Przejdź do serwisu tematycznego

Z pamiętnika wędrownika – Wilczy Szaniec historycznie i przyrodniczo

Był 20 lipca 1944 roku. Na bezkresnych przestrzeniach Związku Radzieckiego grzmiały działa i chrzęściły gąsienice czołgów. Na Mazurach – ówczesnych Prusach Wschodnich – panował upał. Roiło się od bzyczących komarów. Przebywający w swej kwaterze Adolf Hitler spodziewał się wizyty Mussoliniego, więc przyspieszył naradę z wojskowymi. O godzinie 12:42 nachylał się nad mapą rozłożoną na dębowym stole, kiedy wybuchła bomba. Podłożył ją pułkownik Claus Schenk Graf von Stauffenberg, który chwilę później, uznawszy, że führer Tysiącletniej Rzeszy nie żyje, wyruszył do Berlina.

Wstęp

Piszemy dla Was o wędrówkach, piszemy też o historii. Dlaczego by nie połączyć jednego z drugim? Seria „Z pamiętnika wędrownika” poświęcona jest zabytkom, muzeom i wystawom związanym z historią wojskowości. Recenzujemy je dla was, abyście wiedzieli, gdzie warto zajrzeć, co warto zobaczyć, gdzie można dowiedzieć się czegoś ciekawego, a co jest tylko pułapką na turystów. Zaczynamy z grubej rury: Wilczy Szaniec, kwatera Adolfa Hitlera w lasach mazurskich, w pobliżu Kętrzyna, to na pozór tylko kopa gruzów leżących w lesie. Ale wiecie co? Robi niesamowite wrażenie, naprawdę warto się tam wybrać. Nie tylko dla samego przeżycia.


Drzwi prowadzące do wnętrza jednego z bunkrów

Tło historyczne

Wilczy Szaniec (niem. Wolfsschanze) był kwaterą główną Adolfa Hitlera budowaną od 1940 roku, kiedy to führer zadecydował ostatecznie o inwazji na ZSRR. Prusy Wschodnie położone były blisko granicy radzieckiej a wybrane miejsce osłonięte przez pas jezior oraz twierdzę Boyen w Giżycku, dodatkowo strzeżone przez samoloty z pięciu lotnisk. Usiany bunkrami obszar 250 ha otaczały pola minowe, zasieki, wieże obserwacyjne, stanowiska artylerii przeciwlotniczej i betonowe gniazda CKM-u. Kwatera działała nieprzerwanie w latach 1941-1944, była też nieustannie w tym czasie rozbudowywana. Wyliczono, że pracowało przy tym w sumie około 28 tys. robotników, początkowo niemieckich z Organizacji Totda, później również przymusowych. W pierwszej fazie (1940-41) wybudowano tylko kwaterę tymczasową, którą w fazie drugiej rozbudowano i wzmocniono (1942-43) a dopiero w 1944 roku, kiedy istniało już realne zagrożenie nalotami radzieckimi, powstały najbardziej imponujące (do dzisiaj) budowle betonowe. Niektóre stropy bunkrów liczyły do 8 metrów grubości. Całkowite koszty budowy wyniosły około 36 milionów marek niemieckich.


Ruiny baraku narad sztabowych, w którym miał miejsce zamach z 20 lipca 1944 roku

Sam Hitler wprowadził się do Szańca w dniu 24 czerwca 1941 roku, czyli na dwa dni po inwazji na ZSRR. Stąd dowodził swoimi armiami w całej Europie. W pobliżu prezentowano Panzerkampwagen VI Tiger (poligon w Kętrzynie, niem. Rastenburg), tu Hitler przyjmował kilkakrotnie Mussoliniego, tu zapadła decyzja o nominacji Heinza Guderiana na szefa Sztabu Generalnego, tu stale przebywali Wilhelm Keitel, Martin Bormann czy Alfred Jodl. Tutaj właśnie Hitler wydawał rozkazy dotyczące powstania warszawskiego. Bywalcami byli Heinrich Himmler, Joseph Goebbels czy Hans Frank. Można powiedzieć, że przez dłuższy czas tu biło serce III Rzeszy. Opuszczenie kompleksu nastąpiło 20 listopada 1944 roku a dwa dni później feldmarszałek Keitel wydał rozkaz o wysadzeniu kwatery. Nastąpiło to w nocy z 24/25 stycznia 1945 roku.


