Przejdź do serwisu tematycznego

Test: Racje żywnościowe

Wojskowe i turystyczne zestawy na wynos

Co łączy żyjącego 15 tysięcy lat temu plemiennego myśliwego polującego na mamuty, nauczycielkę francuskiego i amerykańskiego żołnierza na misji w Afganistanie? Brzmi jak początek kiepskiego żartu, prawda? Odpowiedź nie będzie zaskakująca: wszyscy są ludźmi i muszą jeść. O ile w przypadku wspomnianej nauczycielki lub też jakiejkolwiek innej osoby żyjącej w cywilizowanych warunkach nie stanowi to kłopotu, o tyle dla pozostałej dwójki stanowi to zdecydowanie większy problem.

 

Warunki cywilizowane mają to do siebie, że żywność pozostaje łatwo dostępna. A przynajmniej tak długo, jak długo ma się czym za nią zapłacić. Od zarania dziejów ludzkość borykała się z tymi samymi problemami: co zrobić, gdy braknie jedzenia? W jaki sposób przechowywać żywność, gdy chwilowy stan posiadania przekracza obecne potrzeby? Jak podróżować na dalekie dystanse z zapasami, jeśli już je mamy? Gdy podczas nuklearnej zimy, apokalipsy zombie albo zwykłego blackoutu zabraknie prądu i gazu, by ugotować naszą ulubioną pomidorową? Zarówno żołnierz na polu bitwy, jak i turysta na szlaku potrzebują pożywienia, żeby dostarczyć energii zmęczonemu organizmowi.

 

Jedzenie na wynos

Żołnierze maszerują na żołądkach, powiedział Napoleon Bonaparte, świadomy, że żołnierz głodny jest mało efektywny. Ani dobrze nie maszeruje, ani tym bardziej dobrze nie walczy. Rząd francuski zaoferował 12 tysięcy franków osobie, która wynajdzie sposób konserwacji żywności, zmniejszający rolę kuchni polowych i upraszczający obsługę logistyczną rosnącej armii. Na to wezwanie odpowiedział niejaki Nicolas Appert, który w 1809 roku zakończył erę solenia, wędzenia i suszenia żywności. Opracował metodę konserwacji żywności w szklanych słojach za pomocą wysokiej temperatury – pasteryzację. Rok później Peter Durand ulepszył ten proces, zastępując podatne na stłuczenie słoiki stalowymi puszkami.

Ta metoda utrzymała się jako jedynie słuszna aż do drugiej połowy XX wieku. Wówczas posiłki w amerykańskich racjach żywnościowych MRE zaczęto zamykać w foliowych saszetkach. Wcześniej ramię w ramię z pasteryzacją stanęły chemiczne środki konserwujące, jeszcze bardziej wydłużając długowieczność wojskowych konserw. Równolegle podczas przygotowania racji żywnościowych przeznaczonych do wieloletniego przechowywania zaczęto stosować liofilizację, czyli metodę usuwania z żywności ponad 99% wody, żeby stworzyć skrajnie nieprzyjazne środowisko dla rozwoju drobnoustrojów.

W zestawieniu prezentujemy przykłady zestawów pakowanych i konserwowanych na wszystkie opisane wyżej sposoby. No, poza pasteryzacją w słoikach, to zostawiamy preppersom. Zostały stworzone do różnych celów i wykonane przez innych producentów. Jak można się przekonać, w niektórych przypadkach daty ważności są czysto umowne.

Żołnierze piechoty morskiej podczas konsumpcji podstawowych racji żywnościowych MRE (Meals Ready to Eat). Zajmują mało miejsca i mają niewielką masę w stosunku do dostarczanej energii / Zdjęcie: Jennifer Schubert/USMC

Amerykańska MRE

Amerykańskie racje wojskowe MRE, czyli Meal, Ready to Eat (lub Meal Rejected by Ethiopians, jak żartują żołnierze żarcie którego nie tknie nawet Etiopczyk) to produkt-legenda. Pojawia się w popkulturze i jest zawsze modny w środowisku airsoftowym. MRE wprowadzono w 1975, a w powszechnym użyciu są od 1981. Obecnie występują w 24 wariantach. Pakuje się je w często widywane w amerykańskich filmach charakterystyczne brązowe foliowe opakowanie, podpisane – jak łatwo się domyślić – MRE. Przykładowa racja zawiera jeden indywidualny posiłek, mający dostarczyć 1250 kilokalorii (kcal).

