Przejdź do serwisu tematycznego

Streamlight Siege X – nowa przyjaciółka na długie wieczory

Ile trzeba mieć latarek, żeby być zadowolonym? Znam takich, którzy powiedzieliby że wszystkie. Mnie zwykle wystarczały dwie – czołówka i ręczna. Zawsze jednak miałem pewien niedosyt, kiedy przychodziło do wieczornego posiedzenia na biwaku, niekoniecznie przy ognisku…

Wstęp

Oczywiście, że ognisko jest najlepszym miejscem do spędzenia wieczoru z rodziną czy znajomymi. Podczas biwaku, kiedy słoneczko się chowa i nadciąga nocny chłód, wszyscy zupełnie naturalnie, jakby ściągani grawitacją,  schodzą się w stronę źródła światła i ciepła. Jednak po odejściu od ogniska, kiedy wracamy do szałasu, namiotu lub hamaka bardzo się przydaje alternatywne źródło światła. Latarka ręczna zajmuje rękę. Czołówka świeci w punkt. To niepraktyczne, kiedy chcemy po nocy przegrzebać bagaż w poszukiwaniu czegoś, uporządkować sobie legowisko przed położeniem się albo w środku nocy zagrać partyjkę brydża. Wtedy lepiej by było mieć górną lampę i po prostu pstryknąć włącznikiem, prawda?

Bohaterka

Streamlight Siege X w trybie światła czerwonego w dzień

Czymś takim jest właśnie lampka / latarka Siege X od amerykańskiego producenta Streamlight. W ofercie tej firmy znajdziemy szeroką gamę latarek o różnym przeznaczeniu (służby ratownicze, policja, wojsko, oświetlenie przemysłowe, etc.), w tym również dla ludzi, którzy się włóczą po wertepach i nie zawsze nocują w domu. Nasza bohaterka jest latarenką kampingową, którą można nosić, postawić lub w końcu zawiesić jako odpowiednik lampki biurkowej lub sufitowej. Dobrze się sprawdza ustawiona na stole, zawieszona na cięciwie hamaka, postawiona na kamieniu albo zawieszona na jakiejś pętelce w namiocie. W każdej sytuacji, w której fajnie jest mieć obie ręce wolne oraz stabilne, pewne źródło światła, taka latarenka jest niezastąpiona. Powiedziałbym, że to odpowiednik średniowiecznej pochodni, tym bardziej, że nosić ją w ręku oczywiście też można.

Czym się różni od innych?

Wiele podobnych do Siege X latarenek już widziałem, ale nigdy dotąd nie zdecydowałem się na zakup żadnej. Zawsze coś mi przeszkadzało. Dzisiejsza bohaterka zdaje się być odpowiedzią na moje grymasy dotyczące wcześniej poznanych modeli. Dlaczego? Tu uprzedzam, wydać się może że śpiewam pieśń pochwalną. Muszę się usprawiedliwić: ten sprzęt naprawdę ujął mnie za serce. Latarenka jest przede wszystkim mała. W przybliżeniu 5,4 cm średnicy i 11 cm wysokości. Mogę zamknąć na niej dłoń, a waży tylko 205 gramów razem z ogniwem zasilającym. Te wymiary są podstawowym powodem dla którego mi się spodobała. Potem zacząłem przyglądać się funkcjonalności.

Stoi, wisi, leży

Górny i dolny kabłąk do zawieszania latarenki, oba w pozycji w pełni rozłożonej

Że stoi, to już chyba oczywiste. Można powiedzieć, że dowolnie, na nogach lub na głowie. Górna korona obudowy ma troszeczkę mniejszą średnicę niż dolna. Obie natomiast są zaopatrzone w gumowe oprawy z „nóżkami”. U góry jest ich sześć, a u dołu dziesięć, przy czym cztery z dolnych są bardzo malutkie. Dzięki temu rozwiązaniu, latarenkę można postawić nawet na lekko ukośnej powierzchni. Różnica średnicy koronek sprawia też, że przeźroczysta osłona troszeczkę inaczej układa światło w zależności od tego, czy latarenka stoi normalnie, czy też do góry nogami. Zaopatrzono ją również w dwa kabłąki do zawieszania, oba możliwe do złożenia lub rozłożenia. Nie wiem jak je dokładnie opisać… Przyjrzyjcie się po prostu zdjęciom.

Górna dioda światła skupionego, czyli latarenka leży jako latarka

Dolny kabłąk ma sprężynujący zatrzask à la klamry typu  S-biner, pozwalający upewnić się, że latarka nie spadnie, nawet jeśli zostanie np. silnie potrącona albo szarpnięta. Pozostaje kwestia leżenia… Cóż, nieźle leży w ręce, kiedy przełącza się ją w tryb latarki ręcznej. W górnej obudowie ma zainstalowaną dodatkową diodę, która świeci światłem skupionym.

Światło

Wyraziste światło rozproszone na odległość 5-6 kroków. Czego chcieć więcej od stacjonarnego światełka, które ma nie męczyć oczu? Zawieszona pod statywem aparatu

Demonem jasności ta latarenka nie jest, ale też nie do tego została stworzona. Jej podstawową funkcją jest dawanie rozproszonego światła stacjonarnego. Tryb latarki ręcznej, to tylko (lub aż), dodatkowy bonus, zwiększający uniwersalność urządzenia. Dodam tutaj, że mimo wszystko jako podstawowej latarki ręcznej jednak bym jej nie traktował. Może jak na latarenkę kampingową jest niewielka, ale jest mnóstwo modeli latarek z okrągłym czy prostokątnym tubusem które o wiele lepiej mieszczą się w dłoni. Poza tym, wolę mieć dłużej działającą baterię do światełka, przy którym wygodnie pogram w planszówkę z kumplami w namiocie lub nocą przygotuję posiłek na kuchence gazowej. A oto co Streamlight Siege X oferuje w kwestii jasności świecenia:

Światło czerwone ma moc 1,6 lumena. To wystarczy, żeby było wyraźnie widoczne

Dioda światła rozproszonego (latarenka): 30, 170 lub 325 lumenów.

