Przejdź do serwisu tematycznego

Survival w dzisiejszym świecie

Wstęp do sztuki przetrwania

Niniejszy artykuł – i cały rozpoczynany przez niego cykl o sztuce przetrwania – nie będzie przypominał podręcznika survivalu w odcinkach. Składają się na niego raczej swobodne przemyślenia, testy i porady od praktyka, który z jednej strony chce podzielić się doświadczeniami nabytymi podczas kilkuletniego parania się survivalem, a z drugiej ma zamiar skłonić czytelnika do własnych refleksji. Najpierw zajmiemy się więc określeniem, czym właściwie jest sztuka przetrwania, potem omówieniem jej odmian, żeby wreszcie przejść do kilku porad na temat tego, jak zabrać się do uprawiania survivalu we własnym zakresie.

Survival łączy w sobie wiedzę i umiejętności z wielu różnych dziedzin i między innymi przez to wymyka się konkretnym definicjom. Z tego powodu słowo to stało się swego rodzaju workiem, do którego wrzuca się dziesiątki znaczeń: od szkolenia wojskowego, przez włóczęgę w dziczy bez sprzętu kempingowego, aż po codzienne trudności w życiu osobistym, szkolnym czy zawodowym.

To oczywiście użycia potoczne, niekoniecznie zgodne z tym, w jaki sposób o szkole przetrwania mówią profesjonaliści. Jednak nawet one pokazują, że słowo „survival”, zgodnie z tym, co sugeruje etymologia (ang. survive – przeżyć, przetrwać, ocaleć), wiąże się z potrzebą ratowania się. Dlatego też różne definicje survivalu najczęściej zawierają w sobie dwa istotne hasła: „poradzenie sobie” i „sytuacja opresyjna”. Opresja to oczywiście, jak mówi choćby słownik języka polskiego: kłopotliwe, trudne położenie . Może to być zagrożenie życia – i kiedy mowa o sztuce przetrwania, często tak właśnie jest. Z drugiej jednak strony bywa, że taką sytuację opresyjną tworzymy sobie sami, na przykład wyruszając na wyprawę, zostawiwszy w domu to, co wydaje nam się niezbędne do przetrwania.

Profesjonaliści…

Survival można podzielić na dwa typy: profesjonalny i amatorski. Pierwszy wiąże się z tym wszystkim, czego uczą się ludzie, których życie jest zagrożone w związku z pracą lub warunkami w jakich stale przebywają. Profesjonalnym survivalowcem jest w pewien sposób i doskonale wyszkolony komandos, i amazoński Indianin, do którego nie docierają zdobycze cywilizacji. Do tej grupy należy też włączyć chociażby wszelkich podróżników, którzy dobrowolnie oddalają się od centrów cywilizacyjnych, żeby zajrzeć wszędzie tam, gdzie nie ma rzeczy uznawanych zazwyczaj za niezbędne do życia.

Ważną odmianą survivalu profesjonalnego jest survival wojskowy – wszelkie działania umożliwiające przeżycie w sytuacji znalezienia się na terytorium wroga lub oddzielenia od własnych sił. Jest on przede wszystkim elementem szkoleń SERE ( Survival, Evasion, Resistance, Escape – przetrwanie, unikanie, opór w niewoli oraz ucieczka). Należy jednak zaznaczyć, że wiedza o sztuce przetrwania w dziczy, to tylko mała część tego treningu. Wojskowi uczą się nie tylko samych technik przeżycia – budowania schronień, posługiwania się ogniem, zdobywania pożywienia czy nawigacji – ale też technik ucieczkowych, kamuflażu, ukrywania się i opierania przesłuchaniu. Jest to forma na tyle zaawansowana, że czasem można się zastanawiać, czy należy traktować ją jako podtyp survivalu, czy może raczej jako osobną dziedzinę, zawierająca jego elementy.

