Przejdź do serwisu tematycznego

MAPA – drugie spojrzenie

Gdy otrzymaliśmy od producenta mundury, Paweł poświecił im trochę czasu, by przetestować je w lesie. Z uwagi na to, że materiał miał być gotowy w okresie premiery nowych wdzianek, test powstał w miarę szybko (TEST: MAPA outdoorowo). Dziś pora na inne spojrzenie na MAPA – po paru miesiącach użytkowania w kontekście strzelnicowym.

Moje pierwsze wrażenie

Gdy naczelny zadzwonił i ponaglającym głosem zażądał podania wymiarów, bo dostaniemy do testów ubranie MAPA – przyznam, że byłem sceptyczny. Mam w kolekcji prawie kompletny zestaw: ładownice, szelki, pas i plate carrier jeszcze z czasów, gdy MAPA była naprawdę „na topie”, a całe środowisko rozpływało się w zachwytach. Jak to w Polsce, na zachwytach się skończyło, a projekt, który miał być przełomem dla WP, trafił do szuflady. Z początku z nieukrywanym sceptycyzmem przyjąłem wiadomość o czysto komercyjnym wykorzystaniu nowego wzoru. Gdy dostałem komplet składający się z bluzy, spodni i koszulki – pierwsze wrażenie wcale nie było pełne zachwytu. Ot, kolejny sort mundurowy. A kamuflaż jaki jest, każdy widzi… Jednemu się będzie podobał, drugiemu nie. Mi się nie podobał. To, że działa całkiem dobrze – to inna para kaloszy.
Bliższa inspekcja nowych ciuchów wypadła zaskakująco pozytywnie. Żaden z elementów munduru nie miał wystających nitek, wszystkie szwy równe, żadnych rzutujących na funkcjonalność detali. Za to parę smaczków, które z pewnością wyszły od pasjonata, który zna się na rzeczy. Ale o tym zaraz. Rozmiarówka idealnie dopasowana i to był wielki plus. Jednak to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to pewnego rodzaju „piżamowatość” kompletu. Brzmi intrygująco? Poczekajcie, niedługo to rozwinę.

Zaczynamy używać

Przez prawie trzy miesiące najwięcej używałem spodni. Klasyczny krój bojówek z dwiema dużymi kieszeniami na udach i jedną małą na smartfona. Spodnie okazały się zaskakująco wygodne, ale to chyba dzięki użyciu gumy w pasie. Ich krój w żadnym razie nie ogranicza ruchów, pozwala na pokonywania nawet wysokich przeszkód. Czy można wymagać czegoś więcej? Oczywiście, że można, bo spodnie nie są pozbawione wad. Po pierwsze mała kieszeń na smartfona czy magazynek mogłaby być na obu udach. Po drugie w przypadku korzystania z pasa bojowego z kaburą przednie kieszenie są bezużyteczne. Pas je blokuje i nic nie idzie z nich wyjąć. Jest to wynik pewnego kompromisu, bo przez swój krój są bezpieczne i nic z nich samo nie wypadnie. Jednak stosując pas nie skorzystamy z tej funkcjonalności. Kolejną rzeczą, do której mogę się przyczepić, jest brak wstawki z Cordury na krawędzi tych kieszeni. Jeśli będziecie nosić w nich składany nóż, to w końcu materiał się wytrze. Żeby jednak nie było, że tylko krytykuję, pora na parę rzeczy które mnie zachwyciły. Po pierwsze wspomniana guma w pasie. Dzięki jej zastosowaniu spodnie świetnie się dopasowują, a ewentualny luz jest równo ściągany. Przez to nie doznajemy nieprzyjemnych wrażeń związanych z naciskiem pasa z oporządzeniem na zwinięty materiał, co przy wysiłku i wysokiej temperaturze staje się uciążliwe, a czasem wręcz bolesne. Każdy, kto trochę pochodził z dociśniętym pasem i się odrobinę spocił mając zawinięty w pasie fragment materiału, będzie wiedział o co mi chodzi. Drugim rozwiązaniem, które doceniam, jest zastosowanie dwóch szlufek z tylu. Dzięki nim spodnie nie wiszą z tyłu, nie tworzy się „rów hydraulika”, gdy się schylamy, a samo rozłożenie naprężeń na dwie szlufki zamiast tylko na jedną centralną sprawi, że nie ulegną one uszkodzeniu. Ten, kto projektował spodnie pokazał, że zna się na rzeczy. Kwestia zapinania spodni na patkę z rzepem pozostaje dyskusyjna: jest wygodnie, pas nie dociska guzika i patka z rzepem zapewnia niewielką, ale jednak regulację – to na plus. Jednak rzep wyrobi się szybciej niż guzik. Warto dodać, że po trzech miesiącach tego wyrobienia rzepu nie zaobserwowałem.


