Przejdź do serwisu tematycznego

Gotowanie w terenie. Testy liofilizatów Firepot i kuchenki Trangia

Całkiem niedawno, na łamach milmag.pl ukazały się artykuły informujące o dwóch nowych markach na turystycznym rynku. Firepot, produkującej odwodnione dania, tutaj: https://milmag.pl/zywnosc-liofilizowana-firepot-w-polsce/ oraz drugiej Trangia, mającej w swojej ofercie aluminiowe zestawy do gotowania https://milmag.pl/szwedzkie-naczynia-outdoorowe-trangia-juz-w-polsce/.

Tak się złożyło, że produkty obu producentów trafiły do mnie na terenowe testy. Jak sobie poradziły? O tym poniżej.

Przygotowania i niechciane dźwięki

Testy produktów chciałem wykonać w warunkach jak najbardziej zbliżonych do tych, na jakie mogą natrafić przyszli użytkownicy powyższych. Niestety pewna rzecz pokrzyżowała mi plany.

Jako że szykował się wyjazd ze znajomym na łowisko, nic nie stało na przeszkodzie, by do plecaka zapakować testowe torebki z jedzonkiem i zestaw do gotowania.

Na pierwszy ogień poszły dania „Opiekana szarpana wieprzowina” i „Chili Sin Carne z ryżem” (to akurat w wersji wege) oraz przesłany do testów zestaw Trangia składający się z dwóch garnków, patelni, osłony przeciwwiatrowej i palnika spirytusowego. Jest to zestaw z serii UL – Ultra light, czyli w założeniu idealnie nadający się na terenowe wędrówki.

Tu pojawił się problem.

Zestaw naczyń, na czas transportu składamy, układając wszystkie elementy jeden w drugim, a następnie przykrywamy patelnią. To wszystko należy spiąć dołączonym w zestawie paskiem. Jak dobrze wiemy – w czasie, kiedy przebywamy na łowisku, każdy dźwięk może przeszkodzić w polowaniu, a spakowany i spięty pasem aluminiowy zestaw po prostu stukał, wydając metaliczne dźwięki. Oczywiście łatwo sobie z tym poradzimy, przekładając niektóre elementy kawałkiem wygłuszającego materiału, ale należy o tym pamiętać w przypadku, jeśli zależy nam na cichym przemieszczeniu się. Jednak w naszym przypadku postanowiliśmy naczynia zostawić i przetestować je przy następnym podejściu.

Jedzonko od Firepot

Przygotowanie tak zwanych zalewajek na całym świecie wygląda tak samo. Gotujemy wodę, otwieramy opakowanie z wybraną potrawą, usuwamy małą zieloną torebeczkę (pochłaniacz tlenu), a następnie nalewamy do środka wrzątku – do oznaczonej linią wysokości. Całość mieszamy i zamykamy na czas określony na opakowaniu.

W przypadku dań przygotowanych przez Firepod, po otwarciu od razu dało się zauważyć duże kawałki półproduktów- wieprzowiny i cebuli w przypadku dania mięsnego oraz fasoli i papryki w wegańskim chilli sin carne. Zalewamy i czekamy na to, co z tego wyjdzie.

Opiekana szarpana wieprzowina

Producent przygotował nam długo gotowaną, bo nawet do 16 godzin łopatkę wieprzową, która uprzednio była wędzona na drewnie dębowym. Całość oczywiście zamarynowana w domowej masie przypraw. Powoli gotowana z dodatkiem czerwonej, konserwowej cebuli do czasu kiedy mięso samo odpadnie od kości. Tak przygotowana wieprzowina z dodatkiem sosu barbecue zostaje podpieczona na żywym ogniu i ostatecznie odwodniona.

Po dodaniu wrzątku i odczekaniu kilku minut otrzymujemy danie o intensywnym i miłym dla nosa zapachu. W smaku mamy dobrze wyczuwalną, lekko doprawioną wieprzowinę o fajnej konsystencji. Mięsko nie rozpada się ani nie jest twardawe. Mamy wrażenie, że samo mięso trafia do nas jakby z grilla. Czuć dym i opieczoną skórkę. Dodatkowo posmak czerwonej cebulki podkreśla wszystkie aromaty. W przypadku tego dania jestem zdecydowanie na TAK. Na pewno do niego jeszcze wrócę.

Warto jeszcze wspomnieć o składzie opisanego dania:

Ryż Basmati (57%), szarpana wołowina (wędzona łopatka wieprzowa (19%), ocet jabłkowy, cukier Demerara, cytryna, przyprawy, sól), czerwona cebula konserwowa (czerwona cebula (11%), ocet z wina czerwonego, cukier Demerara, przyprawy, sól). Oczywiście brak „E” i barwników, nawet tych naturalnych.

 

Chilli sin carne

To wegańskie, pikantne danie, które ma rozgrzewać tak samo, jak oryginalna – mięsna wersja.

Mamy tu zamiennik mięsa, czyli soję przygotowaną z aromatycznymi przyprawami, papryką, kminkiem i pomidorami. Do tego dodano czerwoną fasolę, wędzoną paprykę chilli i koncentrat grzybowy. Tak przygotowane danie było długo i wolno gotowane, a następnie odwodnione.

I znów, po zalaniu wrzątkiem mamy aromatyczne danie, o przyjemnym zapachu i delikatnym smaku, po którym wchodzi ostrość kapsaicyny. Lubię pikantne i dobrze przyprawione potrawy. Dość często również trafiam na pikantne dania, które są pieprzne. Tu jest inaczej. Cała moc została wyciągnięta nie z pieprzu, a ze wspomnianych wcześniej wędzonych papryczek chilli.