Z survivalem są też w pewien sposób związane ratownictwo i samoratownictwo. Oczywiście strażacy czy ratownicy wodni zawodowo nie mają wiele wspólnego ze sztuką przetrwania, natomiast inaczej wygląda to w przypadku grup poszukiwawczych lub ratowników górskich. Wielokrotnie znajdują się oni w sytuacjach, w których wiedza i umiejętności nabyte na skutek interesowania się survivalem lub szkoleń przydają się, aby realnie uratować życie. Można powiedzieć, że to rodzaj suvivalu z poganicza profesjonalizmu i amatorstwa. Elementy sztuki przetrwania przydają się i podczas zgubienia się w górach bez sprzętu kampingowego, i wtedy, kiedy jest się ratownikiem mającym odprowadzić do schroniska grupkę przemarzniętych, przerażonych turystów w sandałach i letnich ubraniach.

… i amatorzy

Survivalowcy amatorscy mogą być tak samo dobrzy jak profesjonaliści, ale odróżniają się tym, że starają się unikać sytuacji zagrożenia życia. Do uprawianych przez nich aktywności należą na przykład kilkudniowe piesze wycieczki w dzicz bez namiotu, obozy harcerskie, spływy kajakowy czy nawet solidne kursy pierwszej pomocy. Warto też w tym miejscu wspomnieć o archeologach eksperymentalnych, którzy odtwarzają techniki budowania schronień czy tworzenia narządzi stosowane na przykład dziesięć tysięcy lat przed naszą erą.

Nie można też zapominać o prepersach i fanach EDC ( Every Day Carry – Ekwipunek Dźwigany Codziennie). Jedni i drudzy zakładają, że może dojść do sytuacji, w których zagrożone będzie ich życie i zdrowie albo po prostu wystąpią jakieś trudności. Chcą się więc do tego jak najlepiej przygotować. Oczywiście oba te nurty są bardzo bliskie sztuce przetrwania – być może nawet należałoby je traktować jako jej podtypy.

Bushcraft

Jednym z typów survivalu amatorskiego jest bushcraft, przez wielu uważany za ostateczną formę sztuki przetrwania. Termin ten, będący zlepkiem angielskich słów bush (krzew, gąszcz) oraz craft (rzemiosło), oznacza radzenie sobie w dziczy przy użyciu jak najmniejszej liczby narzędzi wytworzonych przez cywilizację. Busole, namioty, krzesiwa, menażki czy nawet sznurek idą w odstawkę – ideałem jest posługiwanie się wyłącznie nożem, by wytworzyć wszystko, co potrzebne do przetrwania. Bushcraft znajduje się więc bardzo blisko archeologii eksperymentalnej: osoby, które go uprawiają, sięgają po bardzo pierwotne techniki radzenia sobie w trudnych warunkach, inspirowane często zachowaniami ludów pierwotnych.

Granice survivalu

Najgorętsze dyskusje dotyczą tego, gdzie zaczyna się i kończy survival. Jakim sprzętem wolno się posługiwać, żeby móc mówić, że jest się survivalowcem? Istotny jest też fakt, że survival amatorski jest traktowany jako forma turystyki kwalifikowanej, a przez przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe uważany za formę rekreacji o podwyższonym stopniu ryzyka.

Popyt generuje podaż: rosnąca popularność tej formy spędzania czasu sprawia, że rynek zaczyna oferować coraz więcej obozów, szkoleń, warsztatów – czasem nawet kilkutygodniowych, różniących się też poziomem trudności. Niekiedy prowadzi to też niestety do pewnych wypaczeń. Jeżeli sztuką przetrwania nazywamy umiejętność radzenia sobie w trudnej sytuacji bez wygód, skomplikowanych narzędzi albo elektronicznych gadżetów, to można się zastanawiać, czy impreza, podczas której strzela się z wiatrówek i jeździ czterokołowcami, ciągle jest survivalowa.