Mała kieszeń na smartfona lub magazynek, kolejne dobrze przemyślane rozwiązanie


Patka zapinająca zamiast guzików daje duży komfort noszenia i łatwość zapinania. Zobaczymy, jak długo wytrzymają rzepy


Wszycie w plisę spodni gumy to świetne rozwiązanie, które pozwala spodniom na dopasowanie się do pasa

Bluza i Combat Shirt

Oba produkty są do siebie wręcz bliźniaczo podobne i różnią się tylko korpusem. Rękawy zakończone są patką na rzep pozwalającą na regulację obwodu w nadgarstku. Ponadto wyposażono je w zamykane na zamek błyskawiczny płaskie kieszenie. Uroczym bajerem jest wszywka w prawej kieszeni combat shirta z alfabetem Morse’a. Naszyte na kieszeniach rzepy w kształcie logo świadczą o artystycznych inklinacjach projektanta, ale robią swoją robotę – można przyczepić flagi lub emblematy. To, co jest naprawdę przemyślane w obu ciuchach, to stójka. Nie jest to klasyczny kołnierz, który można postawić lub złożyć, ale tzw. kołnierz mandaryński. Idealne rozwiązanie chroniące szyję przed otarciami od pasa do karabinka. Za to ogromny plus. Kolejna zaleta combat shirta to zastosowany materiał korpusu. Jest on niesamowicie przyjemny w dotyku, świetnie odprowadza pot, a noszenie na nim plate carriera jest bezproblemowe. Materiał ten wydaje się być odrobinę grubszy niż te stosowane w innych mundurach, ale spełnia swoje zadanie wzorowo. Pamiętajcie tylko, by uważać na niego jeśli stosujecie pasy rzepowe – rzepy zawsze się zahaczają i mechacą tego typu materiał, chociaż muszę zaznaczyć, że w tym przypadku combat shirt wydaje się mniej podatny na ten mechanizm. Opinii wiążącej jednak nie wydam, gdyż ja uważałem i mój CS wygląda jak nowy. Jak już wspomniałem, z plate carrierem produkt współpracuje wzorowo. Płaskie szwy nie wbijają się nigdzie w ciało, jest bardzo wygodnie, pot fajnie wchłania się w bluzę i wszystko szybko schnie. Nie mam tu żadnych negatywnych uwag. No, może przydałaby się kieszonka na długopisy czy flamastry na przedramieniu.


Stójka kołnierza doskonale spełnia swoją rolę, zabezpieczając przed otarciem szyi o szelki kamizelki lub pas nośny broni

