Przejdź do serwisu tematycznego

Steyr L9A2: ciekawie, choć dziwnie

Steyr to austriackie przedsiębiorstwo produkujące broń, które powstało w 1864 roku jako Österreichische Waffenfabriksgesellschaft (Austriackie Towarzystwo Fabryk Broni). Firma zaczynała od produkcji karabinów i pistoletów dla armii austriackiej i szybko stała się jednym z największych dostawców broni w Europie.

W latach 80. XIX wieku Steyr zaczął produkować pierwsze pojazdy mechaniczne, a w latach 20. XX wieku zaczęła rozwijać produkcję ciężarówek i autobusów. Jednak produkcja broni zawsze pozostawała jednym z głównych obszarów działalności firmy. W ciągu ponad 150 lat istnienia Steyr stworzył wiele innowacyjnych konstrukcji broni, takich jak karabinek wz. 1895, który był używany przez armię austriacką podczas I wojny światowej, a także pistolet maszynowy MP34, który stał się popularny w latach 30. XX wieku. Najbardziej jednak znanym produktem austriackiej spółki jest chyba karabinek szturmowy AUG używany przez wiele armii na całym świecie, a także przez jednostki specjalne i policję. Laikom znany jest przede wszystkim z gry Counter Strike oraz nieśmiertelnego przeboju kina świątecznego, czyli Szklanej Pułapki. Współcześnie Steyr nadal rozwija swoją ofertę broni, w tym pistolety, karabiny, karabinki i broń maszynową. Firma jest także producentem systemów kontroli ognia i celowników optycznych. Steyr słynie z wysokiej jakości swojej broni i innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Firma regularnie wprowadza nowe rozwiązania, takie jak system zmiany kalibru karabinu Steyr AUG, który umożliwia łatwe dostosowanie broni do różnych zadań i warunków. W sumie Steyr jest jednym z najbardziej znanych austriackich producentów broni, ma bogatą historię i ciągle rozwija swoją ofertę, oferując wiele innowacyjnych produktów dla użytkowników cywilnych, wojskowych i policyjnych.

 

L9A2

Jednym z takich produktów jest otrzymany przez nas do testów pistolet Steyr L9-A2 MF w kalibrze 9 mm Parabellum. Dzięki uprzejmości sklepu Hubertus Pro Hunting z Warszawy mieliśmy możliwość zapoznać się z tym pistoletem, przetestować go na strzelnicy i przygotować dla was ten materiał. Austriacki producent, mimo iż jest to firma dość znana, na ogół nie jest wymieniany w pierwszym rzędzie razem z takimi gigantami jak HK, Sig Sauer czy choćby doskonale znana i popularna na naszym rynku CZ. A bardzo szkoda, gdyż jak mieliśmy okazję się przekonać, Steyr to nie tylko chwalony i sprzedawany mimo upływu lat, a jednocześnie dość drogi AUG.

Unboxing

Pistolet dociera do użytkownika w zupełnie standardowym plastikowym kuferku. Wewnątrz, opakowanie wyścielane jest pianką, która ma za zadanie stabilizować i zabezpieczać zawartość. Nic, czym bylibyśmy zaskoczeni. W zestawie otrzymujemy pistolet, dwa magazynki, dwa kluczyki do blokady oraz komplet okładzin chwytu. Jak wspomniałem, to standard, przejdźmy więc do pierwszych wrażeń.

Dane techniczne

Garść suchych faktów: L9 to pistolet bezkurkowy w kalibrze 9 mm wyposażony w chwyt z tworzywa sztucznego, zasilany z siedemnastonabojowych magazynków. Długość całkowita 200 mm, długość lufy 115 mm, szerokość 33 mm, wysokość 142 mm przy masie 785 g bez amunicji. Na pierwszy rzut oka nic innowacyjnego, jednak dokładniejszym przyjrzeniu się dostrzeżemy pewne nowości. Warto również nadmienić, że literka L w nazwie odpowiada za oznaczenie wielkości pistoletu. Producent oferuje również wersję M9 oraz C9 – odpowiednio Media i Compact. Opierając się na tej samej zasadzie działania, różnią się one tylko wymiarami zewnętrznymi i długościami luf. Pozostałe funkcjonalności zostały zachowane.

