Przejdź do serwisu tematycznego

Afganistan – „strategiczna porażka” Stanów Zjednoczonych

Po dwudziestu latach wojny w Afganistanie, setkach tysięcy zaangażowanych żołnierzy i niezliczonych miliardach dolarów wydanych na działania, talibów nie tylko nie pokonano, ale w ostatecznym rozrachunku wyszli oni z wojny silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej, zaś Stany Zjednoczone jeszcze bardziej pogrążyły się w kryzysie.

2443 żołnierzy amerykańskich, 1144 sojuszniczych – w tym 44 polskich, 66 tys. żołnierzy afgańskich, co najmniej 48 tys. cywilów. Ta liczba zabitych to najważniejszy, bo ludzki wymiar wojny, która trwała dłużej niż obie wojny światowe razem wzięte i nie przyniosła żadnego istotnego przełomu. W Afganistanie nie tylko nie pokonano Al Kaidy, ale w kraju pojawiła się konkurencyjna organizacja, to jest Państwo Islamskie. Łączne koszty wojny to około 2,3 bln USD. Koszty związane ze wszystkimi weteranami zainicjowanej w 2001 Globalnej Wojny z Terrorem to około 465 mld USD.


Ewakuacja cywili współpracujących z NATO w okresie misji stabilizacyjnej w Afganistanie. Kolejka zakwalifikowanych do ewakuacji przy samolocie C-17 na lotnisku Hamida Karzaja w kabulu, sierpień 2021 / Zdjęcie: USA

Ostateczna klęska nie powinna być zaskoczeniem. O tym, że sytuacja w Afganistanie podążą w złą stronę, pisano od wielu lat. Przykładowo, w 2010 na łamach Polski Zbrojnej sam pisałem, iż chociaż konflikt ten trwa już niemal dekadę, ciągle nie widać jego pozytywnego rozstrzygnięcia. Opór zbrojnych bojówek, głównie islamskich radykałów, wcale nie ustaje, lecz wręcz przeciwnie – zdaje się być coraz silniejszy. Fatalna sytuacja sprawia, że Stany Zjednoczone porzuciły już równie ambitną, co nierealną wizję zbudowania w Afganistanie demokracji, pozostali członkowie NATO od dawna nie wiedzą czemu mają żołnierzy w tym państwie i chcieliby jak najszybciej wycofać się, kończąc afgańską eskapadę.


Afgańscy cywile, którym udało się dostać na pokład transportowego C-17 US Air Force podczas lotu ewakuacyjnego z Kabulu / Zdjęcie: USAF

Amerykanie do końca przekonywali, że katastrofy nie będzie. Podczas przemówienia na początku lipca prezydent Joe Biden zapewniał, że nie zobaczymy ludzi ewakuowanych z dachu ambasady, co było nawiązaniem do dramatycznej ucieczki ostatnich Amerykanów z Sajgonu w 1975. Jak stwierdził, Sajgon i Kabul są nie do porównania. Ryzyko, że talibowie zajmą cały kraj i przejmą w nim władze jest bardzo małe. Nieco wcześniej, bo w kwietniu, Biden zapowiedział wycofanie sił do 11 września, aczkolwiek później termin ten przesunięto na 31 sierpnia. Ostatecznie, 30 sierpnia 2021, resztki amerykańskich wojsk wycofały się z Afganistanu – jak przyznają oficerowie amerykańskich sił zbrojnych, tak szybki upadek afgańskich struktur państwowych był zaskoczeniem i nikt nie przygotował planu na taką sytuację.


Żołnierz US Marine Corps rozdający wodę afgańskim cywilom w Kabulu. Koniec sierpnia 2021 / Zdjęcie: USMC

Ostatnim amerykańskim żołnierzem, który opuścił Afganistan był gen. mjr Chris Donahue – dowódca 82 Dywizji Powietrznodesantowej. Amerykanie wycofywali się chaotycznie, zostawiając wielu swych współpracowników na pastwę talibów, którzy bez większych problemów najpierw weszli do Kabulu, a potem otoczyli lotnisko (respektowali jednak porozumienie z USA i nie atakowali wojsk amerykańskich). W odpowiednim momencie na teren lotniska weszli członkowie batalionu Badri 313 – uważanego za elitarną formację talibów (nazwanego na cześć bitwy pod Badrem w 624 r., kiedy to wojska Proroka Mahometa pobiły na terenie dzisiejszej Arabii Saudyjskiej Kurajszytów z Mekki).