Dioda światła skupionego (wiązka, tryb latarki): 40 lub 300 lumenów.

Do tego dochodzi jeszcze dioda czerwona, która świeci światłem stałym lub pulsuje, stale nadając sygnał SOS: 1,6 lumena. Producent zapewnia, że w najniższych trybach światła użytkowego (latarenka lub latarka), zasilanie powinno wytrzymać ponad dobę, a konkretnie 25h.

Obsługa i zasilanie

Siege X otwarty, z wyjętym ogniwem zasilającym

Kwestię obsługi Amerykanie tak uprościli, że aż skomplikowali. Już objaśniam: całą latarkę obsługuje się jednym przyciskiem. Jednym naciśnięciem włączamy. Uruchomienie następuje w ostatnim używanym trybie użytkowania, czyli światło rozproszone (latarnia), czerwone (latarnia) lub skupione (latarka). Krótkie przyciśnięcie zmienia siłę światła, z kolei przytrzymanie przycisku, przełącza tryby. Aby wyłączyć urządzenie, trzeba „przeklikać” przez kolejne natężenia światła. Zapisane, wydaje się to dość proste, ale nauczenie się całej tej sekwencji i wyrobienie sobie nawyku zajmuje trochę czasu. Tym bardziej, że jest to urządzenie które z założenia ustawia się na dany tryb i zostawia w spokoju.

Górna pokrywa (korona) obudowy latarenki z nóżkami. Poniżej przycisk włącznika / zmiany trybu wraz ze „skróconą instrukcją obsługi”

Zasilanie stanowi pojedyncze ogniwo 18650, które można ładować przy pomocy kabla USB dostarczanego w komplecie z latarką. Zamiennie można zastosować dwie baterie CR123A. Uważam to za bardzo dobry pomysł, bo w ten sposób mogę mieć przy sobie alternatywne źródło zasilania. Ten sam przycisk, który służy do obsługi urządzenia, informuje nas też o stanie naładowania baterii świecąc na zielono, żółto lub czerwono, a w końcu migając czerwienią. Zauważyłem, że latarka jest dość mądra pod tym względem. Kiedy bateria zaczynała się kończyć, w trybie 325 lumenów przycisk już migał, ale w trybie światła czerwonego, jeszcze świecił na żółto. W ten sposób latarka informowała, że „na ostro” już długo nie pociągnie, ale „na łagodnie” to jeszcze poświeci. Drobiazg a cieszy.

Varia

Pewnie że do lasu. Może i do warsztatu?

Zostało jeszcze kilka detali do opisania, które trudno by było sprowadzić do wspólnego mianownika. Po pierwsze, producent zapewnia, że latarenka jest bardzo odporna: klasa ochrony IPX7 oznacza, że urządzenie powinno wytrzymać zanurzenie do 1m oraz upadki z wysokości 2m. Przyznaję, nie sprawdzałem. Sprawdzę, jak mi się znudzi i nie będzie mi jej już szkoda, tak na wypadek gdyby miała zawieść.

Kabłąki służące do zawieszania mają lekką blokadę, zatem nie będą (zapewne) samoczynnie otwierać się w plecaku. Zresztą, przy takiej klasie wodoodporności i tak zapewne będę ją nosił raczej na zewnątrz plecaka, nie martwiąc się o deszcz.

Dolna pokrywa obudowy latarenki z nóżkami oraz złożonym kabłąkiem do zawieszania

Na koniec jedna uwaga. Dostęp do baterii konstrukcja zapewnia od dołu, poprzez odkręcenie dolnej pokrywy. Odnoszę wrażenie, że gwint który ją trzyma, jest dziwnie krótki, może puszczać albo po prostu się wyrobić. Zobaczymy z czasem, może przesadzam bo nie mam dużego zaufania do technologii, ale czułbym się pewniej, gdyby karby były dłuższe.

Podsumowanie

Przykład działania w trybie latarki, 300 lumenów

Ufff, nigdy nie sądziłem, że nie będąc inżynierem albo innym specjalistą od urządzeń elektrycznych, można tak wiele napisać na temat jednej latarki. Może to dlatego, że zrobiła na mnie tak dobre wrażenie. Lekka, poręczna, podręczna, dająca wystarczająco dużo światła, aby rozjaśnić stół, wnętrze namiotu czy hamaka albo część przestrzeni obozowiska kiedy wygaśnie ognisko. Nada się też z pewnością do warsztatu. Pewnie że ma drobne wady, ale bardzo dobrze wypełnia zadania do których została przeznaczona. „Wpadła” do mojego ekwipunku i na pewno na pewien czas tam pozostanie.

Napisy końcowe

Nawet w ostrym, jarzeniowym oświetleniu warsztatowym, czerwone światełko Siege’a jest dostrzegalne

Dziękuję firmie Streamlight za to nowe, na wpół stacjonarne „oświecenie” w moim życiu.

Latarkę i jej opis techniczny znajdziecie tutaj

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X