Chwyt

Pamiętacie, jak w artykule o SIG Makro napisałem o tendencji do dzielenia szkieletu i chwytu? Nie inaczej jest w przypadku tej broni. Producent zdecydował się na wprowadzenie dokładnie takiego samego rozwiązania już pod koniec lat 90. XX wieku, wyprzedzając swoją epokę. Jednak rozwiązanie to nie zostało wykorzystane marketingowo. Szkieletem jest wykonana ze stali wkładka z mechanizmem spustowym. Zawiera ona też elementy zabezpieczające oraz zrzut zamka i wyrzutnik. To, co wcześniej określiliśmy mianem szkieletu, jest po prostu chwytem. W rozumieniu naszego prawa częścią istotną jest szkielet. Nie przeszkodziło to jednak, aby numer został nabity zarówno na szkielecie, jak i na wykonanym z tworzywa chwycie. I tu mamy kłopot – bo w takim razie częścią istotna są oba elementy. Modular Frame pozostaje tylko nazwą, przynajmniej dopóki numery są tu i tu. Sam chwyt ma kształt trochę podobny do znanego z CZ 75. Część, na której opiera się zamek, jest dość wysoka, co powoduje, że sam zamek dla równowagi jest niższy. Korzystnie wpływa to na jego masę, co w konsekwencji zmienia odczucia strzelca. Dzięki wyraźnemu podcięciu w części grzbietowej i dość długiej ostrodze chwytu pistolet bardzo dobrze układa się w dłoni. Boczne powierzchnie chwytu, a w zasadzie wymienne wkładki pozwalające na dostosowanie rozmiaru pokryto stipplingiem – czyli specjalna fakturą. Trochę brakuje jej w części przedniej i tylnej, gdzie zamiast tego zastosowano nacięcia poziome (przednia powierzchnia) lub w kratkę (z tyłu). Stippling obecny jest też na trzech polach powyżej okładek, co zapewnia bardzo przyjemne wrażenia estetyczne, choć w dłoni zbytnio tego nie czuć. Faktura nie jest nadmiernie agresywna jak na przykład w CZ P10c – ot, taki bezpieczny środek. Boczne okładki chwytu oraz część grzbietową wymienia się poprzez wybicie pina umieszczonego w dolnej części chwytu. W zestawie mamy do dyspozycji trzy komplety, które można dowolnie ze sobą mieszać. Obok wspomnianego pina nie zabrakło otworu do przewleczenia smyczy lub retraktora. O szynie akcesoryjnej wspomnę tylko mimochodem, gdyż nie wyobrażam sobie, żeby nowoczesna broń była jej pozbawiona i nie dało się zamontować do niej latarki. O ile wygoda chwytu jest bezdyskusyjna, o tyle kąt chwytu jest specyficzny i może wymagać odrobiny treningu. Komuś przyzwyczajonemu np. do Sfp9 jak ja pistolet układa się odrobinkę w górę. Można to oczywiście wytrenować.

Mechanizm zabezpieczenia

Tym, co zwraca szczególną uwagę, jest mechanizm zabezpieczenia. Przy użyciu specjalnego kluczyka, a takich w zestawie otrzymujemy dwa, użytkownik może całkowicie zablokować mechanizm spustowy. Aby to wykonąć, mechanizm spustowy musi być napięty. Wtedy wystarczy jedynie przy użyciu kluczyka wykonać ruch o 90 stopni zgodnie z ruchem wskazówek zegara i gotowe – pistolet jest zablokowany i nie da się z niego strzelić ani go rozłożyć.

