Przejdź do serwisu tematycznego

Mactronic Flagger 650. Przyjaciółka na długie, zimowe wieczory

Jesień to taka pora, kiedy do naszego ekwipunku dołączamy latarki. Nawet jeśli wcześniej ich tam nie było. Dziś przedstawiam jedną z dwóch latarek, jakie znalazły miejsce w mojej skrzynce „szpeju”.

Wstęp

Jesteśmy dziećmi światłości. Albo inaczej, mniej patetycznie: gatunek homo sapiens (tak, wszyscy do niego należymy, nie należy nikogo wyrzucać z domu za bycie „homo”) jest w znacznej mierze uzależniony od światła. Wzrok jest dla nas podstawowym zmysłem, głównym źródłem informacji o świecie. Dopiero kiedy go zabraknie, wyostrza się słuch, któremu przypada drugie miejsce. Niestety, jeśli światła brakuje, ten nasz główny zmysł po prostu nie działa. To znaczy działa, ale jego sensory nie są w stanie zebrać wystarczającej dla nas ilości informacji. Dlatego potrzebujemy źródła oświetlenia.

Oczywiste rozwiązanie

Nikogo oczywiście nie zaskoczę mówiąc, że rozwiązaniem dosyć uniwersalnym będzie tu latarka. Jest o tyle lepsza od ognia, że daje stałe, pewne światło, które możemy w pełni kontrolować. Kierujemy je tam gdzie chcemy. No i unikniemy zagrożenia podpalenia lasu albo własnego ekwipunku. Jasne, każda ma jakieś ograniczenia, więc wybierając tę dla siebie warto się zastanowić, do czego będzie potrzebna (czy tylko mnie to przypomina sytuację z nożami?). Ja mam dwie latarki: „bardziej marszową” i „bardziej obozową”. Zaraz się okaże, dlaczego „bardziej”. Dzisiaj opisuję tę „obozową”.


Flagger 650 zawieszony na własnym haczyku

Ad personam

Flagger 650 firmy Mactronic to niewielka, podręczna, prostokątna latarka. Jej wymiary to 10,5 x 4,5 x 1,2 cm, plus klips z tyłu. Waży 109 gramów. Oferuje nam dwie lampy LED i kilka trybów świecenia. Lampa prostokątna (biały LED COB) daje stałe światło rozproszone o mocy 200 lumenów. Lampa okrągła (biały LED) daje skupioną wiązkę światła o mocy regulowanej pomiędzy 150 a 500 lumenów.

Obsługa

Właściwie cała obsługa latarki odbywa się za pomocą jednego przycisku. Jest on wyraźny i dobrze wyczuwalny pod palcami, również jeśli używamy rękawiczek. Sprawdziłem to nawet w takich grubych, skórzanych, zimowych, z podbiciem. Pojedyncze naciśnięcie guzika włącza lampę okrągłą. Dwa szybkie naciśnięcia uruchamiają lampę prostokątną. Kiedy świeci lampa okrągła, przytrzymanie guzika daje możliwość płynnej regulacji mocy światła. Osiągnięcie poziomu maksimum (500 lm) lub minimum (150 lm) latarka sygnalizuje podwójnym błyśnięciem. I to wszystko, nauczyć się tego można w pięć minut. Dobre, proste, dość intuicyjne rozwiązanie.


Włącznik. Latarką sterujemy za pomocą jednego przycisku

Zaleta czy wada?

Zasilanie latarki to akumulator 3,7 V o pojemności 1500 mAh. Latarka nie oferuje możliwości łatwej wymiany wyczerpanego akumulatorka na inny. Trzeba ją naładować. Służy do tego kabel Micro USB, który możemy podłączyć do dowolnego gniazda. Oznacza to, że „zatankować prądem” możemy z komputera, gniazdka przez adapter czy też z power banka. W ten sposób nie nosimy zapasowych baterii. Z drugiej strony, jeśli zamierzamy używać Flaggera dłużej, trzeba zabrać źródło energii. W pełni naładowana latarka pracuje od 2,5 do 6 godzin w zależności od natężenia światła. Lampa prostokątna może świecić przez 7 godzin. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że na potrzeby biwakowe powinna wystarczyć na jakieś 2-3 wieczory. Czas ładowania podany przez producenta to 2 h 42 min.


Latarka przygotowana do ładowania z gniazda 230V za pomocą kabla USB

Dlaczego „bardziej” obozowa?


Altana sfotografowana tuż przed zmierzchem. Na drugim zdjęciu ta sama altana, oświetlona Flaggerem

Uważam, że wielkim plusem tej latarki jest możliwość zaczepienia jej niemal na wszystkim. Wspomniany wcześniej klips daje się zaczepić na ubraniu, czapce, pole namiotu, cięciwie hamaka, plecaku… Klips ma ponadto otwierany haczyk, który rozkłada się dość ciężko, dzięki czemu możemy regulować nachylenie zawieszonej na nim latarki. W ten sposób Flagger może stanowić stacjonarne źródło światła, np. kiedy chcemy coś odnaleźć w plecaku albo – tak jak ja ostatnio – poczytać książkę w hamaku. Pod tym względem jest o wiele wygodniejsza niż większość czołówek i lżejsza niż latarnie obozowe. Da się ją również w marszu przyczepić do ubrania i wykorzystać zamiast czołówki. 200 lumenów światła rozproszonego wystarcza zupełnie, żeby nie połamać nóg na sterczących kamieniach. Widać je doskonale. A jeśli chcemy zerknąć dalej, też mamy taką możliwość.


