Poprzednia część artykułu kończy się w momencie, gdy około południa dwie kolumny czołgów piechoty A11 oraz A12 i towarzyszące im dwa bataliony Durham Light Infantry wyruszają z okolic kanadyjskiego monumentu poświęconego poległym podczas Wielkiej Wojny, wzniesionego na wzgórzu Vimy nieopodal miasteczka o tej samej nazwie, z zadaniem osiągnięcia położonej około 10 km na południe podstawy wyjściowej do właściwego natarcia (Arras, 21 V 1940. Cztery brytyjskie bataliony kontra dywizja Rommla i dywizja SS Totenkopf, cz. 1).
Bez łączności, z niedostateczną ilością map, z problematycznym współdziałaniem piechoty, minimalnym wsparciem artylerii i bez udziału własnego lotnictwa. Jeszcze 8 km przed osiągnięciem podstawy wyjściowej, kolumna zachodnia natrafia na opór we wsi Duisans. Kolumna wschodnia z tego samego powodu musi zatrzymać się jeszcze szybciej, bo pod Dainville.
Żołnierskie trofeum na chłodnicy lekkiego samochodu ciężarowego Morris-Commercial PU, 8 cwt / autor
Nieefektywny łańcuch dowodzenia i błędne rozpoznanie
Formalnym dowódcą natarcia generał Franklyn mianował znanego na Wyspach eksperta w sprawach broni pancernej, generała Sir Giffadra le Q. Martela. Na czele obydwu kolumn stanęli nie jak nakazywałaby logika oficerowie z 1st Army Tank Brigade (dalej 1. ATB), lecz nieobeznani z taktyką broni pancernej oficerowie batalionów piechoty z Durham Light Infantry. Żaden z nich nie odegrał swojej roli w prowadzeniu natarcia, bo piechota uwikłała się w bój znacznie wcześniej niż zakładano, pozostając w tyle za prowadzącymi czołgami, a stanowisko gen. Martela znajdowało się także przy piechocie, co automatycznie pozbawiło go wpływu na przebieg działań. Co więcej, dowódcy 4th i 7th Royal Tank Regiment (dalej RTR) nie byli nawet obecni podczas decydującej fazy odprawy przed natarciem, musieli bowiem udać się do swoich batalionów w celu przygotowania ich do wymarszu.
Planując natarcie, Brytyjczycy nie doszacowali sił przeciwnika. Niektóre informacje świadczą jednak o tym, że gen. Franklyn i jego sztab dobrze orientowali się o poważnych siłach niemieckich, znajdujących się jeszcze przed planowaną podstawą wyjściową natarcia. Wykryto bowiem ruch niemieckich kolumn na drogach Arras – Doullens oraz Arras – St. Pol. Jeśli było tak w istocie, to z nieznanych i niezrozumiałych przyczyn nie zostali o tym poinformowani oficerowie odpowiedzialni bezpośrednio za przebieg akcji.
Czytelny schemat działania obydwu kolumn oraz przedmioty ich natarcia / J. Restayn, „Guderian perce a Sedan”, 1991
Łączność, a raczej brak łączności
Niektóre ze związanych z tym zagadnieniem problemów zostały zasygnalizowane w pierwszej części niniejszego artykułu. Żeby zdiagnozować przyczyny takiego stanu rzeczy, trzeba cofnąć się do początku kampanii. Wówczas 1. ATB otrzymała rozkaz o zachowaniu bezwzględnej ciszy radiowej. Strojenia urządzeń nadawczo-odbiorczych musiano więc dokonywać za pomocą miernika fal radiowych. W całej brygadzie znajdowały się… dwa tego typu aparaty. Zestrajanie sieci trwało zatem wyjątkowo długo, a rezultatów nie można było sprawdzić z powodu obowiązującej ciszy radiowej… Wielokilometrowe marsze, które nastąpiły potem, nie przyczyniły się bynajmniej do poprawy sytuacji. Podczas jazdy bowiem, wiele radiostacji zdążyło się rozstroić z powodu drgań i wstrząsów przez rozmaite nierówności na szlaku. Wyjątkiem były czołgi lekkie Mk. VI, ponieważ prowadziły one działalność patrolową, wobec tego zwolnione były z utrzymywania ciszy radiowej. Gdy kilka godzin przed natarciem, w godzinach rannych 21 maja, rozkaz o ciszy radiowej przestał wreszcie obowiązywać okazało się, że zaledwie kilka spośród wszystkich czołgów A11 i A12 brygady miało dobrze zestrojone radiostacje. Z tego powodu dowódcy obydwu batalionów RTR przesiedli się do czołgów lekkich Mk. VI.