Jak można się spodziewać po produkcie amerykańskim, każdy element zestawu jest skrupulatnie podpisany: zawiera informacje o dostarczanej ilości energii, składzie i ewentualnych alergenach.

Amerykańskie racje żywnościowe sprawdziły się zarówno w warunkach cywilnych, jak i podczas klęsk żywiołowych czy realnych konfliktów zbrojnych. Zajmują mało miejsca, charakteryzują się niewielką masą w stosunku do dostarczanej ilości energii. Przydadzą się i na wyprawach turystycznych, i w sytuacjach awaryjnych. W internecie MRE można dostać w cenie 30 zł za sztukę.

W skład 800-gramowego zestawu MRE wchodzi:

– danie główne, dostępne zarówno w wersjach mięsnych, jak i wegetariańskich; w przypadku opisywanej racji był to kurczak z makaronem (220 g);

– krakersy/ciastka zapakowane próżniowo; moim zdaniem w smaku najbardziej zbliżone do dostępnej w sklepach macy;

– saszetka proszku pozwalającego na przygotowanie 0,7 l napoju izotonicznego;

– podgrzewacz chemiczny, wraz z osobnym woreczkiem na ciepły napój i kartonikiem do umieszczenia w nim posiłku, co pozwoli uniknąć poparzenia. Kartonik również zawiera informacje o potrzebie wartościowego odżywiania w sytuacjach zwiększonego wysiłku oraz zawiera dobre rady w stylu: jeśli nie masz czasu zjeść wszystkiego, zacznij od rzeczy wysokokalorycznych, jak słodycze;

– saszetka zawierająca sos z mango, jabłek i brzoskwini (128 g);

– saszetki z masłem orzechowym (42 g) i dżemogalaretką jabłkową (28 g);

– paczkę cukierków Skittles (60 g);

– foliowy woreczek zawierający zapałki, cukier, sól, saszetkę sosu tabasco, wilgotną chusteczkę, suchą chusteczkę/papier toaletowy, liofilizat kawy i gumę do żucia;

– plastikowa łyżka.

MRE wprowadzono w 1975, a w powszechnym użyciu są od 1981. Obecnie występują w 24 wariantach. Pakuje się je w charakterystyczne brązowe foliowe opakowanie / Zdjęcie: Win Henderson/FEMA

MRE

Racja MRE zawiera jeden posiłek mający dostarczyć 1250 kcal. Amerykańskie zestawy sprawdziły się w warunkach cywilnych, podczas klęsk żywiołowych i konfliktów zbrojnych / Zdjęcie: Aaron Bolser/USMC

Francuska RCIR

Kolejny podobnym pakietem jest 24-godzinna francuska indywidualna racja żywnościowa RCIR (Ration de Combat Individuelle Rechauffable). Masa i gabaryty zestawu sprawiają, że raczej nie sprawdzi się w sytuacjach, gdzie liczy się każdy gram i każdy litr w plecaku. W zamian za to użytkownik dostaje rację pełną nietypowych produktów, nie zawsze potrzebnych cywilnemu użytkownikowi, dostarczających mu 3300 kcal.

Warto rozpakować RCIR przed wyruszeniem w drogę i wyjąć z niego niepotrzebne rzeczy. Szczególnie, gdy zabiera się w drogę więcej niż jeden taki pakiet. Nie ma potrzeby brać ze sobą na przykład dwóch kuchenek. Turyście niepotrzebne mogą być także tabletki do oczyszczania wody. Co więcej, samo wypakowanie całości z kartonowego pudełka pozwoli zaoszczędzić sporo miejsca w bagażu.

Jeśli jednak wybieramy się w podróż, gdzie obciążenie nie jest takie istotne, bądź też chcemy doposażyć się w zróżnicowany zestaw żywnościowy, francuskie racje bojowe sprawdzą się w tej roli bardzo dobrze. Jedyne, co mogłoby niektórym przeszkadzać, to smak dań głównych. Nieważne, czy to makaron z łososiem, chili czy wieprzowina z ryżem, wszystkie są podobne. Być może to z powodu dodatku witaminy E. Racje dostępne są również w wersjach wegetariańskich i bez wieprzowiny. Koszt jednego pakietu RCIR na Allegro to 50 zł.

