczeniami, i satysfakcjonująco klikają. Uruchomienie kolimatora następuje poprzez wciśnięcie na dłużej niż sekundę któregokolwiek z przycisków. Zaznaczyć trzeba, że zarówno + jak – uruchomią kolimator w ostatniej zapamiętanej jasności. Jeśli użyjemy przycisku NVG kolimator uruchomi się z maksymalną jasnością znaku celowniczego. W celu wyłączenia urządzenia wystarczy przytrzymać dowolny przycisk dłużej niż sekundę. Zmiana trybu z widzialnego na noktowizję odbywa się przez naciśnięcie przycisku środkowego. Jego powtórne naciśnięcie powoduje przejście do największej jasności kropki. Nie ma tu znanej np. z EO Tech funkcji pamięci ustawienia, co niestety trzeba zaakceptować. Celownik oferuje dziesięć poziomów jasności w trybie widzialnym oraz dwa w noktowizji.

Zdjęcie: SIG Sauer

Znów wracamy do przewrotnego tytułu – kompaktowy Romeo oferuje bowiem dość dużo mimo swoich niewielkich rozmiarów. Dzięki jednoczesnemu wciśnięciu przycisków + i – otrzymujemy bowiem dostęp do zmiany znaku celowniczego. Do dyspozycji są cztery różne: kropka, trzy kropki, kropka i pierścień oraz trzy kropki i pierścień. Dodatkowe trzy kropki odpowiadają kolejno 5, 9 oraz 15 MOA od środkowej kropki. Duży pierścień ma zaś średnicę 65 MOA. Znając tabele balistyczne stosowanej amunicji możemy dzięki temu pokusić się o strzelanie na dalsze dystanse korzystając z dodatkowych kropek. Przykładowo, przy strzelaniu amunicją M855A1 z 14,5 calowej lufy przy przystrzeleniu karabinka na 100 m, druga od góry kropka odpowiada zeru na 350 m, trzecia 500 m, a najniższa 675-700 m. Duży pierścień z kolei służy do szybkiego strzelania w CQB. Mi osobiście najlepiej strzela się po prostu z jednej kropki, która trzyma wymiar 2 MOA co znaczy, że na 100 jardach przykrywa 2 cale celu. Znaki z dużym pierścieniem są dla mnie trochę zatłoczone, ale myślę, że to kwestia przyzwyczajenia.

Zerowanie

Po zamontowaniu kolimatora pora na wizytę na strzelnicy. Bez względu na to, który znak celowniczy wybierzemy, chcemy przecież trafiać w cel. O wyborze odpowiedniego zera i co to znaczy napiszę kiedyś osobny artykuł. Dziś jednak chcemy, by karabin trafiał w wybrany punkt. Ustawień celownika dokonujemy poprzez regulację dwóch pokręteł: jednego umieszczonego z prawej strony (regulacja prawo-lewo), drugiego u góry (regulacja góra-dół). Dostęp do obu uzyskujemy po odkręceniu nakrętek. Są one niejako wpuszczone w zwartą obudowę kolimatora, co działa super jeśli chodzi o osłonę regulatorów, jednak utrudnia odkręcenie nakrętek, z których jedna wyposażona jest w występ umożliwiający regulację. Zamiast niej można też użyć łuski. Co ważne, regulacja kolimatora polega na przesunięciu miejsca trafienia. Znaczy to tyle, że jeśli wycelowaliśmy w 10, a strzał padł w lewo i górę od tejże 10 to kolimator należy wyregulować w prawo i w dół. Na korpusie umieszczono strzałeczki i oznaczenia informujące o tym jak kręcić. Jeśli jednak ktoś absolutnie nie zna języka Szekspira to informuję, że aby przesunąć punkt trafienia w górę kręcimy pokrętłem przeciwnie do wskazówek zegara, podobnie jak wtedy, gdy chcemy przesunąć go w prawo. Regulatory wyraźnie klikają, a każde kliknięcie przesuwa punkt trafienia o 0,5 MOA czyli na 100 jardach 1/2 cala, na 50 jardach 1/4 itp.

Strzelanie

Z karabinka z zamontowanym na nim Romeo 4 XT PRO strzela się tak naprawdę tak jak zawsze: tak szybko i tak precyzyjnie jak pozwalają na to umiejętności strzelca. Konieczna do wyświetlania kropki niebieska barwa soczewki jest tu bardzo mało rzucająca się w oczy, kropka przynajmniej dla mnie jest wyraźna i ma rzeczywiście kształt kropki. To ostatnie zależy od oczu użytkownika – moje na szczęście jeszcze są w miarę, choć pewnie zmieni się to z wiekiem. Nie zmienia się to na gorsze nawet przy użyciu powiększalnika, także gratulacje należą się zarówno producentowi – za dobry emiter LED, jak i mi osobiście za dobre oczy. Tak czy inaczej, znaki celownicze w opisywanym kolimatorze są jednymi z najbardziej wyraźnych na rynku. Świetna jest też transmisja światła, zwłaszcza jeśli otworzymy obie osłonki. Przy strzelaniu z obu oczu, ma to jednak niewielkie znaczenie. Kolimator od pół roku zamontowany był na MPX oraz AR15, przepuścił sporo amunicji, trochę też był tyrany i nie nosi śladów użytkowania. O tym, że oczywiście wzorowo trzyma zero nawet nie wspominam, bo to oczywista oczywistość.