Rysunek znanego karykaturzysty Bruce’a Bainsfathera symbolizujący powrót BEF w okolice znane z czasów Wielkiej Wojny / autor
7. Panzer Division
Czołgi prowadzącej jednostki dywizji, czyli Panzer Regiment 25. zaczęły odczuwać trudy nieprzerwanego marszu znad Mozy, więc wiele z nich musiało rankiem 21 maja poddać się rutynowym zabiegom mechaników z czołówek naprawczych. Pracowano w pośpiechu, bowiem pułk miał wyruszyć do kolejnego etapu marszu o godzinie 15.00. Tymczasem piechota zmotoryzowana dywizji – 6. i .7 Pułki Grenadierów Pancernych pozostawały nieco z tyłu. Było to tego poranka główna troską generała Rommla, który udał się do nich, by osobiście dopilnować ich dalszego marszu na zachód. Poprzedniego dnia oddział rozpoznawczy 7. DPanc – Aufklaerungs-Abteilung 37. próbował z marszu wejść od wschodu do Arras, jednak obrona nie dała się zaskoczyć i generał przewidywał, że opanowanie tego ważnego węzła drogowego nie będzie łatwym zadaniem. Na razie jednak jego wysiłki skupiały się na skoncentrowaniu wszystkich elementów dywizji i zapewnieniu zaopatrzenia, które także pozostało w tyle. Na lewym skrzydle gros 7. DPanc. znajdowała się Dywizja SS „Totenkopf”, natomiast prawym sąsiadem były podchodzące od wschodu czołowe elementy 5. Panzer Division.
Dokładnie w czasie, gdy Rommel przebywał wśród swojej piechoty zmotoryzowanej, spadło na nią uderzenie „setek” – jak twierdził – brytyjskich czołgów, które spowodowało „nieopisany chaos i zamieszanie”. Pisał także o przejawach paniki, która była efektem pozornej niewrażliwości brytyjskich czołgów na ostrzał. Z właściwą sobie aktywnością i refleksem, Rommel bezpośrednio komenderował wszelką dostępna na miejscu artylerią, wydając jednocześnie Panzer Regiment 25. rozkaz natychmiastowego zawrócenia w kierunku Arras i uderzenia na nacierające brytyjskie kolumny od zachodu.
Oznaka noszona na beretach przez czołgistów wszystkich batalionów Royal Tank Regiment / autor
Atak – pierwsze akordy – kolumna wschodnia
Jak pamiętamy, kolumna zachodnia prowadzona przez 7th RTR, która wyruszyła z Vimy Ridge o godzinie 13.00-13.15 napotkała na pierwszy opór już w wiosce Duisans, niespełna godzinę później o osiem kilometrów przed planowaną podstawą właściwego natarcia. Opór stawiły pododdziały SS „Totenkopf”. Czołgi ominęły przeszkodę, jednak podążająca z nimi piechota z 8th Durham Light Infantry (dalej DLI) uwikłała się w walki trwające do późnych godzin popołudniowych. W rezultacie piechurzy osiągnęli planowaną podstawę natarcia dopiero o godzinie 18.30.
