Przejdź do serwisu tematycznego

To mógłby być blaster: Tavor TS12

– Co to za monstrum, czym to strzela? Gdyby trafił do scenografów Gwiezdnych wojen, mógłby zapewne grać blastera bez przeróbek, którym poddawane były tam inne modele broni palnej! – pomyślałem. Dopiero rzut oka na lufę rozwiał moje wątpliwości. Jeśli to nie nowy blaster, to jednak musi być to strzelba… Tak poznałem Tavora TS12.

Jak to działa?

W 2018 roku firma Israel Weapon Industries (IWI) do swojej oferty broni bezkolbowej (bullpup) sprzedawanej pod marką Tavor wprowadziła strzelbę kaliber 12ga oznaczoną jako TS12. Konstrukcja bullpup charakteryzuje się tym, że komora zamkowa znajduje się za mechanizmem spustowym. Przypomnijmy, że pod marką Tavor firma IWI sprzedaje też obecnie karabinki: TAR, CTAR, SAR oraz najnowszy X95 (konwertowany również na pistolet maszynowy), a także karabin Tavor 7.
Jak informuje producent, Tavor TS12 kierowany jest do odbiorców cywilnych i ma dobrze sprawdzić się w zastosowaniach sportowych oraz służyć do ochrony domu.


Strzelba Tavor TS12 z regulacją gazową zasilana jest z trzech pojedynczych magazynków zamontowanych obrotowo, w układzie bębnowym, mieszczących po cztery 3-calowe naboje lub pięć 2,75-calowych nabojów do strzelb. Jak z tego wynika, maksymalna całkowita pojemność wszystkich trzech pojedynczych magazynków to 15 nabojów plus jeden dodatkowy nabój w komorze.
Zasada działania strzelby opiera się na odprowadzeniu części gazów prochowych z przewodu lufy, które poruszają tłokiem o krótkim skoku.
Broń posiada cztery punkty mocowania pasa. Na łożu, symetrycznie po bokach, znajdują się szyny zgodne ze standardem M-LOK, natomiast na górze – szyna Picatinny. Strzelbę otrzymałem z jednym czokiem w lufie i drugim, dodatkowym w pudełku, lecz – jak zapewnia IWI – jest ona kompatybilna z czokami Benelli/Beretty.


Tak, to mógłby być blaster!

Parametry techniczne

Model: TS12
Kaliber: 12ga
System: 2-stopniowy regulator gazowy, tłok gazowy o krótkim skoku
Pojemność magazynka: 3 × 5 + 1
Długość lufy: 18,5 cala
Długość całkowita: 28,34 cala
Wysokość: 10,23 cala
Waga: 8 funtów (3,6 kg)
Czoki: kompatybilne z produktami Beretty i Benelli

Piękny szary karton

Nie każdy zapewne ekscytuje się widząc podłużny, szary karton z samotnym logiem IWI. Ja nie ukrywam, że to lubię, choć pewnie dostając gustowną, plastikową walizkę bym się nie obraził. W takim właśnie kartonowym pudełku wypełnionym gąbką otrzymujemy strzelbę Tavora. Oprócz broni w opakowaniu znajdują się: instrukcja, gwarancja, dodatkowy czok i klucz do czoków.
TS12 sprawia bardzo dobre wrażenie pod kątem jakości i precyzji wykonania. IWI raczej w tym zakresie nie zawodzi. Egzemplarz, który otrzymałem, był w kolorze czarnym, ale strzelba dostępna jest też w kolorze oliwkowym (olive drab) oraz „ziemnym” (flat dark earth). Na kolbie – czy raczej w miejscu, gdzie komora zamkowa styka się z policzkiem strzelca – znalazła się miła niespodzianka: naklejona miękka podkładka z logiem Kwiatka, a zatem strzelba ta przeszła już też testy na Strzelnicy TV.


Tavora TS12 otrzymujemy w kartonie wypełnionym gąbką


IWI załącza też do broni drobną niespodziankę od firmy

Co do czego?

