Przejdź do serwisu tematycznego

Zamach potrzebuje publiczności

Krucjata, o której nikt się nie dowie to nieważna krucjata” – napisał w swoim manifeście Anders Breivik. O jego wyczynie dowiedziały się rzesze ludzi, ponieważ nic tak nie przyciąga przed ekran jak masowe morderstwo w centrum bezpiecznego państwa za jakie przez lata uchodziła Norwegia. Podobnie postąpił na początku sierpnia Amerykanin Patrick W. Crusius, strzelający w Walmarcie w El Paso, a wcześniej w marcu Australijczyk Brenton Tarrant, który otworzył ogień do uczestników piątkowych modlitw w dwóch nowozelandzkich meczetach. Ten drugi przed atakiem rozesłał manifest zatytułowany The Great Replacement (Wielkie Zastąpienie).

Anders Breivik przyznał, że podłożenie ładunków wybuchowych w rządowej dzielnicy w Oslo i strzelanina na wyspie Utøya miały na celu rozpowszechnienie manifestu i ideologii, którą się kieruje. W zamachach życie straciło 77 osób. Manifest zatytułowany 2083 – Europejska Deklaracja Niepodległości liczy ponad 1500 stron i gdyby został po prostu umieszczony w sieci nie zyskałby ani rozgłosu, ani czytelników. Co bardzo prawdopodobne, nie przeczytałby go nikt poza autorem.

Manifest Brevika

Anders Breivik, samotny zamachowiec, który 22 lipca 2011 zaatakował siedzibę premiera Norwegii w Oslo i obóz młodzieżówki partii socjaldemokratycznej na wyspie Utoya

Manifest Breivika zatytułowany 2083 – Europejska Deklaracja Niepodległości liczy ponad 1500 stron

Ozdobiony krzyżem świętego Jerzego dokument to zbiór tekstów, w których Breivik wykłada swoją wersję historii, potępia wielokulturowość i tolerancję, które nazywa marksizmem kulturowym. Ponadto, oblicza liczbę zdrajców i piętnuje politykę rządów przychylnych wobec migracji. Marzy o społeczeństwie homogenicznym, zamkniętym na przybyszów z zewnątrz i wieszczy, że w roku 2083 Europa uwolni się od muzułmanów.

Osobliwe dzieło trudno uznać za pasjonującą lekturę, uważni czytelnicy dostrzegli zapożyczenia od Teda Kaczynskiego (Unabombera), autor braki w wiedzy maskuje słowotokiem, a fakty historyczne nagina do własnej wizji świata. Wiele jest w sieci podobnych dokumentów, napisanych ku uciesze autora. Zwykle dryfują po otchłani Internetu jak okręty widmo, które omija się z daleka. Głośny i krwawy zamach zupełnie zmienił sytuacje.

Zamachowiec uderzył w cel symboliczny – dzielnicę rządową i siedzibę premiera, ale znacznie większe emocje wywołał atak na wyspie Utøya. Uważano ją dotąd na miejsce piękne i idylliczne, a przede wszystkim bezpieczne. Gdy w Oslo wybuchła bomba, uczestnikom letniego obozu młodzieżówki partii rządzącej wydawało się, że najbezpieczniej będzie pozostać na wyspie.

Zamachowiec zaatakował nieuzbrojoną, niespodziewającą się ataku młodzież – ludzi będących u progu dorosłości, przed którymi życie stało otworem. Najmłodsza ofiara miała 14 lat. Osiem lat po zamachach w Norwegii manifest Breivika wciąż jest dostępny. Próżno jednak szukać w sieci poważnych analiz dokumentu, nawet Wikipedia ledwie o nim napomyka. Opinia publiczna zapamiętała krwawy zamach i ujęcia pokazujące przerażonych nastolatków. Nazwisko Breivika bardzo mocno wryło się w świadomość opinii publicznej, stało się synonimem prawicowego ekstremizmu i bezsensownej przemocy. Być może dlatego napastnik w 2017 roku zmienił imię i nazwisko na Fjotolf Hansen.