Do ostatniej chwili amerykańscy żołnierze uszkadzali pozostawiony w kraju sprzęt, aby ten – pierwotnie przekazany ANA (Afghan National Army) – nie trafił w ręce talibów. Rozbijano szyby pojazdów, wyrywano radiostacje, tłuczono laptopy i telewizory. Pomimo tego 1 września w Kandaharze talibowie zorganizowali paradę ze zdobycznym sprzętem. Według The Hill, w ciągu dwóch dekad Amerykanie wydali na wyszkolenie i wyposażenie ANA około 83 mld USD. W latach 2003-2016 do Afganistanu trafiło 76 tys. pojazdów różnego typu i przeznaczenia, 600 tys. sztuk broni, 162 tys. radiostacji, 208 samolotów. Z kolei w latach 2017-2019 Afgańczycy otrzymali 7 tys. karabinów maszynowych, 4,8 tys. pojazdów rodziny HMMWV, 20 tys. granatów ręcznych. W momencie upadku prozachodniego Afganistanu ANA miała na stanie 211 samolotów – chociaż co najmniej 46 z nich wraz z załogami i grupą około 500 żołnierzy zbiegło do sąsiedniego Uzbekistanu – to rozmiar łupów wojennych jest gigantyczny. Podczas przesłuchania przez senacką Komisją ds. Sił Zbrojnych gen. Mark Milley (przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów) skwitował to słowami: strategiczna porażka.

Do tego dochodzi wymiar narkotykowy – Amerykanie wydali około 9 mld USD na walkę z tym problemem. W rezultacie po 20 latach starań Afganistan produkuje… 85% światowego opium, a handel narkotykami zapewnia temu państwu 11% PKB. Jedynym momentem w najnowszej historii kraju, w którym produkcja została drastycznie ograniczona jest okres od 2000 do 2001, kiedy to takiej działalności zakazali talibowie. Wówczas afgańska podaż na światowych rynkach spadła według szacunków Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC, UN Office on Drugs and Crime) o 65%. W 2017 Amerykanie zainicjowali dwuletnią operację Iron Tempest, w której to B-52 i F-22 z powietrza niszczyły domniemane ośrodki produkcji narkotyków. Bezskutecznie.

Wojna, ale o co?

Osoby analizujące przyczyny afgańskiej klęski zwracają uwagę, że w tej operacji nie było wiadomo, co właściwie jest jej celem. Tym pierwotnym było pokonanie Al-Kaidy, odpowiedzialnej za ataki z 11 września 2001. Zaledwie tydzień po nich odbyło się głosowanie, upoważniające prezydenta George`a W. Busha do podjęcia akcji wojskowej. W Izbie Reprezentantów za wojną zagłosowało 420 osób, podczas gdy jedna była przeciwna (Barbara Lee z Partii Demokratycznej). W Senacie takie działania poparło 98 osób przy braku sprzeciwu. Jak wówczas zapowiedział Bush, działania nie miały ograniczać się do Afganistanu – nasza wojna z terrorem zaczyna się od Al Kaidy, ale się na niej nie kończy. Nie spoczniemy dopóty, dopóki każda globalna grupa terrorystyczna nie zostanie wykryta, zatrzymana i pokonana. Amerykanie nie powinni oczekiwać jednej bitwy, lecz długiej kampanii, innej niż to, do czego przywykliśmy.


Konwój pojazdów Afgańskiej Armii Narodowej realizowany przy wsparciu instruktorów z niemieckiej Bundeswehry (grudzień 2011) / Zdjęcie: NATO

Razem z Brytyjczykami Amerykanie rozpoczęli działania zbrojne w ramach operacji Enduring Freedom 7 października 2001, ale już na początku napotkali problem, bowiem amerykańskie lotnictwo miało trudności z identyfikacją celów – w kraju nie było elementów, które niszczy się w takich sytuacjach: centrów dowodzenia, baz materiałowych, łączności, zgrupowań wojsk. W działania szybko zaangażowano siły specjalne i wojska lądowe. Efektem była kapitulacja talibów w Kandaharze w grudniu 2001. Bezwarunkowe poddanie się zostało odrzucone przez Amerykanów, którzy kontynuowali operacje bojowe. Te zostały formalnie zakończone przez sekretarza obrony Donalda Rumsfelda dopiero w maju 2003.