Skutki wysadzania. Zdjęcie prezentuje (w zbliżeniu, z dodatkowym oświetleniem) przekrój przez zwalony i pęknięty od eksplozji betonowy strop bunkra

Po wojnie

Kwatera została zajęta przez wojska radzieckie dwa dni po wysadzeniu, 27 stycznia 1945 roku. Przez pewien czas nie była w ogóle nijak użytkowana. Wojska radzieckie upewniły się o bezpieczeństwie głównych arterii komunikacyjnych i pozostawiły całość terenu najeżoną minami różnych typów. Było to wtedy jedno z najgęstszych pól minowych w historii. Wiele ładunków było ówcześnie niemożliwych do rozbrojenia, zatem trzeba było używać materiałów wybuchowych i detonować śmiercionośne pamiątki. W latach 1945-47 i 1950-55 przy tych pracach unieszkodliwiono ponad 80 tysięcy min różnych typów oraz około 200 tysięcy pocisków artyleryjskich. Oczywiście nie obyło się bez wypadków z udziałem ludności cywilnej okolicy. Ku pamięci saperów, którzy zginęli przy tym zadaniu, wystawiono w 2003 roku na terenie kompleksu płytę pamiątkową.


Rozbrojone i zakonserwowane miny i pociski artyleryjskie uzupełniają ekspozycję poświęconą saperom

Szaniec oficjalnie dostępny jest do zwiedzania od 1959 roku. W okresie PRL-u był użytkowany jako źródło taniego budulca lub hotel pracowniczy. Od roku 2017 obiekt znajduje się pod zarządem Lasów Państwowych, a konkretnie Nadleśnictwa Srokowo. Wprowadzono całą serię zmian w sposobie użytkowania, dążących do przetworzenia go w swoiste muzeum pod niebem. I wiecie co? Udało się.


Przykład sposobu ulokowania tablicy informacyjnej

Okiem historyka

Ekspozycja jest naprawdę interesująca. Obejmuje wiele elementów, nie tylko same – całkiem imponujące – bunkry. Tablice informacyjne ustawione przy wszystkich ważniejszych ruinach, spisane w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, rosyjski), dają solidne, dobrze wyważone informacje. Szkoda może, że nie podają żadnych źródeł, ale w końcu to instalacja dla turystów, nie musi zawierać aparatu naukowego. Ilość wiadomości jest zadowalająca, to znaczy nie są to tylko drobne wycinki. Zawierają również reprodukcje archiwalnych zdjęć. Znać solidność w przygotowaniu tej części ekspozycji. Sposób eksponowania samych bunkrów jest tu narzucony przez ich budowę oraz samą Matkę Naturę, więc w ogóle nie podlega komentarzowi. Twórcy tego swoistego muzeum sub jove poszli metodologicznie nieco w stronę rekonstrukcji historycznej i to z dobrym skutkiem.

Najsłabszym elementem jest odtworzenie niektórych instalacji maskujących – konkretnie mam na myśli sztuczne drzewa, które mają nieco odmienną od widocznych na zdjęciach archiwalnych budowę. Lepiej wyszedł korytarz maskujący pewien odcinek ścieżki dydaktycznej oraz coś w rodzaju gwoździa programu: rekonstrukcja baraku narad sztabowych na krótko przed zamachem z 20 lipca 1944 roku. Zabawne nieco – wobec dobrej roboty opiekunów całego kompleksu – mogą się wydawać ekspozycje ulokowane w restauracji znajdującej się na terenie muzeum, jednak to jest prywatna inicjatywa i należy ją pochwalić a nie krytykować za brak profesjonalizmu. Ciekawym akcentem, dobrze pasującym do tematyki całości, jest obecność na terenie obiektu kilku zrekonstruowanych pojazdów niemieckich z czasów II wojny światowej. Na szczęście nikt nie próbował odbudowywać Tygrysów. Zamiast tego prywatny inwestor zdecydował się na znacznie mniej znane i ikoniczne pojazdy, na przykład Leichter Panzerspähwagen Sd.Kfz.222. W tym przypadku zaakceptowanie współpracy prywatnej inicjatywy w tworzeniu całości ekspozycji wyszło jej na dobre.