Jest też druga strona tego samego medalu: czy trudną sytuację, którą sami dla siebie aranżujemy, można nazwać prawdziwie survivalową, czy to tylko symulacja? Jak bardzo musimy się oddalić od domu, zagłębić w dzicz, żeby uprawiać survival? Czy jeśli rozpalam ogień za pomocą kupionej w sklepie rozpałki i gazowej zapalniczki, to nadal jestem survivalowcem? Może dopóki nie posługuję się łukiem ogniowym jak Indianie, w ogóle nie powinienem się odzywać? A może to zależy od rodzaju rozpałki, której użyję? Na powyższe pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Dwie z moich ulubionych książek traktujących o sztuce przetrwania. Pozostałe łatwiej obecnie dostać w formacie elektronicznym, niż w wersji papierowej

Od czego zacząć?

Jak więc rozpocząć własną survivalową przygodę? Jeżeli chcesz zostać profesjonalistą, sprawa pozornie jest bardzo prosta: musisz wstąpić do którejś ze służb, dla której survival jest umiejętnością zawodową, ewentualnie zostać instruktorem sztuki przetrwania. Inaczej ma się sprawa z survivalem amatorskim. Poniżej kilka rad, które mogą przydać się komuś chcącemu zająć się sztuką przetrwania amatorsko, jako formą turystyki i rekreacji, aktywnego wypoczynku.

Przede wszystkim warto zastanowić się nad tym, po co w ogóle się za to zabierać. Motywacji i powodów może być mnóstwo. Te, o których słyszy się najczęściej, to chęć utrzymania kondycji, zetknięcia się z przyrodą i oderwania od cywilizacji, czy po prostu przyjemnego spędzenia czasu z rodziną lub przyjaciółmi. Co do ostatniego punktu: ważne jest odpowiednie towarzystwo.

Zapraszanie przypadkowych ludzi to nie najlepszy pomysł – lepiej to przemyśleć, omówić z wybranymi osobami, dobrać drużynę. Jeżeli podczas trwania obozu okazuje się, że nasz towarzysz wciąż narzeka na pająki w namiocie, brak zasięgu w komórce i nadajnika wi‑fi na co drugim drzewie, wyprawa przestaje być przyjemna. Z drugiej jednak strony czasem wspólne wyzwanie może być dla kogoś takiego treningiem pewności siebie. Uprawianie survivalu doskonale wpływa na tę naszą cechę, dając świadomość, że umiemy sobie radzić w sytuacjach, w których inni rozkładają ręce.

Jeżeli nie masz całkowitej pewności, że z twoim zdrowiem wszystko jest w porządku, zanim zdecydujesz się na uprawianie survivalu, skonsultuj się z lekarzem. Pamiętaj o tym, że każda forma rekreacji może wywoływać kontuzje. Zetknięcie z nieznanym organizmowi ekosystemem bywa wyzwaniem dla układu odpornościowego. Warto więc wzmocnić odporność, zanim rozpocznie się wyprawę. Lepiej być zabezpieczonym, niż nieprzyjemnie się zaskoczyć. Planując wyprawę w inną strefę klimatyczną, trzeba też oczywiście pamiętać o szczepieniach.

Pierwsze próby survivalowe powinny być niezbyt dalekie, by nie doprowadzić do przeciążenia. Najpierw sprawdź wydolność organizmu: pomaszeruj trochę po parkach lub podmiejskich okolicach. Przekonaj się, ile możesz przejść z obciążeniem. Pamiętaj też, że kiedy na co dzień mieszkasz w mieście, organizm może źle reagować na nadmiar świeżego powietrza.

