Przejdź do serwisu tematycznego

Potrzeba czy moda? Kilka słów o sprzęcie survivalowym.

Od kilku lat survival i bushcraft stały się modne, a same te nazwy weszły do codziennego słownika i zaczęły zmieniać znaczenie. Co oznacza jedno i drugie? Na czym to polega? Oraz czy muszę mieć te wszystkie reklamowane przez producentów i sklepy rzeczy „niezbędne dla każdego survivalowca”?

Czym się różni wróbelek, czyli survival od bushcraftu?

Między wspomnianymi wyżej formami spędzania czasu na łonie natury jest duża różnica.

Survival (od angielskiego survive, czyli ‘przeżyć) oznacza przede wszystkim uczenie się technik i sposobów, które pozwalają przetrwać w opresyjnych, niesprzyjających warunkach. W wersji rekreacyjnej to po prostu zaawansowana forma turystyki, biwakowania. Posługuje się relatywnie dużą ilością sprzętu, choć stawia przede wszystkim na umiejętności, wiedzę i hart ducha.

Bushcraft (od angielskiego bush, czyli ‘gąszcz, zarośla’, oraz craft, czyli ‘rzemiosło’) oznacza radzenie sobie przy minimalnej ilości sprzętu, niekoniecznie po to, żeby przeżyć, a bardziej w ramach podjęcia wyzwania i nauczenia się czegoś interesującego. Ideałem bushcraftu jest zabranie z domu samego noża i działanie jak Robinson Cruzoe.

Inaczej mówiąc, jeśli zabawa polega na jeżdżeniu na quadach i strzelaniu z wiatrówek, to nie jest survival. Jeżeli zabierasz z domu namiot, kuchenkę turystyczną i patelnię, to nie jest bushcraft. Z drugiej strony – nie jestem ortodoksyjny. Jeśli ktoś chce spędzać czas na łonie natury i okazuje szacunek Przyrodzie, nie obchodzi mnie, czy robi to z namiotem i kuchenką gazową, czy nożem i sznurkiem. Dlatego zalecam Ci, Czytelniku/Czytelniczko: jeśli nie jesteś szczególnym pasjonatem, zapamiętaj rozróżnienie i po prostu rób to, co lubisz.

Wszystko jest niezbędne


Pakiet przetrwania według „przepisu” SAS, upakowany w małej nerce. Kompletowanie takich zestawów, jest bardzo popularne wśród survivalowców, jednak ich realna przydatność w terenie, stoi pod znakiem zapytania

Albo przynajmniej tak twierdzi reklama. Jeśli chcesz być „prawdziwym survivalowcem”, musisz mieć… I tu można wstawić niemal dowolną rzecz. Wraz z rozwojem mody, która sprawiła, że z czasem nawet określenia „bushcraft” zaczęto używać niemal do każdego biwakowania, rozwinął się też rynek sprzętu, a z nim reklama. Nie będę tu wymieniał wszystkich przedmiotów, które można kupić w sklepach myśliwskich, militarnych czy wręcz survivalowych albo ze sprzętem outdoorowym, a które osobiście uważam za nieprzydatne gadżety. Jest ich mnóstwo, ale ja mam swoje podejście do kwestii i ono określa, co jest mi potrzebne, a co nie. Ty też z czasem stworzysz własną wizję tego, co chcesz robić w terenie, i wtedy będziesz wiedzieć, czy chcesz trzyosobowy namiot z tropikiem i przedsionkiem, norkę biwakową, hamak czy po prostu plandekę, którą rozwiesisz między drzewami. W tym artykule chcę opisać, co według mnie jest potrzebne lub naprawdę przydatne. Cała reszta to te rzeczy, z których ja (zwykle) rezygnuję. Tobie mogą jednak się przydać czy spodobać. Tego nie wiem.