Infantry Tank Mk.I, A11. Zdjęcie pochodzi z podręcznika dla użytkowników. Używana dziś powszechni nazwa „Matilda I” nie istniała ani oficjalnie, ani w obiegu, podobnie zresztą jak powojenne wymysły typu „Achilles”, „Brummbar”, czy „Wolverine”… / autor
Również i kolumna wschodnia z 4th RTR i 6th DLI napotkała na opór niemal natychmiast po wyruszeniu. We wsi Danville bronił się 1. batalion, Panzer-Grenadier Regiment 6. z 7. DPanc. Skierowano przeciwko nim kompanię motocyklistów z 4th Royal Northumberland Fusiliers wzmocnioną plutonem czołgów A11. Pozostałe czołgi, kontynuujące natarcie, napotkały na pobliskiej drodze kolumnę samochodów ciężarowych, która w przeciągu kilku chwil została zmasakrowana. Dokonała tego tylko jedna sekcja pod dowództwem kpt. D.W. Hunta. Wzięto licznych jeńców, których z braku piechoty odesłano pod symboliczną eskortą na tyły. 4th RTR osiągnął wieś Achicourt, gdzie napotkał silny ogień dział przeciwpancernych. Do walki z nimi wysunięto sześć czołgów A12 batalionu, uzbrojonych w dwufuntówki. Od tego momentu wszystkie kompanie batalionu, „A”, „B” oraz „C” walczyły osobno. Piechota dawno została daleko z tyłu.
Lord Gort wraz z z grupą belgijskich oficerów w 4th Battalion, RTR. Identyfikację ułatwia nazwa własna „Devil” – „D” jest czwartą literą alfabetu / IWM
Do braku synchronizacji pomiędzy poszczególnymi pododdziałami czołgów, a także między czołgami i piechotą, przyczyniał się również charakter terenu. Nasypy kolejowe, strumyki oraz inne nierozpoznane na mapach przeszkody powodowały, że każdy pododdział musiał na własna rękę wynajdywać najodpowiedniejszą oś marszu. Wpływało to w znaczny sposób na wyznaczone pierwotnie kierunki natarcia.
Do przemieszczania się na dłuższe dystanse planowano wykorzystywać transport kolejowy, co jednak – jak pisaliśmy – nie zawsze było możliwe. Na należącej do SNCF platformie mieściły się dwa czołgi A11 / IWM
Powrócimy tutaj do relacji sierżanta szefa „Muscle” Armita z 4th RTR, którego cytowaliśmy już w poprzedniej części tekstu. Pamiętamy, jak jego czołg pomimo uszkodzeń, rozprawił się z armatami 37 mm. Miało to miejsce pomiędzy Achicourt a Beaurains. „Piechoty nie było z nami już dawno [6th DLI zajęty był likwidowaniem oporu w Danville i Achicourt – TB].
Manewry zimowe w północnej Francji, 1939/40. Tak teoretycznie wyglądać miała współpraca czołgów piechoty z piechurami, co pod Arras nie zadziałało. Biały kwadrat, to oznaka rozpoznawcza BEF, malowana na większości wozów bojowych / IWM
Pozostałe czołgi batalionu były zaś daleko z przodu. Zebrały się wokół mnie jeszcze dwa A11 i jeden A12. Na dołączenie do własnych czołgów nie było już szans, zdecydowałem więc, że z moją grupką będziemy osłaniać natarcie od wschodu, żeby Niemcy nie wdarli się stamtąd pomiędzy nasz batalion a piechotę. Radio nie działało, wiec nie miałem pojęcia, co się dzieje. W momencie, gdy ustalaliśmy szczegóły, wyjechało na nas kilka niemieckich czołgów z piechotą. Spodziewali się nas z innej strony, więc ich wieże nakierowane były na inny kierunek. Moja też, ale sam nie wiem jak zdołałem obrócić ją tak szybko. Jedna taśma nkm-u wystarczyła, by zatrzymać prowadzący czołg. Zauważyłem, że wyskoczyło z niego nie więcej niż dwóch ludzi. Podobny los spotkał drugi czołg, którego zniszczyła dwufuntówka z A12. Niemiecka piechota gdzieś zniknęła (…). O około 700 metrów zobaczyłem czołg dowódcy [ppłk Fitzmaurce w czołgu lekkim Mk. VI, trafionym bezpośrednio pociskiem z działa polowego, wystrzelonego przez baterię rozlokowaną na wschód od Mercatel – TB]. Nakazałem mojemu kierowcy podjechać do niego. Na miejscu jednak przekonałem się, że zarówno dowódca jak i kierowca nie żyją. Byliśmy więc bez dowództwa. Ale mimo tego nie narzekaliśmy na brak zajęć, bo całe popołudnie spędziliśmy wraz z moim improwizowanym plutonem na polowaniu na Niemców, którzy najwyraźniej nie mieli pojęcia, że tu jesteśmy”.
