Przejdź do serwisu tematycznego

Miasto nocą

Noc. Pora czynów pięknych i podłych, pora artystów i złoczyńców, kochanków i rozpustników. Noc narzuca swoje prawa, którym trzeba się podporządkować… lub je nagiąć.

Prawa nocy

Noc od zawsze skrywała tajemnice. Żałosna jakość widzenia w jej trakcie powodowała, że kojarzono ją z zwykle z czynami zakazanymi lub wręcz niegodziwymi. Folklor na całym świecie pełen jest istot czekających, aż ostatnie promienie słońca zgasną, by wodzić na manowce, rzucać się do gardeł lub … (o inkubach i sukkubach proszę poczytać w Wikipedii ;P). W zasadzie dopiero od niecałych dwustu lat stawiamy latarnie przy drogach, a jeszcze krócej nosimy latarki.

Nic dziwnego, że wszelkie skryte działania wojskowe odbywały się w znacznej mierze właśnie nocą. Oczywiście, zapalenie światła na froncie nie wchodziło w rachubę, pojawiały się przesądy jak ten pierwszowojenny, że od jednej zapałki nie odpala się więcej niż trzech papierosów (przy odpalaniu papierosa pierwszemu żołnierzowi snajper przeciwnika lokalizuje cel, drugiemu – celuje, trzeciemu – strzela). Dlatego aż do końca II wojny światowej noc chroniła tych, którzy potrafili się z nią dogadać.

...i ich naginanie

U schyłku II WŚ zarówno Niemcy, jak i Amerykanie poczynili spore postępy w produkcji urządzeń noktowizyjnych. Początkowo działały one na zasadzie latarki, emitującej światło w zakresie poza odbieranym przez ludzkie oko (noktowizja aktywna). Dopiero około 20 lat później powstały noktowizory pasywne, czyli wzmacniacze obrazu (II, Image Intensifier). Ciemność bowiem nie jest prawie nigdy absolutna – świecą gwiazdy, księżyc odbija światło słońca, tylko nasze oczy są do takiego poziomu oświetlenia kompletnie nieprzystosowane. Wzmacniacz obrazu wychwytuje te okruchy światła, a gdy padną na układ elektrooptyczny, zostają przetworzone w „bułeczki” o energii wystarczającej do pobudzenia naszych fotoreceptorów.
Zalety wzmacniaczy obrazu są oczywiste: mniejsze zapotrzebowanie na energię, mniejsze rozmiary, no i świadomość, że panuje się nad Nocą. Ponieważ w wyścigu zbrojeń startuje tak miecz, jak i tarcza, wprowadzaniu noktowizji towarzyszyło niemal natychmiastowe opracowanie środków przeciwdziałania. Zaczęli (znowu) Niemcy. Ich ostatni mundur maskujący, Leibermuster, był nasączony sadzą pochłaniającą promieniowanie podczerwone. Ten sposób rozpowszechnił się, również obecnie każda część żołnierskiego ekwipunku powinna mieć właściwości IRR – częściowego pochłaniania promieniowania podczerwonego.

Mundur w kratkę

Rosnące nasycenie wzmacniaczami obrazu sił zbrojnych Krajów Miłujących Pokój Ze Związkiem Radzieckim nie umknęło czujnym oczom (i uszom) CIA. Siły zbrojne USA od lat 70. przygotowywały się do walki na pustyniach Bliskiego Wschodu. Pierwszy kamuflaż pustynny przyjęto w drugiej połowie dekady, a kolorystyka 6-Color Desert Camo, zwanego popularnie „Chocolate Chips”, nawiązywała do skalistej pustyni Negev. Złośliwi wskazywali na przydatność tego kamuflażu również w Kalifornii i Arizonie, w razie gdyby Meksyk – korzystając z postwietnamskiej smuty w armii Wuja Sama – chciał odzyskać utracone na rzecz USA obszary…
O ile 6-C maskował dobrze w dzień, to stwarzał problemy w nocy. Jego właściwości IRR pozostawiały sporo do życzenia, ponadto w księżycowe noce jasny mundur był dość łatwy do zauważenia na tle ciemnego nieba. Opracowano więc wzór kamuflażu, który na pierwszy rzut oka z pustynią nie miał nic wspólnego: na oliwkowym tle ciemnozielona siatka z dodatkiem plamek. Siatka miała interferować z matrycą światłoczułą radzieckich noktowizorów pasywnych pierwszej generacji, wywołując efekt szumu elektromagnetycznego. Ktoś przytomny (zdarzają się tacy w USA) zaproponował, by zamiast konwencjonalnego munduru wykonać maskałat, czyli dodatkową warstwę odzieży, a do kurtki dodać podpinkę od parki fishtail – zresztą cała kurtka była do niej zbliżona krojem, z wyjątkiem stałego kaptura.