Flagger 650 przymocowany klipsem do napierśnika oraz do kieszeni. Trzyma się pewnie

Nie tylko w terenie


Flagger na magnesie pod maską samochodu

Flagger 650 ma jeszcze „podtytuł” Industrial. Przez producenta, który zresztą oferuje również latarki terenowe, została stworzona jako sygnałówka do użycia przemysłowo-warsztatowego, ratowniczego, etc. Z tej przyczyny w latarkę wmontowano dwa całkiem mocne magnesy, którymi możemy zamocować ją na dowolnym, metalowym przedmiocie. Jeden z tych magnesów tkwi w klipsie, drugi w podstawie latarki. Łącznie dają naprawdę dużo możliwości. Owo przeznaczenie do użytku „przemysłowego” sprawia, że nie przyłożono szczególnej uwagi do wodoodporności Flaggera. Klasa IPX3 oznacza ochronę przed spryskiwaniem wodą, jednak urządzenie nie powinno być wystawione np. na deszcz i to nawet lekki. Dla potrzeb „plenerowych” to jednak mankament, trzeba trochę uważać. Z drugiej strony, w obozie zabezpieczenie latarki nie będzie stanowiło dużego problemu, a nocny marsz w deszczu to i tak zły pomysł.


Światło Flaggera padające na drzewo z odległości około 3 metrów. Światło rozproszone 200 lm, światło skupione 150 lm, światło skupione 500 lm

Flagger

Ale! Flagger 650 ma brata o imieniu po prostu Flagger, bez liczebnika. Ciężko powiedzieć czy młodszego, czy starszego, ale na pewno bardzo interesującego. Jaka jest różnica? Otóż brat jest kolorowy. I nie mam tu na myśli fancy obudowy, ale funkcjonalność. O ile lampa okrągła została pozostawiona bez zmian, to latarka umożliwia dodatkowo rozświetlenie otoczenia na zielono lub czerwono. Służy do tego panel diodowy na przodzie urządzenia, w którym diody LED dające światło o barwie białej zostały zastąpione dwukolorowymi, emitującymi światło stałe lub błyskowe. Dodano także dwa przyciski po prawej stronie obudowy (patrząc od strony użytkownika) o analogicznych kolorach, służące do włączenia, wyłączenia albo zmiany trybu danego koloru diod. Pozostałe funkcjonalności pozostały bez zmian.
I to czyni z Flaggera pełnoprawną latarkę sygnalizacyjną, która może przydać się w zasadzie wszędzie. W zestawie turystycznym, żeby naprowadzić GOPR na swoją pozycję w przypadku sytuacji awaryjnej. Ale też podczas nocnego marszu – dużo lepiej idzie się przy czerwonym świetle niż białym (przynajmniej mnie). A czerwone diody w większości czołówek wołają o pomstę do nieba: są słabe, więc mało widać. Potężna dioda Flaggera rozjaśnia całą okolicę i od razu pewniej stawia się stopy.
Ale też warto mieć go w plecaku miejskim. Po doczepieniu do tegoż i włączeniu czerwonej lampy w trybie błyskowym doskonale sygnalizuje obecność pieszego na poboczu. Dodajmy, że czas pracy na jednym ładowaniu to 15 h w trybie błyskowym i 7,5 h kolorowego światła stałego, więc do powyższych zastosowań – aż nadto.
Dla kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć, że Flagger jest niecałe 15 złociszy tańszy (w momencie powstawania artykułu kosztuje 111 złotych) od Flaggera 650 (przy którym metka wskazuje na kwotę 124,99 zł).


Dodatkowe dwa przyciski służą do sterowania diodami o analogicznych kolorach. Widoczne odsłonięte gniazdo ładowania

Podsumowanie

Tak, właśnie przeczytałeś/przeczytałaś opis urządzenia stworzonego z myślą o środowisku urbanistyczno-industrialnym, które jakiś wariat potraktował jako obozowe. Poza niemożnością szybkiej wymiany baterii, latarka Flagger 650 sprawdza się w tej roli bardzo dobrze. Jest lekka, mała, poręczna, prosta w obsłudze i daje wystarczająco dużo światła, żeby wykonywać prace obozowe. Ja – pomimo mankamentów – bardzo ją polubiłem. A tych mankamentów, w porównaniu do ilości funkcji i ogólnej użyteczności, jest bardzo mało. Konkludując, nazwa Flagger (oznaczająca „flagowca”) jest bardzo trafna. To faktycznie flagowy produkt, latarka bardzo funkcjonalna i uniwersalna, a przy tym – last but not least – niedroga.


Mój wieczorny biwak z książką, oświetlony Flaggerem. Nie zdecydowałem się na nocleg, bo miałem tylko letni Otul, który jednak wystarczył żeby ogrzać stopy. Wątpiącym od razu odpowiadam: oczywiście, że miałem ze sobą drugie buty. Zabrane na wypadek, gdyby koncepcja się sprawdziła i była godna uwiecznienia na zdjęciu

 

 

Dziękujemy firmie Mactronic za przekazanie latarki do testów.

 

 

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X