W bluzie chodziłem niewiele, jednak na tyle, by docenić zastosowane w niej rozwiązania. Rękawy są identyczne jak w CS. Lekkie taliowanie bluzy dodaje jej pewnej elegancji i sprawia, że nie wygląda jak klasyczna bluza od BDU, czyli jak worek na ziemniaki. Kieszenie na klatce zapinane na rzepy są jedynymi kieszeniami na korpusie. I bardzo dobrze, bo bluzę zawsze wpuszczam w spodnie, a dodatkowe kieszenie poniżej tylko by przeszkadzały. Blokowany zamek główny zabezpieczony pliską działa płynnie i nie tnie się. Jest oznaczony logiem Maskpolu, więc zobaczymy jak będzie z jego trwałością w dłuższej perspektywie. Rozwiązaniem, które najbardziej mi się podoba, jest zakładka na plecach. Poprawia ona w mojej ocenie wygodę i przede wszystkim estetykę bluzy. Przy pochylaniu się i skrętach zakładka pracuje nadając elastyczności całej bluzie. Znany z CS dodatek w postaci naszywki z kodem Morse’a znajdziecie od strony wewnętrznej na wysokości serca. Czyżby projektant chciał Wam dać do zrozumienia, że Morse’a trzeba mieć nie tylko w głowie, ale i w sercu?
Z kronikarskiego obowiązku dodam, że każdy z elementów wyposażono w zapinane na rzepy kieszenie na wkładki ochronne. Osobiście z tego nie korzystałem, ale warto wiedzieć, że istnieje taka możliwość i wystarczy zwykła pianka, by odizolować się od podłoża np. w czasie czołgania.


Bluza, która ma takie same rękawy jak CS, nie jest jednak tylko klasycznym “workiem na ziemniaki”


Alfabet Morse’a na zawsze w naszym sercu

Wygoda i komfort

„Piżamowatość” zestawu, o której wspomniałem na początku, wynika z rodzaju zastosowanego materiału. Rip-stop (o składzie 95% poliester, 5% lycra) wydaje się być bardzo delikatny i odrobinę elastyczny. Ubierając te spodnie mam wrażenie, jakbym chodził właśnie w piżamie. Sposób, w jaki materiał się układa i jak pracuje, naprawdę miło mnie zaskoczył. Miałem już wcześniej podobny mundur i był to pustynny MARPAT. Przez długi czas uważałem spodnie z tego munduru za najwygodniejsze klasyczne spodnie typu BDU ze wszystkich. Zestawowi MAPA udało się jednak zdetronizować MARPAT.


Mój nowy faworyt w kategorii “najwygodniejsze spodnie typu BDU”

Wytrzymałość bojowej piżamy

Po trzech miesiącach użytkowania, czterech praniach spodni i dwóch combat shirta nie zauważam żadnych oznak zużycia. I szczerze mówiąc trochę mnie to zaskakuje. Zobaczymy, jak będzie dalej – póki co moje przeczucia, że rozniosę w strzępy komplet w ekspresowym tempie, okazały się całkowicie błędne. Moja MAPA wygląda nadal jak nowa i jest to miła niespodzianka i dobry prognostyk.


Rzep na ramieniu jako przykład nieagresywnego lokowania loga

Podsumowanie

Czy są lepsze rozwiązania? Na pewno – są one jednak kilkakrotnie droższe. Ostatnimi czasy coraz częściej korzystam z odzieży górskiej i wspinaczkowej – to obecnie dla mnie szczyt wygody. Z designem jest jednak różnie. Ale jakość górskich ubrań idzie na ogół w parze z ceną. Za to odwrotnie proporcjonalnie do ich wytrzymałości. A wierzcie mi, niewiele jest widoków wyciskających łzy z oczu na równi z dziurką od iskierki przy strzelaniu z AR15 w nowej kurteczce Arc’teryxa za 1000+ PLN. W MAPA tego problemu nie będzie. Można ją katować, bo to jednak ubranie robocze, a nie pokaz mody. No i nie kosztuje aż tyle. W mojej opinii projektantom udało się połączyć świetny materiał z bardzo dobrym designem i stworzyć coś, co może spokojnie konkurować z zachodnimi produktami. Projekt jest zaskakująco dobrze przemyślany i świetnie wykonany. Zrobić to w Polsce? W państwowej firmie? Czapki z głów panowie projektanci. Mam nadzieję, że tym projektem osiągniecie komercyjny sukces. Wojsko niestety nadal będzie biegać w tym, co ma, a szkoda.

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X