 

W sporym i ciężkim kartonowym pudle racji bojowej RCIR o masie 1900 g znaleźć można na przykład:

– dwie puszki z daniami głównymi (poza standardowymi potrawami, takimi jak chilli czy gulasz, dostępne są takie rarytasy, jak struś w żurawinie czy sałatka z łososia z makaronem na zimno);

– przystawkę (jak stuprocentowy pasztet z kaczki);

– zupkę instant w proszku;

– ser topiony;

– opakowanie ciastek (po sześć słodkich i słonych, pakowane po dwa; świetnie nadają się choćby do zjadania pasztetu, poza tym są naprawdę smaczne);

– paczuszkę z kawą, herbatą i gorącą czekoladą;

– 5 batoników z nugatu/prasowanych owoców/gorzkiej czekolady/energetycznych;

– torebkę z muesli do zalania wodą (można je spożywać na zimno);

– izotonik do rozrobienia z wodą;

– saszetkę dżemu/powideł;

– paczkę chusteczek;

– 6 tabletek do oczyszczania wody;

– podgrzewacz płomieniowy na paliwo stałe (kostki) i zapałki.

 

24-godzinna francuska indywidualna racja żywnościowa RCIR (Ration de Combat Individuelle Rechauffable) dostarcza 3300 kcal

RCIR

Czeska Adventure Menu

Klasyczne podejście prezentuje również 24-godzinna racja bojowa wyprodukowana przez czeskie przedsiębiorstwo Adventure Menu. Patrząc na zawartość, łatwo da się zauważyć, że racja spokojnie może zostać rozbita na dwie mniejsze, ale pełnowartościowe porcje – i rzeczywiście tak jest. Smak posiłku głównego jest bez zarzutu, podobnie z dodatkami. Nie czuć posmaku konserwantów, a producent podaje, że zawartość opakowania jest w 100% naturalna. Dużym plusem jest fakt, że po zjedzeniu pozostanie nam jedynie kilka foliowych woreczków, które zajmą minimalną ilość miejsca.

 

W skład zestawu wchodzi średniej wielkości 900-gramowe opakowanie o wartości energetycznej 1200 kcal, zawierające:

– dwie saszetki z daniem głównym, w testowanym przypadku były to kurczak z ryżem w sosie i jakiegoś rodzaju mięso (bliżej nieokreślone, obstawiałbym wieprzowinę) z kaszą w sosie, po 300 g każda;

– dwa bezpłomieniowe podgrzewacze chemiczne; przeciwieństwie do racji Arpolu w zestawie nie zawarto wody, służącej do zapoczątkowania reakcji chemicznej;

– dwie saszetki z izotonikiem do rozrobienia w wodzie;

– dwa solidne, wysokobiałkowe batony energetyczne;

– dwie saszetki zawierające po kilka tabletek, jedna podpisana Energy, druga Regen; tabletki są bardzo słabo rozpuszczalne w wodzie, dodatkowo niesmaczne, co sugeruje, że powinny być łykane;

– dwie saszetki z suszonym mięsem (wołowiną i indykiem);

– plastikową łyżkę.

Czeska 24-godzinna racja Adventure Menu o wartości energetycznej 1200 kcal. Zawartość może zostać rozbita na dwie mniejsze, ale pełnowartościowe porcje

Adventure

Norweska Arctic Field Ration

Główną cechą norweskiej racji żywnościowej Arctic Field Ration serii REAL Field Meal produkowanej przez drytech z Tromso jest jej niska masa. W 350-gramowym opakowaniu zmieszczono 1300 kcal w formie urozmaiconego posiłku. Pakiet składa się z dania głównego, zimnego i gorącego napoju oraz kilku przekąsek. Te ostatnie warto schować do kieszeni , by móc je przegryźć w trakcie marszu. Poza tym ta żywność jest po prostu smaczna.

Zestaw został wyposażony w dwuwarstwową etykietę. Jej wierzchnią część, pokrytą mocnym klejem, można oczepić i za jej pomocą zamknąć niedojedzoną rację. W ostateczności, zwłaszcza za pomocą dobrej taśmy, może ona służyć do opatrzenia rany postrzałowej klatki piersiowej. Główną zaletą racji jest jej niska masa, którą osiągnięto dzięki liofilizacji dania głównego. Trzy posiłki tego typu (w sumie 3900 kcal) mają mniejsza masę, niż połowa 24-godzinnej racji żywnościowej polskiego Arpolu o zbliżonej wartości energetycznej.