MOTAC i D.A.R.C i inne

Warto wspomnieć jeszcze o paru dobrze brzmiących skrótach. Pierwszy z nich to MOTAC, dzięki któremu możliwe jest, że bateria wytrzyma tyle godzin. Jest to nic innego jak popularny czujnik ruchu, który wyłącza zasilanie po 120 sekundach bezczynności. Najmniejszy ruch kolimatora uruchamia go ponownie na ostatniej zapamiętanej opcji. W sumie gadżet, ale działa i można się pochwalić. Drugim akronimem jest D.A.R.C czyli Dark Adaptive Reticles and Coating – czyli zoptymalizowane do używania z noktowizją 3 generacji pokrycie soczewek i dostosowanie jasności znaku celowniczego. Inną interesującą metką jest Made in USA – ROMEO 4 XT Pro to kolimator, który wg deklaracji SIG Sauera prawie w całości wytwarzany jest w USA. Prawie – bo jeden z układów scalonych jest jednak importowany. Piszę to trochę z przymrużeniem oka bo czego to firma nie zrobi, by być Berry Complient. A potem wychodzą różne kwiatki. Ale to już temat na inne rozważanie. Oficjalne stanowisko brzmi dumnie Assembled In USA. Kolejnym magicznym oznaczeniem jest IPX-8, czyli wodoszczelność do 20 m przez 2 godziny. Całkiem imponujące, ale czego się spodziewać po produkcie, z taką grupą docelową.

Użytkownicy

Tu dochodzimy do ciekawego tematu. Otóż grupą docelową dla tego produktu niekoniecznie są cywile. Wystarczy popatrzeć na to, jak prężnie SIG Sauer działa na rynku kontraktów dla użytkowników instytucjonalnych. Nie mówię już nawet o programach amerykańskiej armii na broń małokalibrową, ale choćby o naszym podwórku. Wymienić tu możemy choćby żołnierzy JW Grom na nowych zdjęciach na swoich HK 416 mają kolimatory SIG Sauer. Innym przykładem Obi Wan Nairobi czyli Christian Craighead, Brytyjczyk z 22 SAS, który zyskał sławę po ataku terrorystycznym w stolicy Kenii, a miał na swoim L119a2 kolimator SIG Romeo 4T. To się nazywa reklama.

Podsumowanie

Romeo 4 XT Pro czasem bywa nazywany pogromcą Aimpointa. Czy słusznie? W mojej opinii chyba tak. Tym, co zapewniło Aimpointowi pozycję niekwestionowanego króla na rynku kolimatorów była reputacja niezniszczalnego celownika. I żeby było jasne, tego Aimpointowi nie odmawiam, jednak czas biegnie, technologia idzie na przód, a kolejni producenci dążyć będą do odebrania palmy pierwszeństwa Szwedom. SIG Sauer to potężna firma, która ma na to ogromne szanse choćby dzięki XT Pro – jest to bowiem kolimator kompletny, ma wszystko, czego potrzeba i jeszcze więcej. Używają go czołowe jednostki świata, nie słychać o problemach z jakością, a co nie mniej znaczące jest po prostu cenowo przystępny. Na polskim rynku można zakupić go za ok 3500-3600 zł, co w porównaniu z Holosunem to owszem dużo, ale w porównaniu do T2 jednak ponad 1/3 miej. U mnie zostaje na MPX – pasują do siebie, a sam kolimator jest po prostu bardzo, bardzo dobry.

 

Oficjalnym dystrybutorem SIG Sauer w Polsce jest sklep M.K. Szuster.

Dziękujemy M.K. Szuster za przekazanie celownika SIG Romeo 4 XT Pro do testów.

Dziękujemy MCS BOCHNIA oraz Strzelnicy Zimnodół za użyczenie pleneru do zdjęć.

Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Streamlight – latarki TLR RM z nową głowicą HPL

Latarki Streamlight TLR serii RM otrzymują nową głowicę HPL (High Performance, High Lumen), emitującą bardziej skupioną wiązkę o większym zasięgu.

Nowe lunety biegowe i pryzmatyczne Primary Arms

Nowości Primary Arms obejmują wprowadzenie krzyża ACSS NOVA w lunetach biegowych PLxC i SLx oraz premierę nowej lunety pryzmatycznej – GLx 1x.

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X