Podejście do survivalu

Zastanów się samodzielnie, jakie jest Twoje. Dlaczego Cię to interesuje. Chcesz się nauczyć przetrwać w przypadku katastrofy lotniczej na bezludnej wyspie albo zombiekalipsy? Masz idée fixe, żeby przejechać Eurazję na rowerze od Portugalii po Kamczatkę, nigdzie nie płacąc za nocleg? A może po prostu chcesz ruszyć się z domu z rodziną i ciekawie spędzić weekend, albo umieć sobie poradzić, jeśli chłodną jesienią zgubisz się w górach? Każda motywacja jest dobra, dopóki działamy ekologicznie i z szacunkiem dla Matki Natury.

Ja używam survivalu, żeby uczyć: samodzielności, kreatywnego myślenia, pracowitości, ambicji, piękna Przyrody, hartowania się. Uczyć stale samego siebie oraz innych. Inaczej mówiąc: traktuję go tak jak niegdyś – za starych, dobrych czasów – większość harcerstwa. Dlatego też używam niewielkiej ilości sprzętu. To sprawia mi najwięcej przyjemności, z tym czuję się naprawdę dobrze.

Artykuł który właśnie czytasz, napisałem o „szpeju” potrzebnym do uprawiania survivalu turystycznego, z pewnym poziomem wyzwania, takiego, który wymaga już samodzielności, wytrwałości, daje możliwość hartowania się. Nie jest to ani wersja „luksusowa”, ani minimalistyczna, bliska bushcraftowi. Tekst skierowany jest do osób początkujących, jeśli zaś jesteś zaawansowanym wędrowcem, też pewnie go przeczytasz, choćby z czystej ciekawości, bo wiesz, że warto porównywać opinie.

Na sam początek


Jedna z wielu możliwości dobrania sobie „zestawu startowego”

Jeżeli nigdy dotąd nie brałeś udziału w żadnych surviwalowych zajęciach (nieważne, czy organizowanych przez kogoś, czy przez Ciebie), potrzebujesz czterech rzeczy: noża, sznurka, sprayu odstraszającego komary i choćby minimalnej apteczki. Nie wybieraj się na żadną długą wyprawę. Na pierwszej wycieczce w Tatry nie wchodzimy na Rysy, prawda? Wystarczy, że pójdziesz do lasu i zbudujesz jakiś szałas. Już zrobiłeś coś, co jest zajęciem survivalowym.

Szczegółowe porady dotyczące noży dajemy w innym artykule. Tu napiszę tylko, że powinien to być nóż z ostrzem stałym, średniej wielkości, który będzie Ci dobrze leżał w ręce. Sznurek weź najlepiej jutowy lub konopny. Nie plącze się jak wariat oraz, co ważniejsze, jest tani i ekologiczny. Trudno jest wyzbierać wszystkie strzępki sznurka, jakie zostają po zbudowaniu szałasu, a nie chcemy śmiecić w lesie, prawda?

Mówiąc o apteczce na sam początek, mam na myśli przede wszystkim materiały opatrunkowe i środek antyseptyczny. Zanim nabierzemy wprawy w posługiwaniu się nożem, łatwo się skaleczyć i zepsuć sobie zabawę. A spray odstraszający owady może brzmi humorystycznie, ale spójrz na kwestię realnie: ile ugryzień komarów zniesiesz, zanim wezmą Cię diabli i zrezygnujesz z zabawy, bo będziesz miał/miała zupełnie dosyć?


Mała, podręczna apteczka pierwszej pomocy. Tylko najpotrzebniejsze rzeczy

Całodzienny biwak, czyli poziom drugi


Kilka różnych plecaków o porównywalnej wielkości i podobnym zastosowaniu. Z przodu zasobnik przeznaczony do noszenia na pasie

Albo inaczej sobota w terenie. Wybieramy się do lasu na cały dzień i nie zamierzamy zabierać leżaka, krzesełka wędkarskiego albo innych zdobyczy cywilizacji. Oczywiście podstawowa czwórka, którą wymieniłem powyżej, pozostaje aktualna. Bez noża w ogóle nie ruszamy się w teren. Ale tym razem warto pomyśleć o kilku innych rzeczach.