Liofilizowane posiłki mają jednak jeden zasadniczy minus: do ich przygotowania konieczna jest gorąca woda. Z tego względu, zestawy nie sprawdzają się najlepiej podczas jednodniowych wycieczek górskich, wypadów na strzelnicę czy szkolenia. Są za to dobrym wyborem, jeśli planujemy kilku- lub kilkunastodniowe marsze i wszelkiego rodzaju pobyty w terenie, podczas których będziemy mogli zagotować wodę.

 

Charakteryzujący się masą 350 g zestaw drytech Arctic Field Ration nazwany M19, który ma 1300 kcal, zawiera:

– danie główne, makaron w sosie bolognese – jest dobrze przyprawiony, nie ma posmaku konserwantów. Dla wielbicieli mocnych wrażeń zapewniono saszetkę z dobrym ostrym sosem;

– dodatek w postaci pikantnej przekąski wołowej, bardzo smaczny;

– ciasteczka owsiane;

– krem orzechowy;

– baton energetyczny o smaku ciemnej czekolady, nie zachwyca choć nie jest niesmaczny;

– napój izotoniczny, w zapinanej strunowo torebce z proszkiem o smaku znanym w Polsce jako zielone jabłuszko. Napój przypomina nieco pozbawioną gazu oranżadę, ale nie jest przesadnie słodki (chociaż warto dodać więcej wody niż zalecane 0,3 l). Z torebki pije się zaskakująco wygodnie dzięki sztywnemu zapięciu strunowemu, ale niestety – w przeciwieństwie do opakowania z daniem głównym – nie można jej postawić;

– tabletkę witaminową;

– saszetkę kawy;

– solidną plastikową łyżkę;

– torebkę strunową na śmieci,

– gumę do żucia;

– chusteczkę dezynfekcyjną nasączoną obficie alkoholem, starczającą na dokładne wyczyszczenie obu dłoni lub ułatwiającą rozpalenie ognia w sytuacji kryzysowej.

Główną zaletą norweskiej racji drytech Arctic Field Ration serii REAL Field Meal  jest niska masa, którą osiągnięto dzięki liofilizacji dania głównego. Dzięki temu 350-g opakowanie dostarcza 1300 kcal

Drytech

Pakiet przetrwaniowy Arpol

Pakiet przetrwaniowy spółki Arpol to pojedynczy, wysokoenergetyczny posiłek, który ma sprawdzić się w sytuacji kryzysowej. Celem jest utrzymanie konsumenta w dobrej kondycji do czasu przybycia pomocy lub ułatwienie dotarcia do miejsca, gdzie wspomnianą pomoc można otrzymać.

Tysiąc kilokalorii w ważącym nieco poniżej kilograma opakowaniu nie stawia tej racji w czołówce zestawów, które ktoś chciałby zabierać ze sobą na długi marsz czy kilkudniowy wypad w teren. Niemniej, pakiety przetrwaniowe z Arpolu powinny sprawdzić się przyzwoicie jako awaryjne źródło kalorii w bagażniku samochodu lub jako przekąska podczas jednodniowej wycieczki górskiej. Będą dobrym wyborem właściwie wszędzie tam, gdzie nie liczy się każdy gram na plecach, za to potrzeba szybkiego zastrzyku energii w formie ciepłego posiłku, a nie ma czasu, sił lub możliwości podgrzania wody. Warto jednak do pakietu dołączyć niewielkie opakowanie z mieszanką ulubionych przypraw.

Ze względu na nazwę, zaskakuje brak w pakiecie tabletek do uzdatniania wody. W niektórych sytuacjach mogłyby się one okazać zbawienne w zestawie ze wspomnianą torebką strunową lub solidniejszą, przeznaczoną do uzdatniania wody, którą znaleźć można w innych zestawach Arpolu.

Zestaw zapewni jeden ciepły posiłek, w testowanym przypadku w formie spaghetti bolognese. Ilość sosu w stosunku do makaronu jest niewielka, ale przekłada się na wyższą kaloryczność. Warto od razu doprawić posiłek solą i pieprzem, które są w opakowaniu. Chociaż danie główne jest nieco mdłe, nie można odmówić mu sytości.