Replika munduru SS znajdująca się w ekspozycji poświęconej zamachowi na Hitlera

Ucieszyło mnie też upamiętnienie saperów, którzy zginęli podczas rozminowywania tego terenu. Była to praca, której ogromu ciężaru i zagrożenia nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić a konieczna do wykonania. Pamięć o tych opóźnionych ofiarach II wojny światowej jest ważna. Jedynym elementem, jaki spowodował u mnie pewną rozterkę poznawczą, była niewielka ekspozycja dotycząca powstania warszawskiego. Co prawda jej głównym elementem jest bardzo przekonująca – i imponująca – rekonstrukcja działa samobieżnego Jagdpanzer 38 (t) „Hetzer” opatrzonego powstańczą nazwą „Chwat”, jednak ogólnie temat Powstania 44 niewiele ma wspólnego z całością ekspozycji Szańca. Z drugiej strony jest to obiekt nastawiony na edukację historyczną (i przyrodniczą), zatem nawiązanie do bardzo ważnego wydarzenia, które stąd było obserwowane przez Hitlera, znajduje pełne uzasadnienie. Nie zmienia to jednak faktu, że całość Wilczego Szańca uważam za obiekt dobrze zagospodarowany, wartościowy pod względem poznawczo-dydaktycznym i wart bliższego, osobistego poznania.

Okiem przyrodnika amatora

Muzeum i obszar ochrony przyrody w jednym? Czegóż chcieć więcej? Praktycznie cały dostępny do zwiedzania – jako uregulowany kompleks – teren Wilczego Szańca, porasta las mieszany. Bardzo cieszy fakt, że opiekujący się nim leśnicy nie próbują przerobić go na pokazowy, wystrzyżony park. Miejsce straciłoby swój autentyczny nastrój. Przecież podczas wojny, kiedy chodziło o maskowanie, niemieccy budowniczowie starali się jak najmniej lokalne lasy niszczyć. Oberwały pewnie głównie podczas walk i rozminowywania, kiedy saperzy musieli detonować tysiące niewybuchów. Hitler narzekał na komary, przechadzając się z psem w cieniu tego lasu, i my, zwiedzając okolicę, czujemy to samo, co on i jego sztabowcy.


Jak Matka Natura radzi sobie, albo raczej inkorporuje to, co zostawiają po sobie ludzie. Gdyby tylko wszystkie nasze śmieci mogły być tak nieszkodliwe jak złomy betonu…

Wrażenie trochę psują idealne, brukowane alejki, ale na szczęście nie leżą wszędzie. Nadal w wielu miejscach chodzi się po wydeptanej ziemi. No i trzeba pamiętać, że wielu turystom są potrzebne ułatwienia dostępu. Z tej perspektywy alejki są całkowicie uzasadnione, niezbędne. Przyciąga uwagę pokaźna tablica, informująca odwiedzającego, że Wilczy Szaniec stał się Nietoperzym Szańcem, tzn. miejscem zimowania aż sześciu różnych gatunków nietoperzy. To właśnie dla nich utworzono SOOS, czyli Specjalny Obszar Ochrony Siedlisk. Tym co naprawdę może zrobić wrażenie na przedstawicielu gatunku homo sapiens, jest potraktowanie Szańca jako przykładu tego, jak bardzo Matka Natura może się nami nie przejmować. Że pozostawiona w spokoju, poradzi sobie na pewno, byle jej nie przeszkadzać.