Po pierwsze: plecak. Nawet jeśli zamierzamy spędzić dzień w jednym miejscu, warto mieć wygodny system pakowania. Na początek polecam niewielkie modele, tak między 15 a 30 litrów pojemności. Powinny wystarczyć. Poszukaj takiego, który będzie przede wszystkim dobrze, stabilnie leżał na plecach, kiedy zostanie obciążony. Zalecam zadbać o to, żeby miał szerokie ramiona. Dobrą alternatywą może być system pakowania oparty na pasie biodrowym z kilkoma zasobnikami czy też mniejszymi torbami. Jeżeli jesteś już zdecydowany/zdecydowana że chcesz zacząć przygodę z survivalem, możesz kupić sobie większy, modularny plecak, który później posłuży przy dłuższych wyprawach.


Pas biodrowy z zasobnikiem i dodatkowymi pokrowcami. Alternatywa dla plecaka na krótsze wyjścia

Po drugie: warto już zadbać o obuwie. Jeśli nie chcesz od razu kupować butów trekkingowych, niech to będą przynajmniej jakieś adidasy na dobrej podeszwie, byle nie takie przeznaczone do jazdy na deskorolce – ich podeszwy ślizgają się w terenie po wszystkim. Wszelakie półbuty, trampki, tenisówki, sandały i klapeczki zostają w domu. Buty w teren mają chronić stopę i co najmniej podpierać staw skokowy. Sandały turystyczne to dobra rzecz, ale dla ludzi, którzy przeszli już swoje kilometry i są zaznajomieni z różnymi odmianami terenu, wiedzą, na co i jak uważać. Turystyczne adidasy to dobry początek.

Siekierka stanowi bardzo dobre uzupełnienie dla noża. Jeżeli chcesz na przykład zbudować duży szałas, będzie bardzo przydatna. Poza tym siekierką łatwiej niż nożem można przygotować drewno na ognisko. Możesz kupić toporek survivalowy, możesz też sprawić sobie zwykłą siekierkę w sklepie z narzędziami. Będzie o wiele tańsza i z całą pewnością wykona każde zadanie, jakie możesz przed nią postawić.

A do plecaka…


Kilka różnych modeli menażek. Każda z nich jest użyteczna w trochę inny sposób

Oczywiście trzeba zadbać o to, żeby mieć co pić i jeść przez cały dzień. W tej sytuacji może się bardzo przydać menażka. Najlepsze są takie, które można zawiesić nad ogniem. W ramach dbania o bezpieczeństwo i ekologię można też pomyśleć o turystycznej kuchence gazowej. Łatwą i tanią alternatywą są cookery, czyli metalowe kuchenki, w których rozpalamy paliwka turystyczne. Są też lżejsze i łatwiejsze do spakowania od kuchenek gazowych. Zupełnie wystarczą, żeby zagotować wodę na herbatę (szczególnie taką ze strumyka albo źródełka) albo podgrzać posiłek z racji lub puszki. W większych kuchenkach można użyć poszczapionych, suchych patyków. Gotowe racje żywnościowe często zawierają system podgrzewania.


W składanych kuchenkach można rozpalić paliwka turystyczne bądź po prostu patyki. Takie małe, przenośne ognisko

Zamiar gotowania stwarza oczywiście jeszcze jedną potrzebę: rozpalenia ognia. Nieważne, czy chodzi o ognisko, czy o podpalenie paliwek w kuchence – musimy mieć źródło ognia. W tej kwestii zalecam krzesiwa magnezowe, które nie wymagają izolowania od wilgoci i można nimi rozpalać setki razy, zanim się zużyją. Warto też na wszelki wypadek zabrać ze sobą jakąś przygotowaną hubkę. Czasem w terenie trudno jest znaleźć coś odpowiedniego.

Wejście na drugi poziom to odpowiedni moment, żeby zapoznać się ze standardami kompletowania apteczki pierwszej pomocy i zadecydować, co chcemy mieć ze sobą. Pamiętaj, że turystyczna apteczka powinna być spersonalizowana. Można nawet nosić dwie – jedną uniwersalną, urazową, drugą własną, z tym, czego sami na co dzień potrzebujemy.