 

W środku 900-gramowego opakowania Pakietu przetrwaniowego znajduje się:

– danie główne w miękkiej aluminiowej puszce ze zrywanym wieczkiem;

– bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny wytracający ciepło do godziny po przygotowaniu dania głównego. Można go wykorzystać do podgrzania wody, w której da się rozpuścić napój herbaciany lub do ogrzania ciała, kiedy umieścimy go pod odzieżą;

– napój tropikalny w proszku, przeznaczony do wymieszania z 0,5 l zimnej wody;

– koncentrat napoju herbacianego;

– papierowy kubek do przygotowania napojów o pojemności 0,2 l;

– 6 saszetek zawierających łącznie 0,3 l wody pitnej, z czego jedna przeznaczona jest do uruchomienia podgrzewacza, a pozostałe do spożycia;

– opakowanie dwóch słynnych sucharów specjalnych SU-1 (obowiązkowego elementu każdej polskiej racji żywnościowej);

– kruchy, kwaśny i intensywny w smaku baton z prasowanych owoców liofilizowanych;

– cztery cukierki: dwa owocowe owocowe z witaminą C i dwa z kofeiną;

– sportowa tabletka energetyczna na czarną godzinę;

– pakiet plastikowych sztućców w pakiecie z serwetką;

– dwie dosyć delikatne papierowe chusteczki odświeżające, niestety nienasączone alkoholem;

– jednorazowa, twarda szczoteczka do zębów;

– torebka strunowa.

Pakiet przetrwaniowy Arpolu to sprawdzi się wszędzie tam, gdzie nie liczy się każdy gram na plecach, potrzeba zastrzyku energii w formie ciepłego posiłku, a nie można podgrzać wody

Zestaw W1SH Arpolu

Zestaw W1SH od Arpolu to kolejna pojedyncza racja w zestawieniu. W środku jest jeden ciepły posiłek, zapakowany w foliowo-aluminiową torebkę w stylu amerykańskich MRE, oraz stosunkowo obfity zestaw dodatków i akcesoriów. Ten ostatni budzi pewne zakłopotanie, ponieważ dzięki niej racja przekształca się w kompletny zestaw, który może się przydać każdemu survivalowcowi.

W1SH zawiera bowiem dokładnie to, czego brakowało w zestawie przetrwaniowym: mocną torebkę strunową o pojemności jednego litra przeznaczoną do uzdatniania wody za pomocą dołączonej tabletki oraz tekturowe zapałki. Do tego racja charakteryzuje się nieco niższą masą przy zachowaniu nieco wyższej kaloryczności. Posiłek główny jest dość smaczny, choć z charakterystycznym posmakiem konserwantów. W przeciwieństwie do poprzednika nie wymagał wsypania całej zawartości dołączonych saszetek z solą i pieprzem. Stosunek ilości makaronu do sosu i mięsa był dokładnie odwrotny niż opisanym wcześniej w pakiecie survivalowym tego samego producenta.

 

 

W skład mającego masę 600 gramów i dającego 940 kilokalorii zestawu wchodzi:

– danie główne w postaci klopsików wołowych z makaronem w sosie pomidorowym;

– bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny wraz z saszetką wody do jego uruchomienia;

– próżniowe opakowanie solonych orzeszków ziemnych;

– batonik z prasowanych suszonych owoców (jestem fanem);

– dwa suchary specjalne SU-1 w parze z niewielką puszeczką dżemu;

– trzy cukierki w tym dwa owocowe z witaminą C i jeden kawowy z kofeiną;

– sportowa tabletka energetyczna na czarną godzinę;

– napój herbaciany instant (w wersji na ciepło lub na zimno);

– kawa rozpuszczalna z dodatkiem dwóch 10-g saszetek cukru;

– standardowy zestaw plastikowych sztućców z serwetką;

– listek miętowej gumy do żucia;

– jednorazowa szczoteczka do zębów;

– trzy nawilżane serwetki;

– odcinek papieru toaletowego;

– mocną torebkę strunową o pojemności 1 l;

– tabletka do uzdatniania wody;

– tekturowe zapałki.