Obsługa Tavora nie jest skomplikowana. Oprócz języka spustowego mamy do dyspozycji bezpiecznik przetykowy umieszczony nad chwytem, dźwignię przeładowania oraz – co charakterystyczne dla tego modelu – dźwignię w kabłąku osłony chwytu, naprzeciwko spustu, umożliwiającą przełączanie (obrót) magazynków. Z obu stron pod otworami do ładowania broni umieszczono przyciski służące do szybkiego rozładowania magazynków. Poniżej okna wyrzutnika znajduje się zatrzask zamka w tylnym położeniu w formie guzika. Przez jego naciśnięcie zwalniamy zamek. W górnej części łoża znajduje się przełącznik regulatora gazowego, który ustawiamy w zależności od tego, czy strzelamy amunicją 2¾ cala, czy 3 cale. Do jego przełączania służy łatwo demontowalna dźwignia przeładowania. U dołu broni, mniej więcej pod oknem wyrzutnika łusek, znajduje się jeszcze jeden przycisk, opisany w instrukcji jako carrier stop lever (dźwignia zatrzymania), którego wciśnięcie ma podobno usuwać ewentualne problemy z pobieraniem naboi z magazynka. Nie miałem jednak podczas strzelania takiej sytuacji i jego użycie nie było mi nigdy potrzebne.


Bezpiecznik przetykowy umieszczony jest nad chwytem


Dźwignia umożliwiająca przełączanie (obrót) magazynków znajduje się naprzeciwko języka spustowego


W górnej części łoża znajdziemy przełącznik regulatora gazowego

Na kawałki

Rozkładanie tej broni jest banalnie proste. Najpierw ruchem do góry (po zwolnieniu umieszczonego w niej przycisku) zsuwamy gumową stopkę kolby. Następnie demontujemy umieszczony na kolbie (czy raczej komorze zamkowej – przy bezkolbowcach zawsze mam ten dylemat terminologiczny) punkt zawieszenia pasa nośnego. Kolejny krok to ściągnięcie ruchem do tyłu plastikowego elementu łączącego komorę zamkową ze stopką. Teraz możemy zdemontować już samą komorę. Pozostaje nam już jedynie zsunąć ze stalowej, srebrzystej (w odróżnieniu od oksydowanej/anodowanej reszty części) prowadnicy suwadło wraz z zamkiem. Z zespołu ruchomego do standardowego czyszczenia możemy jeszcze wyjąć sprężynę powrotną. Dalszy demontaż tej części broni wymagałby już użycia przyrządów, ale za to możemy zająć się jeszcze jej stroną przednią. Na końcówce lufy umieszczona jest nakrętka, której odkręcenie umożliwia po pierwsze wykręcenie czoka, po drugie natomiast zsunięcie polimerowego łoża, choć może w przypadku tej strzelby trafniej jest mówić o osłonie lufy.


Rozłożenie broni jest bardzo proste i szybkie


Odkręcenie nakrętki z lufy umożliwia wykręcenie czoka i zsunięcie łoża


Czoki wykręcamy za pomocą dołączonego klucza

Obustronność? Połowiczna

Jako osoba leworęczna, drugą rzeczą po rozłożeniu i złożeniu broni, którą spróbowałem zrobić, to przełożenie jej „na lewo”, tak aby nie dostać łuską w zęby. Tutaj niestety przyszło rozczarowanie, choć większość elementów jest rzeczywiście dostosowana do używania przez obie ręce. Dźwignię przeładowania wyciąga się i przekłada na druga stronę bez najmniejszego wysiłku, ba, zastanawiałem się nawet, czy nie ma obawy, że się ją zgubi. Nie ma też problemu z ładowaniem broni, bo (i to jest naprawdę świetne) otwory do ładowania magazynków rurowych umieszczone są symetrycznie, a zatem można robić to z obu stron. Problemów nie nastręcza także bezpiecznik, ponieważ jest on przetykowy i wystaje tak samo na jedną, jak i na druga stronę strzelby. Podobnie mamy również swobodę zainstalowania pasa nośnego po dowolnej stronie. Jednak najważniejsza sprawa nie jest możliwa do samodzielnego zrealizowania: wyrzutnik łusek. Nie można go samemu przełożyć na drugą stronę. W instrukcji jasno napisano, że można to tylko zrobić w punkcie serwisowym. I pewnie tak jest, ponieważ patrząc na konstrukcję zamka można zauważyć, że nie wystarczy tylko przeniesienie zaślepki wyrzutnika. Konieczna będzie zmiana zamka na taki z pazurem wyciągu łusek umieszczonym z drugiej strony. No trudno. Znów musiałem trenować strzelanie z prawej ręki, ale po doświadczeniach z Tavorem X95 nie było to już taką nowością, bo wiedziałem, że jak trzeba – potrafię i tak.


Dźwignia przeładowania bardzo lekko wyciąga się i przekłada na druga stronę

Na strzelnicę!