Warto zabrać ze sobą latarkę, szczególnie jeśli biwakujemy w porze roku innej niż lato. Możemy zaplanować pobyt w terenie do zmierzchu. Mogą też zdarzyć się okoliczności, w których biwak niezależnie od naszych planów się przedłuży albo załamanie pogody sprawi, że szybciej zrobi się ciemno.


Źródła ognia „level 1”, czyli nie wstydź się używać zapałek. Masz być efektywny a niekoniecznie efektowny

Podsumujmy: sprzęt dla drugiego poziomu survivalowego wtajemniczenia to plecak (system pakowania), solidne obuwie, siekierka, menażka oraz źródło ognia i powiększona apteczka. Opcjonalnie system gotowania, co zalecam każdemu, kto nie jest pewny swoich umiejętności działania z ogniem albo warunków palenia go. Na tym etapie warto już przytroczyć do plecaka kurtkę przeciwdeszczową albo pałatkę.

Porządne buty turystyczne mają chronić stopę zarówno od spodu jak i z boku, oraz wytrzymywać kontakt z dużą ilością wilgoci. Nie koniecznie muszą być całkowicie nieprzemakalne, ale takie będą najlepsze

Poziom trzeci, czyli nocleg w lesie.


Zaraz po rozbiciu obozowiska…

Oczywiście w tym momencie każdy pomyślał o namiocie. Ja jednak zaproponuję, żeby poradzić sobie bez niego. Możliwości jest wiele, a podzielić je można na dwie grupy: naziemne i zawieszane. Zaczniemy od poziomu gleby, później wzniesiemy się wyżej.

Nocowanie w lesie w wersji minimum oznacza zapotrzebowanie na coś, czym można się przykryć bądź owinąć. Najprostszym rozwiązaniem jest oczywiście śpiwór. Przydatna jest także mata: składana, zwijana, samopompująca – możliwości jest wiele. Należy poszukać złotego środka pomiędzy łatwością transportu a grubością i ciężarem maty do spania.

Następną kwestią jest osłonięcie się od opadów. Jeżeli nie chce Ci się budować szałasu albo po prostu masz postanowienie szanowania drzew i nie chcesz ścinać gałęzi, proponuję plandekę, czyli tarpa. Oczywiście można kupić niejedną „specjalistyczną”. Można też zajrzeć do sklepu ogrodniczego i sprawić sobie naprawdę mocną i łatwą do zapakowania plandekę za niewielkie pieniądze.


Pod małym, lekkim tarpem można zarówno nocować jak i po prostu złapać drzemkę albo przeczekać deszcz. Trzeba tylko mieć jakąś matę do spania

Alternatywnym sposobem nocowania w terenie jest hamak. Zawieszenie obozowiska pomiędzy drzewami jest dobrym sposobem na wygodny nocleg w niemal każdych warunkach.  Oczywiście nadal potrzebne jest okrycie, aby nie tracić ciepła. Hamak ma też tę zaletę, że najczęściej łatwo go zapakować. Większość producentów stawia na zbalansowanie wytrzymałości i małych rozmiarów swoich wyrobów. Tarp zabezpiecza przed opadami, bagaż można po prostu zawiesić na drzewie. Wadą może być reakcja naszego kręgosłupa na nietypową pozycję we śnie oraz trudność zbliżenia się do źródła ciepła, jakim jest ognisko. Nowoczesne hamaki są bardzo łatwopalne. Zalecam wypróbowanie (kilkukrotne, w hamaku można spać w różnych pozycjach) tej metody obozowania, zanim zdecydujemy się na zakup własnego hamaka, szczególnie drogiego modelu.

Jeżeli planujesz nocleg w terenie, zabierz ze sobą jakąś cieplejszą odzież oraz kurtkę przeciwdeszczową i latarkę. Choćby miały przeleżeć na dnie plecaka i nie zostać ruszone, naprawdę lepiej je mieć i nie potrzebować, niż potrzebować, a nie mieć. Załamanie pogody może sprawić, że przyjemny biwak zamieni się w mały koszmar, który okupimy jeszcze przeziębieniem i gorączką.