Piecze fajnie i długo.

Znowu za plus oprawa wizualna. Mamy całe ziarna fasoli o odpowiedniej twardości, kawałki papryki i cebuli. Dobrze jest rozpoznawać to, co się je.

Werdykt – chilli pomimo braku mięsa jest bardzo dobre, rozgrzewa i pozostawia przyjemny smak pikantnej papryczki.

Skład: Ryż (42%), pomidory (15%), mielone teksturowane białka roślinne (13%, Soja, Karmel), czerwona fasola (12%), cebula (8%), czerwona papryka (5%), czosnek, papryczki chilli, przecier pomidorowy, olej rzepakowy, chili Ancho i Chipotle, wywar grzybowy (koncentrat grzybowy, ekstrakt drożdżowy, cukier, mąka kukurydziana), ocet winny, kmin rzymski, papryka, cynamon, sól, chili w proszku, kwas cytrynowy. I znów mamy potwierdzenie, że Firepot nie używa składników „E” i barwników.

Pierwsze podsumowanie

Dane było mi spróbować dwóch różnych potraw przygotowanych przez markę Firepot. Pomijając już wszystkie sprawy związane z ekologią produkcji liofilizatów tej marki i brakiem polepszaczy (jeszcze raz zapraszam do poprzedniego artykułu dotyczącego tej marki https://milmag.pl/zywnosc-liofilizowana-firepot-w-polsce/) to stwierdzam, że to jedne z najlepszych „zalewajek” dostępnych na naszym rynku. Duże, rozpoznawalne kawałki produktów, odpowiednie doprawienie i smak, który jest niemal identyczny, jak w przypadku świeżego jedzenia to największe zalety Firepod.

 

Kuchenka spirytusowa i naczynia Trangia

Na rynku kuchenek turystycznych królują produkty zasilane z kartuszy gazowych. Prawdopodobnie jest to podyktowane technologią JET, czyli wydmuchiwaniem podpalonego gazu pod dużym ciśnieniem co przekłada się na otrzymanie wysokich temperatur użytkowych przy małym zużyciu samego gazu. Dzięki takiemu zabiegowi zagotowanie kubka wody trwa bardzo krótko.

Co innego kuchenki spirytusowe. Tu, czas gotowania wody jest zdecydowanie dłuższy, ale nie jesteśmy uzależnieni tylko od jednego paliwa. Czy użyjemy wspomnianego spirytusu, denaturatu, paliwa czy nawet (oby nigdy wam się to nie przytrafiło) Burbonu, kuchence będzie wszystko jedno. Fakt, uzyskamy różne temperatury ognia, ale o tym później.

W zestawie znajdziemy osłonę przeciwwiatrową, pod którą ustawiamy płonący palnik. Na wierzchu ląduje wybrany garnek albo patelnia.

Na testy zabraliśmy podstawowe produkty do zrobienia gulaszu – takiego jednogarnkowego. Podczas korzystania z takiego zestawu gotowanie wygląda identycznie jak w domowej kuchni. Palnik daje ogień, na nim stoi garnek. Do środka lecą warzywa, mięso, woda i przyprawy. Fakt, ogień z płynnego paliwa wolniej gotuje nasz posiłek, ale właśnie taki jest motyw gotowania z Trangią. Coraz popularniejszy jest tzw. styl slow life, który jest ukierunkowany na odpoczynek od ciągłego, miejskiego pośpiechu i stresu, jaki jest na stałe z nim związany. Wypad do lasu, który nie wymaga od nas ciągłego przemieszczania się, a raczej obozowania połączonego z przygotowywaniem strawy, bez pośpiechu i ciągłego patrzenia na zegarek.

W takim klimacie zestawy Trangia odnajdą się najlepiej.

Cienkie aluminium dobrze przewodzi ciepło, a odpowiednio „zahartowane” przed przygotowywaniem posiłku, nie uwolni do naszego dania metalicznego posmaku.

Kwestia paliwa, jak wspomniałem wcześniej, w takiej kuchence można spalać każde paliwo płynne, jakie nadaje się do palenia. Poszczególne paliwa mogą dawać różną temperaturę, ilość dymu, czy zapach. Zrobiłem małe testy i wyszło na to, że najszybciej woda zagotowała się z użyciem benzyny aptecznej. Nie jest to może tanie, ale za to wygodne. Półlitrowa butelka wystarczy nam spokojnie na jeden długi wypad.

Kolejną podpowiedzią jest stosowanie paliwa stałego. W zapasie warto posiadać jedną, czy dwie kostki. Umieszczone w palniku spokojnie dadzą sobie radę z gotowaniem wody

Drugie podsumowanie

Kuchenki Trangia to bardzo dobry produkt dla osób, które szukają tego typu zestawów. Kupując je, musimy mieć świadomość o czasach gotowania wody i wielkości zestawu, jaki wybieramy. Nie są to produkty do szybkiego przemieszczania się w terenie, a raczej do gotowania na spokojnie.

Wszystkie elementy zestawu są wykonane z należytą dbałością, a przy odpowiednim użytkowaniu starczą nam na wiele bezawaryjnych lat. A w przypadku, jeśli coś się jednak uszkodzi, producent zapewnia nas o dostępności części zamiennych jeszcze przez długi czas (o czym wspominałem tutaj: https://milmag.pl/szwedzkie-naczynia-outdoorowe-trangia-juz-w-polsce/)

Osobiście polecam.

 

Testowane produkty zostały udostępnione przez dystrybutora marek Trangia i Firepot – Crag Sport.

Sprawdź podobne tematy, które mogą Cię zainteresować

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Dodaj komentarz

X