Tablica informacyjna dotycząca nietoperzy w Szańcu

Naprawdę warto zwrócić uwagę na takie rzeczy, jak np. drzewa, które nachyliły się pod ciężarem walących się ścian bunkrów, ale trzymają je na sobie i skrzywione, ale w najlepsze rosną dalej. Co je obchodzą te całe tony betonu? Niektóre z nich nawet ów beton wykorzystały, oplatając go korzeniami, jak to się często zdarza ze skałami w górach. W załomach przez lata nagromadziła się próchnica, powstała gleba i już rosną kolejne drzewa. Wiele ścian pokrytych jest grubym dywanem mchów. Trudno by było podczas jednej wizyty i zwiedzania obiektu zliczyć całe bogactwo roślin zielnych. Myślę, że to ulokowanie w Naturze jest wielkim plusem Szańca. Gdyby teren był wycięty i wykarczowany, a złomy betonu oczyszczone z roślinności, miejsce byłoby zapewne po prostu nudne i nieprzyjemne.


Mapa, która wita nas przy parkingu

Okiem turysty

Skoro już zawiało mnie na Mazury, Wilczy Szaniec zobaczyć musiałem. Zaskoczyła mnie cena wstępu. Wcale nie okazała się wygórowana. Za bilet – którego wartość idzie do skarbonki Lasów Państwowych i, jak informują opiekunowie obiektu, jest wykorzystywana na dalsze inwestycje – dostaliśmy miejsce na parkingu i możliwość przebywania w obiekcie przez cały dzień. Parking duży, pojemny, choć słyszałem, że w okresach wzmożonego ruchu turystycznego ustawia się długa kolejka samochodów. Cóż, to chyba normalne w takich atrakcjach, dlatego wolę zwiedzać poza sezonem. Infrastruktura zewnętrzna całkiem przyjazna. Wszystko ładnie oznakowane, rzuca się w oczy czytelna mapa całego obszaru, informująca, co gdzie jest i jak długie są trasy zwiedzania. Przy parkingu, w dawnym hotelu żołnierskim, znajduje się restauracja. Zapomniałem sprawdzić ceny, bo moją uwagę przykuły setki wyeksponowanych pamiątek z czasów wojny. Szkoda tylko, że nie są w żaden sposób opisane, a część z nich napchano w gablotach bez większego sensu. Oczywiście kawałek dalej – już na trasie zwiedzania – znajdujemy sklepik z pamiątkami. Można też wynająć przewodnika – oczywiście – albo ustawić na terenie kompleksu samochód kempingowy. Miły akcent. Dookoła parkingu znajduje się spora, głównie drewniana infrastruktura wypoczynkowa. Przyjemna, ozdobiona dość prostymi, drewnianymi rzeźbami wilków.

Mapa informuje, że trasy zwiedzania przewidziano dwie. Krótszą (1,3 km) oraz dłużą (1,8 km). Na szczęście byliśmy w ekipie znającej się z leśnych i górskich wypadów, więc nikt nie miał wątpliwości, że wybieramy tę dłuższą. Deszcz nam nie przeszkadzał, moim zdaniem nawet dodał nastroju tej przechadzce wśród reliktów największej wojny wszechczasów. Trasa jest bardzo dobrze oznakowana. Zgubienie się nie wchodzi w rachubę. Porada: idźcie dłuższą. Pół kilometra więcej nie robi różnicy, a właśnie na tej trasie jest kilka najciekawszych miejsc. Bunkry oczywiście robią potężne wrażenie. Czasem imponują, czasem są ponure, czasem po prostu interesujące. Szkoda trochę, że tylko w kilku miejscach można wchodzić do wnętrza, ale jest to zrozumiałe. W końcu to ponad siedemdziesięcioletnia ruina, w której w każdej chwili coś może się posypać. Stalowe płyty podtrzymujące stropy są dokumentnie pordzewiałe. W dodatku dawniej ludzie po prostu po kawałeczku rozbierali bunkry, biorąc sobie trochę na pamiątkę. Jednak tam, gdzie wejście do wnętrza jest możliwe, zalecam. Projektanci ekspozycji przygotowali kilka drobnych, ale ciekawych niespodzianek. Poza tym można zrozumieć, dlaczego przebywanie w tym miejscu negatywnie odbiło się na zdrowiu Adolfa H.