Wielkie Zastąpienie

Strona tytułowa z 74-stronicowego manifestu Wielkie Zastąpienie zamachowca z Nowej Zelandii Brentona Tarranta

 

Tarrant przeprowadził relację na żywo z krwawej jatki, jaką urządził w dwóch meczetach Chirstchurch

Broń wykorzystywana przez australijskiego napastnika została ozdobiona licznymi napisami nawiązującymi do historycznych bitew, osób i wydarzeń ze starć z muzułmanami

15 marca Brenton Tarrant otworzył ogień do uczestników piątkowych modlitw w dwóch nowozelandzkich meczetach, zginęło 50 osób. Australijczyk zainspirował się czynami Norwega tak bardzo, że nie tylko napisał własny – na szczęście znacznie krótszy manifest, ale też przeprowadził krwawy zamach, o którym usłyszały miliony.

Przed atakiem rozesłał m.in. do premier Nowej Zelandii i umieścił w mediach społecznościowych tekst zatytułowany The Great Replacement (Wielkie Zastąpienie). Liczący 74 dokument naszpikowany jest treściami antymuzułmańskimi i antyimigranckimi, znalazły się tam fragmenty o wyższości rasy białej i zniewoleniu Europy przez muzułmanów oraz deklaracja, że atak został dokonany by „pokazać najeźdźcom, że nie podbiją ziemi należącej do białych”.

Na magazynkach umieścił między innymi datę bitwy pod Wiedniem w 1683 roku i nazwisko Feliksa Kazimierza Potockiego, hetmana, który brał w niej udział. Tarrant poszedł krok dalej niż Breivik, ponieważ nie poprzestał na spisaniu przygotowań i dostarczeniu dokumentacji zdjęciowej, ale przeprowadził relację na żywo z krwawej jatki, jaką urządził w dwóch meczetach Chirstchurch. Transmisję można było obejrzeć na Facebooku i choć kilkunastominutowy filmik został usunięty przez administratorów portali, nie zginął. Kopiowany, przesyłany, komentowany żyje własnym życiem realizując w ten sposób cel zamachowcy – rozgłos.

Masakra na żywo

Nagranie z ataku Patricka Crusiusa na sklep Wallmart w El Paso w stanie Texas

Na podobny pomysł wpadł przed laty Mohammed Merah, Francuz algierskiego pochodzenia, który 2012 roku przeprowadził serię ataków w Tuluzie i Montauban. Celami byli francuscy żołnierze oraz cywile, a w wyniku ataków siedem osób poniosło śmierć. Merah ataki sfilmował kamerą GoPro przypiętą do ubrania, a zmontowany film wzbogacony melorecytacjami Koranu przesłał do stacji al-Jazeera, stacja nie zdecydowała się nie upubliczniać nagrań.

Zjawisko filmowania aktów terroru to nie novum. Terroryści wszelkich opcji i frakcji doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że akt terrorystyczny w pełni zostaje zrealizowany, gdy staje się aktem medialnym, gdy ich dokonanie będzie kojarzyć nie tylko wąskie grono ekspertów, ale całe narody i społeczeństwa.

Strategia Breivika czy Tarranta to kolejna odsłona modelu realizowanego od lat. Globalizacja, ale przede wszystkim upowszechnienie technologii i sprzętu do rejestracji obrazu oraz rozwój Internetu umożliwiły nagrywanie i umieszczanie w sieci treści produkowanych przez organizacje o charakterze terrorystycznym, ich radykalnych zwolenników, bądź ekstremistów, którzy zyskali ogromną widownię.

Russian Hell No. 1

Nagrania pokazujące zwycięstwa czeczeńskiej partyzantki miały inspirować i motywować do walki w bardzo trudnych i niesprzyjających warunkach

Palestyńczycy i Czeczeni jako pierwsi zaczęli filmować działania zbrojne i walkę partyzancką. Czeczeński dowódca, Ibn Al-Chattab (Thamir Saleh Abdullah) pojął, że udane ataki na rosyjskie posterunki co prawda osłabiają wroga, ale opinia publiczna nie dowie się, że żołnierze ponoszą porażki, a rząd nie kontroluje sytuacji. Filmowanie walki miało też inny równie ważny cel – podnosiło morale bojowników. Nagrania pokazujące zwycięstwa inspirowały i motywowały do walki w bardzo trudnych i niesprzyjających warunkach. W 2000 roku grupa opublikowała 40-minutowy film zatytułowany Russian Hell No. 1. Wkrótce powstały trzy kolejne części, dziś znalezienie ich w Internecie nie stanowi większego problemu.