Czołg A11 4th RTR, nazwa własna „Deoch”. Wyraźnie widać, że możliwość otwarcia włazu kierowcy istniała tylko wtedy, gdy wieża była obrócona. Kierowca nosi popularną do dziś kominiarkę, nazywaną „Balaclava helmet”… / IWM
Pod Beaurains, leżącym przy drodze Arras – Bapaume, Brytyjczycy napotkali twardszy orzech do zgryzienia. Znajdowały się tam strzelające na wprost działa 105 mm. Ich ofiarą padło około dwadzieścia czołgów. Nie była to jedyna przyczyna, dla której wschodnia kolumna musiała się w tym miejscu zatrzymać. Kolumna zachodnia miała do przebycia dłuższą drogę i została nieco z tyłu.
Impas pod Beaurains
Zatrzymanie natarcia pod Beaurains, wymuszone narastającym niemieckim oporem oraz pozostającą w tyle kolumną zachodnią – pomimo dziesiątków zniszczonych niemieckich pojazdów i dział – uniemożliwiło osiągnięcie jednego z zasadniczych obiektów uderzenia – brzegu rzeki Coleuj. Do położonego nad tą rzeką miasteczka Wancourt można było wysłać jedynie kompanię motocyklistów 4th Royal Northumberland Fusiliers z dwoma, lub trzema samochodami zwiadowczymi Scout Car „Dingo” Mk. I. Izolowany i pozbawiony wsparcia pododdział, zmuszony był do kapitulacji w godzinach wieczornych.
A11 z 4th RTR. Widoczne białe kwadraty identyfikacyjne, a także oznaczenie kodowe batalionu – biała „4” na czerwonym tle. Biały pas u góry oznacza jednostkę podporządkowaną bezpośrednio dowództwu BEF. Wóz ma też cywilną tablicę rejestracyjną z hrabstwa Middlesex / IWM
Kolega sierż. Armita, sierżant Jock Reid z 4th RTR, również dowodził czołgiem A11: Major Halford-Walker rozkazał, by skręcić nieco w lewo i wyminąć widoczną wioskę. Zobaczyliśmy wtedy pierwszy z naszych unieruchomionych czołgów, nie wiem czy zniszczony czy uszkodzony. Wzięliśmy na pancerz szeregowego Morgana z jego załogi. Ktoś inny podjął drugiego z nich. Chwilę potem przekroczyliśmy bez przeszkód tory kolejowe, pomimo że mieliśmy obawy, że zerwą się nam gąsienice.
Kolejne zdjęcie z manewrów zimowych 1939/40 / IWM
Cytowany w pierwszej części artykułu ppor. Vaux tak opowiada o tym samym przejeździe kolejowym: Mieliśmy kłopoty z przekroczeniem wykopu, w którym biegły tory kolejowe. Ściany wykopu były strome i dwa z naszych czołgów utknęły w nim na dobre. Nie było wyjścia, trzeba było poszukać przejazdu kolejowego (…). Rogatki przejazdu były opuszczone i do dziś pamiętam absurdalną w tych okolicznościach sytuację, że musiała minąć chwila, zanim ktoś zdecydował się wyłamać je po prostu czołgiem (…). Niedługo potem, ku naszemu zaskoczeniu, natrafiliśmy na skrzydło poruszającej się drogą niemieckiej kolumny. Oni byli tak samo zaskoczeni, a na pewno bardziej przerażeni (…) Przez blisko kwadrans mieliśmy niczym nieskrępowaną możliwość urządzenia efektownej strzelaniny (…). Jednak niektórzy Niemcy mieli odwagę wskakiwać na nasze czołgi. Pamiętam jednego, którego oczy zobaczyłem w moim peryskopie. Byłem przekonany, że skoro ja go widzę, to on mnie też. Krótka seria z jednego z naszych czołgów uwolniła mnie od kłopotliwego pasażera. Nie wiem, ilu zabiliśmy Niemców, nie wiem też, ile spaliliśmy ciężarówek. Ale wtedy czuliśmy, ze właściwe możemy w ten sposób dojechać aż do Berlina.