Zestaw Arpol W1SH to 940 kcal w 600-gramowym opakowaniu. W środku jest jeden ciepły posiłek i obfity zestaw dodatków i akcesoriów

W1SH

Racja wojskowa S

Ostatnią racją wojskową jest zestaw Indywidualnej racji żywnościowej S w wersji S-9. Zostałem przez redakcyjnych kolegów wyznaczony na ochotnika do przetestowania tego konkretnego pakietu, prawdopodobnie dlatego, że data przydatności minęła 28 lutego 2014. Z radością donoszę, że dwa i pół roku przechowywania po terminie przydatności zrobiły wrażenie jedynie na listku gumy do żucia. Zmienił się we fragment tak twardy, że przypominający płytę gipsową. Cukierek owocowy uległ co prawda zgnieceniu podczas przechowywania, ale można swobodnie założyć, że nie wpłynęło to na jego przydatność do spożycia. Nie stwierdziłem żadnych zmian w smaku lub konsystencji pozostałych elementów racji S-9, ani też ich negatywnego wpływu na mój układ trawienny.

O zestawie trudno napisać coś więcej. To prosta racja, mająca w założeniu utrzymać nas w dobrej kondycji do obiadu czy kolacji. Biorąc jednak pod uwagę jego odporność na długotrwałe przechowywanie, warto się zastanowić czy odłożenie kilku czy kilkunastu takich zestawów na czarną godzinę nie jest dobrym pomysłem. Osobom niezainteresowanym pełnowymiarowym prepperingiem taki zapas na dnie szafki może uratować skórę podczas oczekiwania na pomoc. Na przykład wtedy, kiedy sklepy zostaną zamknięte ze względu na długotrwałą przerwę w dostawach prądu, lub zalane przez powódź, a nasza domowa kuchenka z tych samych powodów nie zadziała.

 

Sucha racja S-9 o masie 400 g, dostarczająca 1100 kcal nie zawiera dania na ciepło. W środku można znaleźć:

– dwie niewielkie puszki pasztetu i mielonki do spożycia, traktowane jako danie główne;

– dwa opakowania sucharów SU-1;

– koncentrat herbaciany;

– dwie saszetki kawy;

– 10-gramowa saszetka cukru;

– 25-gramowe opakowanie miodu;

– duża tubka słodzonego mleka zagęszczonego. Może posłużyć jako zabielacz do kawy, słodzik lub po prostu szybkie źródło energii;

– cukierki owocowy i kawowy;

– zestaw sztućców z serwetką;

– papier toaletowy;

– chusteczka nawilżana;

– książeczka zapałek;

– foliowa torebka na śmieci;

– listek gumy do żucia.

Indywidualna racja żywnościowa S (w wersji S-9) to prosta 400-g racja, mająca w założeniu utrzymać nas w dobrej kondycji do obiadu czy kolacji. Dostarcza 1100 kcal

Wojskowa S-ka

Górski posiłek turystyczny

Górski posiłek turystyczny Arpolu to 690 gramów i 920 kalorii: to całkiem niezłe przełożenie masy na wartość energetyczną. Zawartość jest dość podobna do składu innych racji tego producenta. Jedzenie jest sycące – zestaw stanowi posiłek dający energię na około pół dnia w górach. Może też, przy odrobinie samozaparcia, służyć jako przekąska dla dwóch czy nawet trzech osób.

Zastanawiam się natomiast nad celowością dokładania aż tylu akcesoriów. O ile podgrzewacz chemiczny, wilgotne chusteczki (naprawdę się przydają!) oraz sztućce są całkowicie zrozumiałe (sam zawsze podróżuję z niezbędnikiem lub sporkiem, ale znam takich, którzy ich nie pakują, czasem zdarza się też ich zapomnieć lub po prostu zgubić je w trawie podczas postoju), o tyle nie zdarzyło mi się użyć ani szczoteczki, ani kuchenki. Bez wątpienia mają swoje zastosowanie (chociażby ugotowanie wody na herbatę, która jest w zestawie; szczoteczkę docenią natomiast pewnie fani ciągłej higieny jamy ustnej czy posiadacze aparatów ortodontycznych), ale mimo wszystko są to przedmioty, które dublują wyposażenie i tak pakowane do plecaka przez wytrawnego turystę. Z kolei niedzielny spacerowicz albo ktoś wybierający się na kilkugodzinny wypad raczej nie użyje ich w ogóle.

