Przejdź do serwisu tematycznego

L22A2 Carbine

Dziś udostępniamy artykuł pochodzący z portalu Kolekcja061. Zapraszamy do lektury!

Bardzo dawno nic na stronie nie było. COVID dopadł jednak i mnie, więc jest trochę czasu na pisanie. Wracamy do „Wpadło mi w łapy” – z najmniej chyba znaną odmianą karabinka L85, a mianowicie L22A2.

Jak już pisałem przy okazji L131, czyli brytyjskiej odmiany Glocka (LINK), miałem kilka razy okazję współpracować z „Armią Jej Królewskiej Mości”. Za każdym razem były to jednostki bardziej niż mniej elitarne, przez co uzbrojone w ciekawy sprzęt. W tym wypadku jest to o tyle dziwne, że normalnie na co dzień „chłopy” używają L119A1, czyli pochodną M16, a na tę „wyprawę” na siłę zostali uszczęśliwieni – nie wiadomo dlaczego – właśnie w L22A2. Pokazuje to, że logiki w jakiejkolwiek armii nie ma co szukać, a „urzędaso-logistyko-sztabole” zrobią zazwyczaj to, co im pasuje, a nie to, czego wymagają bezpośredni użytkownicy.

Wracając do karabinka:
L22A2 to odmiana L85, a konkretnie L85A2. Żeby było jeszcze ciekawiej – powstały one podobno z przeróbki wycofanych z użycia L86. Te zostały sukcesywnie wymienione na FN Minimi (L108A1 i L110A2). O L86 nie ma co się rozpisywać – po prostu średnio się sprawdzał.


L22A2 Prawa strona

Sam karabinek L85A2 wbrew pozorom i obiegowym/internetowym opiniom, wśród użytkowników cieszy się dobrą opinią. Ja sam mam mieszane uczucia: nie jest to takie proste, że ten karabinek jest dobry czy zły. Na pewno zawsze mi się podobał wizualnie. W pewnym okresie, z pewnych względów nawet był dla mnie kultowy. Do tej pory, gdyby to było możliwe, to chciałbym go mieć w swojej kolekcji (zwłaszcza odmianę A1) – jednak „bojowo” – to już niekoniecznie.

Pierwszym „bullpupem”, z jakiego strzelałem w ogóle, był L85A1 i to spowodowało, że na wiele lata nabrałem wielkiej niechęci do tego układu konstrukcyjnego. Głównie za sprawą ciągłych zacięć, jeżeli chodzi o tę konstrukcję, jak i koszmarnego rozmieszczenia manipulatorów w większości tego rodzaju broni z tamtego okresu.


L22A2 dźwignia przeładowania będąca zarazem „deflektorem” wyrzucanych łusek i dźwignia zwalniania zespołu ruchomego

Praktycznie 100% zacięć wynikało z beznadziejnych magazynków. Wszystkie, z którymi miałem do czynienia, nie dały się nawet załadować do końca – już podczas ładowania podajnik z nabojami się „przekaszał” i amunicja latała luźno. Mam jeszcze kilka tych magazynków w kolekcji z tamtego okresu (lata 90.). Teraz pisząc ten tekst spróbowałem załadować jeden taki magazynek i no cóż – nie naprawiły się. Pamiętam, że żołnierze próbowali ratować sytuację magazynkami od M16 wytargowanymi od Amerykanów. Kto mógł, to się z nimi wymieniał. Najczęściej Amerykanie brali w zamian brytyjskie racje żywnościowe, które były przez nich bardzo pożądane (no bo ile można żreć MRE?). I właśnie te zacięcia pamiętam najlepiej z kontaktu z tą bronią. Kolejna rzecz to ergonomia rozmieszczenia manipulatorów. Ta jest co najmniej beznadziejna i dopiero, gdy Izraelczycy wypuścili Tavora, to moje zdanie o „bullpupach” zaczęło się zmieniać.


