Przejdź do serwisu tematycznego

Jak (prawie) poszedłem do Kanossy, czyli Benchmade Mini Griptilian ps. „Kizik” – D.P.O. odc. IV

Pamiętacie tę scenę w Krokodylu Dundee, kiedy głównego bohatera napadają jacyś młodociani i chcą zabrać jego portfel, grożąc mu klasycznym sprężynowcem? „To ma być nóż?” – pyta zdziwiony Mick Dundee i wyciąga własnego Bowie do podrzynania gardeł aligatorom. Nie tak dawno poczułem się całkiem podobnie…

Przedwstęp

Dostałem, poużywałem, opisuję po raz czwarty. Nie jest nikomu tajne, że ludzie, którzy się włóczą po wertepach i jeszcze mają chęć pisać o tym, czasem dostają od kogoś jakiś „szpej” z prośbą o opisanie swoich wrażeń z jego użytkowania. To zwykła praktyka. My włóczymy się i piszemy, zatem bywa, że coś dostajemy. W niniejszej serii zamierzamy publikować takie opisy. Ktoś powie: „sprzedali się za parę gadżetów”. A ja odpowiem: dzięki temu możemy opisać dla Was więcej produktów i ułatwić dokonanie wyboru w gęstwinie różnych ofert.

Wstęp

Każdy, kto czytał moje wcześniejsze materiały o nożach albo wysłuchał (przynajmniej części) „kłótni” z Jarkiem na ten sam temat, wie, że preferuję noże duże i średnie. Tak, rozmiar ma znaczenie, dalej to powtarzam. Jako osobnik „terenowy” od dzieciństwa już używałem finek, a potem Bowie. Nawet mój nóż do kieszeni – ten, z którym się nie rozstaję – ma ostrze długości 9 cm. Ale nie otwiera się automatycznie i ma manualną blokadę, co bywa na dłuższą metę męczące, więc próbuję różnych folderów. Kiedy „RedNacz” powiedział „wybierz sobie nóż”, skwapliwie skorzystałem z okazji, żeby dostać coś pasującego do moich preferencji. A potem przyszła przesyłka…

Pierwsze wrażenie


„To ma być nóż…?”

Dostałem bardzo gustowne pudełko z napisem „Benchmade”. Od razu coś mi się nie zgadzało, bo przecież decydowałem się na inną markę. Ale ej, Benchmade, prawda? Nie będę kaprysił. Otwieram pudełko, wyjmuję nóż z pokrowca… i poczułem się jak Mick Dundee. To ma być nóż? To maleństwo całe niknie mi w dłoni. Ale dobrze, zobaczmy ostrze. Otwieram i co widzę? Ząbkowanie na fundamencie. W tym momencie po prostu zaniosłem się śmiechem. W pierwszym odruchu ostrożnie schowałem nóż do pudełka, myśląc o tym, żeby go nie uszkodzić – może chociaż będzie dla kogoś na prezent. Tu powinienem objaśnić, że z kilku przyczyn ząbkowanie na ostrzu uważam (lub uważałem dotąd) za bezsensowny bajer. Tak rozpoczyna się opowieść o mojej wyprawie śladami cesarza Henryka IV*.

* Dla tych, którzy przypadkiem nie wiedzą: Cesarz niemiecki Henryk IV Salicki w XI wieku udał się pieszo do zamku Kanossa we Włoszech, okazując w ten sposób pokorę przed papieżem Grzegorzem VII, aby uzyskać zdjęcie ekskomuniki. Stąd bierze początek powiedzenie „pójść do Kanossy”.