Film jest amatorską produkcją, nakręconą przez przypadkowych bojowników, którzy dysponowali zwykła kamerą VHS. Niedoświadczony operator nie kontroluje w pełni kadru, trzęsą mu się ręce, słabo opanował opcje przybliżania i oddalania obrazu. Nagranie składa się z kilku połączonych w całość fragmentów, dźwięk szwankuje, dlatego tło muzyczne tworzą utwory wokalne (tzn. nasheed), melodyjne, śpiewane a cappella pieśni o pięknie walki i umieraniu w imię Boga. W filmie widoczne są zbliżenia na zakrwawione, czasem zdefragmentowane ciała rosyjskich żołnierzy. Ich funkcją jest pokazanie, że słynący z okrucieństwa, ale i dobrego wyszkolenia, przeciwnicy są śmiertelni i można ich pokonać.

Propagandowe przesłanie

Film Russian Hell No.1 z 2000 jest amatorską produkcją, ale zawiera motywy później powielane w wielu nagraniach terrorystów z Iraku czy Syrii

W nagraniu zastosowano zasadę kontrastu, którą potem skopiuje w swoich materiałach propagandowo-informacyjnych wiele innych ugrupowań terrorystycznych. Martwy szahid  pokazywany jest w uporządkowanym ubraniu, z czystą twarzą, pełen godności, pogodny i zwycięski, otoczony innymi mudżahedinami, którzy oddają mu cześć. Wrogów filmuje się w zupełnie inny sposób. W Russian Hell są ujęcia pokazujące dobijanie żołnierzy, brutalne pastwienie się nad ich ciałami, a także kadry pokazujące bardzo okaleczone lub zdekompletowane zwłoki. Przekaz tego typu ujęć jest jasny. Do mudżahedina śmierć przychodzi szybko, jest bezbolesna i prowadzi prosto do raju. Natomiast żołnierze wroga umierają długo i w męczarniach, po śmierci nie otrzymują ani szacunku, ani pochowku.

Ponadto, duży nacisk położono na pokazanie więzi łączących mudżahedinów: braterstwa, przyjaźni, lojalności, wspólnotowości. Film ma na celu pokazanie spójnej grupy, z którą można się identyfikować, utożsamiać, a uczestnictwo w niej nobilituje. Element religijny jest stale obecny w nagraniu, które rozpoczyna koraniczny wers – początek sury Al-Fatiha. Bóg (Allah) wspominany jest w pieśniach, w scenach pokazujących martwych bojowników, także widoczny jest na sztandarach. Zmarli bojownicy nazywani są szahidami. I choć formuła Bismillāhir rahmānir rahīm (w imię Boga litościwego, miłościwego) rozpoczyna wszystkie produkcje w tej serii, pokazano na nich wszystko oprócz miłosierdzia i litości.

Szokowanie barbarzyństwem

Pomysł Czeczenów szybko podchwyciła Al-Kaida publikując kilka miesięcy później dwugodzinny film The Destruction of the Destroyer USS Cole. Dziś ambicją każdej grupy terrorystycznej stało się dokumentowanie swoich osiągnięć. Kolejnym kamieniem milowym było pierwsze nagranie pokazujące zabójstwo i dekapitację amerykańskiego dziennikarza w Pakistanie. Później podobne nagrania publikowała iracka filia Al-Kaidy, obecnie filmowanie i reżyserowanie egzekucji i tortur to domena tak zwanego Państwa Islamskiego (ISIS).

Państwo Islamskie to organizacja, która wyznaczyła nowe przerażające standardy w upublicznianiu okrucieństwa. Filmy pokazujące egzekucje amerykańskich i brytyjskich zakładników, szwadrony śmierci złożone z około 15-letnich nastolatków, dekapitacje wykonywane za pomocą noża przez dziesięciolatków czy filmowanie z bardzo bliskiej odległości palenia żywych ofiar, to tylko niektóre przykłady strategii szokowania barbarzyństwem. Ten sposób postępowania ułatwia organizacji nie tylko realizację celów miękkich, jak tworzenie atmosfery zagrożenia, wzmaganie strachu, ale też gwarantuje stałą obecność w mediach.