Zdaniem pułkownika Daniela Davisa, obecnie eksperta waszyngtońskiego ośrodka Defense Priorities, a wcześniej oficera odpowiedzialnego za komunikację pomiędzy siłami w Afganistanie a Centralnym Dowództwem, należało wycofać się już w 2002, kiedy to talibowie zostali przegnani z kraju. Operacja była większym sukcesem niż zakładano na jej początku. Wtedy (…) należało wycofać wszystkie oddziały bojowe i dać okazję Sojuszowi Północnemu lub jakiejś innej sile szansę na stworzenie afgańskiego rządu. Stany Zjednoczone nie miały już tam żadnego militarnego wroga. Była to dobra okazja, by dać rządzić komuś innemu i wpuścić organizacje humanitarne – stwierdził.


Żołnierze Afgańskiej Armii Narodowej podczas szkolenia prowadzonego przez instruktorów US Army / Zdjęcie: NATO

Tak się jednak nie stało. Przypomnijmy, że w konflikt włączyło się NATO, a czasem doszły kolejne, nierealistyczne cele, takie jak budowa demokracji, tworzenie infrastruktury, czy prawa kobiet (tak zwane nation-building, czyli budowanie państwa). Chociaż w kilku aspektach poczyniono sukcesy – pisze utworzony w 2008 SIGAR (Special Inspector General for Afghanistan Reconstruction), a więc amerykańska, rządowa instytucja – szczególnie w służbie zdrowia, położnictwie i edukacji, postęp był iluzoryczny, a możliwość jego utrzymania wątpliwa. Według SIGAR amerykański rząd nie potrafił stworzyć i wprowadzić w życie strategii, jednoznacznie stwierdzającej, jakie cele chce się osiągnąć. SIGAR ocenia dalej: następnie za cel przyjęto również zwalczanie skorumpowanych afgańskich decydentów, których działania podkopywały amerykańskie wysiłki.

W 2009 następca prezydenta Busha – Barack Obama – postanowił powtórzyć sprawdzoną w Iraku taktykę fali, co sprowadzało się do wysłania do Afganistanu tysięcy dodatkowych żołnierzy. Do połowy 2010 w kraju było już 100 tysięcy Amerykanów, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Po 13 latach od rozpoczęcia wojny, to jest w grudniu 2014, Amerykanie zakończyli prowadzenie dużych operacji bojowych – od tego momentu takie działania miały spaść na barki samych Afgańczyków. Od 2018 administracja Donalda Trumpa zaczęła prowadzić rozmowy z talibami, nie włączając w nie władz afgańskich z prezydentem Aszrafem Ghanim na czele. Efektem tych negocjacji było podpisanie w lutym 2020 w Dausze (stolicy Kataru) formalnego porozumienia, na mocy którego amerykańscy żołnierze mieli wycofać się z Afganistanu do 1 maja 2021, co zostało później nieznacznie wydłużone przez Bidena.

Wojskowa dezintegracja

Jednym z najczęściej dyskutowanych elementów, a jednocześnie dla wielu bardzo zaskakujących, jest szybki upadek afgańskich sił zbrojnych, które nie tylko nie były w stanie pokonać nieprzyjaciela, ale nawet stanowić mu czoła. Biden mówił wszak, że afgańskie siły liczą 300 tys. dobrze wyposażonych – nie gorzej niż jakakolwiek inna armia na świecie – żołnierzy. Mają lotnictwo. Talibów jest 75 tys. Pod względem wyszkolenia i zdolności nie mogą się równać z afgańskimi siłami bezpieczeństwa. Trudno stwierdzić, czy Biden świadomie kłamał, czy też żył w świecie urojeń. W rzeczywistości bowiem talibowie zakończyli swoją ofensywę równie szybko, co ją zaczęli. Sekretarz obrony Lloyd Austin stwierdził przed wspomnianą komisją senacką, że Stany Zjednoczone pomogły zbudować państwo, ale nie mogły stworzyć narodu. Fakt upadku afgańskiej armii, która w wielu sytuacjach nawet nie wystrzeliła – zaskoczył nas. Niemniej jednak krzywdzącym byłoby stwierdzenie, że żołnierze ANA stchórzyli – wielu z nich przez lata biło się dzielnie, do końca walcząc o swój kraj. Upadek struktur był powolny, ale systematyczny, a nie nagły.