Czas chwały Desert Night Camo nadszedł niespodziewanie jesienią i zimą 1990 roku, gdy setki tysięcy żołnierzy koalicji międzynarodowej trafiły na saudyjską pustynię. Wówczas okazało się, że o ile rozwój optoelektroniki postawił pod znakiem zapytania walory maskujące DNC, o tyle posiadanie ciepłej odzieży zimą ma kolosalne znaczenie dla żołnierzy. Na pustyni temperatura w nocy potrafi spaść w okolice zera, a zima 1990/91 była wyjątkowa: jak wspomina Andy McNab, w trakcie patrolu Bravo 2-0 na jego uczestników spadł śnieg, a jeden z żołnierzy zmarł z powodu hipotermii. Z kolei J. Paskauskas pisze, że nocne parki były ogromnie cenione przez brytyjskich żołnierzy, wysłanych przez dowództwo bez ciepłej odzieży („Na Jowisza, przecież jedziecie na pustynię, a tam jest gorąco, nieprawdaż?”). Niejedna butelka szamponu przeciwłupieżowego została przehandlowana na nietypową kurtkę (w przeciwieństwie do dowódców, członkowie rodzin żołnierzy wiedzieli doskonale czego im potrzeba. Ponieważ oficjalnie podczas Pustynnej Tarczy obowiązywała prohibicja, alkohol przemycano w butelkach po szamponach i temu podobnych, niewinnych opakowaniach).

Po Pierwszej Wojnie o Ropę w Zatoce okazało się, że:

– jako ocieplacz komplet DNC spisuje się nieźle, ale rozwój techniki sprawił, że deseń maskujący zestarzał się „moralnie”;

– NDC dziwnym trafem zyskał miano ikony stylu, podobnie jak kamuflaż Tiger Stripes pokolenie wcześniej.

Kurtki, spodnie bądź komplety były łakomymi kąskami dla kolekcjonerów i niezłą formą lokaty kapitału, osiągając obecnie bez trudu trzycyfrowe (w dolarach) ceny. Pojawia się również sporo produktów w nocnym kamuflażu, które kompletnie nie są związane z wojskiem.

Nocny patrol

Popularność DNC nie umknęła oczom zarządu Helikona. Wrocławska firma, która parę miesięcy wcześniej zaoferowała produkty w „tygrysie”, zdecydowała się wejść w przestrzeń operacyjną i ucieszyć fanów militariów „kamuflażem w kratkę”. Z tej okazji redakcja otrzymała do testów parę spodni UTP (Z dżungli do dżungli).

Ponieważ krój i walory są te same, co w przypadku opisanych wcześniej spodni Tiger Stripes, nie będziemy się powtarzać: zamiast tego, zabierzemy Państwa na nocny patrol po ulicach miasta, a klimat Pustynnej Burzy przywróci bluza „Three Color Desert”, kontrakt z roku 1991…

Deseń sprawdza się w mieście: z daleka wygląda jak zwyczajna oliwka, dopiero gdy podejdziemy bliżej ujawniają się kratki i kamyki. Nie budzi to jakiejś specjalnej sensacji: ludzie „spoza branży” nie kojarzą geometrycznego wzoru z maskowaniem. W kategoriach „gray man” NDC osiąga dużo lepsze wyniki niż „tygrysek”.

I tak sobie myślę… Helikon stawia na kultowe kamuflaże: odkurzył Woodlanda, wprowadził Tiger Stripes i Desert Night Camo… Panie i panowie, gorąca prośba: o „radziecki” kamuflaż z Czerwonego Świtu (1984). Cały świat czeka!!

WOLVERIIINES!!
😉

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Herbstangriff. Helikon w natarciu.

Jesień to wymarzona pora na ofensywę, jak mawiał Sun Tzu. Plony zebrane, obejścia posprzątane, czas powalczyć z nudą i zastojem…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X