Zajęcia surviwalowe mogą być równie ciekawe dla dorosłych, jak i dla dzieci. Dlatego może to być forma spędzania czasu z rodziną

Daj sobie radę

Jedno jest pewne – niezależnie od tego, czy jesteśmy w sytuacji, w której naszemu życiu i zdrowiu zagraża jakieś niebezpieczeństwo, czy po prostu wybraliśmy się na biwak z przyjaciółmi, w gruncie rzeczy chodzi o jedno i to samo: musimy poradzić sobie z wyzwaniem. Trzeba znaleźć rozwiązanie, drogę wyjścia, sposób na zastąpienie tego, czego się nie ma – i próbować tak długo, aż w końcu się uda. Survival staje się pewnym sposobem myślenia, stawiającym na naukę, zdobywanie wiedzy i unikanie mówienia „nie da się”.

U podstaw tak zwanej piramidy survivalu leży wola przetrwania. Dopiero wyżej znajdują się wiedza i umiejętności, na samym zaś końcu sprzęt. W amatorsko‑rekreacyjnym podejściu do survivalu wolę przetrwania zastępuje wola poradzenia sobie i wiara we własne możliwości. Chodzi o pewność, że co by się nie działo, chcemy i umiemy sobie poradzić – albo, że ktoś z ekipy sobie poradzi i nauczy resztę.

Zabawa w survival oznacza konieczność nauki posługiwania się różnymi ostrymi narzędziami

Po co jechać?

Jeśli dopiero zaczynasz swoją survivalową przygodę, pomyśl dobrze nad poziomem wyzwania. Na początku nie musisz sobie odmawiać pewnych wygód i udogodnień. Czasami już ruszenie się poza obręb tak zwanej cywilizacji jest samo w sobie poważnym krokiem. Jeśli więc chcesz po prostu jechać na kemping z samochodem, namiotem i kuchenką gazową, to też dobry wybór. Z czasem, kiedy nauczysz się więcej technik i sztuczek, a wtedy będziesz mógł zabierać coraz mniej sprzętu. Może za rok zostaniesz bushcraftowcem?

Wspomniane wyżej wycieczki tematyczne z jednym noclegiem są stosunkowo proste do zorganizowania. Najpierw trzeba wybrać interesujący dla siebie temat, na przykład budowanie schronień. Potem wystarczy o tym poczytać i zabrać ze sobą to, co będzie potrzebne do realizacji tego tematu. Nie warto przejmować się resztą, czyli nie stawiać sobie niezwiązanych z głównym wątkiem wymagań. Dla przykładu: na wycieczce dotyczącej budowania szałasów nie ma co wymagać od siebie zrobienia kolacji. Nie chodzi przecież o zdobywanie pożywienia w terenie. Kolejny etap to znalezienie odpowiedniego miejsca – i już można zabierać się do zabawy. Jeśli tematem wycieczki są schronienia, w ciągu popołudnia pewnie zbuduje się kilka różnych szałasów. Tylko od poziomu zaufania budowniczego do samego siebie zależy, czy zdecyduje się on w którymś z nich spędzić noc. Niezależnie od efektu końcowego, istotne i cenne jest jednak spędzanie czasu poza miastem i rozrywka z przyjaciółmi czy rodziną.

Budowanie tratwy z drewna i styropianu bez użycia gwoździ

Jak można zauważyć na zdjęciu, improwizowany statek nie tylko pływa, ale także może brać udział w bitwach na wodzie

Z czym jechać?

Odpowiedź na pytanie o to, co należy do podstawowego sprzętu survivalowego, nie należy do łatwych. W sytuacji zagrożenia życia na pewno absolutną podstawą jest nóż – niezastąpione narzędzie, które zawsze warto mieć przy sobie. Musi on jednak być dobry, bo na nic nam kiepskiej jakości ostrze, które szybko się stępi albo złamie na pierwszym kiju. Nóż jest oczywiście istotny także w survivalu rekreacyjnym. Poza tym trzeba pamiętać o kilku innych rzeczach, które przydadzą się niezależnie od tego, na jak wymagające wyzwanie się decydujemy.