Funkcjonariusze Afgańskiej Policji Narodowej na uroczystości w kabulu w lutym 2011 / Zdjęcie: CENTCOM

Powodów, dla których siły ANA upadły jest wiele. Podaje się bardzo niskie morale, brak wypłacanego od miesięcy żołdu, korupcję, a także brak wsparcia ze strony sił międzynarodowych, które wyjechały nie przygotowując Afgańczyków do samodzielnego działania. Na łamach The New York Times wypowiedział się na ten temat gen. Sami Sadat, do końca dowódca afgańskich zgrupowań. Jak stwierdził, to prawda, że afgańska armia straciła wolę walki, ale to z powodu narastającego poczucia opuszczenia nas przez amerykańskich partnerów oraz pozbawionych szacunku i lojalności wypowiedziach pana Bidena w ostatnich miesiącach. Afgańska armia nie jest bez winy. Miała swoje problemy – kumoterstwo i biurokrację – ale ostatecznie zaprzestała walki, bo nasi partnerzy tak postąpili. Sadat dodaje, że ostatecznym ciosem była nagła utrata amerykańskiego wsparcia logistycznego, a także brak jednoznacznych rozkazów dla ANA ze strony zarówno Kabulu jak i Waszyngtonu. Co do tego pierwszego elementu, to do lipca 2021 z Afganistanu wyjechało większość z 17 tys. kontraktorów. Całkowicie uziemiło to afgańskie lotnictwo, a wojska lądowe utraciły dostęp do danych wywiadowczych.


Szkolenie rekrutów do Afgańskiej Armii Narodowej w wojskowym ośrodku szkoleniowym w Kabulu / Zdjęcie: NATO

Zasady, na których Amerykanie zapewniali nam bezpośrednie wsparcie lotnicze zmieniły się dosłownie przez noc – kontynuuje Sadat – Afgańskie siły były szkolone przez Amerykanów w oparciu o amerykański model, wykorzystujący wysoko techniczne jednostki rozpoznania, śmigłowce i naloty. Straciliśmy naszą dominację, gdy zabrakło tego wsparcia, a także skończyła się nam amunicja. Gdy wycofali się Amerykanie, pozostałe afgańskie jednostki przekazano pod kontrolę Ministerstwa Obrony, co – według Susanny George (The Washington Post) – pozbawiło je samodzielności, która z kolei zapewniała im osłonę przed korupcją, zżerającą inne afgańskie siły bezpieczeństwa.

Wskazuje się, że talibowie już wiosną zintensyfikowali zbrojne akcje przeciwko miejscowym siłom bezpieczeństwa. Ich straty zaczęły szybko rosnąć, szczególnie poza dużymi miastami. Najlepiej wyszkoleni Afgańczycy byli wysyłani do działań obronnych – pisze Susannah George na łamach The Washington Post.Elitarne oddziały realizowały dostawy zaopatrzenia, co narażało ich na zasadzki ze strony talibów, którzy często na ich trasie umieszczali ładunki wybuchowe lub snajperów. Komandosi otrzymali to zadanie, bowiem byli jedną z nielicznych formacji, wyposażonych w opancerzone pojazdy.

Talibowie systematycznie posuwali się naprzód, likwidując kolejne policyjne i wojskowe posterunki – te nie mogły liczyć na wsparcie z Kabulu, a niejednokrotnie żołnierze słyszeli od swych dowódców – już dogadanych z talibami – by nie próbowali stawiać oporu. Nic więc dziwnego, że pozbawieni dowództwa żołnierze nie chcieli walczyć. Pierwszą stolicą prowincji, która padła, był Zarandż (6 sierpnia). Trzy dni później Kunduz – za sprawą negocjacji miejscowych starszyzn plemiennych władza w mieście poddała się – a kontrolę przejęli talibowie. Za nimi poszły kolejne miasta, w tym chociażby Ghazni i Herat (oba 12 sierpnia), następnie Kandahar (13 sierpnia).