Na strzelnicy byłem z TS12 dwukrotnie, gdyż za pierwszym razem mogłem postrzelać jedynie breneką, a dopiero podczas kolejnej wizyty udało się skorzystać ze śrutu. Amunicji miałem naprawdę sporo i to bardzo różnych rodzajów. Testowałem zatem Tavora z m.in. Zala Trap-Skeet 24 g, Zala Sport 28 g, Parcour Sporting Amunition 28 g czy też różną amunicja z FAM Pionki, taką jak W-8, Buckshot Loftka, Dynamic Pro 28 g, Precision 24 g, Master Open 28 g, Master Competition 28 g oraz Dynamic Training 24 g.


Na strzelnicy korzystałem z dużego wyboru amunicji

Ładowanie TS12 przebiega bardzo sprawnie. Warto zaznaczyć, że bębnowym przełącznikiem magazynków możemy tak podczas strzelania, jak ładowania kręcić w obie strony. Broń dobrze leży w dołku strzeleckim, jest też odpowiednio wyważona i mimo naprawdę sporego ciężaru (trzeba dodać do ciężaru samej broni jeszcze wagę nawet 16 naboi!) manewruje się nią bardzo dobrze, choć po dłuższym strzelaniu zacząłem mocno odczuwać, że nie jest to lekka strzelba Benelli do IPSC.
Tavor pewnie leży w dłoniach, a rurowe magazynki – pełniąc rolę łoża – dobrze się tu sprawdzają. Sprawnie działa też przełączanie magazynków, choć gdybyśmy chcieli z tą strzelbą osiągnąć bardzo dobre czasy, to opanowanie manuala i szybkiej, „zautomatyzowanej” obsługi wymagałoby niewątpliwie treningów.


Otwory do ładowania magazynków umieszczone są symetrycznie z obu stron

Osiągi

Na strzelnicy szybko okazało się, że Tavor TS12 w fabrycznym ukompletowaniu posiada jedną bardzo istotną wadę. Niestety, z nieznanych mi przyczyn nie posiada on przyrządów celowniczych. A przecież zrobienie choćby nawet najprostszych składanych w szynie montażowej przyrządów – jak w karabinku Tavor X95 – nie byłoby chyba problemem. Nie zrażałem się tym jednak, sądząc, że skoro konstruktor tak zadecydował, to pewnie jest to model, w którym celowanie na krótkim dystansie „po lufie” – a tu raczej „po Picatinny’ie” – musi przynosić świetne efekty. Niestety nie. Zresztą instrukcja potwierdza, że lufa nie jest równoległa do tejże szyny i przecięcie linii lufy i szyny następuje w odległości 50 jardów, czyli niecałych 46 metrów. Jednak ta rozbieżność podana w instrukcji moim zdaniem ni jak ma się do realiów. Na odległościach wynoszących 15-20 metrów nie mogłem początkowo trafić w tarczę. Szybko zorientowałem się, że strzelam o wiele za wysoko. Ilość amunicji i czas pozwoliły jednak na wprowadzenie skutecznej korekty. Gdy zorientowałem się już, gdzie celować, zacząłem osiągać świetne skupienie w środku tarczy. Z tym że aby je osiągnąć w pobliżu dziesiątki, musiałem celować w… połowę wysokości podpory tarczy! Na tak krótkim odcinku to bardzo dużo. Przypuszczam, że wszystko to da się skorygować na celowniku, choćby tylko mechanicznym, ale trzeba go mieć. Jednak faktycznie po wprowadzeniu opartej na wielostrzałowym doświadczeniu korekty przy celowaniach zarówno z breneki, jak i loftki zacząłem osiągać niezłe wyniki. W przypadku breneki skupienie było naprawdę niezłe. Warto zaznaczyć, że przy większych naważkach strzelba jak to strzelba – trochę „kopała”, natomiast generalnie dość stabilnie pozostawała w linii, podrzut nie był zatem duży.