Może to już kaprys, ale jednak czasem dobrze mieć dodatkowe naczynia i nie polegać wyłącznie na menażce. Szczególnie osobne pojemniki na napoje są bardzo przydatn
e

Najważniejszymi podczas nocowania w terenie są izolacja termiczna oraz osłona przed opadami. Dlatego za podstawę sprzętową uważam plandekę (tarpa), śpiwór i ciepłą odzież. Wybór pomiędzy hamakiem a matą do spania pozostawiam każdemu indywidualnie. Przecież macie już trzeci poziom, czyli wiecie o tym wszystkim, czego ze względu na wielkość artykułu tutaj nie napisałem, zatem umiecie podjąć dobrą decyzję.


Pałatka daje możliwość nakrycia plecaka. Kurtka nieco mniej krępuje ruchy. Co wolisz?

Poziom czwarty, czyli przemieszczanie się w terenie

Przychodzi ten moment, kiedy obozowanie w jednym miejscu zaczyna być nudne, szczególnie kiedy nauczymy się lekko i wygodnie pakować. Ograniczenie ilości sprzętu do minimum bardzo w tym pomaga. Mając dobry (czyli taki, który odpowiada naszym potrzebom) system pakowania i nocowania, możemy sobie pozwolić na obozowanie wędrowne. To wymaga orientowania się w terenie.

Oczywiście możemy (przynajmniej przez jakiś czas) polegać na aplikacjach turystycznych w telefonie, które udostępniają mapy i wiele przydatnych informacji. Z drugiej jednak strony baterie telefonu się wyczerpują, sprzęt może się zepsuć, zamoknąć, wypaść z kieszeni i rozbić się na kamieniach. Przykra prawda jest taka, że nowoczesne telefony dotykowe są bardzo mało odporne na uszkodzenia mechaniczne.

Zalecam wszystkim użytkowanie busoli i tradycyjnej, papierowej mapy topograficznej. Wbrew pozorom łatwo ją osłonić od wody, choćby za pomocą foliowej koszulki na dokumenty. Czytanie mapy to oczywiście następna umiejętność, którą warto sobie przyswoić. Dobra mapa podaje nam bardzo wiele informacji nie tylko o samym szlaku, ale też o wszystkich ładnych i ciekawych miejscach, które warto zobaczyć i sfotografować. Nawet w Internecie łatwo o mapę topograficzną w małej skali. Jeżeli wynosi ona 1:10 000 lub mniej, karta pokazuje nam już ogrom interesujących szczegółów, dotyczących między innymi ukształtowania terenu, co niesamowicie wzbogaca wycieczkę. Praktyka uczy, że najczęściej jednak mapa w skali 1:25 000 jest zupełnie wystarczająca.


Górska włóczęga z mapą, jest po prostu przyjemniejsza niż bez niej

Oczywiście są jeszcze samodzielne urządzenia GPS, które pracują w wielu różnych systemach współrzędnych, mogą nas natychmiast zlokalizować i wskazać kierunek do wybranego celu. Trzeba jednak znać współrzędne, które oczywiście najłatwiej odczytać z mapy. Poza tym sprzęty te mają ten sam problem co telefony: pojemność baterii. Urządzenie GPS nawet warto mieć, ale zalecam traktowanie go jako zabezpieczenia na wszelki wypadek, po które sięgamy, jeżeli zupełnie się zgubimy a musimy wrócić na ważną konferencję albo kończy nam się żywność.

Zatem na czwartym levelu survivalowca, wyposażenie obowiązkowe powiększa się o busolę i mapę.

Poziom czwarty czy drugi?