Żołnierze US Marine Corps pilnujący jednej z bram wejściowych na teren lotniska Hamida Karzaja w Kabulu podczas wielkiej ewakuacji w sierpniu 2021 / Zdjęcie: USMC

Talibowie przejęli kontrolę nad Kabulem 15 sierpnia, chociaż według The New York Times amerykańskie służby wywiadowcze przewidywały, że stolica pozostanie bezpieczna co najmniej przez 1,5 roku od momentu wycofania się wojsk międzynarodowych. Tydzień przed upadkiem zmieniono prognozy na 90 dni, a następnie na 30 dni. W kwietniu sekretarz stanu Anthony Blinken przekonywał, że nikt w Afganistanie, także talibowie, nie chce powrotu wojny domowej. Jeśli talibowie zdecydują się na ofensywę efektem będzie długa wojna.

Polityczne zepsucie

Korupcja i brak zaangażowania ze strony Kabulu to kolejne grzechy, wymieniane przez ekspertów. Wspomniany pułkownik Davis stwierdził, że już pierwszego dnia popełniliśmy błąd instalując takich ludzi jak Karzaj, Ismail Chan i wielu innych – niesławnych watażków, którzy mają krew na rękach. Każde afgańskie wybory były przeżarte do dna korupcją i fałszerstwami. Czy cokolwiek z tym zrobiliśmy? Nie tylko przymknęliśmy oko, ale również nagradzaliśmy korupcję, dając im stanowiska w rządzie. Widzieli to zarówno afgańscy cywile jak i afgańskie wojsko. Korupcja dotyczyła stanowisk na różnych szczeblach, zarówno cywilnych jak i wojskowych. Wiele programów rozwojowych nie przyczyniało się do rozwoju Afganistanu, lecz pozwalało przez lata żyć licznym szkoleniowcom i doradcom dzięki pieniądzom amerykańskich podatników.

Generał Sadat nie szczędzi krytyki względem prezydenta Ghaniego, który po prostu uciekł z kraju. Jego ucieczka sprawiła, że znikły szanse na wynegocjowanie porozumienia tymczasowego z talibami, co dałoby nam możliwość utrzymania Kabulu i przeprowadzenia ewakuacji. Zamiast tego efektem był chaos. Z drugiej strony trudno się mu dziwić – Ghani za wszelką cenę chciał uniknąć losu Mohammada Nadżibullaha, prezydenta Afganistanu w latach 1987-1992, który po utracie wsparcia Moskwy pozostał w kraju. Nie uciekł nawet, gdy do Kabulu w 1996 weszli talibowie – Nadżibullah został pochwycony, bestialsko torturowany, a następnie brutalnie zamordowany. Co do Ghaniego, to według afgańskiego ambasadora w Tadżykistanie Mohammada Zahira Agbara, były już prezydent uciekł z Kabulu ze 169 mln USD w gotówce.

Sadat uważa, że praprzyczyną ostatecznej klęski w Afganistanie była decyzja prezydenta Donalda Trumpa o zawarciu w Dausze porozumienia z talibami. Na jego mocy Amerykanie zapowiedzieli wycofanie pozostałych 12 tys. żołnierzy i systematyczne usuwanie przywódców talibów z listy poszukiwanych terrorystów, podczas gdy talibowie obiecali wstrzymać się od współpracy z takimi organizacjami jak Al Kaida. Chociaż w momencie ogłaszania katarskiej umowy Amerykanie zapewniali władze w Kabulu, że nie zostawiają jej samej, rządzący w stolicy Afganistanu nie czuli się przekonani i jak czas szybko pokazał, mieli rację.

Jak stwierdza Sadat, wprowadzono wówczas termin ważności amerykańskich interesów w regionie. To właśnie wtedy z kraju zaczęli wyjeżdżać liczni i opłacani z amerykańskiego budżetu kontraktorzy, zapewniający ANA zaplecze logistyczne i wsparcie operacyjne. Drastycznie ograniczono liczbę nalotów. W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o bazie lotniczej Bagram, którą Amerykanie – według słów jej dowódcy gen. Asadullaha Kohistaniego – opuścili w nocy, nie informując strony afgańskiej. Ta zorientowała się po dwóch godzinach, gdy w bazie zabrakło prądu. Warto nadmienić, że w Bagram znajdowało się przez lata używane przez CIA więzienie, skąd wywożono podejrzanych o terroryzm do Guantanamo na Kubie. W momencie amerykańskiej ucieczki w Bagram znajdowało się tam około 5 tys. osadzonych.