 

Zestaw Górski posiłek turystyczny Arpolu zawiera:

– danie główne w miękkim opakowaniu (w moim przypadku fasolka po bretońsku);

– bezpłomieniowy podgrzewacz z dołączoną saszetką wody;

– twarda puszka ze smacznym pasztetem (zawierającym znacznie więcej mięsa niż większość tych ze sklepowych półek);

– paczka sucharów SU-1;

– izotonik o smaku jabłkowym w proszku (po rozrobieniu z wodą uzupełni wypocone minerały);

– herbata ekspresowa (zaparzona w wodzie podgrzanej na jednorazowej kuchence na paliwo stałe ogrzeje podczas listopadowych wycieczek);

– zestaw akcesoriów;

– plastikowe sztućce z serwetką papierową;

– jednorazowa szczoteczka do zębów;

– wilgotne chusteczki.

Górski posiłek turystyczny Arpolu to sycący, dosyć lekki pakiet dający energię na około pół dnia w górach

Posiłek górski

Dania samopodgrzewające się

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jeżeli chodzi o racje żywnościowe są produkty Martech i C-BORG. To dania samopodgrzewające się, z których jedno kosztuje 20-25 złotych. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale kryją one w sobie zintegrowany podgrzewacz chemiczny. To, co początkowo wydaje się słoikiem, tak naprawdę okazuje się konserwą, wokół której umieszczona została swego rodzaju obudowa, zawierająca wysokowydajny bezpłomieniowy podgrzewacz.

Po otwarciu plastikowej pokrywki służącej jednocześnie za podstawkę pod konserwę oczom głodnego użytkownika ukazuje się wieczko wraz z metalowym kluczykiem-szpikulcem. Za jego pomocą należy przez specjalne otwory przebić wewnętrzne „zbiorniczki” podgrzewacza, co powoduje gwałtowną reakcję egzoenergetyczną (czyli po prostu jedzenie zaczyna się grzać). Należy przy tym pamiętać o tym samym, co w przypadku podgrzewania każdej innej konserwy: uchyleniu wieczka samej puszki. Po 6-10 minutach danie podgrzane jest do bardzo wysokiej temperatury, wręcz parzy w język.

Posiłek tego typu dostarczy użytkownikowi około 300-500 kcal w zależności od wybranego menu (na 400 g produktu). Wybór smaków nie zaskakuje: dostępne są m. in. wołowina w sosie pomidorowym, wieprzowina w sosie węgierskim, fasola w sosie pomidorowym (w wersji wegetariańskiej lub z kiełbasą), gulasz z kaszą czy kurczak z ryżem.

Producenci zachwalają, że w swoich produktach używają polskiego mięsa, nie stosują zaś środków spulchniających, stabilizatorów, konserwantów, emulgatorów czy GMO. Posiłki są naprawdę smaczne, a sposób ich przygotowania okazuje się bardzo wygodny. Dodatkowo dzięki zastosowanemu systemowi podgrzewania można ich używać w warunkach wysokiego zagrożenia pożarowego bez strachu, że spowoduje się zaprószenie ognia.

Jak jednak wiadomo, nie ma rozwiązań idealnych. W tym wypadku problemem jest masa. Co prawda zestaw ma wymiary tylko 100 x 130 mm, ale za to puszka z podgrzewaczem waży więcej niż jej zawartość! Całość to 900 g, dostarcza natomiast jedynie średnio 500 kcal. W związku z tym takie dania sprawdzą się świetnie w warunkach, gdzie ciężar nie stanowi istotnego problemu, a więc podczas bardzo krótkich wypadów czy wyjazdów samochodowych, a także jako awaryjny posiłek trzymany w spiżarce albo w samochodzie.

Samopodgrzewające się dania nie będą przydatne w sytuacjach, gdy masa jest kluczowa – na przykład w trakcie długich pieszych wędrówki z dala od cywilizacji. Po zjedzeniu posiłku dalej mamy przy sobie ważącą prawie pół kilo puszkę, która raczej nie ulegnie biodegradacji. Co za tym idzie, trzeba ją nadal nosić, dopóki nie odnajdzie się odpowiedniego miejsca, by się jej pozbyć.