Gdzieniegdzie – szczególnie mając latarkę – można zajrzeć do wnętrza bunkrów

Z uznaniem należy się wypowiedzieć o tablicach informacyjnych. Zawierają tyle wiadomości, ile trzeba. Nie zanudzamy się, czytając, a wynosimy ze zwiedzania solidną dawkę wiedzy. To coś dużo więcej niż przeciętny opis zabytku w muzeum, który informuje nas wyłącznie co to jest i skąd pochodzi. I nie ma wątpliwości, kórego obiektu dana tablica dotyczy.

W obronie alejek należy dodać, że umożliwiają zwiedzanie np. matkom z wózkami czy osobom niepełnosprawnym, a są wykorzystywane również przez wewnętrzną służbę medyczną, która składa się z sześciu ratowników wyposażonych między innymi w Meleksa ze specjalistycznym sprzętem.

Wyraźnie wyróżnia się w obszarze niewielka ekspozycja poświęcona saperom, którzy rozminowywali teren. W jednym z betonowych baraków przygotowaną dodatkową wystawę poświęconą zamachowi na Hitlera z 20 lipca 1944. Jest ciekawa, przykuwa uwagę, można tu spędzić dodatkowych kilkanaście minut, zanim się wszystko dobrze obejrzy. Oprócz tego na terenie obiektu regularnie odbywają się zajęcia edukacyjne, a nawet inscenizacje historyczne realizowane z dużym rozmachem – włącznie z użyciem efektów pirotechnicznych – przez rekonstruktorów.

I jeszcze na koniec mała porada: wybierając się do Wilczego Szańca, zabierzcie ze sobą latarkę. Dzięki niej nawet bez wchodzenia do wnętrza ruin będziecie mogli lepiej poczuć klimat.

Podsumowanie

Wilczy Szaniec zrobił na mnie spore wrażenie. Po części zapewne dlatego, że odwiedziłem go poza okresem największego ruchu turystycznego. Nie lubię pchać się w tłumie. Miejsce ma niepowtarzalny nastrój i uważam, że Lasy Państwowe wykorzystują je w bardzo dobry sposób. Byłoby idealne po prostu na jakieś edukacyjne gry terenowe. Ekspozycja jest przygotowana w sposób czytelny i łatwo dostępny. Pomimo skomercjalizowanego wstępu, nie jest to typowa pułapka na turystów. Można było narobić dużo kolorowej pulpy, a jednak Ośrodek Edukacji Historyczno-Przyrodniczej ewidentnie stawia na jakość. Od jednego z opiekunów obiektu dowiedziałem się, że planowane są kolejne inwestycje i poszerzanie zakresu tematycznego ekspozycji, czyli Ośrodek żyje i rozwija się, nie spoczywa na laurach. Warto zajrzeć, warto zwiedzić, warto dowiedzieć się o tym miejscu tego wszystkiego, co w tym materiale celowo pominąłem.

A żeby dowiedzieć się o takich rzeczach, jak np. godziny zwiedzania, można po prostu zajrzeć na oficjalną stronę Szańca powiązaną z witryną Nadleśnictwa Srokowo.

Bardzo dziękuję opiekunom obiektu za życzliwą współpracę i uzupełnienie informacji.

 

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

7. BOW i 14. ZBOT szkolą żołnierzy dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej

7. Brygada Obrony Wybrzeża i 142. batalion lekkiej piechoty 14. Zachodniopomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej zorganizowały szkolenie żołnierzy dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej.

Fabryka Broni zwycięzcą rankingu Polskiego Radia „Lubię, bo polskie 2022”

Zaprojektowany i produkowany przez Fabrykę Broni Łucznik-Radom, karabinek MSBS Grot C16 FB-A2 otrzymał nagrodę w tegorocznej edycji rankingu Polskiego Radia Lubię, bo polskie w kategorii Najlepszy…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X