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby orientacji z terenie uczyć się nawet zanim zaczniemy nocować pod plandeką. Biegi terenowe czy gry na orientację można przecież organizować jako imprezy jednodniowe, nawet kilkugodzinne. Nikt nie twierdzi, że zanim nie zaczniesz obozować, nie wolno Ci dotykać busoli. Wręcz przeciwnie. Zaplanuj parogodzinną wycieczkę w taki sposób, żeby odwiedzić kilka widocznych na mapie miejsc o interesującym ukształtowaniu terenu. Gotowe ćwiczenie z orientacji, posługiwania się mapą i busolą to świetne zajęcie na sobotę czy niedzielę. Może w ogóle umiejętności i zabawy związane z nawigacją bardziej Cię interesują niż obozowanie i nasz poziom czwarty dla Ciebie będzie pierwszym? Baw się dobrze, przecież o to chodzi!

Biwak trwa w najlepsze. Szczególnie osobom początkującym zalecam wędrowanie i biwakowanie w kilkoro / kilku. Dlaczego? O tym napiszę kiedy indziej

Dłuższy obóz

Wchodzimy na poziom piąty i wybieramy się na dłuższy wypad, turystyczno-survivalowy. Co zabieramy ze sobą? Rzeczy, które opisaliśmy powyżej, oczywiście pozostają w plecaku. Właściwie wymieniliśmy już wszystko, co posłuży do wyposażenia się na wyprawę, która będzie niosła wyzwanie w postaci radzenia sobie z przeciwnościami, ale też nie pozbawi nas całkiem pewnego minimum komfortu. Dłuższy obóz zapewne będzie wymagał od nas zastanowienia się nad systemem pakowania. Pas biodrowy może nie wystarczyć. Trzeba zabrać ze sobą więcej odzieży (szczególnie bielizny), żywności, nie od parady są zapasowe buty. Niech by to były trampki, które założysz w obozie, żeby wysuszyć przy ogniu adidasy czy treki. Myśl o ergonomii pakowania, ciężarze bagażu, łatwości dostępu do poszczególnych rzeczy. Racja żywnościowa zawierająca lasagne alla bolognese raczej nie będzie potrzebna pod ręką, ale do bidonu z wodą, batonika proteinowego czy mapy i busoli lepiej mieć łatwy dostęp. Odpowiednią odzieżą zabezpiecz się przed skutkami załamania pogody. Nawet w lecie warto zabrać ciepłe skarpety. Upewnij się, że masz pewien zapas paliwek turystycznych i baterii do latarki. Zalecam też zabranie jakiejś lekkiej osełki do noża. Weź też drugi spray na owady i upewnij się, że apteczka jest kompletna a lekarstwom nie skończył się termin ważności.


Dłuższe biwakowanie lub obóz wędrowny może już wymagać zabrania większego plecaka

Od razu odpowiadam wszystkim, według których pojęcie „komfort” nie koresponduje z pojęciem „survival”: dobry wypoczynek, czyli skuteczna regeneracja, jest jednym z warunków poradzenia sobie z przedłużającym się wyzwaniem. Poza tym robimy to dla przyjemności, prawda? Ten wypad ma nam sprawić frajdę. Jeśli więc sprawi Ci ją poradzenie sobie bez żadnego komfortu, wyciśnięcie z siebie siódmych i dziewiątych potów, poproszę Cię, abyś nie narzucał swojej opinii całej reszcie. Jeśli lubisz wielkie wyzwania, baw się dobrze, hartuj się, szukaj swoich granic. Nie odradzam też zapraszania do tego innych osób. Mam tylko nadzieję, że zadbasz o zdrowie. Z drugiej strony gratuluję wytrwałości i chylę czoła przed kimś, kto ma ochotę wyrwać się z tego przesyconego wygodą świata cywilizacji i kultury zachodnioeuropejskiej, jaki nas otacza.


Przyjaciel niezbędny na każde wyjście. Zaraz, czy ja się przypadkiem trochę nie powtarzam?

Wielkości

Objętość, czyli kubatura albo gabaryty oraz ciężar danego przedmiotu, stanowi kwestię, nad którymi warto się zastanowić. Wszystko, co duże i nieporęczne, staramy się zastąpić przedmiotami lekkimi, dającymi się łatwo zapakować, poręcznymi. Swoistym ideałem jest spakowanie się w taki sposób, żeby niczego nie nieść w rękach, a do wszystkiego mieć łatwy dostęp. Najczęściej potrzebna jest do tego kombinacja plecaka z jakimiś kieszeniami zewnętrznymi, kaletami lub czymś podobnym. Dlatego właśnie rezygnujemy np. z namiotu i zabieramy plandekę.