Parę dni później…


… uznałem, że jednak trzeba być odpornym na przeciwności losu i nie zniechęcać się. Przecież skoro ktoś produkuje takie maleństwa, to znaczy, że na pewno do czegoś służą. Prędzej czy później owo zastosowanie znajdę. Wsunąłem więc Benchmade’a Mini Griptilian do kieszeni i dziarsko ruszyłem przed siebie. Na początek – oczywiście – do lasu. Szybko odkryłem pierwszą zaletę nożyka. Klips mocujący w połączeniu z rozmiarami i wagą spowodował, że w ogóle go nie czułem. Aż parokrotnie łapałem się za kieszeń, bo mi się wydawało, że nie wziąłem noża. Z tej samej przyczyny już trzy razy „Kizika” „gubiłem”. Po prostu został w spodniach, które poleciały do kosza na pranie, a potem „biega, szuka pan Hilary”. Natomiast wrażenia z użytkowania na biwaku były jak najgorsze. Nawet bułki nie dało się gładko przeciąć, struganie patyka okazało się niemal niemożliwe, nacinanie kiełbaski niewygodne z powodu grubości ostrza, a kumple patrzyli na mnie tak, jakby mi się coś stało w głowę. „A gdzie masz Opinela?” pytali zdziwieni.

Stary kumpel na urlopie


Kilka dni później doznałem olśnienia. Przecież nie każdy nóż musi być do lasu, prawda? Znów odkopałem to gustowne pudełko, Opinela zostawiłem w domu (żeby być „skazanym” na „Kizika”) i ponownie ruszyłem przed siebie. Tu jakaś paczka do otwarcia, tam sznurek do przecięcia, gdzie indziej śrubka do dokręcenia… Ej, ten „maluszek” naprawdę coś potrafi. Zgrabny, zwinny, precyzyjny… No dobra, kija nim nie wytnę, ale chyba nie do tego został przewidziany… Tylko żeby jeszcze nie było tego idiotycznego ząbkowania… Przecież to do niczego nie służy, a jak się stępi, to czym ja to naostrzę? Bez niego byłoby o połowę ostrza więcej, fundament byłby normalny i dałoby się nim pracować, wykonać dłuższe cięcie…

Bez majzla i młota… Czy aby na pewno?


Przez ładnych kilkanaście dni nosiłem Griptiliana przy sobie, powoli tracąc nadzieję, że zdołam go polubić, mimo że w mieście okazał się być przydatniejszy od Opinela. Aż tu nagle nadarzyła się niecodzienna sytuacja, i to dość potężnego kalibru: remont (tak, humanista-przyrodnik bierze się za remont, wiem jak to brzmi). Znowu jakieś paczki i sznurki, tym razem polipropylenowe, zaglądanie do wnętrza elektronarzędzi, żeby je przeczyścić, użeranie się z plątaniną kabli… Na wszystkie leśne bóstwa (które w tej chwili są daleko), znalazłem zastosowanie dla „Kizika”! Okazuje się, że ten nóż to przede wszystkim nóż techniczny. A przynajmniej tak teraz wygląda mój pogląd na ten temat. Szybko się otwiera, sam blokuje, łatwo zamyka. Wszystko jedną ręką, więc drugą można trzymać poziomicę. Długo zachowuje ostrość, więc płytę G/K też przytnie, gdy gdzieś się zapodział tapeciak. Plastikowe paski, którymi zostały spięte profile? Ooo, jednak ząbkowanie na ostrzu ma jakieś zastosowanie. I to całkiem dobre. Trytytki? Przecięte „na-ten-tychmiast”. No tak, przecież to wymyślono do przecinania pasów z tworzyw sztucznych! A w rękach elektryka ząbkowanie okazało się być bardzo dobre do zdejmowania izolacji z kabli. No proszę, wystarczy zmienić okoliczności użytkowania i nagle „malec” ma same zalety.

Wymiary i walory


Głownia o szlifie płaskim ze sztychem kroplowym (drop point) ma długość 74 mm.

Jeżeli przypadkiem po raz pierwszy czytasz opis noża i nie wiesz, co to właściwie znaczy, zapraszam TUTAJ.