Afgańczycy ewakuowani z Kabulu w Bazie USAF w Ramstein w Niemczech / Zdjęcie: USAFE

Według Sadata, talibowie poczuli nadchodzące zwycięstwo – wiedzieli, że teraz wystarczy tylko poczekać na wycofanie się Amerykanów. Przed porozumieniem talibowie nie wygrali ani jednej istotnej bitwy przeciwko afgańskiej armii. A po umowie? Zaczęliśmy tracić dziesiątki żołnierzy każdego dnia. Ostatnie dni walk były surrealistyczne. Kiedy wdaliśmy się w ciężkie walki na lądzie przeciwko talibom, nad naszymi głowami krążyły amerykańskie odrzutowce, ale ich piloci tylko się przyglądali. Ulegając talibom moi żołnierze słyszeli samoloty i zastanawiali się, czemu nie zapewniają one bezpośredniego wsparcia. Powodem było właśnie porozumienie z Dohy, gdzie obie strony zadeklarowały wolę wstrzymania ataków – otworzenie ognia oznaczałoby jego zerwanie, co utrudniłoby Amerykanom realizację jedynego celu, który wtedy ich interesował – bezpiecznego i płynnego wycofania.


Kontroler lotów USMC na lotnisku Hamida Karzaja w Kabulu podczas ewakuacji w sierpniu 2021 / Zdjęcie: USMC

W tym kontekście warto odnieść się do rozbieżnych zeznań. Dowódca US Central Command generał Kenneth McKenzie powiedział podczas kongresowego przesłuchania, że doradzał prezydentowi Bidenowi, aby utrzymać w Afganistanie niewielki kontyngent wojskowy w sile 2,5 tys. żołnierzy. Generał Milley zgodził się z takim postulatem, a sekretarz obrony Austin przekazał go do Białego Domu. Jednocześnie w sierpniu Biden w wywiadzie stwierdził, że nie pamięta takiej rozmowy, ani takich rad ze strony amerykańskich wojskowych.

Krajobraz po bitwie

Talibowie szybko przejęli władzę i przystąpili do zduszania istniejących na terenie kraju punktów oporu. Pojawiły się doniesienia o torturach, egzekucjach i samosądach. Zaktywizowały się inne ugrupowania dżihadystyczne. O wpływy walczą bowiem bojownicy tak zwanego Państwa Islamskiego, którego członkowie odpowiadają za dwa ataki bombowe na lotnisko w Kabulu podczas ostatniej fazy ewakuacji. W Afganistanie ciągle istnieje Al Kaida. Chociaż talibowie zapewnili, że nie pozwolą, aby ta organizacja przeprowadzała z terytorium Afganistanu jakiekolwiek ataki, to są to przecież jedynie deklaracje.


Żołnierze USMC pilnujący porządku przy wejściu na lotnisko w Kabulu / Zdjęcie: USMC

Szybko powołano też nowy, formalnie tymczasowy rząd, na czele którego stanął jeden z założycieli ruchu Mohammad Hasan Achund. Na kluczowym stanowisku ministra spraw wewnętrznych znalazł się Siradżuddin Haqqani – dowódca sił wojskowych i jeden z dwóch zastępców przywódcy talibanu. To osoba poszukiwana przez FBI, które za jego głowę oferuje 5 mln USD. To właśnie jego ludzie są oskarżani o dokonywanie licznych ataków na wojska koalicji oraz afgańskie siły bezpieczeństwa. Co ciekawe, bardzo szybko ludzie z otoczenia eks-prezydenta Ghaniego ogłosili powołanie rządu na uchodźstwie. Na jego czele stanął Amrullah Saleh – pierwszy wiceprezydent u Ghaniego, który tuż przed upadkiem uciekł wraz ze współpracownikami do Doliny Pandższiru, gdzie zawiązały się siły oporu.