Dbanie o rozgłos

Jeden z kilku magazynów wydawanych przez Państwo Islamskie dla sympatyków

Czasopisma redagowane przez ISIS zawierają sugestie, jak przeprowadzić atak terrorystyczny i jak go odpowiednio nagłośnić

ISIS dba o rozgłos także na innych polach działalności. Znaczącą, choć zdecydowanie rzadziej komentowaną publicznie część działalności wydawniczej stanowią instruktaże. Są przeznaczone dla tych zwolenników organizacji, którzy chcieliby przeprowadzić zamach u siebie – w Europie lub USA bądź po prostu zabić niewiernego, ale nie dysponują niezbędną wiedzą i pomysłami.

Liczne wydawnictwa – czasopisma, broszury, książki i plakaty – dają wskazówki dotyczące dokonywania różnych typów ataków (m.in. z użyciem noża, broni palnej), skutecznego podpalania budynków, czy konstruowania różnych typów improwizowanych ładunków wybuchowych.

Co ciekawe, autorzy tego typu poradników dużo miejsca poświęcają sprawie zapewnienia rozgłosu dla działań przez radykalnych zwolenników. Przekaz jest jasny: cokolwiek organizujesz, zadbaj o publiczność. Domorosły bojownik dostaje wyraźną wskazówkę, że jeśli zdecyduje się zaatakować niewiernego w ciemnej ulicy, to powinien przy trupie pozostawić kartkę z informacją, że za zabójstwo odpowiada ISIS. Wszystko po to, aby czyn nie został uznany za zwykłe morderstwo i nie utonął w statystykach.

Przyszli organizatorzy zamachów pouczani są, by wcześniej przygotowali list, nagrali manifest, względnie użyli flagi Państwa Islamskiego. Mają zorganizować zamach tak, aby niemożliwe było przeoczenie go przez media.

Wszystko dla mediów

Swoistym novum sugerowanym przez autorów powiązanych z ISIS jest stosowanie taktyki pozorowanej sytuacji zakładniczej. Bojownikom radzi się wywołać strzelaninę, wziąć zakładników i rozpocząć negocjacje z policją. Celem tych działań nie jest wypracowanie kompromisu, uwolnienie zakładników w zamian za jakieś korzyści (jak to ma miejsce w przypadku rzeczywistych sytuacji zakładniczych), ale zyskanie czasu.

Kilkugodzinne negocjacje wstrzymują działania antyterrorystów oraz służb medycznych. Ofiary z ranami postrzałowymi powoli się wykrwawiają, a ekipy telewizyjne mają czas na rozstawienie sprzętu i zaproszenie do studia specjalistów. Przede wszystkim media dostają możliwość relacjonowania na żywo zdarzenia, które przyciągnie miliony widzów. ISIS pisze o tym wprost: Half of jihad is media, co pokazuje tylko jak bardzo rozumie jak działa ten świat.

Kara zapomnienia

Terroryzm to skuteczne manewrowanie przemocą i lękiem. To osiąganie celów politycznych przez zręczne manipulowanie realnym bądź potencjalnym użyciem siły i wywartym w ten sposób wrażeniem. Strach jest uczuciem niepożądanym i każdy człowiek, a także całe społeczeństwa są gotowe wiele poświęcić lub oddać, aby się go pozbyć. Nacja, która żyje w poczuciu zagrożenia bardziej skłonne jest wybierać radykalne rozwiązania i decydować pochopnie.

Premier Nowej Zelandii zadeklarowała, że nie będzie używać publicznie nazwiska zamachowcy, by nie stał się sławny i nie zyskał naśladowców oraz zaapelowała, by nie rozpowszechniać filmu z zamachu. Podobną strategię przyjęto wobec szewca żyjącego w IV wieku przed naszą erą. Herostrates owładnięty obsesją zyskania wiecznej sławy uznał, że miejsce w historii może mu zapewnić tylko wielka zbrodnia. Dlatego w 356 p.n.e. spalił świątynię Artemidy. Skazano go na śmierć, a jego imię miało być wymazane ze wszystkich pisanych dokumentów…

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X