Danie samopodgrzewające się Martech, czyli konserwa obudowana wysokowydajnym bezpłomieniowym podgrzewaczem

Wadą dań, które same się podgrzewają, jak C-Borg Food jest masa. Zestaw ma niewielkiej wymiary, ale puszka z podgrzewaczem waży więcej, niż zawartość do spożycia

Po otwarciu plastikowej pokrywki widać wieczko z metalowym kluczykiem-szpikulcem. Używa się go do przebicia zbiorników podgrzewacza, co powoduje gwałtowną reakcję egzoenergetyczną

Po 6-10 minutach danie podgrzane jest do bardzo wysokiej temperatury, wręcz parzy w język

Na szybko albo na długo

Warto w tym miejscu napomknąć, że Arpol, jak wielu innych producentów, oferuje również inne zestawy, takie jak choćby bojowa racja 24-godzinna, składająca się z dania śniadaniowego, obiadu i kolacji (każdy posiłek zapakowany jest w osobny woreczek, umożliwiający wygodny podział). Racje 24-godzinne, choć ciężkie i duże, przydają się osobom zabieganym, niemającym czasu na przygotowania przed wyjazdem pod namiot, czy też jadącym na weekendowe szkolenie niemal bezpośrednio z pracy.

Arpol oferuje także na przykład rację offroadową czy strażacką, a także – dla tradycjonalistów – racje z kuchenkami typu Esbit. Jak łatwo wywnioskować z opisów, nie warto ich kupować w ciemno, sugerując się nazwą. Rozsądniej jest przejrzeć zawartość na stronie producenta i wybrać zestaw odpowiadający naszym potrzebom i kubkom smakowym.

Całkowicie innym produktem są dostępne w ofercie Arpolu konserwy o masie od 100 do 850 g. Oferują one pełen przekrój smaków: znajdziemy tam gulasze, mielonki, tuszonki, zupy zagęszczone czy konserwy mięsno-warzywne. Są to rozwiązania o tyle zachęcające, że raczej niedrogie, a często naprawdę smaczne. Dobry jest gulasz wieprzowy podsmażany – 19 zł za puszkę 850 g, można jeść nawet na zimno. Dla osób które są skłonne poświęcić więcej czasu na stworzenie przemyślanego zapasu żywności w domu, samochodzie czy na działce pod miastem może to być ciekawe uzupełnienie podstawowych źródeł kalorii.

Żołnierze maszerują na żołądkach, powiedział Napoleon Bonaparte. Te słowa sprawdzały się we wszystkich epokach / Zdjęcie: Jarvis Mace/Mississippi NG

Każdemu według potrzeb

Z ogromnej liczby racji żywnościowych różnego rodzaju wybraliśmy jedynie przykładowe, żeby na tej podstawie móc udzielić kilku rad. Najważniejsza z nich jest taka, że należy przede wszystkim zwrócić uwagę na rodzaj uprawianej aktywności, jej czas i nasze możliwości transportowo-logistyczne.

Jeżeli nie ma ograniczeń dotyczących masy i objętości, a zależy nam na czasie i wygodzie (na przykład w trakcie wyjazdów samochodowych, wędkowania czy długiego czatowania na ambonach), można wybrać dania samopodgrzewające lub duże racje z podgrzewaczami bezpłomieniowymi.

Jeśli kluczowa jest objętość lub niska masa (chociażby podczas długich wypadów pieszych, motocyklowych czy kajakarskich), można skłonić się ku liofilizatom. Z uwagi na brak wody i pakowanie próżniowe nie zajmują one dużo miejsca i są lekkie. Należy jednak pamiętać o potrzebie zagotowania wody (trzeba więc mieć kuchenkę turystyczną lub możliwość rozpalenia ognia).

Na krótkie, jednodniowe wypady w góry czy spacery w las można właściwie zabrać cokolwiek, na co ma się ochotę.

Gotowe racje to przede wszystkim wygoda, oszczędzony czas, ale za to chudszy portfel. Za cenę jednej racji 24-godzinnej od Arpolu oszczędna osoba przygotowująca się na trudne czasy kupi zapas prostych składników na tydzień lub dwa, jeśli jest mało wybredna.

A więc przy wyborze bierzmy pod uwagę wszystkie czynniki. Nie dajmy się porwać emocjom, lenistwu ani zmylić producentowi. Wówczas w kryzysowej sytuacji możemy skończyć bez zapałek, a za kołem podbiegunowym – z zamarzniętym spaghetti.

Zestawienie racji z uwzględnieniem sposobu pakowania, metody podgrzewania, kaloryczności (w całej racji, nie w 100 g), cen, oraz stosunków energia/masa i energia/masa/PLN. Najlepsze wyniki z obydwu kategorii zostały zaznaczone

Artykuł pierwotnie opublikowany w MILMAG nr 02/2018

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X