Kluczową sprawą jest nadchodzący kryzys humanitarny, bowiem aż 80% budżetu kraju pochodziło z pomocy międzynarodowej. Teraz tych pieniędzy nie ma, co napędza migrację z kraju. Co do wymiaru geopolitycznego to Stany Zjednoczone tracą tym samym bezpośredni wpływ na region, co jest de facto powrotem do sytuacji sprzed 2001, kiedy to Amerykanie ani do Afganistanu, ani do całej Azji Środkowej, nie przywiązywali większej wagi. To, co odróżnia obecną sytuację od tej sprzed dwóch dekad, jest fakt, iż talibowie są obecnie dużo lepiej zorganizowani, wyszkoleni i uzbrojeni niż w momencie wybuchu wojny z terroryzmem.

Ciekawym pytaniem jest to o przyszłą pozycję w Afganistanie takich państw jak Pakistan, ale również Iran i Indie. Co do Irańczyków to dość przypomnieć, że w 1998 sunniccy talibowie dokonali masakry hazarskiej ludności i zamordowali irańskich dyplomatów w Mazar-i-Szarif, co doprowadziło do kryzysu, a w większości szyicki Iran zmobilizował nad granicą dziesiątki tysięcy żołnierzy. Przejęcie władzy przez talibów komplikuje sytuację Indii, które przez terytorium Iranu chciały sprowadzać liczne surowce mineralne, rudy żelaza, miedzi, cer, lantan, neodym, aluminium, złoto, srebro, cynk, rtęć i lit (w tym celu Indie rozbudowywały nawet port morski w Iranie). Sytuacja dla New Delhi jest tym mniej optymistyczna, że w Afganistanie wpływy wzmacnia wrogi Indiom Pakistan, który chce wszak ograniczyć indyjskie wpływy nad Hindukuszem.


Uroczyste załadowanie trumien z żołnierzami USMC poległymi w zamachu 26 sierpnia 2021 na pokład amerykańskiego C-17 / Zdjęcie: USMC

Wiele mówi się o potencjalnej politycznej i gospodarczej ofensywnie Chin, które w ten sposób zwiększyłby swój obszar oddziaływania, a także uzyskałyby dostęp do wspomnianych surowców. Mogłyby również zwiększyć swoje bezpieczeństwo w politycznie skomplikowanym regionie, gdzie Państwo Środka ma spory terytorialne z Indiami właśnie (chińsko-afgańska granica liczy 90 km). Chociaż Pekin nie uznał władzy talibów, to jednocześnie jednoznacznie stwierdził, że wybór rządu zależy od samych Afgańczyków, a Chinom zależy na dobrych i owocnych relacjach z Afganistanem. Już teraz Chiny są piątym największym odbiorcą produktów z Afganistanu (po Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Pakistanie, Indiach i Stanach Zjednoczonych). Co ważne, rolę wiodącą w Afganistanie oraz wśród talibów odgrywają pakistańskie służby specjalne, a przecież Pakistan to bliski sojusznik Chin. Pekin może więc liczyć, że jego działania w Afganistanie będą miały ochronę Pakistanu.

Afganistan może zostać włączony w chińską strategię BRI (Belt and Road Initiative). Pekin już wysyła wyraźne sygnały, że chce objąć programem Afganistan, a także zintegrować go z chińsko-pakistańskim projektem infrastrukturalnym CPEC (China-Pakistan Economic Corridor). Gdyby Chinom udało się rozszerzyć BRI z Pakistanu do Afganistanu – analizuje chiński pułkownik w stanie spoczynku Zhou Bo – na przykład dzięki autostradzie Peszawar-Kabul, doszłoby wówczas do utworzenia krótszych szlaków handlowych na Bliski Wschód. Teraz, gdy nie ma amerykańskiej presji, Afgańczykom zapewne łatwiej przyjdzie przystać na chińskie propozycje – tym bardziej, że Pekinu nie interesują prawa człowieka i o te kwestie swych partnerów z Kabulu nie będą pytać.

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Pokazy siły na Pacyfiku

Cztery okręty lotnicze z USA, Wielkiej Brytanii i Japonii stanęły na czele trzynastu innych okrętów nawodnych z sześciu marynarek wojennych podczas ćwiczeń rozgrywanych na Oceanie…

Kryzys migracyjny – nowy czynnik białoruskiej polityki

Kryzys na polsko-białoruskiej granicy związany z migrantami pragnącymi się dostać na terytorium Unii Europejskiej jest odbierany jako kolejna fala ruchów rozpoczętych w 2015. Tym…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X