Manipulatory

Można pomyśleć, że w nowoczesnym pistolecie nie da się już nic nowego wymyślić. Czegóż bowiem więcej potrzeba niż spustu, dźwigni zrzutu zamka i przycisku zwolnienia magazynka? Ano niczego. Dzięki stosowaniu nowoczesnych systemów zabezpieczających nastawne bezpieczniki stały się coraz mniej popularne. Także w tym pistolecie ich nie ma. Jednak można by wyrazić rozczarowanie, że manipulatory, choć wygodne, są jedynie jednostronne. Zrzut zamka nie wystaje, nie ma za bardzo możliwości zahaczenia go przypadkowo, jest znajduje się w idealnej pozycji, by go używać przy pomocy kciuka prawej ręki. Podobnie jest z przyciskiem zwolnienia magazynka – jego umiejscowienie nie wymusza na strzelcu zmiany chwytu. I mówimy tu o dłoniach w rozmiarze 9 – w Glocku zrzut magazynka jest praktycznie niewykonalny bez korekty. W ramach ukłonu w stronę leworęcznych producent przewidział możliwość odwrócenia przycisku. Przy demontażu należy uważać, gdyż system składa się z trzech elementów: przycisku, sprężyny oraz podkładki po nią, które są niewielkich rozmiarów i łatwo je zgubić. Demontaż wymaga użycia długich i wąskich szczypczyków do wykręcenia sprężyny. Ważne jednak, że taką operację da się przeprowadzić. I tak powoli doszliśmy do najważniejszego manipulatora, czyli spustu. Wyposażono go oczywiście w blokadę, którą muszę pochwalić. Nie działa ona – jak w innych pistoletach – po łuku, co spowodowane jest umieszczeniem punktu zamocowania w górnej części spustu. Steyr zamiast tego zastosował pin w środkowej części, co pozwoliło na zmianę charakterystyki pracy – bezpiecznik pracuje w osi przód –  tył, dzięki czemu jest w zasadzie niewyczuwalny. Wystarczy położyć palec na spuście, a element chowa się w wycięciu, odbezpieczając broń. Jest to dla mnie nowość, która bardzo przypadła mi do gustu. Wg deklaracji producenta spust ma opór 2,5 kg i wydaje się, że jest tak rzeczywiście. Ściągnięcie go charakteryzuje ok. 3 mm jałowego biegu, następnie jakieś 2 mm oporu do przełamania, które jest bardzo wyraźne. W tę stronę jest to naprawdę fajny, bezpieczny spust. Pewien kłopot pojawia się na powrocie. Spust ma niezwykle słabo wyczuwalny reset – tak słabo, że można go wcale nie odczuć. Jest on jednak krótki. Wrażenie dziwne, ale o tym, jak przekłada się na strzelanie, opowiem w dalszej części artykułu.

Zamek

L9 posiada jeden z niższych zamków. Wyposażono go w ułatwiające przeładowanie nacięcia zarówno w przedniej, jak i w tylnej części. Nie są one jednak szczególnie wyraźne, co w zestawieniu z małą wysokością sprawia, że przeładowanie nie jest tak proste jak w innych pistoletach – po prostu mamy mniej chwytu. Na zamku oczywiście obecne są oznaczenia producenta modelu oraz numer seryjny. Zabrakło za to systemu optic ready, przez co kolimator możemy zamontować jedynie przy użyciu płytki umieszczanej w miejscu szczerbinki lub, co znacznie bardziej inwazyjne, poprzez frezowanie zamka. Jak na lata 20. XXI wieku – szału nie ma. Za to pistolet wyposażono w ciekawą funkcję kontroli załadowania. Owszem, niszową, ale ciekawą. Oprócz standardowego wskaźnika połączonego z pazurem wyciągu – po prawej stronie pazur wystaje, gdy nabój jest w komorze – w L9 mamy też tylny wskaźnik. Na czole zamka umieszczono sprężynujący bolec, którego drugi koniec wystaje przez płytkę oporową z tylnej części broni. Rozwiązanie super, jeśli strzelamy w ciemności albo pod noktowizją – jeden ruch kciuka i nie da się nie wyczuć wystającego bolca. Jednak przyznacie sami, że to niszowa funkcja. Z kolei sama płytka oporowa jest chyba najgrubszą, jaką w życiu widziałem – co jak co, ale iglicą w oko nie dostaniecie.

Przyrządy celownicze

Jak już wspomniałem, L9 nie jest optic ready. Standardowa muszka i szczerbinka zostały całkowicie zmienione: zamiast pierwszej mamy bowiem trójkąt, a zamiast drugiej, standardowo kwadratowej lub w kształcie u, do dyspozycji oddano nam wycięcie w kształcie trapezu. Trzeba przyznać, że to innowacyjne, a do strzelania tarczowego dodatkowo bardzo ciekawe i niezwykle precyzyjne. Do szybkiego na pewno wymaga treningu. Jednak sposób, w jaki trójkąt przyciąga wzrok, pozwala domniemywać, że nowy system celowania ma potencjał. Zarówno muszkę, jak i szczerbinkę wykonano ze stali, a dodatkowo zastosowano białe elementy. Możecie to zobaczyć na zdjęciach. Czy każdemu to rozwiązanie będzie odpowiadać? Zdecydowanie nie, tu trzeba się złożyć i popróbować.

Magazynki

W zestawie otrzymujemy dwa magazynki o pojemności 17 sztuk. Wykonano je z blachy, a ich kopytka z polimeru. Na pochwałę zasługują kolorowe podajniki, za które nie trzeba dopłacać. Kopytka są wyraźne i mocno wystające, co pozwoliło na zrezygnowanie z nacięć w gnieździe magazynka. Zamiast tego mamy tam lejek, który ułatwia wprowadzenie magazynka przy szybkich zmianach. Sprężyny są mocne, co niektórzy uważają za wadę, bo ciężko jest zrzucić zamek z pustym magazynkiem. Oczywiście problem ten nie występuje, gdy w magazynku są naboje. Powyższe narzekanie świadczy to tylko o niezrozumieniu kwestii istotnych.