Zamieszczona obok lista jest oczywiście dość ograniczona, ale sprzęt tu ujęty daje możliwość poradzenia sobie w terenie przez co najmniej kilka dni. Podczas dłuższej wyprawy przydadzą się jeszcze haczyki na ryby, kawałek żyłki i jakaś chemiczna rozpałka, którą będzie się skrzętnie ukrywało na wypadek solidnych opadów deszczu – na przykład kłąb waty. Warto też pomyśleć o siekierce: czasem nie warto tępić noża przy łupaniu drewna. Co ważne, wszystkie rzeczy z powyższej listy, nawet jeśli dodać do niej jeszcze środki higieny osobistej, busolę, mapę i saperkę, wciąż nie mieszczą się w jednym najwyżej 40‑litrowym plecaku, do którego przytroczymy śpiwór, pałatkę, czy plandekę. To właśnie dobry plecak staje się zresztą jeszcze jednym bardzo ważnym elementem na liście potrzebnego sprzętu.

Wyposażenie survivalowca

  • Apteczka – najlepiej, żeby była zgodna z normą DIN 13164, dotyczącą wyposażenia apteczki samochodowej. Trzeba pamiętać o dodaniu do niej leków, których stale się używa.
  • Środek odstraszający owady i maść na ukąszenia – to nie żart: niejedna dzielna drużyna survivalowa uciekała przed komarami, które potrafią być nieznośne i zepsuć całą zabawę. A jeśli poruszamy się na przykład w tropikach, od środka odstraszającego owady może zależeć nasze zdrowie.
  • Dobre buty i solidne ubranie, w tym ciepła bluza lub sweter i coś przeciwdeszczowego. Porządne obuwie chroni kostkę przed skręceniem i stopę przed zranieniem, a solidne ubranie osłania ciało przed podrapaniem się o gałęzie i kamienie. Dodatkowo jesteśmy dzięki niemu przygotowani na ewentualne załamanie pogody. Nie można też zapomnieć o bieliźnie na zmianę: odparzenia i odór niepranych skarpet to żadna przyjemność.
  • Sznurek i źródło ognia, choćby zabezpieczone zapałki. Sznurek to coś, co może się przydać w najmniej oczekiwanej sytuacji, a źródło ognia przydaje się na każdym biwaku – o wiele milej siedzi się wieczorem przy ognisku, które daje więcej światła i ciepła niż na przykład grill.
  • Śpiwór lub koce i latarka – jeśli wyprawa ma się odbywać też w nocy. Spanie bez śpiwora jest dość trudne i może źle odbić się na naszym zdrowiu, latarka z kolei przydaje się, jeśli ognisko jest za małe albo deszcz je zgasi.
  • Menażka lub stalowy kubek – zwłaszcza jeśli chcemy zdobywać wodę. Uwaga: gotowanie jest podstawową (zwykle konieczną) metodą jej oczyszczania.
  • Kilka foliowych woreczków – choćby po to, żeby zawinąć w nie stare skarpetki lub cokolwiek innego dla zabezpieczenia przed wilgocią albo żeby zdobyć wodę.

Improwizowany pakiet surviwalowy, jaki wielu zapaleńców nosi zawsze przy sobie. Można go skompletować samodzielnie lub kupić wersję gotową

Pakiet obozowy, czyli lina, sznurek, nóż, źródło ognia i busola. Ta ostatnia przydaje się, aby znaleźć drogę do domu. Z takim zestawem można zakładać obozowisko

Przedmioty przydatne do rozpalania ognia. Cztery różne krzesiwa magnezowe i dwie odmiany zapałek. Dodatkowo nóż z węglowej stali

Artykuły drugiej potrzeby przydatne przy obozowaniu, czyli menażki i składana saperka. Tą ostatnią łatwiej zapakować do plecaka