Opuszczony czołg A11 z 7th RTR, nazwa własna „Garbo” – „G” to siódma litera alfabetu. W głębi widoczne jest sanktuarium Notre Dame-le-Lorette, u stóp którego leży ogromny cmentarz poległych w Wielkiej Wojnie / Muzeum Miasta Arras
Sierż. Reid dodaje: Zaraz za torami zobaczyliśmy drogę, a na niej Niemców. Mój kierowca, szeregowy Stretton (poległ na pustyni) wskazywał mi cele szybciej, niż mogłem nadążyć. Na swoje konto na pewno zapisać mogę motocykl z przyczepą i kaemem, który owinął się wokół jakiegoś drzewa (…). Zaczęła nas wtedy niepokoić jakaś armata. Żeby poprawić sobie widoczność, postanowiłem zając się najpierw dwoma ciężarówkami. Jeden z wozów musiał chyba przewozić amunicję, bo w wyniku eksplozji i fali uderzeniowej, którą poczuliśmy nawet wewnątrz czołgu, zniknęły i ciężarówki i działo.
Czołgista RTR w roku 1940, ubrany w kombinezon koloru czarnego / autor
Szeregowy T.S. Howell, kierowca czołgu lekkiego Mk. VI, należącego do kapitana Cracrofta, tak zapamiętał widziane przez siebie obrazy z tej fazy bitwy: Wokół nas, z wysokiej trawy, podnosiło się coraz więcej Niemców z rękami w górze. Pamiętam, że minęliśmy A12, którego dowódca przepytywał stojącego na pancerzu czołgu niemieckiego podoficera (…). Nasz radiooperator, Moorhouse i jakiś Niemiec wygrażali sobie nawzajem z oddali pięściami. Wtedy dostaliśmy się pod silny ogień artylerii. W moim wizjerze pękło szkło pancerne, a do wnętrza czołgu wleciały dwa odstrzelone nity z pancerza, nie robiąc nikomu krzywdy.
Erwin Rommel we Francji. W tle wóz łączności na bazie Pz.Kpfw.II / Internet
Do tego czasu Brytyjczycy zajęli Dainville, Achicourt, Agny i Beaurains. Wszędzie tam wciąż zaangażowana była piechota 8th DLI. Jak już wiemy, pod Beaurains utknęło natarcie kolumny wschodniej. Do akcji, dzięki osobistej interwencji Rommla, wkroczyła niemiecka artyleria. Oddajmy mu zatem głos: Wokół Tilloy, Beaurains i Agny toczyły się ciężkie walki. Ruch 1. batalionu 6. Pułku Grenadierów został powstrzymany, a grenadierzy ponieśli ciężkie straty w ludziach i sprzęcie. Nasze lekkie działa przeciwpancerne okazały się nieskuteczne w walce z silnie opancerzonymi czołgami brytyjskimi. Większość z nich została zniszczona, a obsługi wybite, lub rozjechane przez brytyjskie czołgi. Wokół płonęło wiele naszych pojazdów, a żołnierze SS uciekali w panice na południe. Sytuacja została opanowana dopiero przy udziale polowej artylerii dywizyjnej oraz armat przeciwlotniczych 88 mm.
O ile widoczne z lewej strony proporczyki były powszechnie stosowane, o tyle system oznakowań kompanijnych, widoczny po prawej w roku 1940 w przypadku 1st Army Tank Brigade pozostał tylko na papierze… Koloryzowana ilustracja z Military Training Pamphlet No. 22 Part 11 / autor
Dziwnym zrządzeniem losu było, ze ani brytyjska kolumna wschodnia, ani zachodnia, którą omówimy w następnej części artykułu, nie natknęły się na swojej drodze na czołgi Panzer Regiment 25, który miał ruszyć w kierunku wsi Acq o godzinie 15.00, a który odegra znaczącą rolę dopiero w późnych godzinach popołudniowych i to tylko dzięki wydanemu w porę rozkazowi Rommla o zawróceniu pułku w kierunku Arras.
Cdn.