L22A2 – przełącznik rodzaju ognia. Widoczna również naklejka z kodem UID

Podsumowując moje wrażenia ze strzelania z L85A1 – nawet nie pamiętam, czy dobrze mi się z tego strzelało, bo zacięcia maskują inne odczucia. Potem wielokrotnie miałem okazję strzelać z L85A2 i tu już moje nastawienie jest trochę inne. Przede wszystkim, pomijając niezmienioną ergonomię manipulatorów, to strzela mi się z tego bardzo, bardzo dobrze! Wręcz czerpię z tego niemałą przyjemność. Broń jest naprawdę celna. Zwłaszcza, że jednostki, z którymi miałem okazję współpracować, były wyposażone w przeważającej ilości w celowniki ACOG lub ELCAN. Osobiście nie miałem żadnego zacięcia w przypadku L85A2. Karabinek świetnie mi leży w rękach, choć sprawia wrażenie trochę ciężkiego. Magazynki produkcji HK (stalowe) czy EMAG-i firmy Magpul sprawują się wyśmienicie, pomijając fakt, że te drugie potrafią pękać w okolicy szczęk.


L22A2 zatrzask magazynka

No dobra, to teraz po tym dość długim – jednak według mnie koniecznym – wstępie dochodzimy do sedna, czyli L22A2.

Karabinki te są dla mnie dość „zabawne”. Mając go w ręku ma się wrażenie trzymania trochę takiej zabawki. No dobra, może nie do końca zabawki, ale pistoletu maszynowego. Żołnierze, którzy byli w nie wyposażeni, może nie byli do końca zachwyceni, że przymusowo im je dali, ale biorąc pod uwagę akurat rodzaj działań, w jakich brali udział, to do końca też specjalnie nie narzekali. Na pewno chwalili małe wymiary broni, a akurat dla nich 100% działania to było poruszanie się nieoznakowanymi cywilnymi pojazdami, więc czym mniejsza broń, tym lepiej. Na działanie broni też nie narzekali.


Celownik SUSAT na L22A2


Celownik SUSAT – widać dobrze awaryjne przyrządy celownicze na górze celownika

Jak widać na zdjęciach, to w tym przypadku celownikiem jest SUSAT (Sight Unit Small Arms, Trilux), co nie wydaje się być idealnym połączeniem. Znacznie lepiej sprawowałby się tu jakiś holograf czy kolimator. Zresztą ta wersja karabinka nawet wygląda trochę komicznie z SUSAT-em.


L22A2 widoczna osłona ręki podtrzymującej i chwyt przedni firmy H&K

Dobrym pomysłem jest wydłużona szyna, która chroni rękę podtrzymującą przed postrzeleniem czy poparzeniem – przy tak krótkiej konstrukcji o wypadek naprawdę nietrudno.

Z minusów – na pewno jest nim w dalszym ciągu ergonomia rozmieszczenia manipulatorów nie zmieniona od SA80. Ponadto gniazdo magazynka jest „za proste”, tzn. brak jakiegokolwiek – choćby śladowego – „lejka”, który ułatwiłby podłączanie magazynka. Poza tym to całkiem fajny karabinek. Piszę fajny – bo fajnie się z niego strzela, ale wyposażony w niego to tak do końca chyba bym jednak nie chciał być.


L22A2 gniazdo magazynka i okno wyrzutowe. Widoczny numer NSN

Akurat z tego karabinka miałem okazję dużo postrzelać ogniem tzw. osłonowym (ciągłym) i dzięki tej budowie jest to naprawdę nietrudne. W każdym razie ogień jest łatwiej kontrolowany niż z karabinków konstrukcji klasycznej. Wszystkie L22, które widziałem, były ukompletowane w stalowe magazynki HK, ale nie można wykluczyć że i EMAG-i też się zdarzają.

Na koniec jeszcze jedna ciekawa dygresja. Zarówno L85 jak i FAMAS nie cieszą się ogólnie dobrą opinią. Jednak w obydwu przypadkach, jak porozmawiać z bezpośrednim użytkownikiem tej broni, to są czasami wręcz chwalone. Jeszcze mógłbym zrozumieć, że użytkownik, który nie zna nic innego, tak twierdzi, jednak w obydwu przypadkach kilkukrotnie rozmawiałem z żołnierzami bardzo doświadczonymi – obytymi z innymi konstrukcjami i takie mieli zdanie.

Faktem jednak jest, że wiele opinii, zwłaszcza od czasu rozpowszechnienia się Internetu, jest bezmyślnie powtarzane. Ludzie je głoszący i broniący swoich tez „jak niepodległości” – często nawet nie mieli broni w ręku, o strzelaniu nie wspomnę. Pozostawiam to dalej bez komentarza, bo sam nie wiem, co o tym myśleć. Ale takiego Famasa do ręki to i tak bym nie wziął.

Zapraszam do dyskusji na FORUM

Artykuł dzięki uprzejmości portalu Kolekcja 061

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X