Dokąd jechać

Dobrze wybierz miejsce wyprawy – pamiętaj, że góry lub bagna mogą być na początku zbyt dużym wyzwaniem. Nie zapominaj też o przepisach: w Polsce są one dosyć restrykcyjne, a ich nieznajomość nie zwalnia z ich przestrzegania. Po parkach narodowych w ogóle nie wolno poruszać się poza wyznaczonymi szlakami. W lasach państwowych można przebywać na ścieżkach i drogach, ale nie wolno w nich biwakować poza wyznaczonymi do tego miejscami. Zwróć też uwagę na poziom zagrożenia pożarowego. W danym momencie może obowiązywać całkowity zakaz wstępu do lasu. Jeżeli nie wiesz, jakie lasy masz w pobliżu, zajrzyj na stronę Lasów Państwowych.

Najlepiej jest znaleźć jakiś teren prywatny. Może to oznaczać, że początkowo będziesz podróżować ciągle w to samo miejsce. To wcale nie jest złe: pomaga oswoić się z terenem, pokochać dzicz. Z drugiej strony możesz spróbować porozumieć z jakimś leśniczym albo nadleśniczym i pochodzić jednak po lasach państwowych. Może uda się obozować przy jakieś starej leśniczówce? Leśnicy jednak miewają niestety uprzedzenia w stosunku do survivalowców. Dobrze jest więc od razu zaznaczyć swoje proekologiczne podejście. Zapoznać się wcześniej dokładnie z przepisami leśnymi, wykazać się ich znajomością, zanim leśnik w ogóle zacznie o nich mówić. Dobrze jest się porozumieć z jakimś kołem łowieckim, co ułatwia też obserwację zwierząt.

Przede wszystkim szanuj naturę. Zadbany, niezaśmiecony las jest koniecznym elementem dobrego wypoczynku na łonie natury. A poza tym – jeżeli po biwaku leśniczy znajdzie śmietnisko, na pewno więcej nie pozwoli założyć obozu.

Wiedza i rozsądek

Przed wybraniem się w teren trzeba zdobyć lub uzupełnić wiedzę: istnieje mnóstwo poradników survivalowych oraz stron internetowych poświęconych sztuce przetrwania. Warte polecenia są szczególnie książki Johna Wisemana i Chrisa McNaba (obie dostępne w polskiej wersji językowej, czerpiące ze szkoleń SAS), a z mniej odwołujących się do wojskowości pozycji – książki Krzysztofa Kwiatkowskiego i Jacka Pałkiewicza.

Jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma czasu lub ochoty na czytanie i samodzielne dokształcanie się, albo jeśli po lekturze wciąż nie czuje się pewnie, powinien skorzystać z pomocy instruktora lub wybrać się na wyprawę z kimś bardziej doświadczonym. Świetnymi towarzyszami są harcerze albo byli harcerze, szczególnie ci z kultywujących dawne tradycje drużyn i szczepów.

Myśl!

Na sam koniec fundamentalna zasada, która powinna zostać najlepiej zapamiętana: MYŚL! Rozsądek to dla survivalowca najwyższa wartość. Zawsze zastanawiaj się, co, jak i po co robisz. Nawet kilka minut poświęconych na analizę sytuacji może uratować czyjeś życie lub zdrowie. Jednak ważne też, żeby taki namysł nie przerodził się w wyszukiwanie trudności na siłę. Z większością wyzwań lepiej zetknąć się w terenie, próbować poradzić sobie z nimi i czerpać z tego satysfakcję.

 

Artykuł opublikowany pierwotnie w MILMAG nr 02/2017

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Odchudzony Armbar Slim już w sprzedaży

Ciepło przyjęty Gerber Armbar doczekał się nowych, odchudzonych wariantów. Linię produktów oznaczono dopiskiem Slim, co ma odzwierciedlać zmiany jakie wprowadził

LITERATURA

Antoni Langer “Zemsta 2020” – recenzja

14 kwietnia nakładem wydawnictwa WarBook ukazała się piąta powieść z gatunków political fiction i techno thriller autorstwa Antoniego Langera pt. Zemsta 2020.

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X