Jakość

L9 kosztuje ok. 3700 złotych. Za te pieniądze otrzymujemy broń, do której jakości nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Wszystko jest solidne i estetycznie wykonane. Widać też w tym modelu wyraźny wpływ nowoczesnego wzoznictwa. Wszystko jest idealnie spasowane – luz między zamkiem a szkieletem w zasadzie nie występuje. Magazynki po zrzucie wypadają z dużą energią. Mamy tu standard europejski.

Strzelanie

Teraz pora na najważniejsze. Jak w zasadzie strzela się z L9? Na to pytanie odpowiedź jest wielopoziomowa. Pierwsze wrażenie: płasko. Dzięki niskiemu zamkowi podrzut został zminimalizowany. Drugie wrażenie: inaczej. I muszę przyznać, że wydaje się, to dziwne. Spust nie ma praktycznie wyczuwalnego resetu. Ma za to bardzo przyzwoitą kulturę pracy. Wymaga to pewnego przyzwyczajenia. Za to szybkie strzelanie jest bardzo przyjemne – broń nie tańczy w rękach, a wygodny chwyt pozwala na niezłą kontrolę. Co do celności, to jest jak w  większości pistoletów tej grupy: broń będzie pewnie celniejsza od strzelca. W końcu nie jest to pistolet do precyzyjnej tarczówki. Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że dopuszczono go do IPSC w klasie production.

Rozkładanie

Steyr L9A2 jest odmienny na tak wielu płaszczyznach, że nie mógłby też być rozbierany jak klasyczny pistolet. Po pierwsze, należy zrzucić kurek, a następnie nacisnąć guzik po prawej stronie szkieletu – ten sam, którym można zablokować całkowicie broń. Kolejnym krokiem jest ruch dźwigni w dół. I gotowe: zamek zjeżdża z prowadnic. Demontaż polowy to wyjęcie sprężyny wraz z żerdzią i lufy, dokładnie tak jak w każdej innej broni. By uzyskać dostęp do wkładki z mechanizmem spustowym, trzeba postarać się trochę bardziej i uważać na sprężynujące elementy. Zaczynamy od wyciągnięcia dźwigni blokującej ze szkieletu. Zablokowana jest ona w środku sprężyną zatrzasku zamka, więc trzeba zrobić to z wyczuciem. Po wyjęciu dźwigni należy głęboko wcisnąć znany nam już przycisk i można, popychając spust do góry, wydostać wkładkę. Uwaga na sprężynę dociskająca przycisk – jest mała i wyskakuje bardzo dynamicznie. Składanie jest procesem odwrotnym, warto jednak zwrócić uwagę na montaż sprężyny blokady zamka. Widać to na zdjęciach. Generalnie aż tak rozkładać broni nie ma potrzeby, chyba że byłaby naprawdę bardzo brudna. Montaż kompletnego zamka jest banalnie prosty: wystarczy nasunąć go na prowadnicę, system zapadek sam się zatrzaśnie.

Podsumowanie

Steyr L9A2 to broń inna niż wszystkie. Mnogość innowacji i to, jak konstruktorzy pozwoli sobie na zejście z utartych ścieżek, naprawdę zachwyca. Doświadczenie zdobyte przy produkcji – na pewno zaowocowało i pozwala zakładać, że również pistolet będzie cieszył się niezawodnością. W trakcie naszych testów nie odnotowaliśmy żadnych zacięć – wszystko poszło dokładnie tak, jak oczekuje się od nowoczesnej dziewiątki. Nie jest to na pewno broń dla każdego: nie wszyscy lubią innowacje, nie każdemu będzie odpowiadał nowy system celowania. Jednak jest to broń naprawdę interesująca. Dodatkowo Hubertus sprzedaje ją też w zestawie w prawdziwym smaczkiem – karabinkiem Steyr, który startował w przetargu dla Bundeswehry (Steyr STM 222 w Hubertusie). I to już jest coś wyjątkowego. Tak wyjątkowego, jak sam Steyr L9A2 MF.

 

Dziękujemy Hubertus Pro Hunting za użyczenie broni do testów.

Reklama: Artykuł zawiera lokowanie produktu, amunicji Hornady.

Testy produktów prowadzimy niezależnie, opinie są wyłączną oceną autorki lub autora. Reklamodawca nie ma możliwości ingerencji w treść recenzji.

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X