Nożyk po złożeniu – 98 mm. Grubość głowni to 2,5 mm, czyli o 0,5 mm mniej niż w klasycznym Griptilianie. Waga 80 gramów powoduje, że nosi się go bez uczucia obciążenia. Jednym z największych plusów tego noża jest stal, z której wykonano ostrze. Jest to CPM S30V, stworzona przez ludzi, który specjalizowali się w nożach. Zawiera aż 14% chromu, dzięki czemu jest prawdziwą stalą nierdzewną. Oprócz tego w jej składzie jest też molibden i wanad zwiększające twardość. W zależności od potrzeb może być to zaleta lub wada tej stali: trudno się ją ostrzy, lecz krawędź tnąca dobrze trzyma ostrość. Mój „Kizik” nie skapitulował nawet po serii cięć płyt G/K. Zalecam diamentową osełkę.
Ostrze z blokadą typu AXIS-lock otwiera się za pomocą dwustronnego kołka, przez co możemy tak samo sprawnie pracować obiema rękami. Kołek odblokowujący przy składaniu też jest dwustronny. Dzięki temu bardzo łatwo jest się nauczyć drobnego ruchu, przy którym odblokowane ostrze składa się pod własnym ciężarem. Inaczej mówiąc, można go szybko obsługiwać tylko jedną ręką. Nie zaglądałem do środka, więc nie wiem jak rozwiązano mocowanie ostrza, ale po trzech tygodniach w budowlanym pyle mechanizm pracuje równie gładko jak na samym początku.
Rękojeść wykonano z poliamidu, czyli nylonu wzmocnionego włóknem szklanym. Bardzo dobrze leży w dłoni, choć zapewne dla naprawdę wysokich ludzi będzie po prostu za mała. Jest chropowata i częściowo fakturowana, co poprawia uchwyt, szczególnie kiedy ma się spocone dłonie. Projektanci umieścili w niej niewielki otwór pozwalający na zamocowanie smyczki albo sznurka. To dobry pomysł, w ten sposób trudniej „malucha” zgubić. Na części rękojeści oraz głowni znajdujemy karbowanie (thumb rail), które ułatwia oparcie kciuka przy cięższych czynnościach.

Przemyślenia własne (na koniec)


Dobra, przestaję się czepiać rozmiarów tego nożyka. Taki miał być i rzeczywiście jest użyteczny, po prostu nie w tym, do czego ja zwykle noży używam. Nie mogę mu jednak odmówić funkcjonalności, nawet gdybym bardzo chciał. W dodatku w ten sposób ma pewien urok „mikrusa-chytrusa” i zapewne pasowałby również do subtelnej, kobiecej dłoni. Zapytuję tylko, dlaczego głownia nie jest jeszcze cieńsza? Byłaby bardziej precyzyjna. Być może to kwestia materiałowa, ale uważam, że gdyby ujęto jeszcze pół milimetra, byłoby lepiej. I na koniec, żeby nie pozostawić wątpliwości: chociaż znalazłem zastosowanie dla ząbkowania na ostrzu, nadal uważam, że w nożach survivalowych nie ma ono racji bytu.
Ale Mini Griptiliana w końcu jednak bardzo polubiłem. Do miasta zastąpił Opinela.
Bardzo dziękuję serwisowi kolba.pl za udostępnienie noża i tym samym umożliwienie zrewidowania części mojego światopoglądu.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Helikon: nowe kolory Swagman Roll

Swagman Roll jest inspirowany doświadczeniami australijskich wędrowców – wielozadaniowe ponczo, stanowiące nie tylko odzież, ale też m.in. śpiwór. Obecnie dostał nową gamę kolorystyczną.

Benchmade Taggedout – myśliwski Bugout

Każda marka nożowa ma w swoim katalogu produkty, które są tak zwanym flagowym wyrobem. Są to zazwyczaj modele ze średniej półki cenowej, wybierane przez klientów…

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X