Noszenie ze sobą sprzętu ciężkiego też nie jest dobre. Ogranicza nam możliwości poruszania się, powoduje szybsze zmęczenie. Kilkadziesiąt gramów raczej nie ma większego znaczenia, ale pół kilo może już zmienić dużo. To kwestia bardzo względna, zależy od naszej siły i kondycji.

W niektórych przypadkach trzeba się dobrze zastanowić nad relacją pomiędzy wielkością i ciężarem a użytecznością. Pewnie, że letni śpiwór jest lekki i mały, ale czy wystarczy na jesienny albo zimowy wypad? Malutka siekierka o płaskim ostrzu ważąca pół kilo z trudem tylko wykona zadania, z którymi siekierka o klasycznym kształcie i wadze 800 gramów poradzi sobie znakomicie. 30 deka więcej, ale za to większy komfort pracy. I tak dalej, i tak dalej… Wszystko zależy od naszego doświadczenia i sposobu myślenia.


Przyjaciółka, którą zawsze warto mieć ze sobą, choć trzeba się dobrze zastanowić nad doborem. Rozmiar mini, midi, czy maxi?

Na zakończenie

Zamiast próbować napisać jakieś błyskotliwe podsumowanie, po prostu powtórzmy listę sprzętu, jaki został wymieniony powyżej. Można to potraktować jako przykładową receptę na zawartość plecaka survivalowego. Pamiętajcie, wszystko jest względne: każdy może – a wręcz powinien – stworzyć własną wersję na podstawie swoich doświadczeń.

Zdjęcia: seria fotek klamotów, grupami.

Pakowanie: plecak lub system na pasie biodrowym z dodatkami.

Strój: mocne buty, nakrycie głowy, kurtka przeciwdeszczowa, coś ciepłego, bielizna na zmianę.

Narzędzia i sprzęt: nóż, siekierka, sznurek, menażka, kuchenka polowa, źródło ognia, plandeka (tarp), śpiwór, mata/hamak, busola, mapa.

Medykamenty: apteczka urazowa, apteczka osobista, środek odstraszający owady.

Żywność i woda w bezpiecznych pojemnikach.

Doświadczenie uczy, że wszystkie te rzeczy, nawet przygotowane na kilkudniowy wypad, mieszczą się w plecaku o pojemności do 50 litrów, do którego da się przytroczyć dodatki.


Nawet kiedy przerzucimy się całkowicie na krzesiwo, warto mieć ze sobą jakąś spreparowaną rozpałkę.

Napisy końcowe

W realizacji materiału udział wzięli: (lista niekompletna, gdyż nie znam marek i modeli niektórych przedmiotów. Wyszczególniam te, które moim zdaniem warte są szczególnej uwagi):

Noże: Gerber Strongarm, Muela Jabali, Mora Eldris, Opinel No9.

Hamaki: Lesovik Draka.

Tarpy: Lesovik HeksaSolo.

Toporki: Gerber Combo Axe, Cold Steel Trail Hawk, zwykła siekierka ze sklepu ogrodniczego.

Plecaki: Strider 38/50, Strider Highlander 33, Wisport Sparrow, Wisport Crossfire.

Krzesiwa: Zestaw Light My Fire (krzesiwo + rozpałka), Bushman.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Gerber Inside Out – Affinity Copper

Jak wyobrażam sobie gentlemański nóż składany? Wąskie ostrze, płaska nierzucająca się w oczy budowa, współgrające kolory główni i rękojeści. Do tego klasyczny klips…

Gwiazdy w dłoni – Mactronic Sirius w dwóch odsłonach

Od dłuższego czasu rozglądałem się za malutką latareczką, która zmieściłaby się w każdej kieszeni albo „edecowej” nerce, a dała mi światło wystarczające do nocnych wędrówek po lesie. Znalazłem…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X