Instrukcja potwierdza, że lufa nie jest równoległa do szyny na górze broni

Przeładowywanie i zacięcia

Jedną z rzeczy, która bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie podczas strzelania, był mechanizm przeładowania. W strzelbie TS12, gdy opróżnimy pierwszy lub drugi magazynek rurowy i przekręcamy bęben, by podłączyć kolejny, nabój z tego magazynka automatycznie ładuje się do komory. To jest naprawdę bardzo wygodne i pozwala przy pewnej wprawie szybko opróżnić w kierunku celów wszystkie trzy magazynki. Negatywnie natomiast podczas strzelania zaskoczyły mnie zacięcia. Nie były to jednak awarie przypadkowe. Strzelałem, jak pisałem wyżej, z wielu rodzajów amunicji o różnych naważkach, ale problemy zdarzyły się tylko w przypadku jednego rodzaju pocisków. Tavor nie zaprzyjaźnił się z jednym z nabojów Zala, a dokładnie Zala Sport Elite. Nie wiem, dlaczego akurat z tym, bo z innymi nabojami tej firmy radził sobie doskonale. Sport Elite to nabój kulowy z naważką 24g i nieco dłuższym niż standardowe metalowym okuciem łuski. Problem polegał na tym, że łuski Sport Elite nie były do końca wyrzucane, więc blokowały wyrzutnik i były przycinane przez powracający zamek. Innych problemów z funkcjonowaniem broni nie stwierdziłem. Sytuacja powyższa nie jest bardzo istotna, natomiast wniosek z niej jest taki, że zanim kupimy wagon naboi „na zapas”, warto sprawdzić, czy nasz TS12 będzie z nimi dobrze współpracował. Jeśli pierwsze próby pójdą dobrze, to najprawdopodobniej możemy być spokojni o niezawodność tej strzelby z daną amunicją.

Podsumowanie

Te kilka dni z Tavorem TS12 to był bardzo ekscytujący czas. Nie jest to broń zwykła. Futurystyczny wygląd, pionierskie rozwiązania czy pojemność magazynka sprawiają, że jest to model wyjątkowy. Trzeba też zauważyć, że mimo iż TS12 ma lufę o długości 18,5 cala, to jego całkowita długość wynosi tylko 28,34 cala! Takie parametry powodują, że przy dobrej celności jest to broń bardzo manewrowa, łatwa w noszeniu i umożliwiająca użycie nawet w ciasnych pomieszczeniach. Strzelanie z niej było prawdziwą przyjemnością!
Komu zatem może spodobać się taka strzelba? Sądzę, że wszystkim, którzy otwarci są na nowe, niekonwencjonalne rozwiązania. Komu natomiast się przyda? Jak wspominałem, producent podaje, że Tavor TS12 to propozycja dla odbiorców cywilnych. Dobrze ma się sprawdzić w zastosowaniach sportowych oraz służyć do ochrony domu. Strzelanie z Tavora na zawodach może być rzeczywiście dużą frajdą i mógłby nieźle się spisać w konkurencjach dynamicznych, ale raczej nie w IPSC, gdzie królują konstrukcje albo zaprojektowane specjalnie do tego typu sportu, albo też mocno stuningowane. Jeśli zaś chodzi o ochronę domu, to producent zapewne nie myślał o Polsce, jednak przyznać trzeba, że sam widok Tavora TS12 musiałby wzbudzić w ewentualnym napastniku głęboki respekt.
Mimo deklaracji o przeznaczeniu tego modelu na rynek cywilny, widzę ogromną przyszłość dla tej konstrukcji w jednostkach o charakterze policyjnym. Nie mam na myśli jedynie policji, ale też inne służby, jak chociażby ŻW, SW czy jednostki realizacyjne służb specjalnych. Broń gładkolufowa o tej pojemności magazynka może znaleźć zastosowanie w służbach prewencji, gdzie załadowana gumową amunicją niepenetrującą zwiększyłaby skuteczność przy rozpraszaniu zamieszek umożliwiając pododdziałom zwartym oddanie bez ładowania nawet do 16 salw. Dostrzegam także możliwość jej szerokiego wykorzystania przez jednostki kontrterrorystyczne. Wracając jednak do rynku cywilnego, uważam, że 9990 PLN (strefacelu.pl) to cena, za którą warto nabyć ten model, o ile nie planujemy zastosowań, w których lepsze są smukłe i lekkie konstrukcje np. z łożem z włókna szklanego. Niewątpliwym mankamentem pozostaje jedynie fakt, że do strzelby musimy osobno dokupić przyrządy celownicze.

 

Dziękujemy Strefie Celu, dystrybutorowi IWI w Polsce, za użyczenie broni do testów.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

pistolety ata9 od ata arms

Nowe tureckie pistolety ATA9 od ATA ARMS

Turcja coraz mocniej rozpycha się na rynku broni palnej. Nic w tym złego, bo producenci z kraju Bayraktarów już wielokrotnie udowodnili, że potrafią produkować…

SIG Sauer M400 TREAD czyli obłaskawianie grzechotnika

Jak mawiał pewien stary redaktor „karabinki AR-15 są jak lalki Barbie, każdy chce je mieć”. I podobnie jak w przypadku amerykańskiej lalki to dopiero…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X